Przeskocz do treści

6

Za każdym prawie razem, gdy rozpoczynam pisanie postu, myślę, że powinnam robić to regularnie i stale mi nie wychodzi... haha...  Ma ktoś sposób na to? Tyle zdarzeń i wydarzeń mi ucieka, ciężko będzie później kronikę rodzinną uzupełniać, bo oczywiście nie prowadzę jej systematycznie 😉

dalie

Za nami pierwsze sianokosy i mam nadzieję, że królik będzie zadowolony tak samo jak my przy suszeniu 😉 Rytuał karmienia i doglądania Wacka musi codziennie odbywać się po czujnym okiem czworga oczu, a gdybym przypadkiem poszła sama to lament jest na pół wsi 😉 Jeszcze nie rozstrzygłam kto lepiej lamentuje Marcelina czy Józek 🙂 Dzięki podpowiedziom Polly nasz królik chyba wiedzie zdrowe i szczęśliwe życie 😉 Dzięki Polly!

sianokosyOgród sprawia mi w tym roku jeszcze większą radość niż w zeszłym, trochę pewnie dlatego, że część kwiatów dwuletnich posadzona w zeszłym roku teraz pokazuje swoje piękno. Poza tym to wielka frajda pójść rano do ogródka pojeść truskawek i śniadanie mieć z głowy 😉 albo przynieść zieleniny czy bobu i posiłek jest.

Przy okazji napiszę świeżo odkryty sposób na bób - na masełku podsmażyć drobno pokrojoną cebulkę i 2-3 ząbki czosnku, dodać soli i polać to wcześniej ugotowany bób. Niebo w gębie! Jutro chyba zrobię powtórkę 🙂

Z przyziemnych spraw to jutro muszę  odchwaszczyć buraczki, bo będzie z nimi kiepsko 😉 Pomidorami się mogę pochwalić, bo nawet pierwszy się czerwieni

pomidory
Maki - chwyciły mnie za serce i mam wrażenie, że zdjęcia nie oddają ich uroku i piękna. Pospamuję trochę kwiatowymi zdjęciami, byście choć trochę mogli nacieszyć oczy ich widokiem 😉

makimakimakipąki makoweNie żałuję w tym roku sobie radości i ścinam sporo kwiatów do bukietów, gorzej że młodsi biorą przykład bez mojej zgody i czasami mi przynoszą niczym dary ofiarne 😉

bukietTegoroczne lato będzie mi się kojarzyć z wdzięcznością, która nieustannie we śpiewa głośno. Bardzo wiele mnie wzrusza, a zwłaszcza mąż i nasza codzienność, te wszystkie drobiazgi co na nią się składają.

Wdzięczna jestem Bogu za naszą odwagę i decyzję o zakupie tego domu, że daliśmy radę przetrzymać ten ogromny wysiłek zarówno fizyczny jak i psychiczny. Dużo nas to kosztowało i nie mam na myśli kosztów finansowych (bo to swoją drogą). Wydaje mi się, że teraz łapiemy oddech i jesteśmy zdziwieni, że jest tak pięknie 🙂

Wdzięczna jestem Bogu i św. Józefowi za pomoc, bo cały ten remont pod względem finansowym to jednak nieustanny cud gospodarczy. Polecamy św. Józefa za orędownika 🙂

I cieszę się ogromnie, że mogę być z dziećmi w domu, choć wiele osób tego nie rozumie i nie szanuje naszych decyzji. To wielka radość i łaska patrzeć jak się rozwijają, jak się siebie uczą, jak się bawią... to jest spełnienie moich marzeń. Jeszcze bardziej się cieszę, bo ten okres się wydłuża o kolejny rok 🙂

7

W tym  roku  zrobiłam po raz pierwszy i raczej wejda do naszego stałego kanonu śledziowego, bo są rewelacyjne! Zainspirowałam się TU.

