Przeskocz do treści

3

Dziś jest V Niedziela Wielkiego Postu czyli jest już po półmetku, nadzwyczaj szybko to zleciało. Mój tegoroczny Wielki Post jest niespodziewanie zupełnie inny. Zaskakujący. Generalnie spędziliśmy go zamknięci w domu - tego nie przewidziałam 😉

Korona zastukała do naszych drzwi. Zachorowałam ja, położyło mnie na 10 dni. Doszło do takiego etapu, że prosiłam o gotowanie obiadów dla nas przez kilka dni, choć nawet po porodzie mi się to nie zdarzało. Już funkcjonuję normalnie. Reszta rodziny zakończyła ostatnio kwarantannę i dziś po raz pierwszy byliśmy razem na Mszy świętej w parafii.

W piątek też udało mi się być na pierwszej wielkopostnej Drodze Krzyżowej w kościele. Poczułam za to niezwykłą wdzięczność, taka niby prosta rzecz, a do tej pory nie mogłam. Przypomniałam sobie od razu, że koniecznie muszę walczyć o każdą Eucharystię i Sakrament Pokuty, bo nigdy nie wiesz kiedy nie będziesz mógł i zostajesz z niczym. Komunia i spowiedź to jednak fundamenty, bez których wszystko inne jest niczym. Nie zastąpi ich nawet najpiękniejsza modlitwa, wysłuchanie wielu kazań czy rekolekcji, obejrzenie Mszy w internecie. Komunia to żywy, prawdziwy Bóg, który wkracza z miłością i umocnieniem do naszego serca, życia.

Bardzo rzadko słucham jakiś rekolekcji internetowych czy kazań. Nie jest to dla mnie dobre, bo przerasta mnie ilość treści. Wolę usiąść z różańcem w dłoni lub ze Słowem Bożym - dla mnie to konkret, który ma wpływ na moje życie. Tak samo jak w zasadzie nie korzystam z on-line'owych Mszy św., bo wolę zawalczyć o tą konkretną, z przyjęciem Komunii św.

Mam poczucie, że korona dość łatwo poradziła sobie z fizycznym uczestnictwem człowieka na Mszy św. Wielu łatwo wskoczyło w tryb on-line, bo łatwiej dzieciom wytłumaczyć co dzieje się na ołtarzu, lepiej można się skupić na modlitwie itd. Jakby zupełnie bez walki. A tu trzeba walczyć, pomimo czasem trudnych do ogarnięcia dzieci w kościele, brakiem skupienia. Można to ofiarować, oddać Bogu i ta walka ma o wiele większą wartość. Jakby człowiek zapomniał czym jest Eucharystia, że za każdym razem dzieje się tu i teraz cud przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Pana Jezusa. To jest siła i moc! Żywy, prawdziwy Bóg przychodzi ofiarować się nam, by nas umocnić, napełnić pokojem i miłością.

Bez sakramentów nasze życie będzie puste i tak naprawdę wtedy grozi nam śmierć. Śmierć znacznie gorsza niż ta fizyczna, bo będzie to śmierć duchowa. Tego powinniśmy się bać.

Czy ja podejmuję walkę?

Tak, codziennie walczę. Z własnym lenistwem, wygodnictwem, tysiącem codziennych wymówek. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej iść na codzienną Mszę, która przecież zazwyczaj trwa ok. 20-30 minut, a zrobić mniej. Nie zawsze wygrywam, czasem odpuszczam, ale codziennie podejmuję walkę. Mam nadzieję, że na końcu będę mogła powiedzieć, że w dobrych zawodach uczestniczyłam i bieg ukończyłam. To takie zawody zmagania samej ze sobą i bieg do nieba.

A czy Ty walczysz?

Miało być...

Wpis miał być zupełnie inny i tytuł miał inny. Gdy jednak zaczęłam pisać wyszła spod mych palców inna treść. Widocznie tak miało być, a może jutro uda mi się napisać co miałam w pierwotnym zamyśle 😉

4

Nadeszła Środa Popielcowa i czas na zwiększony wysiłek. Wpis zaczęłam pisać w Środę Popielcową, bo obiecałam sobie, że będę częściej pisać. No! I tyle z obiecanek 😉 Mam nadzieję jednak na poprawę i powrót do regularnego pisania, wszak Wielki Post dopiero się rozpoczął.

