Przeskocz do treści

6

Miesiąc czasu mnie nie było, a ja mam poczucie jakby rok. Niby dziwię się co tydzień, że już czwartek czy piątek, ale każdy dzień jest cenny i inny. Najzabawniejsze, że mam kilka wpisów napisanych w szkicach i nie mogę się zdecydować na ich opublikowanie. Pewnie jestem w ciąży i mam zmienność nastroju 😉
Generalnie jest piękne lato, ale już powoli jestem nim zmęczona, tęsknię za jesienią i ją dostrzegam w przyrodzie. Bociany dwa tygodnie temu już odleciały, jaskółki powoli robią zebrania, więc chyba się zbliża.

Nie umiem chyba do tego się przyznać, ale chyba mi przez ostatnie dwa tygodnie było trudno i ciężko. Pogoda sprawy nie ułatwiała, bo  nawet w nocy oddechu złapać nie mogłam. Jak początek i środek ciąży był dobry to ostatnia prosta daje mi w  kość, choć jak bardzo to uświadamiam sobie dopiero jak mam lepszy dzień. Nie wiem czy to normalne, ale tak mam 😉 Antek rośnie w siłę, nie mam żadnego zdjęcia z ciąży i chyba muszę to nadrobić, w poniedziałek kupiliśmy wózek, bo stary zaniemógł i chyba nie czuję się przygotowana do porodu. Teraz się ochłodziło to może uda się sprawy pociągnąć do przodu i jednak być przygotowanym 😉

Walczę ze sobą czy chcę walczyć w sprawie porodu siłami natury. Widzę tego ogromną wartość, ale mam strach, że skończy się jak zwykle i skurczy partych nie będzie. Czuję tą moją odpowiedzialność w tym względzie.

Ogród żyje swoim życiem, pięknym i kwiatowym, kolorowym. Nawet nie jest tak zarośnięty jak myślałam, że będzie, ale muszę w kilku miejscach podziałać by wyglądał lepiej 😉 Pomidory w tym roku są CUDNE! Żałuję tylko, że wcześniej nie zaczęłam ich suszyć. Słoików zrobiłam już całą masę, ale jeszcze winnam zrobić powidła śliwkowe, ketchup z cukinii, na bieżąco ogórki z pomidorami, może sałatkę z cukinii do obiadu, sok z czarnego bzu i mogę uznać sezon za udany oraz zamknięty 😉

Robimy postęp trawnikowy do przodu, wreszcie mamy trawę przed domem i skoszone chaszcze na pozostałej działce. Dość przypadkowo do sąsiadów przyjechał pan z maszyną do koszenia chaszczy i wykorzystaliśmy sytuację. Zatem pewnego lipcowego, sobotniego poranka tuż przed śniadaniem pozbyliśmy się chaszczy i raczej już do nich nie dopuścimy, bo nam byłoby żal. Teraz trzeba czasu i sił by to zagospodarować. Wiem, że tym, którzy u nas nie byli to trudno sobie wyobrazić, ale to wielkie osiągnięcie i niespodziewane w tym roku. Raczej porządek z tym był przewidziany do zrobienia na 2-3 lata.

PS.

Oddaję i sprzedaję książki, gdyby ktoś był czymś zainteresowany to zapraszam - WYKAZ. Sporo już mi zeszło, ale pewnie będę jeszcze uzupełniać, bo zaczęłam kolejne czystki 😉

6

Dzieci były, dzieci nie ma 😉 Dzieci wyjechały, dwoje jednocześnie. Dziwne i niecodzienne to uczucie.