zalewa
500g solonych filetów ze śledzi matiasów
180g cukru
300g wody
1 liść laurowy
8 ziaren ziela angielskiego
1 nieduża marchew
1 nieduża biała cebula
100g octu spirytusowego 10%
Filety śledziowe moczymy, a po wymoczeniu osuszamy i kroimy na małe kawałki.
Zagotować wodę z cukrem, liściem laurowym i zielem angielskim. Zdjąć z ognia, dodać pokrojoną w plasterki marchew i pokrojoną w piórka cebulę.  Zostawić ją do całkowitego wystudzenia. Dodać do niej ocet i wymieszać. Śledzie przełożyć do gotowej zalewy octowej i maryować co najmniej przez dobę.
Sos kawowo-musztardowy
90g musztardy
45g cukru demerara
45g miodu gryczanego
25g białego octu winnego 6%
1/2 płaskiej łyżeczki soli
10g kawy mielonej
60g oleju słonecznikowego
Przygotować mniej więcej litrowy słoik, w którym będą przechowywane śledzie w sosie przed podaniem. Dokładnie wymieszać  w nim musztardę, cukier, miód i ocet winny, aż cukier się rozpuści. Dodać sól, kawę i olej i wymieszać do uzyskania konsystencji emulsji. Do tak przygotowanego sosu włożyć osączone z zalewy octowej i osuszone śledzie.
Przed podaniem marynować śledzie w sosie kawowym minimum 12 godzin.

 

7

W tym roku obrodziły nam ostre papryczki czyli mieliśmy szaleństwo papryczkowe. Ony uradowany najbardziej, bo to jego ulubione, więc zajada chyba prawie ze wszystkim. Ususzyliśmy sporo i wypróbowaliśmy papryczki w marynacie według tego przepisu. Za tydzień będzie próbna kontrola smaku, jak wyjdą to się podzielę i komuś sprezentuję 😉

ostra papryczka

Składniki:
1 kg papryczek chilli
4 szklanki wody
2 szklanki octu
3 łyżki soli
5 łyżek cukru
Do każdego słoika:
kilka ziaren pieprzu
1-2 liście laurowe
1-2 ząbki czosnku
1 łyżeczka miodu

Wodę, ocet, cukier i sól zagotować. Do wysterylizowanych słoików wrzucić przyprawy, ułożyć papryczki i  dodać miód. Zalać gotującym  płynem. Po lekkim przestudzeniu szczelnie zamknąć słoiki. Nie można tego robić od razu, trzeba poczekać aż ulotnią się wszystkie pęcherzyki powietrza. Gotowe do jedzenia papryczki będą po 2-3 tygodniach.

 

suszona papryka

suszymy paprykę

2

Nie wiem czy mi się uda, ale będę zapisywać udane i wypróbowane przepisy, żeby na przyszłość mniej szukać 🙂 Wczoraj zrobiłam i prawie zaraz znikło ciasto z budyniem i gruszką czyli musi być dobre 😉
Zainspirowałam się TYM wpisem, tam też więcej zdjęć Autorki.

Składniki:
2 szkl. mąki pszennej
1 jajo
150g margaryny/masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka gęstej śmietany
5-6 gruszek/jabłek
2 budynie śmietankowe/waniliowe bez cukru
750ml mleka
1/2 szkl. cukru do ciasta + 4 łyżki cukru do budyniu
cukier puder do posypania ciasta

Z mąki, cukru, jajka, masła, proszku do pieczenia i śmietany zagniatamy ciasto. 1/3 zamrażamy, natomiast 2/3 chłodzimy w lodówce. Gruszki i/lub jabłka obieramy i kroimy w kostkę.
700ml mleka zagotowujemy z 4 łyżkami cukru, a w reszcie mleka rozrabiamy budynie, wlewamy na gotujące się mleko i mieszamy do zgęstnienia.
Ciasto z lodówki rozwałkowujemy i wykładamy do natłuszczonej blachy, najlepiej, by ciasto zachodziło na boki blaszki. Na ciasto wysypujemy gruszki/jabłka i zalewamy ciepłym budyniem. Ciasto z boków  blaszki można przyłożyć na budyń. Wierzch posypujemy zamrożonym ciastem startym na tarce.
Ciasto pieczemy w 160° przez ok. 50 min. do zarumienienia, a gotowe posypujemy cukrem pudrem.