Przeskocz do treści

7

W ogromną nieśmiałością i niepewnością przystąpiliśmy do naszego chyba pierwszego projektu "Matematyka na święta", który teoretycznie poczyniliśmy w ramach przygotowania przedświątecznego, ale nie zdążyłam zamieścić relacji 🙂 Dla ścisłości podam, że wzięło w nim udział dwoje dzieci: Marcelina - lat 4,5 i Józiu - lat prawie 2.

Z niedowiarstwem do tego podeszłam, ponieważ wiele z tej nauki wydaje mi się być oczywiste tzn. przyjęłam metodę, że dzieci uczę w naszej codzienności na naszych codziennych działaniach. Nie wpadłam do tej pory na to, by to jakoś określać przedmiotowo. Zatem uczyliśmy się matematyki czyli liczenia, mierzenia i figur geometrycznych. Z racji wieku Józiu pomagał Marcysi i w sumie też się uczył figur.

Wracając do projektu. W drugim tygodniu adwentu zabraliśmy się za pieczenie pierniczków, więc Marcysia uczyła się odmierzenia i liczenia - liczyła ile łyżek/łyżeczek należy wsypać do miski czy ile szklanek mąki dosypać. Potem był czas rozmowy o znanych już różnych figurach jak np.  trójkąty, koła, kwadraty, gwiazdy oraz uczenia się nowych np. wielokątów, sześciokątów, trapezu. Na koniec liczenie pierników przed włożeniem do piekarnika i ile blach wyszło 🙂

W któryś z kolei dzień robiliśmy różne ozdoby świąteczne. Malowaliśmy choinkę i też rozmawialiśmy o figurze tym razem przestrzennej - stożku. A i liczyliśmy ile kolorów farb mamy 🙂

Przy okazji robienia łańcuchów na choinkę też uczyliśmy się uczyć, licząc oczka - zapomniałam zdjęcie zrobić, a dekorując choinkę z patyków liczyła patyki.

Karteczki, które przy okazji pocięła też liczyła i wkładała po 10 do miseczek.

Liczyłyśmy też taśmy świąteczne przy zdobieniu kartek 🙂

Było nam miło i może z nowym rokiem zmobilizuję się do aktywniejszego szukania projektów i dokumentowania naszych działań 🙂 Bardzo dziękuję za mobilizację!


Wpis powstał w ramach projektu „Matematyka na święta”

4

Październik przemknął zbyt szybko. Wiem, że już 1 listopad, więc pozwolę sobie jeszcze na chwilę refleksji i małe podsumowanie października, bo później to już głupio będzie i życie pogna do przodu 😉

A październik w większości był piękny w tym roku - ciepły i słoneczny, aż chciało się działać w ogrodzie. Jeszcze tylko szklarnię muszę uporządkować, przygotować do zimy i wykopać dalie, z tym jednak poczekam aż przemarzną. Chyba, że za długo będą marznąć to wykopię szybciej 😉 W zeszłym tygodniu zerwałam ostatnie pomidory i paprykę, zawsze na koniec stwierdzam, że mają zupełnie inny smak i zapach niż sklepowe. Rzodkiewki, sałaty i koperek jeszcze mi się w szklarni ostał - mniam! 🙂

W ogrodzie i na podwórku jeszcze kolorowo, bo dalie kwitną i gdzieniegdzie cynie. Rozczulają mnie za każdym razem jak na nie patrzę i jeszcze bardziej się nimi cieszę. Postawiłyśmy dwa karmniki z Marcysią dla ptaków i mamy cudowne widowisko, bo przylatują na jedzonko. Zdziwiłam się, że dziecko tak długo potrafi przypatrywać się ptakom. I wychwalić muszę komórkę i google za szybkie podpowiedzi pt. jaki ptaszek do nas przyleciał 😉 Aktualnie szukam albumu o ptakach - dobre podpowiedzi mile widziane 🙂

Od października uruchomiłam w kuchni tablicę związaną z rokiem liturgicznym, ażeby ani ja ani inni domownicy nie przechodzili obok niej obojętnie to jest koło lodówki 😉
Starą tablicę korkową pomalowałam farbą i powiesiłam 😉 Cel ma taki, by nam przypominać o tym co aktualnie się dzieje w kościele, jakie są święta, kiedy nasi ulubieni święci świętują itd. Zamysł mam taki, że co miesiąc aktualizacja i mobilizacja dla mnie by faktycznie rytm roku liturgicznego wprowadzić w życie domowe.

Już spełniła swoją rolę, bo przypomniała mi o naszym zobowiązaniu modlitewnym, którego się podjęliśmy jakiś czas temu i go zaniedbaliśmy. Jutro zaangażuję Marcysię do aktualizacji na listopad, jak skończymy to zdjęcie wrzucę na instagram 🙂

Zamiast 4 części zrobiłyśmy z Marceliną, przy wydatnym przeszkadzaniu Józka, 1 całą część książeczki o różańcu, część radosną. Z pozostałych tylko pojedyncze tajemnice, pewnie dokończymy w listopadzie. Technika wykonania różna i zależna od 1. zdolności plastycznych mamy 😉 2. od fantazji Marcysi.