Ja się cieszę i korzystam, bynajmniej niczego nie nadrabiam w zaległościach domowych..  haha.. tylko relaks i komputer, bo tego mi brakowało! 🙂

Ony przed chwilą wkroczył do pokoju i twierdzi, że jest za cicho i muszę jechać po dzieci... haha.. a rano marudził, jęczał, że się wyprowadza, bo za głośno i że nie będzie w domu kategorycznie nic robił dopóki się z domu nie wyprowadzą, bo co chwilę coś psują albo niszczą 😉

Ciekawe czy w nocy będzie jazda po Józka czy da radę chłopak pierwszą noc poza domem. Marcelina już dawno z wielką przyjemnością śpi poza domem 🙂

zacisze domowe

8

Naprawdę nie wiem kiedy mi ta ciąża mija. Mam wrażenie, że niedawno był początek a to już 27/28 tydzień! Myśli moje krążą coraz częściej koło porodu i przygotowania domu. Jeszcze nie umiem się określić czy chce walczyć o poród siłami natury czy poddać się cesarskiemu cięciu. Jakaś spora część mnie chce walczyć, ale mam lęk, że skończy się jak zwykle. No nic, muszę jakąś strategię obrać, by nie stracić spokoju 🙂 Nasz Trzeciak to podobno chłopak i jak się potwierdzi przy porodzie to będzie Antoni 🙂

Sama mam się chyba dobrze, brzuch mi rośnie - muszę jakieś zdjęcie zrobić na pamiątkę, często już mi przeszkadza w wykonywaniu różnych czynności co mnie czasem śmieszy a czasem złości 😉 Ogromnie cieszę się z tego Życia, które noszę w sobie. To wielki zaszczyt i radość! Wielkie obdarowanie.

zacisze domowe

Pierwszy etap wakacji mamy za sobą. Byliśmy nad morzem w Niechorzu, skorzystaliśmy z pogody i trochę z naszych nóg. Było cudnie - kocham słońce, piasek, wiatr, spacery i fale! Mam duże poczucie niedosytu, ale w tym roku już chyba nie damy rady. Tym razem to Marcelina nie bała się wody, a Józek się bał, ale strach przełamany na falach 😉

zacisze domowe

http://www.kolej.rewal.pl/

Zrobiliśmy wycieczkę Kolejką Wąskotorową do Parku Wieloryba.  Generalnie pozytywnie się zaskoczyłam, bo fajnie został przygotowany/zaaranżowany, można się dowiedzieć sporo nie tylko o wielorybach - są makiety ryb, skorupiaków wraz z opisami i ciekawostkami. Niektóre makiety są ogromne, naturalnych rozmiarów, więc dzieciom łatwiej wyobrazić sobie wielkość ryb czy innych stworzeń morskich. Ciekawostką jest ptaszarnia z papugami, można wejść do środka, obserwować i karmić ptaki. Szkoda tylko, że nie są opisane.

zacisze domowe

Dziś zaczęłam listę zadaniową - przedporodową robić, bo to fajnie porządkuje różne zaległości. Lista jest dość szeroka, bo obejmuje swoim zakresem oprócz dzieciowych spraw, różne typowo domowe i ogrodowe zadania 🙂  Lubię ją! Noworodkowych rzeczy jeszcze nie mam żadnych poza wanienką... haha.. ale po niedzieli jadę odebrać wózek, bo nasz dokonał żywota 😉

zacisze domowe

Susza w ogrodzie daje się mocno we znaki, zwłaszcza moim kwiatom. Trudno mi to przeboleć, bo moje tegoroczne oczekiwania były o wiele większe, głównie na nowych rabatach... ahh... czuję się mocno ograniczona. Sezon ogórkowy właśnie rozpoczynamy i po niedzieli ruszam z akcją "Ogórki w słoiki". Przetworów trochę już zrobiłam, najbardziej jestem uradowana wiśniami w syropie i dżemem truskawkowym 🙂

zacisze domowe

zacisze domowe

zacisze domowe

Marcelinka miała 5 - te urodziny, zrobiłyśmy tort, więc się pochwalę 😉

zacisze domowe

Kot się w międzyczasie narodził i poszedł już w dobre ręce 🙂

zacisze domowe