7

W tym  roku  zrobiłam po raz pierwszy i raczej wejda do naszego stałego kanonu śledziowego, bo są rewelacyjne! Zainspirowałam się TU.

zalewa
500g solonych filetów ze śledzi matiasów
180g cukru
300g wody
1 liść laurowy
8 ziaren ziela angielskiego
1 nieduża marchew
1 nieduża biała cebula
100g octu spirytusowego 10%
Filety śledziowe moczymy, a po wymoczeniu osuszamy i kroimy na małe kawałki.
Zagotować wodę z cukrem, liściem laurowym i zielem angielskim. Zdjąć z ognia, dodać pokrojoną w plasterki marchew i pokrojoną w piórka cebulę.  Zostawić ją do całkowitego wystudzenia. Dodać do niej ocet i wymieszać. Śledzie przełożyć do gotowej zalewy octowej i maryować co najmniej przez dobę.
Sos kawowo-musztardowy
90g musztardy
45g cukru demerara
45g miodu gryczanego
25g białego octu winnego 6%
1/2 płaskiej łyżeczki soli
10g kawy mielonej
60g oleju słonecznikowego
Przygotować mniej więcej litrowy słoik, w którym będą przechowywane śledzie w sosie przed podaniem. Dokładnie wymieszać  w nim musztardę, cukier, miód i ocet winny, aż cukier się rozpuści. Dodać sól, kawę i olej i wymieszać do uzyskania konsystencji emulsji. Do tak przygotowanego sosu włożyć osączone z zalewy octowej i osuszone śledzie.
Przed podaniem marynować śledzie w sosie kawowym minimum 12 godzin.

 

6

Dziś zrobiłam, zainspirowana przepisem u Olgi Smile, frytki z piekarnika - rewelacja! Mniaaam! Zapisuję więc na przyszłość 🙂

Składniki:

Ziemniaki
Olej
Sól, pieprz, słodka i ostra papryka, zioła

Ziemniaki obrać, pokroić, opłukać, osuszyć na papierowym ręczniku. Olej wymieszać z przyprawami, dodać ziemniaki i jeszcze raz wymieszać.
Na blachę wyłożoną papierem wyłożyć jedną warstwą frytki i do piekarnika. Piec ok. 20 min., 230°, w połowie przemieszać.

Smacznego!

8

Wenę twórczą mam w domowych działaniach, to chyba efekty nadmiaru
pracy zawodowej. Ostatnio mam nieustanne wrażenie jakby przejeżdżał
codziennie po mnie walec drogowy. I chyba odskocznią dla mnie stała
działalność w domu 🙂
Upiekłam ostatnio bułki z fajnego przepisu. TUTAJ
można go znaleźć. Zdjęcia brak, bo szybciej zdążyliśmy zjeść 😉

Bułki na drożdżach

1 kg mąki (użyłam 600 g żytniej 700 i 400 g orkiszowej białej)
25g drożdży
3 łyżeczki soli
letnia woda ok 750 ml (ilość wody zależy od rodzaju mąki, ciasto powinno mieć konsystencję luźnej gliny, nie ma się formować w kulę, tylko być raczej rzadsze)
oliwa – 2-3 łyżki (można z niej zrezygnować)
Dodatki typu ziarna jeśli ktoś lubi – ja daję siemię lniane i słonecznik

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy sól, ziarna, mieszamy.
Drożdże rozkruszamy w małej miseczce i dodajemy ok 100 ml wody, rozpuszczamy, rozcieramy drożdże, wlewamy do mąki.
Stopniowo dodajemy wodę i mieszamy, najlepiej mikserem z końcówką do ciasta drożdżowego.Na końcu mieszania dodajemy oliwę.
Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 45 minut – wstawiłam miskę do piekarnika uprzednio włączonego dosłownie na 1-2 minuty na 50 st i wyłączonego.
Wyjmujemy, oprószamy wierzch ciasta mąką i łyżką nabieramy i kładziemy na blachę wyłożona papierem. Z tej porcji wychodzi ok 24 bułek.
Wstawiamy do piekarnika i czekamy jeszcze 5 minut aż bułki delikatnie podrosną.Pieczemy 30 minut z termoobiegiem w 180 stopniach.

I zakwas zastawiłam wg przepisu Agnieszki, już kiedyś go robiłam, wychodził świetnie, więc podejmuję kolejną próbę 🙂
A potem przyjdzie czas, by znowu zacząć piec swój chleb 🙂

PS.
Kończąc listopad jeszcze znalazłam zdjęcia Marcysi z cmentarza podczas Wszystkich Świętych 🙂
Teraz przygotowuję czas adwentowy i kalendarz na nowy rok liturgiczny 2014/15, wszak od niedzieli się zaczyna. Trudno mi było trochę znaleźć na internecie  to co chciałam, więc zrobiłam po swojemu 🙂

 

15

Zainspirowana mielonką Kamy zrobiłam po swojemu 😉

Składniki:
1,3 kg mięsa (wieprzowo - wołowego)
6 łyżki żelatyny
250 ml wody
sól, ziele angielskie zmielone, tymianek, pieprz ziołowy,
pieprz czarny, gałka muszkatołowa

Wykonanie: 
Mięso mielimy (albo mielimy przy kupowaniu, co ja uczyniłam), dodajemy przyprawy, żelatynę, zimną wodę – dokładnie wszystko mieszamy,ma mieć konsystencję gęstej zupy. Wkładamy ciasno do słoików i pasteryzujemy 50 minut, po tym czasie słoiki zostawiamy w garnku aż do ostygnięcia.
Ja zrobiłam w mniejszych słoikach, bo nas mało. Polecam!
I mam pomysł już na następną 😉