Przeskocz do treści

poświąteczne refleksje

Czy Wy też tak macie, że robicie jakieś zdjęcie, przychodzi fajna myśl do głowy i myślisz o napiszę o tym na blogu, a potem......... zapominasz o tym (np. znaczy Marcela Cię zajmie, nie masz dostępu do kompa itd.) a jak przypomnisz sobie to masz już kolejne pomysły, a na blogu dalej cisza. No bo ja tak mam 🙂
Ma ktoś pomysł jak sobie z tym poradzić?

 

Święta Bożego Narodzenia 2013 odeszły do historii, a ja skoro mam takie tyły to lekko do nich wrócę, ale zdążyłam przed Trzema Królami 😉
W tym roku u nas w święta było kilka nowości w tradycji rodzinnej. Pierwszą nowością był rozdział mikołajowy poprzez losowanie tzn. na początku adwentu odbyło się losowanie i każdy wylosował kogoś komu robił prezent. Finansowa i organizacyjna ulga 😉
Zarządziliśmy niejako, że kolację wigilijną w tym roku spożyjemy razem u rodziców o 17.00.  Podstawową przyczyną jest wiek moich rodziców, a nade wszystko bardzo szybko postępująca  utrata sił Taty oraz to że na dłuższą metę męczą ich już tłumy. A 27 osób to już mały tłum. Od ok. 20 lat nie udało nam się spędzić Wigilii w pełnym składzie w jednym czasie, więc w tym roku chcieliśmy spróbować. Było nas 16 osób, a ja zaprosiłam dodatkowo swoją teściową.
Wszyscy mieszkamy dość blisko siebie, maks 30 km, i niby jesteśmy zżyci i nie dało rady 🙁

Bynajmniej nie oznaczało to smutku przy stole. Było gwarno i radośnie 🙂
I pokolędowaliśmy trochę albo raczej inni kolędowali a my kolędowaliśmy na pogotowiu 😉

główny pomocnik przedświąteczny 😉

U rodziców już rządziłam tydzień przed świętami, więc prawie wszystko co było zaplanowane to zostało zrobione. Niemniej w niedzielę popołudniu Marcela zaczęła się rozkładać chorobowo, we wtorek po kolacji wigilijnej chyba jakieś apogeum miała, dodatkowo w szybkim tempie zaczęła kaszleć szczekająco i się dusić co oznaczało, że zapalenie krtani jest.
Dostała antybiotyk, dostawała go przez tydzień by okazało się, że niepotrzebnie bo na wirusowe zapalenie antybiotyk nie działa i się go nie przepisuje! Marcela mniej więcej po tygodniu wróciła do pełnej formy. Teraz odbudowujemy florę bakteryjną w jelitach 😉

 

Piernikiem się chwalę tegorocznym 🙂

Mam kilka refleksji poświątecznych.
Pierwsza to taka, że uświadomiłam sobie, iż święta Narodzenia Pańskiego są dla mnie ważne niekoniecznie muszą być ważne dla innych. Otóż dla mnie naturalnym jest, że są to święta religijne, że rodzina stara się gromadzić, spotykać, że nikt nie powinien być sam, że należy się odświętnie ubrać do kolacji wigilijnej i w święta itd. Kilka lat zajęło mi dojście do tego wniosku, ale dało mi wolność na lata przyszłe.
Druga dotyczy naszej rodzinnej parafii. Zawsze nas szło sporo na pasterkę czy Msze w kolejne dni, a od kilku lat nas coraz mniej. W tym roku na pasterce był tylko Ony, a w drugi dzień Świąt w parafialnym kościele byliśmy tylko we dwoje. Pozostali byli w swoich parafiach. [musiałam uzupełnić to zdanie, aby nie było niejasności] Wybyliśmy z tej parafii jako rodzina. Dziwne to uczucie! Wydawało mi się to kiedyś niemożliwe, bo byliśmy w niej dość zaangażowani. A każdy z nas ma teraz inną. Jak sobie to uświadomiłam to mam poczucie jakby się coś kończyło w naszym życiu.

W temacie poza świątecznym Ony stał się dziś pogromcą myszy i stodołę nafaszerował trutką 😉
a Pan Bóg mnie kolejny raz ćwiczy, bo miałam ja NIECNY plan pouczania dziś od rana mego męża jak to się kupuje trutkę na myszy i jak się ją zakłada. Marcelinie jednak katar i stan podgorączkowy wrócił, więc nici z mego niecnego planu. A trutka kupiona i założona 😉
A wszystko przez to, że szukałam wczoraj baterii w pudełku, które 2 tygodnie leżało ww. stodole po przeprowadzce i znalazłam zmłóconą przez mysz kartkę i inne drobiazgi. brrrrr nienawidzę myszy, brzydzę się nimi i jak widzę to drę się niemiłosiernie 😉
Plan ogólnie był od października założyć trutkę, ale cały czas były inne sprawy i tak zeszło.

 

Przyznam szczerze, że myślałam o wróceniu do pisania na tym blogu. Dostałam kilka naprawdę fajnych email'i i doszłam do wniosku, że to tajniaczenie się nie w moim stylu jest. I o dziwo te moje pisanie czasem komuś dobro przyniosło.
Pamiętam o przyczynach ukrycia się, ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że to mało przemyślane było.A dalsze pisanie publiczne może jeszcze jakieś korzyści przynieść 😉

aaaaaaaa i kobietą jestem, a kobiety podobno zmienne są, więc może za jakiś czas mi się znowu zmieni 😉

A na koniec ulubiona pastorałka Marceliny, przy której piszczy z uciechy 😉

 

8 thoughts on “poświąteczne refleksje

  1. Rose

    Witaj Basiu. Świąt idealnych chyba nie ma, zawsze coś takiego się znajdzie, że nie da się wszystkim dogodzić. Na pasterce byłam i w zeszłym roku i teraz. Jakoś jest ona dla mnie najlepszym podsumowaniem Wigilii. Piękny piernik! Piękna Marcelinka. Z antybiotykami trzeba ostrożnie. Często lekarze je przepisują z byle powodu. Wiadomo, my się nie znamy czy trzeba ten antybiotyk czy nie. Tu jest konieczny dobry lekarz. Pozdrawiam Was noworocznie.

    Odpowiedz
    1. basja

      a ja pierwszy raz odkąd sięgam pamięcią w tym roku nie byłam na Pasterce. No ale nie można być wszędzie jednocześnie.
      uściski serdeczne!

      Odpowiedz
  2. Barbara Wójcik

    Dobrze Basiu, że wróciłaś...
    Z myślami jest tak, że trzeba je zapisywać.
    W mojej głowie wiersze rodzą się o różnych porach i jeśli go zaraz nie zapiszę, wszystkie piękniejsze metafory umykają natychmiast.
    Marcelinka pochłania czas i to normalne, w końcu jest najważniejsza- zdrowia jej życzę, ale takie choroby są niestety nieodłącznie wpisane w dziecięcy życiorys!
    Masz rację, wiele spraw przemija bezpowrotnie, żyję już ponad pól wieku i wiszę to coraz częściej i mocniej...
    Czasy się zmieniają, ale są ludzie, którzy kultywują tradycję, więc ona przetrwa...
    Basiu, życzę Ci dużo Bożego błogosławieństwa, a w tym jednym zdaniu zawiera się wszystko...

    Odpowiedz
  3. Krzysztof

    No to takie szalone święta. Ilościowo wigilię mamy podobnie, z uczestnictwem na pasterce również. Ech tak to już jest.

    Zdrówka dla małej księżniczki i dobrego Nowego Roku.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz