Przeskocz do treści

żyję ;-)

Cześć i czołem!
Żyję! Nawet dobrze, tylko dużo się dzieje 😉
Jeszcze jesteśmy na wygnaniu, ale coraz bliżej domu, bo znowu jesteśmy po przeprowadzce. Dobrze, że Marcela świetnie je znosi. Właśnie stuka rok od zakupu naszego domu, remont trwa nadal. Posadzkę mamy wylaną, Ony zakłada elektrykę i będzie kładł tynki.
W zasadzie to on już tam mieszka, a w miniony weekend spaliśmy po raz pierwszy razem w domu. Pierwszą noc to jakoś nam dziwnie było, ale druga to już raj.
Zapasy już robię na zimę czyli mrożę truskawki i koperek. I suszę zioła. Po niedzieli będę robić syrop z kwiatów czarnego bzu.

W niedzielę Marcysia skończy roczek. Jak na nią patrzę to nie mogę uwierzyć, że już jest taka duża i samodzielna. Ostatnio narodził nam się w rodzinie Tymek, waga prawie tyle co Marcela przy urodzeniu, a nie wiedziałam jak go wziąć na ręce, bo taki maleńki. Już zapomniałam, że była taka mała 🙂
Marcela w niedzielę zrobiła pierwsze samodzielne kroki ode mnie do Onego, śmiga za rękę prawie biegiem, uwielbia piaskownicę i basenik (przez to smarczy nieustannie), piersi nie opuszcza i mówi, że najlepsza, choć prawie wszystko inne zjada ;-). Poza tym kocha mnie ogromnie i daje mi buziaki 🙂
Mam właśnie ostatni tydzień macierzyńskiego, idę na urlop wypoczynkowy zaległy i bieżący od poniedziałku i niby pierwszego września wracam do pracy. W lipcu jednak zdecydujemy z Onym czy wracam, czy idę na wychowawczy. Papiery do żłobków złożone, wszędzie jesteśmy na liście rezerwowej. To jednak tylko trochę tak dla spokoju, bo mamy ciągoty by M. została w domu. Ciągoty wynikają z tego, że uważamy iż to będzie dla niej najlepsze. Poza tym ja nie potrafię zaakceptować faktu, że mam komuś płacić za czas spędzany z moim dzieckiem, obserwowaniem jak się rozwija.
Finansowo będzie trudno, ale rozważam zdywersyfikowanie własnego dochodu i dorabianie różnymi formami, po odliczeniu kosztów pobytu dziecka w żłobku + dojazdy, wyjdziemy chyba lepiej niż gdy pracuję. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby drugie dziecko, ale to nie od nas zależy, jak Bóg da to będzie (i oby dał!) 🙂
Mam nadzieję, że do lipca uda nam się spokojnie porozmawiać i podjąć decyzję właściwą i najlepszą dla nas i Marceliny. Przez tą naszą bezdomność, remont nie mamy kiedy porozmawiać, bo nawet niedziele zazwyczaj są zajęte zaległościami imieninowymi czy innymi uroczystościami/wizytami. Byle wytrwać do końca.
Przyznam, że taki remont (a może brak własnego miejsca) jest bardzo obciążający dla naszego małżeństwa, naszych relacji, bo nie ma kiedy o nią zadbać. Zmęczeni jesteśmy już bardzo, ale koniec trochę widać. Wiem jednak, że jak osoby zewnętrzne patrzą na nasz dom to uważają że nigdy tego remontu nie skończymy 😉

Wiosennego lata Wam jeszcze trochę pokażę, bo pięknie wokół, wianki pleciemy, ptaki świergolą, młode mają i w stodole je podglądamy, kwiaty rozkwitają i dostojnie, kolorowo wyglądają. U mojej siostry szał różany!
A wiecie, że pawie wydają dźwięki jak koty? Ja już wiem i codziennie się nabieram 😉

 

 

 

 

 

 

 

18 thoughts on “żyję ;-)

  1. majka

    pięknie , coraz piękniej ... 🙂 1.ja bym chyba tu i ówdzie zostawiła takie ceglane ściany... 2. Marcelina- aż się wierzyć nie chce, że taka już duża ! 3.też się krzątam aktualnie koło truskawek i ziół 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    1. basja

      Majka chcieliśmy i jeszcze się zastanawiamy, ale one dość kiepsko wyglądają z bliska. Zastanawiamy się nad kawałkiem w kuchni 🙂
      Ja w piątek obrywam porzeczki i będzie porzeczkowe szaleństwo 😉

      Odpowiedz
  2. Promyczek

    Wszystkiego naj dla Marcelki, nie mogę uwierzyć, że to już rok 🙂 No i podobna jest do mamusi 🙂
    U Was tak jak u nas, mało czasu dla siebie a warunki mieszkaniowe temu nie sprzyjają, ale warto trochę się pomęczyć, żeby potem żyć na swoim 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz