Przeskocz do treści

4

Tego lata brakuje mi właśnie takich wieczorów jak dziś: ciepłych, ze śpiewem świerszczy, zapachem skoszonej trawy i lawendy... jest cudnie i spać się nie chce! 🙂
Zaczęłam chodzić na nowo pieszo do pracy, by nałapać więcej słońca, nacieszyć się póki jest, wszak trzeba naładować akumulatory. Brakuje mi przyrody, ogrodu na co dzień. A na ogrodzie dyniowate rosną, mieczyki szaleją, bo rozkwitły się pięknie i co przyjeżdżam to nowe kolory się  pojawiają.
Przedpokój skończony - uff, teraz ta przyjemniejsza część czyli wystrój, mam nawet plan do realizacji i oby się udał. Został na pokój do pomalowania, a teraz już musimy go zrobić, bo dziurki pozaklejaliśmy i wzorki na ścianie zostały 😉 Zadziwiona w sumie jestem tym malowaniem, po cichu coś tam myślałam, ale lenistwo mnie ogarnęło i nie chęci opuściły, ale spontanicznie zaczęliśmy i niedługo koniec 😉 Biało teraz będzie prawie wszędzie i choć nigdy tak nie myślałam to podoba mi się i bardzo jestem zadowolona z efektu. Biały nam wyszedł dość niespodziewanie, bo miała być złamana biel, ale umęczyliśmy się bardzo przy malowaniu zamalowywaniem kolorów i powiedzieliśmy sobie nigdy więcej 😉

2- 5.08. wybieram się na rekolekcje dla kobiet o kobiecym geniuszu do Obry, gdyby ktoś miał chęć to zapraszam 🙂

26

Mogę prawie rzec, że jestem po urlopie, bo zostało mi go raptem kilka godzin jeszcze 😉
Był to przedziwny czas, naprawdę czułam się jak na urlopie! Wiem, że to dziwnie brzmi, ale chyba jestem nawet tym trochę zaskoczona, bo często miałam poczucie, że przerywałam go w trakcie, jakby nie wykańczałam...
Był to bardzo dobry czas, pozytywnie mnie nakręcający,  mam poczucie, że wróciły mi chęci na aktywność, działanie, na nowo czuję w sobie chęci na życie... czuję się jak po głębokim oddechu świeżym powietrzem! To jest cudowne!
Jak pomyślę, że od jutra 8 godzin intensywnej pracy to mi słabo 😉

 

Bardzo w tym roku pragnęliśmy pojechać na pewne małżeńskie rekolekcje, ale urlopy nam się ułożyły inaczej  i musieliśmy zmodyfikować plany. Byliśmy nad morzem, naszym Bałtykiem. Sama droga była już bardzo ciekawa, bo całą trasę podziwialiśmy teatr burz wszelakich. Słońce nas zbytnio nie rozpieszczało, deszcz na szczęście więcej straszył niż padał, więc uskutecznialiśmy spacery i  wygrzewanie się w pojawiającym się słońcu. Nawet udało mi się poskakać trochę z falami 😉 Poza tym był czas na rozmowy, robienie kawy na grillu (mamy patent!), czytanie książki, granie w piłkę, zbieranie muszelek, patyków i inne ciekawe historie. Nazbieraliśmy muszelek z konkretnym celem, który jak zrealizujemy to pokażę 🙂
Na miejscu okazało się, że Pan Bóg sam nam zorganizował indywidualne rekolekcje małżeńskie, łącznie z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich i błogosławieństwem relikwiami Krzyża Świętego 🙂
nasze morskie łupy 😉
Część urlopu udało nam się spędzić w domu, czego bardzo się nam chciało. Żeby jednak nie było to samo siedzenie to pomalowaliśmy pokój, a teraz powoli kontynuujemy przedpokój i następny pokój, rozjaśniło się nam, bo pomalowaliśmy na biało (aczkolwiek plan był na złamaną biel). Historia się z tego zrobiła, bo na początku oliwkowy nie chciał zniknąć, co uczynił dopiero po 5 razie.
Mieczyki zaczynają pokazywać swe piękno.
Ogród się rozrósł, ale udało mi się go po przez czwartek i piątek opanować, wygląda teraz cudnie, rozkwitają kolejne kwiaty, wszystko się rozrasta. Aż żal, że nie mogę go codziennie podziwiać i się nim cieszyć.
dyniowate kwitną i rosną
Balkon nam zostaje, pięknie się rozrósł i rozkwitł. Nawet pomidorki zbieramy 😉
Gromadzenie zimowych zapasów uważam za w pełni otwarte. Suszę ziółka, zbieram owoce, mrożę, zrobiłam czystki w piwnicy i radochę mam ogromną 🙂
 
Dobrego tygodnia!

16

Staram się ogarnąć swą rzeczywistość, ale nie udaje mi się. Przygniotła mnie w ciągu jednego tygodnia praca. Oddechu złapać nie mogę. Z jednej strony mam wrażenie szybkiego upływu czasu, a z drugiej widzę ogrom spraw zrobionych. I stanęłam dziś w zadziwieniu jak to się dzieje.
Ten nadchodzący tydzień nie zapowiada się mniej pracowity, a może nawet bardziej (choć nie wiem czy to możliwe).
Poza tym mam krępującą jedną sprawę, powoduje u mnie rozdrażnienie, dodatkowe napięcie, nerwy. Denerwuję się przez czyjąś nieodpowiedzialność, chyba lenistwo. No ale jest nadzieja, że sprawa się za niedługo rozwiąże.
To sobie ulżyłam 😉
Zerkam na poprzedni wpis i nie wierzę, że jeszcze tydzień temu laba była 😉 Do Parku Mużakowskiego nie dojechaliśmy, grill nad jeziorem się udał, jeździliśmy trochę w międzyczasie za domami, ale TEGO naszego jeszcze chyba nie spotkaliśmy. Aczkolwiek jest jeden, nowobudowany, stan otwarty, z dużą, piękną działką, w dobrym miejscu. I zastanawiamy się.
Wczoraj szalałam w ogrodzie. Posadziłam pomidorki, posiałam ogórki. I piękne czereśnie, wiśnie się zapowiadają 🙂
zapraszam na czereśnie...
i truskawki 😉
pomidory przed i po sadzeniu 🙂
będzie miało co kwitnąć 😉
Na Jasną Górę jadę za tydzień. Gdyby ktoś miał potrzebę to zbieram intencje, tu w komentarzach lub na email 🙂