Przeskocz do treści

2

Nastał ten czas i... mam trochę ogrodu wysiane 🙂
Kocham wiosnę! Jak lubię każdą porę roku, bo każda ma COŚ w sobie, to jednak wiośnie nie umiem  nic zarzucić 🙂

bratkiWyznaczyłam dziś sporą część ścieżek ogrodowych i miejsca do wysiewu. Cudne uczucie wiedzieć, że robi się już coś na stałe, bez tymczasowości! Dziś wysiałam sałatę, roszponkę, rzodkiewkę, cebulę, bób, rzodkiew, trochę kwiatów i pewnie jeszcze coś, ale rano jak ogarnę koszyk to będę wiedzieć. Jutro runda druga. Muszę przyznać, że Marcelina doskonale sieje 🙂

Dodatkowo chciałam się pochwalić, że gałązki porzeczek czerwonych, białych, czarnych oraz agrestu, które ścięłam na jesieni  i wsadziłam do wiaderka z ziemią ukorzeniły się 🙂 Zasadziłam je dziś!

Wczoraj udało mi się nasadzić szczepki pelargoni i mam nadzieję, że też się ukorzenią

sadzonki pelargonii jak dobrze pójdzie to będą tak kwitły:

pelargonie

I lekcja przyrodnicza była dziś 🙂

Marcelina ma wiele miłości, największą darzy wszelkie place zabaw, choćby zawierały tylko huśtawkę  😉 Wybraliśmy się wreszcie, już nawet drugi dzień z rzędu, co przy moim braku chęci jest wielkim osiągnięciem 😉

Pożegnam się drugą miłością, ostatnią - okularami, dla mnie wygląda jak pszczółka 😉

Pozdrawiamy spod naszego wiatraka - koźlaka,bo wreszcie dziś do niego doszliśmy 🙂

Herbatka poetycka to konkurs - zachęta zorganizowany przez Więcej niż edukacja [KLIK], a my wzięliśmy udział. Idea jest taka, żeby poczytać poezję w odpowiedniej oprawie. Kto chce wziąć udział to śmiało może, ponieważ trwa do 13 lutego. Zachęcam! 🙂

Wiersze  czytamy w zasadzie codziennie, ale niekoniecznie w specjalnej oprawie. Takie specjalne potraktowanie naszego wspólnego czytania podniosło jego rangę i dało powiew świeżości.

herbatka poetycka

Marcelina żywo i z przejęciem pomagała zorganizować stół, świece, filiżanki i wybrać wiersze. Zaprosiliśmy Tatę i Józia, zadbaliśmy o odpowiedni strój [czytaj: spódnice ;-)], a następnie na zmianę z Tatą Mama czytała wiersze.

Dzisiejszego popołudnia przy herbacie zaszczycili nas swoją obecnością: Julian Tuwim, Aleksander Fredro, Jan Brzechwa, Maria Konopnicka, Ewa Szelburg - Zarembina, Wanda Chotomska, Joanna Kulmowa, Janina Porazińska, Tadeusz Śliwiak i Paweł  Tyczyna.

Marcysia zaprosiła swoje pokojowe towarzystwo - słonia, krokodyla i krowę 😉

zwierzęta

P.S.

Na stronie Więcej niż edukacja są świetne podcasty do posłuchania! Polecam!

19

Mamy internet i w dodatku w ramach cyfryzacji wsi za darmo. Trudno mi wprawdzie w to uwierzyć i że na stałe i że znów coś nie wyskoczy, ale cieszymy się chwilą 😉

A w tak zwanym między czasie zrobiłam farbę kredową wg przepisu Anny z Projekt Cacko. I pomalowałam wreszcie szafkę, którą czyściłam latem. Jutro jeszcze dowiozę brakujący blat i będzie ok. Wtedy zaprezentuję w całości 🙂

 

Marcelina ma normalnie skok rozwojowy od tygodnia-dwóch. W sensie, że w bardzo namacalny sposób widać jak jej zwoje mózgowe pracują i się rozwijają. Czuję się tym zaskoczona, niby posiadam wiedzę, że tak może być, ale widzieć na konkretnym czlowieku jest bezcenne 🙂
Zatem bawiliśmy się poznawanie figur, namiętnie układamy puzzle, wkręcaliśmy śrubki i robiliśy dla Babć i Dziadka laurki 🙂

 

 

I zapomniałabym się pochwalić, że zrobiłam ciastolinę z TEGO przepisu.
Marcelina jednak nie wykazała nią zainteresowania, czeka zatem na lepszy czas 😉

Składniki na ciastolinę:
2 szkl mąki
1 szkl soli
2 szkl ciepłej wody
2 lyżki oleju
1 lyżka kwasku cytrynowego

Wymieszać w garnku i podgrzewać na małym ogniu, nieprzerywając mieszania drewnianą łyżką. Masa powinna wyraźnie zgęstnieć. Będzie gotowa kiedy uzyska konsystencje puree zmieniaczanego a urwany kawałek nie będzie się kleil do palców. Pozostawić do ostygnięcia.
Ciepłą ciastolinę wyrabiać na stolnicy. Im dłużej, tym będzie bardziej elastyczna (3-5 min). Podzielić, dodać barwniki. Przechowywać w szczelnie zamkniętych pojemnikach.

