Przeskocz do treści

i któż ze mną wytrzyma??
wczoraj dałam prawdziwy popis swojego humorku hihih, choć teraz mi wcale nie do śmiechu, bo mi po prostu wstyd.... byłam okropna, bardzo okropna.. a On na koniec mnie rozśmieszył i mogłam spokojnie spać..
wiem też, że do końca mnie nie zrozumiał i  prawdę powiedziawszy sama siebie wczoraj nie rozumiałam:)).. ale dał radę chłopak   wytrzymał ze mną wczoraj:)
przecież nikt nie mówił, że jestem aniołkiem 🙂
ja po prostu chyba za dużo chcę na raz i za szybko, a wszystko wymaga czasu, czasem nawet sporo czasu.  Dobrze,  że przynajmniej On jasno myśli  i stopuje mnie, więc może nie zginę i nie pogubię się w swoich emocjach, uczuciach.... choć nie wiem czy to możliwe.... bo On czasem tez ginie przy moim skromnym udziale:). Tylko ja zbyt mocno poddaję się emocjom i czasem daję się im wodzić za nos, a ja chciałabym mieć więcej rozumu w moich uczuciach i odczuciach....  ale czy to sie tak da???
dobrze, że w pracy nie ma tego problemu i jestem konkretna:) inaczej już bym dawno zginęła

jak wiadomo jestem kobietą, a  niektóre  kobiety czasami tak mają, że za dużo myślą albo  za dużo kierują się emocjami  lub  mają całkowite zaćmienie rozumu, często zamiast myśleć prosto, szukają dziury w całym, albo jeszcze lepiej jak nie ma dziury to ją robią:)
wiem że to słabe tlumaczenie, ale ja wczoraj miałam takie zaćmienie umysłu i wogóle się nim nie kierowałam, strasznie tego nie lubię w sobie, to chyba jedna z moich wad, teraz mnie za to gryzą wyrzuty sumienia.. i nawet do końca chyba nie wiem skąd sie to we mnie wzięło... to było bardzo nie logiczne i nieracjonalne, ale kto powiedział, że jestem logiczna?? Więc pewnie jestem nielogiczną kobietą i może faktycznie wyskoczył ze mnie ten ukryty diabełek

wciąga mnie ta pisanina, podoba mi się, bo moge czasem zapisać myśli, które gdzieś mi zawsze umykają, a tak cosik zostanie i zawsze mogę do tego wrócić...
doszłam do extra wniosku, że myslenie, zwłaszcza nadmierne, to też choroba, więc chyba jestem chora i powinnam iśc na odwyk myślowy .
pierwszy raz w życiu mam Kogoś kto się o mnie troszczy, kto o mnie dba, interesuje się dlaczego jestem smutna, co mnie rozbawiło, stara się zrozumieć mój skromny świat, a  ja powoli się otwieram, zaczynam ufać i pozwalam Mu wkraczać w mój świat... tylko mam lęk, że to się kiedyś skończy...
to działa też w druga stronę ja interesuję się jego osobą, ciekawi mnie niesamowicie i pozwala mi czasem zajrzeć co w Jego duszy gra...:)
chyba się zakochuję i byc może to dla mnie niebezpieczne.... ale kto nie ryzykuje ten nie żyje, prawda? a ja bardzo chcę zaryzykować!!, bo bardzo mi potrzeba drugiej osoby, by była ona dla mnie najważniejsza i vice versa..
zmykam do pracy........................