Retrospekcja styczniowa i nasz pierwszy egzamin w ed

Najistotniejszym wydarzeniem był egzamin roczny w edukacji domowej Marceliny - klasa 1. Jednak w ferworze różnych wydarzeń i sytuacji został mocno przyćmiony i tak naprawdę to tylko ja o nim pamiętam 😉

Egzamin odbył się zdalnie, w formie pisemnej z edukacji wczesnoszkolnej (j. polski, matematyka, przyroda) oraz ustnej - edukacja wczesnoszkolna, j. angielski, religia. Dla mnie emocjonalnie najtrudniejszy był egzamin pisemny, co trochę jednak przyjęła Marcelina i średnio na początku (czyli wolno) jej szło. Ustny to była przyjemność zarówno dla niej jak i dla mnie. Zatem mamy długie wakacje 😉

Zwierzyniec nam powiększył. M. zarobiła pieniądze i zdecydowała, że za nie kupi papużki faliste. Mieszkają zatem z nami dwie papużki - Lucy i Leoś - i Marcelina trzyma nad nimi straż i porządek. Mamy wreszcie strefę wolną od kotów 😉

Dodatkowo wyciągnęliśmy ze stodoły akwarium i mamy 4 mieczyków, podobno mają być Józka. Na podobno chyba się skończy, bo inaczej rybki zdechną z głodu i syfu 😉

A było 5, tylko jeden okazał się samobójcą i wyskoczył z akwarium. Okazuje się, że mieczyki tak czasem mają.

Poza tym styczeń rozpoczęliśmy tanecznym krokiem i trochę imprezowy był. Marcelina nam wszystkim zrobiła maski karnawałowe 😉

Odkopaliśmy nawet stare narty biegowe i dzieciaki, zwłaszcza M., skorzystały ze śniegu. Generalnie na śniegu było dobre życie 😉 Nie wiem jakim cudem, ale Marcelina nauczyła Józka gry w szachy i już nawet raz z nim przegrałam. Mamy zatem szanse na rodzinne zawody szachowe.

Niemniej miałam zjazd formy fizyczno - psychicznej, więc jakoś mam poczucie toporności tego czasu. Słońce i powietrze jednak działa cuda 🙂

Przedwiośnie

Mamy pełne przedwiośnie,ptaków coraz więcej i robią coraz więcej hałasu. Rano jest wręcz obłędnie, zwłaszcza przy wschodzącym słońcu nad lasem i przy ich śpiewie. Temperatura też mobilizująca do działania w ogrodzie. Drugi dzień pali się u nas ognisko, przycięliśmy drzewka, maliny. Wracamy do domu, gdy już ciemno. Dziś zaczęłam powoli czynić pierwsze kroki to zrealizowania mego projektu w ogrodzie na ten rok czyli chcę zrobić strumyk z takim jakby kamiennym brodzikiem. Pokaże Wam co mnie zainspirowało!

Zdjęć z ladnydom.pl
Zdjęcie z jakbudowac.pl

Wysiałam do pojemników pomidory, papryki, inne warzywa oraz kwiaty. Zrobiłam wreszcie chyba logiczny podział nasion i pospinałam je gumkami. Może uda mi się zachować w nich porządek 😉

Dodatkowo przedwiośnie zaczęłam z przytupem, bo wystawiłam na sprzedaż dom rodzinny. Nie było to dla mnie łatwe, ale czuję, że właściwie robię. Chyba ja miałam większy z tym problem niż mija Mama. Nie chciałabym patrzeć jak nasz dom marnieje zamiast na nowo kogoś cieszyć i żyć. Wiąże się z tym sporo pracy i jeżdżenia, ale musimy dokończyć tą sprawę. Mam wiele przemyśleń w związku z materialną częścią naszego życia, naszym chomikowaniem, gromadzeniem i na ile jest to nam potrzebne. Jak już to przestanie tak mocno we mnie pracować to się z Wami nimi podzielę.

