Przeskocz do treści

ta notka do bedzie moja odpowiedz-komentarz do notki "dziwne"..hmm.. nie mogę pisać o czyjeś wierze bądź niewierze, nie mam do tego prawa, mogę napisać tylko o tym, że ja wierzę i mogę zaświadczyć o istnieniu Boga w moim zyciu.... Jestem taką osobą, która uważa, że Bog jest, był i będzie, że Bóg daje nam wszelkie znaki swojej obecności tylko my po prostu tego nie widzimy, nie dostrzegamy:)..aha i żeby było jasne to jestem chrześcijanką ( jakby ktoś miała wątpliwości, w którego Boga wierze:-])
Dla mnie Bóg jest motorem do dobrego działania, do starania się byc dobrą, ale też bez Niego nie dałabym rady, bo On mi daje siłę, nadzieje.... a trudno bez tego zyć..
Dla mnie niebo jest celem i mam nadzieje, ze tam trafię:))
Chyba istotą wiary jest zaufanie, pełne zaufanie. Ja takie zaufanie do Boga mam, choć bywa, że jest ono czasem mocno nadwątlone i więcej we mnie nieufności niż ufności, ale trwam!!0:-)
Myslę, że w tej notce-emailu nie chodziło o sam fakt wysyłania go tylko o to, że człowiek, często niby wierzący, wstydzi wysyłac cokolwiek związanego z Bogiem, wstydzi się (bo nie wiem czego tu sie lękać) przyznać że wierzy, bo "ponieważ nie jesteś pewny, co pomyślą o Tobie, kiedy im to wyślesz."
Oczywiście, że jest więcej warte i bardziej cenne to co ktoś napisze od siebie, z myslą o adresacie. Sama lubię pisać listy i piszę je, a jeszcze bardziej je otzrymywaćpoczta.(także jak ktos lubi to proszę pisać:-D)

no to chyba oboje jesteśmy w opozycji, bo ja też jestem przeciwna wartościom tylko dla wartości:-].. wartości trzeba przyjąć sercem i nimi zyć, co nie jest wcale łatwe, wręcz bym powiedziała, że bardzo trudne.. a jak już powiedzialam najważniejsze jest życie swoimi wartościami, wiarą, a nie tylko mówienie o tym... mówić można wiele, bardzo wiele, ale nasze życie, nasze czyny, nasze decyzje pokazują jakimi wartościami, jaką wiarą żyjemy, a  codziennośc to weryfikuje..

co do autorytetów to z nimi ostrożnie, bardzo ostrożnie... sam fakt, że ktoś jest profesorem, nawet najlepszym w swej dziedzinie, nie jest dla mnie autorytetem, musi on pokazać jak żyje, jakimi wartościami się kieruje.....a co do Einsteina, nie wiem zbyt wiele o nim, same podstawy min. że wspaniały fizyk (choć to podobno wątpliwe), zdążyłam cosik przeczytac o nim na necie, a z tego wynika, że chyba nie byłby dla mnie autorytetem, ponieważ mnie intersuje zupełnie inna filozofia....ahh ile się rozpisałam:-D

uważam, że fundamenty zawsze warto i trzeba odbudowywać, bo jak bez nich żyć??? każdy powinien miec jakiś system wartości uformowany, łatwiej wtedy człowiekowi poruszać sie w świecie, to jak drogowskazy...

..i ja tak myslę, że dawanie siebie innym ma coś Boskiego w sobie... to działa chyba według zasady im więcej dajesz tym więcej otrzymujesz...

a tak poza tym lubię ogromnie pomagać ludziom, jakiś mam instynkt wewnętrzny ku temu:-D, przyciągło mnnie to do hospicjum, gdzie jako wolontariusz dawałam siebie, czas, serce.. chyba ze dwa lata.. to był mój najlepszy czas... niestety później praca i wyjazd to przerwało:-( ...ehh wielka szkoda..

pozdrawiam i kolorowych snów życzę:)

hmm...nie wiem od czego zacząć...hehe:-D.. dawno tu mnie nie było, ale już jestem, więc zabieram się do pisania, bo wiele mam do napisanialimo... zacznę od zaprezentowania moich nowych Top One muzycznych, no może nie nowych, ale ostatnio mnie na nowo wciągnęły..czyli Trzecia Godzina Dnia!!POLECAM!! jak ktoś lubi muzyke gospelową.... a druga to muzyka z filmu "czasem słońce czasem deszcz" - !!REWELACJA!! - i film dobry i muzyka...teraz chodze i tylko tyłeczkiem kręcę hihi:-D

...i zdążyłam wrócić dziś w nocy o 2.30 z Krakowa, ze spotkania z Benedyktem XVI.. zamiast jechać 6-7 godzin jechałam 12... nie powiem żebym siedziała w pierwszym rządku:-), ale nie po to jechałam.... najważniejsze, że tam byłam, w miejscu i w tym czasie... cieszę się z tego ogromnie...

wiecie powiem Wam jedną scenkę....mokre, lepiace błoto, zapadające się po kostki w nim nogi, skarpetki mokre,zmęczenie długą jazdą albo czuwaniem na Błoniach, 20 metrowe kolejki do toi-toi itd..... ktosik idzie (przede mną) i mówi do kolegi:

  • Ale inni mają gorzej.

- A to czemu? -pyta drugi

  • Bo ich tu nie ma.

Szukając odpowiedzi na pytanie po co ta "impreza" cała, można w tym krótkim dialogu ja znaleźć...niech żałują Ci wszyscy których tam nie było:-D.. tak myslę, że z tego spotkania, z tej Eucharystii bardzo wyniosłam... byłam pełna podziwu (i lekkiej zazdrości) dla tych młodych którzy czuwali na Błoniach...umocniłam się tym wysiłkiem, który musiał każdy ponieść by na te Błonia pzryjść, być i odejść... umocniłam się tą radością i miłością wzajemna, którą można było wyczuć mimo zmęczenia...ale też i tą jednośćią ludzką, przecież normalnie jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, pewnie nigdy już się nie spotkamy, ale tam stanowiliśmy jedność, stanowiliśmy jeden Kościół i w dodatku cały, bo z Następcą Piotra.. cieszę się, że należę do tego Kościoła, który jest stale żywy i daje możliwośc rozwoju, bo Kościół to nikt inny jak my wierzący, kazdy człowiek z osobna, tylko my tego nie czujemy na codzień.... a Benedykt tak jakoś przypadł mi do serca:).. i muszę chyba sprawdzić moje fundamenty, by były zbudowane na skale:-]... ehh to na teraz tyle..

pozdrawiam cieplutko

1

Oskarze statystyka wiary tez do mnie nie przemawia:-D....wiara się nie ma w żaden sposób do statystyki, bo zalezy to od konkretnego człowieka, od jego serca... to że tak dużo osób uważa się za katolików to jeszcze ich nimi nie czyni... prawdziwa wiara polega na życiu tą wiarą... a w ogóle to najkrócej zawarło się w słowach, które dostałam kiedys smsem: NIE MÓW O BOGU ZANIM LUDZIE NIE PYTAJĄ, ALE ŻYJ TAK, ABY PYTALI...

pozdrawiam słonecznie:))

PS a może trzeba odbudować cały system wartości, ale na mocnym fundamencie, by się nie rozsypał ponownie??@)-->-->--