2

Nastał ten czas i... mam trochę ogrodu wysiane 🙂
Kocham wiosnę! Jak lubię każdą porę roku, bo każda ma COŚ w sobie, to jednak wiośnie nie umiem  nic zarzucić 🙂

bratkiWyznaczyłam dziś sporą część ścieżek ogrodowych i miejsca do wysiewu. Cudne uczucie wiedzieć, że robi się już coś na stałe, bez tymczasowości! Dziś wysiałam sałatę, roszponkę, rzodkiewkę, cebulę, bób, rzodkiew, trochę kwiatów i pewnie jeszcze coś, ale rano jak ogarnę koszyk to będę wiedzieć. Jutro runda druga. Muszę przyznać, że Marcelina doskonale sieje 🙂

Dodatkowo chciałam się pochwalić, że gałązki porzeczek czerwonych, białych, czarnych oraz agrestu, które ścięłam na jesieni  i wsadziłam do wiaderka z ziemią ukorzeniły się 🙂 Zasadziłam je dziś!

Wczoraj udało mi się nasadzić szczepki pelargoni i mam nadzieję, że też się ukorzenią

sadzonki pelargonii jak dobrze pójdzie to będą tak kwitły:

pelargonie

I lekcja przyrodnicza była dziś 🙂

Marcelina ma wiele miłości, największą darzy wszelkie place zabaw, choćby zawierały tylko huśtawkę  😉 Wybraliśmy się wreszcie, już nawet drugi dzień z rzędu, co przy moim braku chęci jest wielkim osiągnięciem 😉

Pożegnam się drugą miłością, ostatnią - okularami, dla mnie wygląda jak pszczółka 😉

Pozdrawiamy spod naszego wiatraka - koźlaka,bo wreszcie dziś do niego doszliśmy 🙂

4

Przedwiośnie u nas w pełni! Ogród ożywa, kwiatki wychodzą, krokusy kwitną, jedne ptaki śpiewają, drugie lecą kluczami i słońca więcej, częściej 🙂

U nas ruch ogródkowo - podwórkowy powoli nabiera rozmachu. Nadzieje na szklarnię wzrosły, bo teren oczyszczony i teraz będzie faza wznoszenia 🙂 Rabaty przegrabione, a krokusowa łączka zakwitła czym mnie zaskoczyła, bo w zeszłym roku nic nie sadziłam, a lepiej rosną niż wcześniej. Parapety zastawiłam pudełkami z wysianymi nasionami, mam już pierwsze wzrosty pomidorowo - kalarepkowe. Kwiaty dopiero dziś wysiałam i nie wiem czy znowu nie przesadziłam z ilością, ale jakby co wykorzystam 😉

Drzewa z Marcysią pobieliłyśmy, piaskownica znalazła swoje stałe stanowisko, trawa coraz piękniej rośnie - tylko ciekawe czy wygra z chwastami, wczoraj udało mi się przesadzić wszystkie maliny na swoje stałe miejsce 🙂

Na jesieni pościnałam gałązki różnych porzeczek, agrestu i wsadziłam do wiadra z ziemią by się ukorzeniły. Ukorzeniły się! Niektóre to już listki dostają, więc wysadzić je muszę. Cieszę się, że już nie na tymczasem tylko na stałe miejsce. Bardzo uciążliwa była do tej pory ta tymczasowość i męcząca.

Udało nam się nawet obiad zjeść już na tarasie... tym bardziej nie mogę się doczekać cieplejszych dni.

wysiewanie nasion

kwitnąca leszczyna

pobielenie drzew

Trzeci tydzień walczymy z Józkowymi zębami, w tym tygodniu ukazały się dwa czyli ma już 10, a jeszcze dwa są na wylocie. Walką po prawdzie trudno to nazwać, bo tylko nocami się częściej budzi i trochę marudny. Bardzo radosny i uśmiechnięty syn mi się urodził! Raczkuje i śmiga niczym błyskawica, uwielbia wszelkie dziurki i kabelki, z pasją otwiera szuflady i szafki, wchodzi gdzie nie powinien i śpi w ciągu dnia 2 ciągiem!  Mam wrażenie, że przy Marcysi książki były bezpieczniejsze, bo Józek książki z półek zwala - oby mu szybko minęło 😉

Od tygodnia Marcelina przynosi mi książki do czytania ze względu na treść a nie obrazki. Fajne to! Zupełnie inaczej się czyta 🙂

dziecko

Wraz z początkiem Wielkiego Postu przestałam pić kawę i nie pisałabym o tym, gdyby nie coś co mnie zaskoczyło - że to może być trudne. Nie piłam do tej pory jakiś wielkich ilości 1-2 filiżanki dziennie, a przez 4 dni nie picia miałam ogromny ból głowy i obsesyjne myśli o kawie cały dzień, a zwłaszcza rano. Tymi obsesyjnymi myślami to wręcz się zszokowałam, bo nie spodziewałam się tego. Nie uległam jednak i dobrze mi z tym 🙂 Pokusy mam teraz tylko jak słońce zaświeci i na tarasie usiądę 😉

I roczek planuję, bo nam w święta wypada.

I endokrynologa wreszcie na miejscu znalazłam.

I do pracy muszę się wybrać po wniosek, bo macierzyński się kończy.

I lecę, bo dzieciaki chałupę rozniosą 😉

11

Mam niedobór słowa pisanego, bo odwykłam od zapisywania myśli i refleksji, które rodzą się podczas dnia czy modlitwy. Niepotrzebnie pozwoliłam sobie na luz w tej kwestii i dobry nawyk muszę na nowo wyrobić. Słowo pisane zawsze mnie porządkowało, pozwalało ubrać myśli, ogarnąć rzeczywistość a i łatwiej było mi wiedzieć co Pan Bóg chce ode mnie. Zapisywanie u mnie prawie zawsze wiązało się z modlitwą, z rozważaniem Słowa Bożego czyli ogólnie mówiąc z rozmową z Bogiem. Przez jakiś czas jeszcze trzymałam się samego rozważania bez zapisu, ale i to odpuściłam. Wiecie, krok po kroku i się cofałam "w rozwoju", najpierw odpuszczasz jedno a następne to już kwestia czasu. Skarłowaciałam.

Otrzeźwiła mnie niedawno przeczytana na którymś blogu myśl, że modlitwa musi być jako priorytet każdego dnia, że inne rzeczy można zaniedbać ale nie modlitwę osobistą, bo wszystko inne zacznie się sypać. To spostrzeżenie była dla mnie jak obuch w głowę na przebudzenie!

Najzabawniejsze, że ja to wszystko wiedziałam, ale nie wiedzieć czemu miałam zamknięte na to oczy. Trochę zachodzę w głowę czemu dałam się tak zwieść, że sprzątanie, gotowanie czy inne sprawy stały się ważniejsze, a modlitwę zostawiałam na potem... potem, które rzadko nadchodziło, bo brakowało mi sił czy chęci...

Zrozumiałam dlaczego od jakiegoś czasu chodziły/chodzą za mną różne pytania i nawet przykleiłam do szafy specjalną kartkę, by było prościej je zapisywać. Zapisywałam pytania, ale nie szukałam odpowiedzi. Teraz myślę, że to Pan mnie przywoływał, że zapraszał mnie do rozmowy z Nim, do modlitwy.

Zasiadłam wreszcie! I zasiadam teraz codziennie.

To było/jest jak otwarcie zamkniętych okien, jak wpuszczenie świeżego powietrza, złapanie wiatru w żagle...

i mogę oddychać 🙂

róża