 

A na koniec nasza najulubieńsza w tym roku pastorałka w wykonaniu Golców:

W obrębie świata zachodniego funkcjonują dziś różne systemy edukacji, które łączy to, że są antykatolickie nie tylko w sensie religijnym, ale i kulturowym.
Katolik pragnący wychować swoje dzieci zgodnie ze wzorami wypracowanego przez wieki modelu edukacji katolickiej praktycznie ma z tym wielki problem, gdyż instytucje oświatowe są często podporządkowywane programom nauczania administracyjnie narzucanym z góry. W reakcji na ten stan rzeczy rozwinęła się już, głównie w Stanach Zjednoczonych, praktyka edukacji domowej, która w Polsce dopiero raczkuje.
– Przestrzeń publiczna, do której należy również system edukacji, jest nam, katolikom, dziś odbierana, często przy naszej milczącej zgodzie – wskazuje prof. Piotr Jaroszyński, główny inicjator XI już sympozjum z cyklu „Przyszłość cywilizacji Zachodu” zorganizowanego na KUL przez Katedrę Filozofii Kultury KUL, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Fundację „Lubelska Szkoła Filozofii Chrześcijańskiej” i Gilson Society (USA). – Trzeba wyjść z inercji i przystąpić do działania, zaczynając od własnego domu. Sposobem jest nauczanie domowe, międzyrodzinne, własne szkoły prywatne. Tu nie ma żartów, bo można łatwo stracić dzieci.

 Dramat katolickich rodziców

Zdaniem prof. Jaroszyńskiego, każda metoda pedagogiczna jest ściśle zależna od przyjętej koncepcji natury człowieka. Katolicki model edukacji przejmuje klasyczne dziedzictwo grecko-rzymskie, uznające, że człowiek posiada naturę, którą należy doskonalić. Proces edukacji to ćwiczenie pod kierunkiem mistrza w zdobywaniu sprawności zwanych cnotami. Do tej klasycznej wizji katolicyzm wnosi pogląd, że człowiek posiada nadrzędny cel, jakim jest zjednoczenie z Bogiem, a więc potrzebuje wzmocnienia i natury, i kultury ze strony Boga.

W obrębie cywilizacji Zachodu funkcjonują również inne modele edukacji nabudowane na odmiennych koncepcjach natury ludzkiej, a nawet jej negacji. W kontekście współczesnych zawirowań oświatowych szczególne znaczenie mają dwie z nich. Jedna, wywodząca się z pelagianizmu, rozwinięta przez Jeana Jacques’a Rousseau i dziś święcąca triumfy w wersji tzw. antypedagogiki Hubertusa von Schoenebecka, to teoria zakładająca doskonałość ludzkiej natury. Edukacja w tej wersji polega na wsłuchiwaniu się i odczytywaniu pragnień dziecka, które należy wspierać, a nie wychowywać. – Gdy czyta się teoretyczne wyjaśnienia powodów wprowadzania reformy edukacji w Polsce, to są to teksty jakby wzięte żywcem z antypedagogiki Schoenebecka – wskazuje prof. Jaroszyński. – W tym momencie pojawia się wielki problem sensu wychowania dzieci.
Drugim modelem wychowawczym najbardziej dziś rozpowszechnionym jest negująca istnienie jakiejkolwiek natury ludzkiej edukacja socjalistyczna, która poprzez system bodźców i kar stara się zaprogramować człowieka do pełnienia odpowiednich funkcji społecznych.
W obliczu zdominowania świata zachodniego przez te dwa antykatolickie nurty edukacyjne następuje dramatyczny rozdźwięk między rodzicami wychowanymi w pewnej tradycji, według określonych wzorów zachowania czy ideałów życiowych, a ich własnymi dziećmi, co prawda ochrzczonymi, ale zmierzającymi zupełnie w innym kierunku, niż życzyliby sobie tego ich rodzice.
– Dramat katolików polega na tym, że właściwie nie mają dziś takich instytucji oświatowych, które pomogłyby im formować od najmłodszych lat dziecko jako katolika, a zarazem gruntownie wykształconego humanistę – ubolewa prof. Jaroszyński.

