Przeskocz do treści

puk, puk…

Nie wiem czy mnie ktoś jeszcze pamięta hehe.. pajęczyny odzieram, kurz przecieram, wracam z niebytu, okres stabilizacji powraca do mnie, do nas. Na dzień dzisiejszy próbuję ogarnąć ten mój/nasz niebyt domowy, organizacyjny, życiowy wręcz. Wróciłam do pracy, delikatnie zadomowiliśmy się w naszym domu, dobytek przenieśliśmy ze stodoły do domu, mamy kuchnię w kuchni, łazienkę w łazience. Warunki jeszcze polowe, ale takie na jakiś czas zostaną, gdyż sił, pieniędzy nam już brak i ogromne zmęczenie wychodzi bokami.

Nadal mamy kłopot z wszelkimi urządzeniami komputerowymi, bo ich nie mamy - wszystko padło, nawet mój telefon uległ  znacznemu uszkodzeniu. Aparat jeszcze się trzyma, ale zdjęcia są na unieruchomionych dyskach. Jest jednak nadzieja na poprawę tej sytuacji, więc nadziei nie tracę 😉

Dobrego popołudnia! 🙂

18 thoughts on “puk, puk…

Dodaj komentarz