Przeskocz do treści

tydzień…

poniedziałek poniedziałkiem a tu już WTOREK(o_o) nic mi z tym wolnym tygodniem nie wysżło jak zaplanowałam:/

Po pierwsze miałam jechać na III tydzięń rekolekcji ignacjańskich - nie wyszło, zabrakło dla mnie miejsca;-(a chciałam jechać ogromnie, bo czuje że potrzebna mi jest cisza by poukladać siebie i swoje życie, obrać właściwy kieruek i do przodu:-]

Po drugie miał być Pan, który skończy mi remont do końca zeszłego tygodnia.. więc nie jechałam w sobotę  na mieszkanie by mu nie przeszkadzać... ale w poniedziałek za namowa Taty pojechałam z rana zobaczyć jak robota idzie i w duchu się ciesząc HUURA wolny tydzień to odpocznę - już naiwna miałam wizję jazdy na rowerku, grzebania w ogródku i innych samych przyjemnych rzeczy0:-) - zajechalam na mieszkanie a tam cisza i spokój i nic nie ruszone a na dodatek na ścianie wypisane ile Pan sobie życzy za wyszpachlowanie, ponalowanie pokoju i przedpokoju - czyli moja podwojna wypłata(o_o)trochę mocno przesadzil, po prostu mnie nie stać było na niego.... więc ja za telefon (jakże dobry to wynalazek:-D) i odwołuje Pana, odzyskuje klucze i ogłaszam koniec moich krótkich wakacji :-D czas do pracy.. hehe.. tak oto stałam się wysoko wykwalifikowanym tynkarzem i malarzem z tytułem magistra - może powinnam podyplomówke z tego zrobić:-D:-D
Zabrałam się ostro do pracy wychodząc z zalożenia że jak nie umiesz to się nauczysz jak spróbujesz... tym sposobem nauczyłam się tynkować, przestałam bać się wiertarki (a uwierzcie że majtki miałam pełne strachu), przekonałam się że nie zawsze można na rodzinę liczyć (co dla mnie jets szokiem) i na Onego (to już było bardziej bolesne), za to mam SUPER siostrę bo cały czas była ze mną, pomagała mi jak mogła i po prostu BYŁA.. Tatko też się nieźle spisał:-Dale po dwóch dniach nie dał już rady z moim tempem... chciałam po prostu zdążyć do końca tygodnia... miałam dwóch "przelotowych" pomocników, którzy: jeden zrobił sufit, a drugi na drogi dzień go zeszlifował:-)... w sobotę ostatecznie udało mi się pomalować dwa razy sufit i raz ściany... :-D WIDAĆ KONIEC!:-Dna dzień dzisiejszy mam do położenia panele i jeszcze pomalować sćiany, więc w przyszłym tygodniu PRZEPROWADZKA!!

Po trzecie zerwałam z Onym:-| zostaliśmy w relacji kolega - koleżanka, ale to nie dla mnie, chyba nie umiem byc koleżanką, za dużo we mnie uczuć... wprawdzie po zerwaniu zaczął mi pomagać na mieszkaniu, ale... i nie powiem trudno jest, bo mi tęskno za nim...
choć to zerwanie pozwoliło nam spojrzeć na siebie inaczej... trudno powiedzieć jak rozwinie się sytuacja... ja lubię czyste i klarowne sytuacje...

Po czwarte jadę na Kongres Rodzin do Warszawy już w ten weekend:-D!!już nie mogę się doczekać:-D

deszczowego dzionka:-D i u mnie własnie nadchodzi burza:)))

1 thought on “tydzień…

  1. basja

    Komentarze do wpisu

    * dodano: 08 maja 2007 14:03

    Basiu to ty już na III poziom się łapiesz? Ja myslałm o rekolekcjach tego typu. Ale wszystkie poziomy za długo jednorazowo trwają, ana tygodniowe rekolekcje zkażdego poziomu za daleko jechać... napisz jak było i gdzie byłaś? Bo ja szukałam na tej stronie: http://www.rekolekcje.vel.pl/
    Pozdrawiam i myślę, ze kazda decyzja wżyciu jeśli jest przemyslana, jest dla nas słuszna.

    Twórca...: aqada

    Miejsce w sieci...: http://www.aqada.blog.onet.pl
    * dodano: 08 maja 2007 13:56

    oooo... do warszawy się wybierasz... to w moje rejony 😀

    Twórca... (Login WP): agnieszka.archi

    Miejsce w sieci...: mojeanioly.bloog.pl

    Odpowiedz

Dodaj komentarz