 Szkoła w domu

Nauczanie domowe, czyli tzw. homeschooling dzieci najczęściej przez własnych rodziców, to zjawisko obecne głównie w krajach anglosaskich. Przodują tu Stany Zjednoczone, gdzie z tej formy edukacji korzysta około 2,5 mln uczniów.
Profesor Thomas A. Michaud (West Liberty University) nie ma wątpliwości, że w USA nauczanie domowe jest w głównej mierze reakcją oporu przeciw edukacji państwowej.
– Obywatele, których światopogląd i religia stoją w sprzeczności z systemem państwowym, wzięli sprawy w swoje ręce i stosują własne rozwiązania – uważa prof. Michaud. – Mimo przeciwności ruch ten rozwija się i umacnia z każdym rokiem, a także ogrywa system, kiedy zwycięsko broni swojej wolności do edukacji zgodnie z własnym wyborem.
Profesor Michaud nie ukrywa jednak, że w skali całej Ameryki nie jest to jeszcze znaczące zjawisko.
– Na razie nauczanie domowe nie jest niczym więcej niż tylko powodem drobnej irytacji progresywistów, którzy chcą edukację całkowicie podporządkować swojej wyimaginowanej utopii – zaznacza profesor.
W Polsce ten sposób edukacji otworzyła przed rodzicami i dziećmi ustawa oświatowa z 1991 r. stawiająca jednak wymóg uzyskania zgody dyrektora szkoły. W 2009 r. drzwi dla nauczania domowego zostały uchylone jeszcze szerzej dzięki nowelizacji znoszącej rejonizację. Rodzice decydujący się na edukację w domu mogą więc wybierać szkołę przyjazną nauczaniu domowemu, do której zapisują dzieci zdające w niej następnie stosowne egzaminy.
Wiele wskazuje na to, że również w Polsce istotnym motywem decyzji rodziców o rozpoczęciu edukacji domowej jest chęć kształcenia dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, czego nie gwarantuje stale reformowany i poddawany presji niebezpiecznych ideologii, m.in. gender, system oświaty państwowej.
– Troje naszych dzieci chodziło przez trzy lata do normalnej szkoły i gdy zabraliśmy dzieci ze szkoły, to je odzyskaliśmy – wskazywała pani Debora, uczestnicząca w sympozjum na KUL matka siedmiorga dzieci. – Uważam, że jeżeli ktoś ma małe dzieci i nie chce ich stracić, to w tym momencie jest to jedyna forma edukacji, która to umożliwia.
Pani Debora wskazywała, że jedną z trudności w nauczaniu domowym jest brak podręczników pozbawionych treści deprawujących dzieci. Apelowała również do środowiska akademickiego KUL o pomoc w opracowaniu programu i kanonu lektur właściwych dla katolickiej edukacji domowej.
Prowadzona od trzech lat edukacja domowa dzieci niezwykle pozytywnie wpłynęła na spójność rodziny Piotra Habrzyka, ojca pięciorga dzieci.
– Mamy teraz czas, żeby razem porozmawiać i skupić się na tym, co chcemy osiągnąć jako rodzina – podkreśla pan Piotr. – Dla nas na pierwszym miejscu jest Pan Bóg, czyli wiara, później rodzina i Ojczyzna, a dopiero później wiedza szkolna. Szkoła niejednokrotnie próbuje wyrwać nam dziecko, a później nas obarczać winą za to, że czegoś się nie nauczyło, tak jak tego chce szkoła. Nie, dzieci najpierw mają rodziców, a dopiero później szkołę.
Szacuje się, że z nauczania domowego korzysta w Polsce ok. 500 uczniów. Obecnie, wzorem rozwiązań amerykańskich, zawiązuje się między nimi sieć relacji bardziej sformalizowanych w postaci stowarzyszeń i organizacji ułatwiających i podnoszących poziom nauczania domowego.
– Jeśli podchodzimy do instytucji edukacyjnych beztrosko, z pełnym zaufaniem, że w nich pracują specjaliści, którzy całkowicie wyręczą rodziców w wychowaniu i nauce dzieci, możemy się srodze rozczarować – przestrzega prof. Jaroszyński. – Ważne, kto pracuje w tych instytucjach, jaki program realizuje, jaki ma cel, jakie wytyczne. Nauczanie domowe pozwala uniknąć wielu niebezpieczeństw, a szczególnie utraty kontaktu rodziców z dziećmi.

Żródło