Najbardziej zaskakujące jest dla mnie to ile przyjmuje z tego Marcelina, ile zapamiętuje. To mnie od jakiegoś czasu ogromnie zadziwia ile dziecko potrafi zapamiętać i jak bardzo logicznie myśleć. I że warto tłumaczyć, pokazywać, objaśniać kwestie związane z wiarą. Sama też dużo na tym zyskuję, bo muszę w sposób prosty mówić o rzeczach trudnych, niezrozumiałych, co często mnie prowokuje do różnych przemyśleń i rozwiązań 🙂

W tym roku też wprowadziliśmy nowość czyli losowaliśmy świętego na rok dla każdego. W roku 2017/18 każdy ma dodatkowego swego orędownika, któremu może polecać swe trudności i któremu będziemy się w sposób szczególny oddawać w opiekę. Wczoraj z Marcysią przygotowałyśmy karteczki z różnymi świętymi i wieczorem po kolacji odbyło się losowanie:

F. - św. Jana Pawła II
B. - św. o. Pio
M. - św. Matkę Teresę
J. - św. Franciszka

Za rok mogę Wam napisać jak wyglądało to w praktyce. Na razie z Marcysią rozmawiałam o jej świętej, pokazałam zdjęcie.. do wieczornej modlitwy włączyliśmy wezwania do tych świętych. Ja zamierzam ich 'użyć' w razie jakiś trudności dzieciowych np. dla Józka szczególnie przyzywając św. Franciszka.

2

Obiecałam kiedyś napisać refleksję o kursie Dariusza Zalewskiego "Mocarz zmiany", który wykupiłam jakiś czas temu. Kurs można zrealizować we własnym tempie, bo otrzymuje się go do pobrania. Składa się z nagrań mp3, prezentacji, ebooka i zadań do wykonania. W końcu go zrealizowałam. Według autora ten domowy program przeznaczony jest głównie dla dzieci w wieku 6 -12 lat, ale można zacząć szybciej i skończyć później - zależy od dziecka. Pierwszy raz korzystałam z takiej formy kursu i podoba mi się 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania mocarz zmiany dariusz zalewski

Klasycznemu wychowaniu, w duchu katolickim, sympatyzuję od dawna. Uważam, że jest najpełniejszy dla rozwoju człowieka, bo kształtuje charakter człowieka poprzez cnoty moralne. Nie jest to zatem całkiem dla mnie obcy temat. Polecam Wam bardzo serdecznie stronę o edukacji klasycznej, często z niej korzystam, zawiera wiele wartościowych artykułów o wychowaniu, samowychowaniu, edukacji itd. I polecam ją nie tylko rodzicom, choć do nich jest głównie skierowana, ale każdemu, bo przecież proces samowychowania trwa u każdego.

Kurs mnie zainteresował, bo pomyślałam o uporządkowaniu wiadomości już zdobytych i przełożeniu ich na praktykę. Tak, wiem, praktykę w pełni realizuję na dzieciach, a czasem na mężu lub sobie, ponieważ brakuje nam pewnych pożądanych cech czy umiejętności 😉
Kurs kładzie nacisk na kształtowanie i rozwijanie konkretnych umiejętności u dziecka. Ogromną zaletą kursu jest konkretność, zwraca uwagę nad czym i jak pracować.

Podczas kursu uświadomiłam sobie jak wiele elementów wychowania klasycznego w naszym wychowaniu wprowadzała moja Mama. Tym większą czuję wobec niej i Taty wdzięczność. Wiele też zyskałam dla siebie, bo zrozumiałam nad czym powinnam w pierwszej kolejności pracować.

Czy kurs spełnił swe zadanie? O tym możemy porozmawiać co najmniej za kilka lat, gdy moje dzieci będą starsze i będą widoczne efekty 😉 Oby były, bo wszak naszym celem jest wychować nasze dzieci ludzi szlachetnych 🙂

6

Dziś 20 dzień diety Dąbrowskiej czyli jutro półmetek. 13 kilogramów mniej, chęci życiowych nadal dużo, za jajkami i gołąbkami tęsknię najbardziej 😉
W ramach pociechy zrobiłam sobie gołąbki warzywne i całkiem znośne wyszły, a nawet mąż się z nimi zaprzyjaźnił 😉

Dzień porządkowy zarządziłam od rana, okna umyłam, kwiaty domowe zaprosiłam z tarasu do domu i zrobiłam zagłówek z palet do naszej sypialni! Wyszlifowałam palety, wyczyściłam, ustawiłam i .... nie mogę się zdecydować czy je tak zostawić czy obić materiałem 🙂

I wyprodukowaliśmy armię ślimakową. "Mamusiu tylko zróbmy duuużo tych ślimaków" 😉 Józek wolał plastelinowe kamyki robić i demontaż 😉

Mama rybki na koniec zrobiła 😉