Przeskocz do treści

4

10 dni diety Dąbrowskiej za mną - 9 kg też i generalnie mogę orzec, że nie jest tak źle. Miałam 3 i 8 dnia coś takiego, że chodziło za mną hasło "ale bym coś zjadła", a głodna nie byłam tylko głowa pracowała 😉 Czuję się lekka, elastyczniejsza, mam zdecydowanie więcej energii, ospałość minęła... Dieta jakoś szybko przebiega, nie mogę uwierzyć, że już 10 dni za mną 🙂

Żywię się sokami, kapustą z pokrojonym jabłkiem (pycha!), leczem z cukinii, pieczonymi warzywami (dynia hokkaido wygrywa) i różnymi atrakcjami np. pizzą kalafiorową 😉

Marcelina ma fazę na malowanie. maluje wszędzie i o każdej porze, nadal najbardziej zwierzęta. Inaczej już od jakiegoś czasu słucha też bajek, opowiadań, wierszy. Cieszy mnie bardzo, że z dnia na dzień z Józiem stają się nieodłącznymi kompanami w zabawie. Zabawne jest gdy uczy Józia różnych rzeczy i zadaje mu pytania na które on ma jedną odpowiedź TAK 😉

Józinek przechodzi fazę niszczycielską.... oczywiście wchodzi nie tam gdzie może i powinien, chodzi krok w krok za Marcysią i we wszystkim ją naśladuje, co często jest bardzo śmieszne a jednocześnie rozczulające. I Józek wczoraj przespał CAŁĄ noc bez żadnej pobudki! 🙂

Wacek z kotami się po swojemu zaprzyjaźnia, nawet udziela im schronienia w zagrodzie przed Marceliną albo Józkiem (co wygląda prześmiesznie!).

Dziś wreszcie pomalowałam przedpokój i przygotowałam palety, z których zamierzam jutro zrobić wezgłowie do naszego łóżka. Z tego się cieszę najbardziej, bo plan miałam od wiosny na to. Przy okazji doznałam olśnienia i jutro lub w poniedziałek będzie wędrówka mebli na nowe miejsce 😉

A w ogrodzie.... jesiennie, pięknie i dużo pracy 🙂

4

Wczoraj popołudniem zapaliliśmy po raz pierwszy w tym sezonie piec, od razu wieczór stał się przyjemniejszy. Wyjątkowo szybko w tym roku (nie zapominając, że sezon trwał do początków maja!), ale 18 stopni przy wyjściu spod prysznica to mała przyjemność 😉

dalia15 minut temu wróciliśmy z ogrodu, pozbieraliśmy pomidory, paprykę, maliny, marchewkę, buraki i owoce czarnego bzu. Kiepsko w tym roku z owocami, nawet czarny bez szybko w tym roku jest. Czekam jeszcze na Onego by wrócił z pracy, wszedł na drabinę i pozbierał na górze. Będą soki, nasze ulubione.

Piękny ogród jest o tej porze roku, kolory mają inne odcienie, kwiaty - cynie, dalie, astry i inniejsze - kwitną pełną parą, ale można zbierać nasiona już. Zresztą nasion też już nazbierałam, muszę je uporządkować, bo bałagan się zrobi.

Marcelina wybyła właśnie z domu na noc do swojej ulubionej koleżanki, Józek śpi, robota czeka, a ja piszę... haha.. dawno już tak nie miałam... nawet wyrzutów sumienia nie mam, jak dobrze pójdzie to może następną książkę zacznę, bo wczoraj skończyłam następną. Zaparłam się jakiś czas temu i czytam zaległości z mojej biblioteczki, muszę zrobić wpis o tych przeczytanych książkach, może wieczorem się uda 🙂

No i przyznam się do czegoś.... odchudzam się na poważnie, ale jestem pod ścianą - moje minimum to 25 kg. Do marca muszę się zmieścić, przed następną wizytą lekarską. Pierwszy tydzień za mną i -5kg mam. Niby mnie motywuje, ale początek trudny. Jestem na poście Daniela czy inaczej mówiąc diecie dr Dąbrowskiej.Czy warto napiszę jak skończę, pierwsze efekty zachęcają 😉

Dobrze to zachęciłam się do pracy - idę pomalować przedpokój 😉

6

Za każdym prawie razem, gdy rozpoczynam pisanie postu, myślę, że powinnam robić to regularnie i stale mi nie wychodzi... haha...  Ma ktoś sposób na to? Tyle zdarzeń i wydarzeń mi ucieka, ciężko będzie później kronikę rodzinną uzupełniać, bo oczywiście nie prowadzę jej systematycznie 😉

dalie

Za nami pierwsze sianokosy i mam nadzieję, że królik będzie zadowolony tak samo jak my przy suszeniu 😉 Rytuał karmienia i doglądania Wacka musi codziennie odbywać się po czujnym okiem czworga oczu, a gdybym przypadkiem poszła sama to lament jest na pół wsi 😉 Jeszcze nie rozstrzygłam kto lepiej lamentuje Marcelina czy Józek 🙂 Dzięki podpowiedziom Polly nasz królik chyba wiedzie zdrowe i szczęśliwe życie 😉 Dzięki Polly!

sianokosyOgród sprawia mi w tym roku jeszcze większą radość niż w zeszłym, trochę pewnie dlatego, że część kwiatów dwuletnich posadzona w zeszłym roku teraz pokazuje swoje piękno. Poza tym to wielka frajda pójść rano do ogródka pojeść truskawek i śniadanie mieć z głowy 😉 albo przynieść zieleniny czy bobu i posiłek jest.

Przy okazji napiszę świeżo odkryty sposób na bób - na masełku podsmażyć drobno pokrojoną cebulkę i 2-3 ząbki czosnku, dodać soli i polać to wcześniej ugotowany bób. Niebo w gębie! Jutro chyba zrobię powtórkę 🙂

Z przyziemnych spraw to jutro muszę  odchwaszczyć buraczki, bo będzie z nimi kiepsko 😉 Pomidorami się mogę pochwalić, bo nawet pierwszy się czerwieni

pomidory
Maki - chwyciły mnie za serce i mam wrażenie, że zdjęcia nie oddają ich uroku i piękna. Pospamuję trochę kwiatowymi zdjęciami, byście choć trochę mogli nacieszyć oczy ich widokiem 😉

makimakimakipąki makoweNie żałuję w tym roku sobie radości i ścinam sporo kwiatów do bukietów, gorzej że młodsi biorą przykład bez mojej zgody i czasami mi przynoszą niczym dary ofiarne 😉

bukietTegoroczne lato będzie mi się kojarzyć z wdzięcznością, która nieustannie we śpiewa głośno. Bardzo wiele mnie wzrusza, a zwłaszcza mąż i nasza codzienność, te wszystkie drobiazgi co na nią się składają.

Wdzięczna jestem Bogu za naszą odwagę i decyzję o zakupie tego domu, że daliśmy radę przetrzymać ten ogromny wysiłek zarówno fizyczny jak i psychiczny. Dużo nas to kosztowało i nie mam na myśli kosztów finansowych (bo to swoją drogą). Wydaje mi się, że teraz łapiemy oddech i jesteśmy zdziwieni, że jest tak pięknie 🙂

Wdzięczna jestem Bogu i św. Józefowi za pomoc, bo cały ten remont pod względem finansowym to jednak nieustanny cud gospodarczy. Polecamy św. Józefa za orędownika 🙂

I cieszę się ogromnie, że mogę być z dziećmi w domu, choć wiele osób tego nie rozumie i nie szanuje naszych decyzji. To wielka radość i łaska patrzeć jak się rozwijają, jak się siebie uczą, jak się bawią... to jest spełnienie moich marzeń. Jeszcze bardziej się cieszę, bo ten okres się wydłuża o kolejny rok 🙂