Przeskocz do treści

20

Toskania 2011

Zatem czas chyba zabrać głos po moim urlopie. Żyję, mam się znakomicie, odnowiłam na 3/4 swoich sił, opaliłam się, zobaczyłam co nieco, zwolniłam i inne same przyjemne epitety tu być powinny 😉

W sumie mój urlop (po prawdzie winnam napisać nasz) miał dwa etapy, pierwszy to Toskania, drugi to totalnie zwolnienie i oddawanie się przyjemnościom..
Toskania mnie urzekła swoim pięknem, dbaniem o szczegóły, które tworząc całość stanowią o jej pięknie..
Pobyt nasz był zbyt krótki, by ją zacząć smakować, było to raczej rozeznanie terenu i delikatne posmakowanie tego co Toskania może człowiekowi dać.. Byliśmy w odpowiedniej, dla nas, porze roku, gdy wszystko kwitnie, oczarowuje zapachem, nie jest jeszcze zbyt gorąco...
Rozczarowałam się lekko Luccą, Piza powaliła mnie na kolana, z Florencji nie miałam ochoty wyjeżdżać, a jednak pierwsze miejsce w moim rankingu ma przyroda, widoki i nasza wioska w której mieszkaliśmy - Casoli.
Śpiew ptaków od 4 rano i cisza, piękno przyrody i architektury, które ma się ochotę jeść łyżeczkami... kołatki, balkony, doniczki, skrzynki na listy, drzwi, ozdobne kraty, białość marmuru - tego nie da się opisać, opowiedzieć, zdjęcia oddają tylko część piękna i uroku...
Przy tym wszystkim nie należy zapominać o makaronach, pizzy, chlebie, lodach i innych deserach....

Całość, niczym wiśnią na torcie, zakończyliśmy wizytą w Wenecji, która ujęła mnie kolorem morza i architekturą 😉

Zdjęcia prawdziwe to  dopiero będą, ale przedsmak Wam zostawiam 🙂

Toskania 2011

1

zakochałam się..... w Pradze(*-*)(*-*)(*-*), jest piękna,cudna, wspaniała,  a te widoki, uliczki..ehh.. jest tam boskoserce..kręte schodki na wieże poprawiły zdecydowanie moją kondycję, a przynajmniej chęć jej zdecydowanej poprawy:-D.... najbardziej urzekła mnie sala zamkowa (długość 60 m, szeroka 15 m i wysoka 15 m).. co za przestrzeń... oczami wyobraźni widziałam rycerzy w pełnym uzbrojeniu w walce o damy swych serc, damy w sukniach czekające na walkę swych wybranków..superrr.. siedzieliśmy we dwójkę z "moim" mężczyzną i puściliśmy wodze fantazji dworskiej, marzeń:-) ..wiecie aż nogi się same rwały do tańca, słyszałam w uszach tą muzykę hihi nawet zatańczyliśmy troszkę..a co raz się żyje.. było śmiesznie, bo trochę dziwnie na nas patrzyli:-D...  podobalo mi się krzesełko tortur w szkieletem w tle, przemawiało do wyobraźnilimo.... jak będę mieć zdjęcia to wkleję..dziś brak, aparat padł:)...
jutro aż strach do pracy.. brrrr... aaa z tej owej nie wyszlo pół punktu mi braklo, ale w sumie dobrze, nie rozpaczam, wręcz się cieszę, bo znalazłam wspaniałą ofertę - marzenie dla mnie:))), już złożyłam papierki i dowiedziałam się, że za pół roku będzie nabór jeszcze jeden, czyli jak sie teraz nie uda to za poł musi koniecznie:))
moje życie chyba nabiera właściwych kształtów i form..zaczynam wiedzieć co konkretnie chcę, gdzie chcę mieszkać, jak żyć, gdzie pracować...więc nic innego mi nie zostaje jak wziąć się do realizacji:-D... wiem,wiem życie lubi mieć swój scenariusz, ale mogę go trochę ponaciągać:)...jednego jestem pewna CHCĘ ŻYĆ PIĘKNIE i BYC SZCZĘŚLIWA.....

uściski i buziaki

1

nie przedłużyłam weekendu:)).. już nadrabiam zaległości w pisaniu, czytaniu....a w pracy na nowo młynek, że na nic nie ma czasu... prawie "nic" mi sie nie udało przez weekend: nie wyspałam się, nie nadrobiłam żadnych zaległości etc.... ale za to byłam w Dreźnie:-), nagadałam się troszku:-], jeszcze więcej naśmiałam:-D, popłakam też;-((....a wogóle było bajecznie:)))), ale chyba dzięki towarzystwu...), rozładowałam akumulator w samochodzie na całkowitego maksa, tak że już bardziej nie można..0:-)hihih...., więc jak wyjechałam z domku w piątek wieczorem to wróciłam wczoraj o 20.00limo...
Drezno jest pięknym miastem, warto je zobaczyć... jest jeszcze ciągle w odbudowie powojennej i popowodziowej z 2002 roku, ale ma duży urok w sobie.... brukwane uliczki, budowle, budynki z piaskowca, letnia rezydencję królów - Zwinger ,a najlepszy to był zewsząd roznoszący się zapach kwitnących bzów wymieszany z zapachem wód z fontan... jazz unoszący się między uliczkami... po prostu BOSKO...:))) troszeczkę, ale tylko troszeczkę przypominał mi miejscami Włochy, może przez te fontanny, zieleń, specyficzne schody....:)
tęsknica została troche uleczona, ale.... na koniec rozbudzona  jeszcze bardziej.... no cóż tak to już chyba jest.. i stale mi Go mało, mało...i mam niedosyt:-D... nie znaczy to, że stale jest słodko, bo potrafimy się nieźle sprzeczać hihi... ale chłopak daje ze mna radę:).. nawet czasami lubię się z Nim podrażnić:))))

****kolorowych snów****
  DREZNO
Jedna z fontan wokół pałacu Zwinger:)