Przeskocz do treści

słowo pisane i modlitwa

Mam niedobór słowa pisanego, bo odwykłam od zapisywania myśli i refleksji, które rodzą się podczas dnia czy modlitwy. Niepotrzebnie pozwoliłam sobie na luz w tej kwestii i dobry nawyk muszę na nowo wyrobić. Słowo pisane zawsze mnie porządkowało, pozwalało ubrać myśli, ogarnąć rzeczywistość a i łatwiej było mi wiedzieć co Pan Bóg chce ode mnie. Zapisywanie u mnie prawie zawsze wiązało się z modlitwą, z rozważaniem Słowa Bożego czyli ogólnie mówiąc z rozmową z Bogiem. Przez jakiś czas jeszcze trzymałam się samego rozważania bez zapisu, ale i to odpuściłam. Wiecie, krok po kroku i się cofałam "w rozwoju", najpierw odpuszczasz jedno a następne to już kwestia czasu. Skarłowaciałam.

Otrzeźwiła mnie niedawno przeczytana na którymś blogu myśl, że modlitwa musi być jako priorytet każdego dnia, że inne rzeczy można zaniedbać ale nie modlitwę osobistą, bo wszystko inne zacznie się sypać. To spostrzeżenie była dla mnie jak obuch w głowę na przebudzenie!

Najzabawniejsze, że ja to wszystko wiedziałam, ale nie wiedzieć czemu miałam zamknięte na to oczy. Trochę zachodzę w głowę czemu dałam się tak zwieść, że sprzątanie, gotowanie czy inne sprawy stały się ważniejsze, a modlitwę zostawiałam na potem... potem, które rzadko nadchodziło, bo brakowało mi sił czy chęci...

Zrozumiałam dlaczego od jakiegoś czasu chodziły/chodzą za mną różne pytania i nawet przykleiłam do szafy specjalną kartkę, by było prościej je zapisywać. Zapisywałam pytania, ale nie szukałam odpowiedzi. Teraz myślę, że to Pan mnie przywoływał, że zapraszał mnie do rozmowy z Nim, do modlitwy.

Zasiadłam wreszcie! I zasiadam teraz codziennie.

To było/jest jak otwarcie zamkniętych okien, jak wpuszczenie świeżego powietrza, złapanie wiatru w żagle...

i mogę oddychać 🙂

róża

 

 

11 thoughts on “słowo pisane i modlitwa

  1. Polluska

    ja od miliona lat nie potrafię się pomodlić wieczorem. Padam zawsze i nie ma szans żebym albo pamiętała albo skończyła. Poddałam się i już z tym nie walczę ale chociaż mam dobry nawyk wyrobiony z rana dzięki temu, że muszę jeździć komunikacją do pracy i zajmuje mi to 50 minut. Spokojnie można "strzelić" w tym czasie cały różaniec 😉

    Odpowiedz
    1. basja

      a ja "od zawsze" modliłam się wieczorem, bo wtedy był największy spokój, czas i wyciszenie... teraz przy dwójce wieczory się posypały 😉
      Mi nie o różaniec chodzi, bo go odmawiam w ciągu dnia, ale o to by codzeinnie przysiąść nad Słowem Bożym to daje mi prowadzenie i poznawanie Boga i rozmowę z Nim... czas by zebrać myśli, się zastanowić...
      spróbuj Polly - warto!
      to masz taki nawyk jak ja, też w drodze zawsze różaniec 🙂

      Odpowiedz
  2. Rivulet

    Zawsze modliłam się wieczorem... Teraz jednak polecam modlitwę poranną, nawet 15 minut z psalmami i ewangelią, żeby dzień zacząć od Boga. Warto wyrobić taki nawyk, dzień zupełnie inaczej smakuje i ma się światło na to, co się wydarzy. Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  3. M.

    Wybacz, że ja w całkiem innym temacie 🙂 - chciałam zapytać Cię o poradę jak można założyć sobie taką fajną stronę jak Ty masz - z własną domeną i jeszcze do tego z wpisami, które aktualizują się w bloggerze za każdym razem, gdy pojawi się nowy? jak Ty to zrobiłaś??? 🙂
    czy hosting i stronę masz płatne? czy mogłabyś mnie jakoś pokierować? byłabym bardzo wdzięczna, bo jestem w tym temacie zielona 🙂
    pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz