Przeskocz do treści

2

Małżeństwo jest jak dwie ręce należące do tej samej osoby: doskonale do siebie pasują, jednak są odrębne.  Jedna ręka pracująca w pojedynkę osiągnie dwa razy mniej niż współpracując z drugą. Do wykonania wielu zadań potrzebne są obie ręce. Jednym z takich zadań jest zarządzanie finansami.

Brak doświadczenia finansowego w małżeństwie jest już czymś negatywnym, ale w połączeniu z brakiem komunikacji i współpracy - może mieć skutki katastrofalne. Problemem zwykle jest nierównomierne rozłożenie sił, brak równowagi między małżonkami.


Razem a nie osobno
Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że bycie innym nie znaczy, że jest się gorszym lub lepszym. Bóg w małżeństwie daje różne dary i zdolności. Aby osiągnąć sukces w domu potrzeba do tego dwóch osób pracujących jak jedna. Mężczyźni zamiast odsuwać swoje żony od finansowych decyzji, powinni zacząć wykorzystywać ich dary i zdolności, jako doradców. W komunikacji o finansach - a szerzej w relacjach - potrzebna jest wzajemna szczerość. Trudna sytuacja staje się łatwiejsza do zniesienia, gdy o niej wiemy i jesteśmy dopuszczeni do jej rozwiązywania.

Warto skorzystać z pomocy

Jeżeli problemy finansowe i w komunikacji zaczynają się powiększać i nie jesteście w stanie ich sami rozwiązać, warto skorzystać z zewnętrznej pomocy. To nic wstydliwego. Zasięganie porady u doradcy małżeńskiego czy finansowego powinno być tak samo naturalne, jak zasięganie porady u lekarza. Bóg dał swojemu Królestwu dary i zdolności, które są do dyspozycji małżeństw. Jednak póki nie wyciągniemy rąk po te dary, małżeństwo może nie być pełne.
„Gdzie nie ma narady, nie udają się zamysły; lecz gdzie jest wielu doradców, tam jest powodzenie.” Ks.Prz.15,22

Szukanie Bożych celów
Aby ustalić właściwe relacje w domu dotyczące finansów, powinniście określić cele dla swojej rodziny. Najpierw trzeba jednak rozwiązać problemy finansowe, jeśli takie są. Warto zaplanować sobie jakiś weekend i krok po kroku omówić finanse domowe a potem ustalić plan działania. Trzeba przy tym pamiętać, że budowanie planu finansowego wymaga udziału dwojga ludzi, którzy wspólnie ustalają cele w oparciu o Boży plan dla ich życia. Tylko dwoje ludzi działających jednomyślnie znajdzie Boży plan. „Miłuję tych, którzy mnie miłują, a którzy mnie gorliwie szukają, znajdują mnie.” Ks.Przy.8:17

Bez zbędnych emocji

Robienie czegoś wspólnie oznacza często, że trzeba pójść na kompromis. Jeśli macie różne priorytety i różną skłonność do poświęcenia własnych celów ważne, byście pamiętali, że pierwszym i najważniejszym krokiem jest rozpoznanie Bożego planu i wdrażanie go w życie.
Komunikacja i planowanie to klucz do sukcesu. Jest to kwestia uświadomienia sobie gdzie jesteście jako małżeństwo (pod względem finansowym), posiadania planu, który będzie akceptowalny dla was obojga i rozmowa o tych sprawach (regularna i bez emocji). „Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości.” Ef.4:2

Źródło: Crown Financial Ministries www.crown.org

1

 

Ks. Józef Naumowicz

Kościół domowy w myśli Jana Chryzostoma

Określenie rodziny jako „Kościoła domowego” upowszechnił Sobór Watykański II, a następnie Jan Paweł II. Wywodzi się ono jednak z tradycji wczesnochrześcijańskiej i ma głębokie podłoże biblijne. Bardzo wcześnie bowiem zrodziła się idea, aby porównywać ze sobą dom rodzinny i Kościół, albo też, by w chrześcijańskiej rodzinie odnajdywać cechy istotne dla Kościoła. Pozwalało to określić wartość tej podstawowej wspólnoty, która obejmowała rodziców i dzieci, a w starożytności – często także krewnych oraz służących.
Naukę tę rozwijał zwłaszcza św. Jan Chryzostom, który działał jako kapłan w Antiochii (386-97), a potem był biskupem Konstantynopola (397-407). Z zapałem pisał on o wartości rodziny. Kierował się niezwykłym wyczuciem teologicznym i duszpasterskim. Pewną rolę odegrało również jego osobiste doświadczenie, w dzieciństwie zaznał on bowiem ciepła rodziny, a także poznał jej wartość w kształtowaniu wiary. Podstawy teoretyczne jednak czerpał przede wszystkim z Biblii.


W domu Pryscylli i Akwili

Pierwszym powodem mówienia o „Kościele domowym” były wzmianki na ten temat w Nowym Testamencie. W zakończeniu Pierwszego Listu do Koryntian Paweł Apostoł przekazywał pozdrowienia od różnych wspólnot i ludzi. Wymieniał Pryscyllę i Akwilę, „razem z Kościołem w ich domu” (1 Kor 16,19). To określenie św. Pawła nie było wyjątkowe. Także Pryscylla i Akwila należeli do znanych jego przyjaciół i bliskich współpracowników. Znano ich również w Koryncie, gdzie mieszkali przez długi czas. Wtedy też przez dwa lata gościli u siebie Apostoła. Zorganizowali mu pracę przy wyrabianiu namiotów, by mógł zdobywać środki do życia (zob. Dz 18,3). Wspierali go w pracy misyjnej. Gdy przenieśli się do Efezu, tam również ich dom był otwarty dla innych. Przyciągnęli wielu do wiary. Przede wszystkim udostępnili swoje mieszkanie na spotkania modlitewne. Dlatego Paweł mówił o „Kościele w ich domu”. Gdy kilka lat później znów zmienili miejsce zamieszkania i przenieśli się do Rzymu, ich dom ponownie stał się jednym z ważniejszych ośrodków życia religijnego w mieście. W Liście do Rzymian Paweł pozdrawiał ich jako swoich współpracowników w Jezusie Chrystusie, pozdrawiając również wszystkich domowników: „Pozdrówcie także Kościół w ich domu” (Rz 16,5).
Zatem w Efezie i w Rzymie, „w domu” Pryscylli i Akwili gromadził się Kościół. Co to oznaczało? Przede wszystkim to, że ich dom był miejscem modlitwy. W początkach chrześcijaństwa – w czasach apostolskich i później, w całym okresie prześladowań – nie było specjalnych budowli przeznaczonych na zgromadzenia liturgiczne. Odbywały się one w domach prywatnych, a więc w rodzinach. Dom oznaczał jednak nie tylko pomieszczenie, ale także środowisko rodzinne. W podobnym sensie Dzieje Apostolskie wspominają, że w „domu Marii”, matki Jana zwanego Markiem, „zebrało się wielu na modlitwie” (Dz 12,12). Inny list św. Pawła wymieniał „Kościół w domu” Filemona (Flm 1,2). Zawsze chodziło o Kościół pojęty jako zgromadzenie, zebranie wiernych.
Takim miejscem modlitwy była rodzina Pryscylli i Akwili. Stała się nim dzięki wierze tych niezwykłych małżonków, ich gorliwości i oddaniu. W ten sposób interpretował to Jan Chryzostom: „Tak byli wypróbowani, że nawet pomieszczenie swoje uczynili Kościołem, gdyż wszystkich nauczali wiary oraz dla wszystkich obcych otworzyli swój dom”. Sami prowadzili nauczanie, a ich dom stał się prawdziwym ośrodkiem życia wiary. Zasłużyli więc, by był nazwany Kościołem. Nie każda bowiem rodzina – wyjaśniał Jan Chryzostom – mogła być określona w ten sposób. Św. Paweł „nie miał zasadniczo zwyczaju nazywać domów Kościołami, jeśli nie było w nich wzniosłej religijności i głębokiej bojaźni Bożej” (Homilie na List do Rzymian, 30,3)1.
Rodzina staje się zatem Kościołem, jeśli ma głęboką wiarę i szczerą pobożność. Ważny jest nie tyle sam dom, ile ludzie w nim mieszkający i atmosfera, jaka wśród nich panuje.
Jan Chryzostom przypominał o apostolskim zapale Pryscylli i Akwili. Nieśli oni pomoc św. Pawłowi. Ci skromni, prości i gorliwi małżonkowie stawali w jego obronie, narażając swe życie. Nie na darmo nazwał ich swymi współpracownikami. Wspierali oni także „wszystkie Kościoły wywodzące się z pogan” (Rz 16,4). Sami byli ubodzy, więc tym „wszystkim Kościołom” nie mogli pomóc swym majątkiem czy wpływami, ale wspierali je nauczaniem, modlitwą i gorliwością. Jak zauważa Chryzostom, nic im nie stanęło na przeszkodzie, by mogli się w to angażować: ani wychowanie dzieci, ani prowadzenie gospodarstwa, ani praca zawodowa. Apollosa nawrócili w ten sposób, że „zabrali go ze sobą” – a więc do swego domu – i tam „wyłożyli mu dokładnie drogę Bożą” (Dz 18,26).
Rodzina może więc rozwijać znaczącą działalność ewangelizacyjną, którą prowadzi zarówno na zewnątrz swej wspólnoty, jak i wewnątrz niej. Przyciąga do wiary bądź ją umacnia tak przez nauczanie, jak przez styl życia. Było to przede wszystkim zadanie męża i ojca. Niekiedy jednak kobiety były bardziej aktywne i zaangażowane. Dlatego – jak zwraca uwagę Jan Chryzostom - Paweł Apostoł w Liście do Rzymian najpierw pozdrowił Pryscyllę, a na drugim miejscu jej męża Akwilę. Ona bowiem przejawiała większą gorliwość i zapał. Zresztą, kobiety czasów apostolskich – przypominał kaznodzieja – podejmowały współpracę z Apostołami. Dlatego Paweł wspomina je wielokrotnie: w Liście do Rzymian pozdrawiał „Tryfenę i Tryfozę, które trudzą się w Panu”, a także „umiłowaną Persydę, która wiele trudu poniosła w Panu” (Rz 16,12).
Wprawdzie Apostoł zakazywał kobiecie nauczania (zob. 1 Tm 2,12), ale chodziło jedynie o przemawianie do ludu w czasie zgromadzeń. Natomiast ma ona obowiązek udzielania osobistych porad, zachęt i pouczeń, zwłaszcza jeśli mąż pozostaje w błędzie lub ma kłopoty z wiarą. Wtedy – powtarza Jan Chryzostom za św. Pawłem – „uświęca się (...) mąż niewierzący dzięki swej żonie” (1 Kor 7,14). Żona zbawi swego męża, gdy go poucza, objaśnia mu prawdy Boże i prowadzi go do wiary. Tak więc dom jest także miejscem wzajemnego pouczenia i rozwoju wiary.
Rodziny chrześcijańskie w czasach apostolskich przejawiały jeszcze jedną cechę, która je upodobniała do Kościoła. Gdy Paweł pozdrawiał „Kościół w domu” Filemona (Flm 1,2), miał na myśli nie tylko właścicieli domu, ale całą rodzinę, a więc także sługi i niewolników. Wtedy bowiem można mówić o prawdziwym Kościele, gdy gromadzi on wszystkich, bez względu na podziały i różnice społeczne oraz narodowościowe. „Zgromadzenie kościelne (Ekklesia) nie zna różnicy między panem i niewolnikiem, określając jednych i drugich tylko na podstawie dobrych i złych uczynków” (Homilia na List do Filemona, 1,1).
Zatem w domach Pryscylli i Akwili, Filemona i innych chrześcijan gromadził się Kościół. W rzeczywistości on istniał w tych rodzinach. One go tworzyły i dzięki nim on się ujawniał. Można było w nich rozpoznać jego cechy, oddychać atmosferą pobożności, otwartości i ducha ewangelizacyjnego właściwego dla Kościoła.
Język grecki lubi używać przydawki w formie rzeczownikowej. Dlatego Paweł Apostoł stosuje określenie: „Kościół w domu”. Można je rozumieć: Kościół, który „się gromadzi”, „zbiera” w domu, albo po prostu w nim „istnieje”. Tak rozumieli je łacińscy tłumacze Biblii. Wulgata bowiem przekłada to wyrażenie jako „Kościół domowy” (Ecclesia domestica). Oznacza ono przede wszystkim rodziny czasów apostolskich, które były znaczącymi ośrodkami życia chrześcijańskiego. Może jednak odnosić się także do rodzin żyjących w każdej epoce.
„Mały Kościół”
Jan Chryzostom wskazywał na analogię między rodziną i Kościołem również wtedy, gdy mówił o teologii małżeństwa. Szedł w swej nauce za św. Pawłem, według którego małżeństwo jest obrazem ścisłej, wyłącznej i trwałej jedności, jaka istnieje między Chrystusem i Kościołem.
Ta jedność – w pojęciu Chryzostoma – ogarnia także całą rodzinę. To prawda, że wyrażenie: „I będą oboje jednym ciałem” (Mt 19,5) dotyczy głównie męża i żony. Obejmuje jednak też dziecko, które stanowi umocnienie więzi między nimi. „Ciałem jest ojciec, matka i dziecko zrodzone z połączenia obojga (...) i tak troje są jednym ciałem” (Homilia 20 na List do Efezjan 4).
W podobnym duchu w końcu II wieku Klemens Aleksandryjski interpretował słowa Jezusa: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Odnosił je do całej rodziny. Dwoje zebranych w imię Pana – to małżeństwo, w którym kobieta zostaje połączona specjalnym węzłem z mężczyzną – jak wyjaśniał – „z woli Bożej”. A trzej zebrani w imię Pana? Czy nie należy przez to rozumieć „trojga: mężczyzny, kobiety i dziecka”? – pytał retoryczne Klemens (Kobierce, 3,10,68,1). Przyjęcie potomstwa dokonuje się także z woli Boga.
Chrześcijańska rodzina zatem jest zawsze zebrana w imię Chrystusa, nie tylko wtedy, gdy się modli, ale również przez sam fakt sakramentu małżeństwa oraz posiadania dzieci. Rodzina staje się miejscem, gdzie rodzice wraz z dziećmi są zebrani w imię Pana i gdzie On jest obecny pośród nich.
W tym wyraża się jej podobieństwo do Kościoła, którego istota sprowadza się nie tylko do zgromadzenia się wiernych, ale przede wszystkim do obecności Chrystusa zmartwychwstałego pośród nich.
Z tej jedności rodziny wypływa obowiązek wzajemnej miłości, ale także umacniania się w wierze. Jest to obowiązek, który spoczywa na rodzicach. Mąż wywiązuje się z niego, jeżeli pomaga swej żonie i dzieciom w rozwoju wiary. W ten sposób pokazuje, że jest prawdziwym ojcem i kieruje domem. Podobnie biskup, gdy naucza, pokazuje, że przewodzi Kościołowi. W tym kontekście Chryzostom podaje sławne uzasadnienie konieczności nauczania w domu: „Rodzina bowiem jest małym Kościołem” (Homilia 20 na List do Efezjan 5).
Określenie to wskazuje, że rodzina jest ustanowiona po to, aby jej członkowie podejmowali różne role, analogiczne do duchowego i strukturalnego porządku, jaki istnieje w Kościele. Rola głowy rodziny wynika z obrazu Kościoła, którego Głową jest Chrystus, a zadanie nauczycielskie głowy rodziny jest analogiczne do roli biskupa we wspólnocie.
Rodzina pozostaje jednak tylko „małym Kościołem”. Nie jest bowiem równoznaczna z Kościołem lokalnym czy powszechnym. Można w niej jedynie odkrywać cechy analogiczne. Niemniej jest ona prawdziwym Kościołem. Nie dlatego, że istnieją w niej w sposób bezpośredni i mechaniczny wszystkie przymioty „wielkiego Kościoła”, ale raczej dlatego, że tworzy ją wspólnota osób wynikająca z wzajemnej miłości jej członków oraz z modlitwy wspólnie zanoszonej do Boga. Rodzina stanowi „Kościół domowy” przez sam fakt uczestnictwa w życiu „wielkiego Kościoła”.

„Uczyń swój dom Kościołem”

Św. Jan Chryzostom nie wahał się odnosić do rodziny także samej nazwy „Kościół”. Przykładem są jego homilie o Księdze Rodzaju, w których – przy okazji wyjaśniania opisu stworzenia mężczyzny i kobiety – wykładał teologię małżeństwa i rodziny.
Kończąc homilię, którą głosił pod wieczór, zachęcał wiernych, by po powrocie do domu „zastawili podwójny stół: jeden pokarmów, drugi świętego czytania”. Ponieważ w nabożeństwie uczestniczyli głównie mężczyźni, oni zatem mieli powtórzyć usłyszaną naukę domownikom: żonie, dzieciom, a również sługom.
Jan zachęcał ich wprost: „Uczyń swój dom Kościołem”. I wyjaśniał: „Jesteś bowiem odpowiedzialny za zbawienie dzieci i sług. Jak ja jestem odpowiedzialny za was, tak każdy z was odpowiada za swe sługi, za żonę i za dziecko” (Homilie o Księdze Rodzaju, 6,2).
Ojciec rodziny przyjmuje w swojej rodzinie rolę, jaką we wspólnocie kościelnej ma prezbiter lub biskup. Ma w domu zorganizować „stół czytań”, aby kształtować wiarę swych domowników. Zresztą, lektura Pisma Świętego oraz religijna rozmowa ma znaczenie nie tylko religijne - wyjaśniał Chryzostom. Gdy bowiem wieczór zajmą miłe i pożyteczne dyskusje w rodzinie, wtedy też noc będzie spokojna. To bowiem, o czym mówimy za dnia, pozostaje w świadomości także podczas snu. Warto zatem zawsze pilnie słuchać tego, co się mówi w kościele, nie pozwolić na rozproszenia uwagi, ale zachować wszystko w pamięci, by samemu odnieść pożytek i by następnie przekazać naukę swoim domownikom.
Mowa Jana podobała się słuchaczom. Następnego dnia kaznodzieja nawiązał do ich reakcji: „Gdy wczoraj powiedziałem, by każdy z was uczynił swój dom Kościołem, zareagowaliście głośno, pokazując wyraźnie, jaką radość sprawiły powiedziane słowa”. Kaznodzieja cieszył się także, że dobrze zostały przyjęte jego słowa o przygotowaniu w domu podwójnego stołu: pokarmów i nauczania: „Wiem, że to uczyniliście i byliście uczestnikami jednego i drugiego stołu” (Homilie o Księdze Rodzaju, 7,1).
Wezwanie: „Uczyń swój dom Kościołem” Chryzostom powtarzał przy innych okazjach. Gdy głosił homilie o psalmach, zachęcał, by te piękne modlitwy odmawiać nie tylko podczas oficjalnej liturgii, ale także w domach, przy pracy i w innych okolicznościach. Polecał, by całą swą rodzinę nauczyć śpiewu psalmów i modlić się razem z nią w tym również z dziećmi. „A zwłaszcza w jadalni” – dodawał. Tam bowiem należy „uzbroić się tarczą psalmów” przed i po posiłku, aby spożywać go w dobrej atmosferze, a także, by zachować umiar w jedzeniu. Natomiast po śpiewie psalmów należy dodać modlitwę, „aby wraz z duszą uświęcać też dom”. W modlitwie wzywamy bowiem Chrystusa: gdzie zaś On jest, nie ma dostępu szatan, przychodzi natomiast „pokój, miłość i jakby ze źródła wytryskują wszystkie dobra”. W ten sposób można każdego dnia oddawać cześć Bogu.
Zachętę do codziennej, wspólnej modlitwy w rodzinie Chryzostom podsumował stwierdzeniem: „Uczyń swój dom Kościołem. Nikt bowiem się nie pomyli, kto nazwie Kościołem zgromadzenie, w którym jest śpiew psalmów, modlitwa i pobożny duch śpiewających” (Wykład o Psalmach, 41,2).
Rodzina zatem przedłuża modlitwę i czytanie słowa Bożego, jakie dokonują się w Kościele. Chodzi nie tylko o śpiewanie psalmów przy stole, przed i po posiłku, ale też o lekturę Pisma Świętego, której towarzyszy wspólna modlitwa. W ten sposób rodzina tworzy jakby własną liturgię i uświęca swoją codzienność. Buduje Kościół we własnej wspólnocie i tym Kościołem się staje.
Także św. Augustyn porównywał ojców rodzin do biskupów, którzy troszczą się o rozwój wiary w swoim domu (Mowa, 94). Znał też określenie „Kościół domowy”, które – w Wulgacie – odnosiło się do rodzin okresu apostolskiego. Teraz odnosił je do rodzin żyjących w jego czasach. W liście do Doroteusza, którego cenił za jego chrześcijańską postawę, ale również za religijną atmosferę, jaką stworzył w swej rodzinie, pisał: „Wiem, jak bardzo kochasz Chrystusa i że cały twój dom jest Jego rodziną i, jak mówi Apostoł, «Kościołem domowym» (domestica Ecclesia); wszyscy, którzy cię znamy, wiemy, jak bardzo pragniesz, aby w twoich posiadłościach przynosiło owoce i wzrastało posiadanie Chrystusa” (List, 14).
Kościół istniał nie tylko w domu Pryscylli i Akwili, a więc nie tylko w okresie apostolskim, gdy nie istniały specjalne budowle przeznaczone na liturgię. Także w czasach Jana Chryzostoma i Augustyna, gdy istniały już wielkie bazyliki chrześcijańskie, w których gromadzono się na liturgii, rodziny pozostawały oazami modlitwy i obecności Chrystusa. Dlatego można je również nazywać „Kościołem domowym” albo po prostu „Kościołem”.
Ks. Józef Naumowicz
- (ur. 1956), patrolog, kierownik Katedry Historii Literatury Wczesnochrześcijańskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i wykładowca w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Ostatnio opublikował m.in. książkę: Dwie są drogi. Przewodnik wczesnochrześcijański.
 Źródło     /pogrubienia moje/

5

 

Rozwodzić się nad swoim małżeństwem wiele nie będę, choć byłoby o czym. Jesteśmy szczęśliwi, aż czasem zastanawiamy się na głos jak to możliwe, bo różnimy się bardzo. Kto nas zna ten wie 😉
Poniżej przedstawiam odnalezioną w głębokościach internetu receptę na zbudowanie szczęśliwego małżeństwa, mam wprawdzie do niej kilka uwag, ale ogólnie się z nią zgadzam.
Najbardziej cenię sobie nasze codzienne rytuały i bardzo o nie dbam, bo nadają charakter naszemu małżeństwu i naszemu domowi. W perspektywie czasu widzę jak wiele przyjemności i radości nam dają, czasem rozumiemy je tylko my i nadają nam przez to poczucie bliskości i wyjątkowości. Choć wprowadzenie wcale łatwe nie było, bo wymagało to od nas dodatkowego wysiłku, a Ony był do dodatkowych czynności nastawiony na nie 😉Dopisek 20:59
Żeby nie było żadnych niedomówień - Bóg jest dla nas pierwszy.
On jest naszą podstawą, na Nim się opieramy i na Nim budujemy.

 
***
Recepta na zbudowanie szczęśliwego małżeństwa
Hierarchia wartości (Co dla ciebie jest najważniejsze w życiu?):
  • Mąż/żona
  • Rodzina
  • Praca zawodowa, kariera
  • Hobby
  • Ambicje, sukcesy, dokształcanie
  • Zaangażowanie społeczne, zaangażowanie w życie Kościoła
  • Zarobkowy wyjazd zagraniczny
Hierarchia osób (Kto dla ciebie jest najważniejszą osobą?):
  • Mąż/żona
  • Dziecko (dzieci)
  • Rodzice
  • Rodzeństwo
  • Przyjaciółka z pracy, kolega z pracy, z klubu
  • Koleżanki z grupy modlitewnej
Pokarm miłości małżeńskiej (Czym się karmisz?):
A. Słowa
• Zapewnienia o miłości
• Komplementy, pochwały
• Zachęty
• Łagodne prośby
• Pokorne uwagi
• Mówienie o uczuciach
• Uprzejmość, grzeczność (magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam)
B. Czyny
• Cierpliwość, życzliwość, delikatność (w postawie)
• Słuchanie z empatią
• Przytulenia
• Pomoc
• Wyręczanie w pracy, wspólna praca
• Czas sobie poświęcany
• Spacery
• Prezenty
C. Rytuały
(czynności powtarzane, ważne dla obojga)
• Czułe pożegnania, czułe powitania
• Kawa, herbata, rozmowa
• Codzienna wspólna toaleta wieczorna
• Codzienne pisanie do siebie SMS-ów
• Wspólne zakupy
• Modlitwa, Liturgia
Świętość łoża małżeńskiego:
  • Posiadanie łoża (Trzeba je mieć. Najważniejszy mebel w małżeństwie)
  • Spanie razem
  • Chodzenie spać o jednej godzinie
  • Modlitwa małżeńska
  • „Ekologia”  łoża
Fundament duchowy:
  • Modlitwa małżeńska
  • Wspólny udział w Eucharystii
  • Noszenie obrączki
  • Świętowanie każdej rocznicy ślubu
  • Nieustanna modlitwa za współmałżonka
  • Wspólny udział w rekolekcjach

Recepta wg Guzewicza < rozwinięcie tematu 🙂

ostatki jesienne

 

***
Ogólnie rzecz ujmując życie u nas płynie szybko:
* sezon imieninowo - urodzinowy rozpoczynam jutrzejszą imprezą imieninową u Siostry, a kończymy końcem listopada 80 urodzinami mego Taty 🙂
* grzybki i inne dary lasu zbieramy,
* dostałam pierwsze zamówienie na wianek z witek brzozowych i... mam stracha czy wyjdzie mi choćby taki jak mój (kiedyś wkleję zdjęcie) 😉
* mam dziś długo oczekiwane babskie spotkanie z K.,
* pierwszy raz w tym roku szybki skrobałam w autku,

a poza tym codziennie tyle rzeczy się dzieje, aż czasem żałuję, że nie piszę regularnie bloga, by to ogarnąć 😉

15

Odkryliśmy dzięki Aqadzie świetną grę dla par, małżeństw pt. "Tajemnica". Polega ona wykonywanie na przemian dla siebie różnych niespodzianek - zadań.

Ony teraz mnie rozpuszcza od trzech dni.

Ma takie zadanie do wykonania - zaskakiwać Basię przez 7 dni 😉
Wychodzi mu na razie znakomicie.
Przedwczoraj otrzymałam zrobioną przez niego kartkę z dedykacją, wczoraj różę, która mnie bardzo wzruszyła.
Dziś mnie rozczulił na maksa zagadką do rozwiązania z nagrodą 🙂
A co będzie jutro? 🙂

Jak on skończy to ja dostanę zadanie do wykonania dla niego 🙂