Harcerska przygoda Marceliny z ZHRem rozkręca się powoli do przodu, wróciły do zbiórek w realu. Otrzymała ostatnio mundurek i jest bardzo z niego dumna. Najnowsza nowość to kolonia zuchowa Marceliny w lipcu 2021. Oczywiście sama zainteresowana pojechała by już dziś 😉

Ostatnio z plastyki w domu kultury przyniosła wyróżnienie za kartkę zrobioną na konkurs walentynkowy. Dostała czekoladki, które zbiorczo zjedliśmy w oczekiwaniu na założenie strony, która nam pękła w wiolonczeli 😉 Wszyscy namawialiśmy M. na więcej konkursów - będzie więcej czekoladek 😉

Wielki Post w naszej rodzinie

Najpierw miałam wielkie plany dotyczące Wielkiego Postu zarówno dla dzieci jak i dla siebie. Że powinniśmy zrobić to i tamto, że powinnam podjąć się tego i tamtego. No czas na zwiększony wysiłek. Pan Bóg mi pokazał, że nie tego oczekuje ode mnie i kiedy mój mózg to przyjął poczułam, że wszystko wskoczyło na właściwe miejsce. Mówię Wam warto pytać i słuchać tego co Pan Bóg mówi, życie staje się prostsze i przyjemniejsze. 🙂

Zatem w tym roku dzieci mają kalendarz wielkopostny narysowany na kartce A3 (Kasia zrobiłam jednak! ;-)). Niby kalendarz dla dzieci, ale mnie i Filipa też mobilizuje. Dodatkowo podczas wieczornej modlitwy codziennie dodajemy inną intencję np. za głodnych, za chorych, za dzieci, za rodziny w parafii itd. [bardzo fajne rozmowy po się wywiązują z dziećmi].

Jako rodzina co piątek uczestniczymy w Drodze Krzyżowej, a w niedzielę w Gorzkich Żalach.

Ja sama zamierzam zawalczyć o codzienną Eucharystię i piękniejszy język. Ponadto staram się bardziej sumiennie wypełniać swoje zadania, z większą starannością, dbałością, cierpliwością. Dotyczy to też różnych zobowiązań pozadomowych, których się podjęłam. Wbrew pozorom to chyba najtrudniejsze zadanie, wymaga czasem ode mnie mocnego samozaparcia.

9

Święta, święta i… oktawa czyli o oczekiwaniu w Adwencie i świętowaniu Bożego Narodzenia rozciągniętym o oktawę w naszej rodzinie. My nadal świętujemy, codziennie jacyś goście, codziennie kolędujemy... Nie wiem czy uda mi się zebrać w sensowną całość wszystkie myśli i wydarzenia, bo okres bogaty był. Postaram się 😉
Święta, święta i... oktawa

Adwent

Adwent. Zadziwiająco szybko minął, zadziwiająco... wciąż pamiętam jak planowałam Adwent i nawet jak dość sprawnie mi szło. Czasu tylko zabrakło na net, ale codzienne życie ważniejsze w mych priorytetach. Początek był dla klimatu adwentowego obiecujący, bo spadł śnieg 😉 Antek pierwszy raz w życiu jechał sankami 😉

Skusiłam się i zakupiłam ebook wydany przez Magazyn Kreda "Najpiękniejszy Adwent". Podoba mi się, polecam wszystkim, którzy nie wiedzą jak dobrze przeżyć ten czas w rodzinie. To taka kompaktowo zawarta informacja o tym okresie liturgicznym, w zasadzie to taki trochę jak zbiór przepisów, gotowych do wydruku 🙂

W tym roku mieliśmy kilka elementów - roraty (byliśmy prawie na wszystkich w naszej parafii), zadania adwentowe, drzewko Jessego i słoik dobrych uczynków. Najwięcej emocji wzbudzał w tym roku słoik dobrych uczynków - przy wieczornej modlitwie rodzinnej, każdy musiał powiedzieć co dobrego danego dnia zrobił i zapisywaliśmy to na karteczce i wrzucaliśmy do słoika. W Wigilię włożyliśmy te karteczki Panu Jezusowi do żłóbka. Było to dość trudne zadanie, zwłaszcza dla niektórych dorosłych 😉

Przy obmyślaniu zadań do kalendarza adwentowego uświadomiłam z zaskoczeniem, że wiele z zadań brzmi mało atrakcyjnie dla moich dzieci, bo... wiele z nich robimy na co dzień. I że mamy bardzo fajne życie, to nasze domowe, w swoim rytmie, ze swoimi rytuałami, ze swoim tempem. Że się rozwijamy i żeby rozwijać się dalej musimy podnieść poprzeczkę i wejść piętro wyżej. Nie wiem do końca co to piętro wyżej oznacza, ALE poszukuję odpowiedzi 🙂

Zbiórka harcerska online - pieczenie pierników 🙂

Pod względem organizacyjnym, sprzątająco - gotującym, to w tym roku mam sfery gdzie poczułam się dumna z siebie, bo nie miałam języka na brodzie. Jednak spisana kartka, wciągnięcie młodych do różnych zadań i realizacja kilku zadań pomimo codziennych przeciwności przyniosła pozytywny skutek.

Święta, święta i... oktawa

Zacznijmy od Wigilii. Wigilia w naszej rodzinie jest trochę jako kolędowanie, bo jeździmy od rodziców do rodziców/ rodziny, taka wigilia w drodze. W tym roku po raz drugi rozpoczęliśmy naszą domową kolację wigilijną o 14.30., bardzo nam odpowiada ta nowa NASZA tradycja. Mam wrażenie, że więcej w nas przez to spokoju i mniej nerwowości, że gdzieś się spóźnimy. Wprowadza nas na właściwe tory, mamy dla siebie czas na złożenie życzeń, jest czas na modlitwę... Mieliśmy pierwsze zawody pt. 'Kto zje/spróbuje wszystkie potrawy na stole' - wygrała Marcelina, drugie miejsce Ony 🙂 Później po 16.00 pojechaliśmy na kolejną kolację wigilijną i pokolędowaliśmy do Pasterki. Po Mszy rozpoczęło się drugie życie i wszyscy, oprócz Antka, poszliśmy w środku nocy spać 🙂

Boże Narodzenie i reszta świąt była fajna, był czas na kolędowanie, Marcelina zagrała nam 3 kolędy i była przeszczęśliwa, wspólne gry planszowe, czytanie, jedzenie, spotkania... W Niedzielę Świętej Rodziny odnowiliśmy ślubowanie małżeńskie i zrodziło to nam fajną małżeńską rozmowę w niedzielne popołudnie.

Aktualnie świętujemy dalej czyli kolędujemy, wykonujemy tylko to co konieczne, przyjmujemy gości. Niemniej jednak mam potrzebę schowania się do norki, chyba z nadmiaru różnych emocji i wydarzeń 🙂

Pomiędzy

W międzyczasie wzięliśmy udział w konkursie zorganizowanym przez ZDR3+ "Rodzina pozytywnie nakręcona". Nakręciliśmy się my i wkręciliśmy zaprzyjaźnione rodziny. Tym filmikiem wygraliśmy laptopa 🙂 Przyda się, bo ostatnio już był kłopot ze sprzętem przy zajęciach zdalnych Marceliny w szkole muzycznej.

Braliśmy udział w zdalnych lekcjach muzealnych Muzeum Łazienki Królewskie. Było ciekawie i fajnie. Wielki plus za organizację, materiały do zajęć dostaliśmy kurierem wcześniej i dzięki temu było mniej rozgardiaszu przy realizacji zajęć.

W tym tygodniu dość niespodziewanie (z mojej winy) mamy egzaminy klasy pierwszej, część pisemną i ustną. Egzaminy będą przeprowadzone w formie zdalnej - zakres: edukacja wczesnoszkolna, język angielski i religia. Marcelina nie czuje powagi słowa egzamin, a ją z tego nie wyprowadzam. Podchodzę do tego tak, że ma pokazać co umie, co lubi, co robi. Zamelduję po jak jej poszło 🙂

Zatem jak dobrze pójdzie to od stycznia będziemy mieć wakacje.... hahah.. tak naprawdę mój domowy plan edukacyjny kończy się jednak w maju, co też jest dość umowne, bo generalnie uczymy się cały czas 😉