Przeskocz do treści

1

pomknęłam do tańca z Onym, bardzo szczęsliwa i radosna, bo Ony zarzekał sie że tańczyć nie umie i tańczyć nie będzie.... skubany bajerował, bo tańczyć umie i dobrze mi się z nim tańczyło:-D..
potem było 'a teraz idziemy na jednego..' 'gorzko, gorzko' i takie tam przyśpiewki... izba mi nie groziła:P, bo za kierowce byłam, ale dalej pozostaje dla mnei zagadką czemu Ony nie pił alkoholu?.. no, ale mi alkoholu nie potrzeba do zabawy i bawiłam się przednio:))..
dalej były tany, tany, w końcu nie od parady mam Onego, braci, kuzynów itd.. jak szaleć to szaleć:-D. zespół był super, świetnie grali i śpiewali, nogi same rwały do tańca... i tu następna wpadka, bo iluś tam godzinach zorientowałam się, że jak tańczę i robię obroty to sukienka mi wiruje i widać więcej niż ustawa przewiduje:-]aż boję się oglądąć film z wesela:-)
odwiozłam Mamuśkę z Tatuśkiem do domciu, bo mamie juz siły odmówiły posłuszeństwa... trochę zły czas wybraliśmy na wyjazd, bo spóźniliśmy się z Onym na oczepiny troszeczkę... [tu była następna wpadka, którą pominę milczeniem, ale jazda była eksperymentalna i nowatorska..hehe..:-D] ....i ominęło mnie łapanie welonu:).. ale za to wpadliśmy od razu w jakąs zabawe w konia, woźnicę itd... hehe śmiesznie było:-D

potem Pan Młody udławiłby się bułką tartą, ale nasza rodzinna dryżyna wygrała w piciu wody, jedzeniu banana, dmuchaniu balona i własnie jedzeniu bułki tartej... jak to pisze to juz się głośno śmieję z przypomnianych sobie min:)))))))))))))))))) np. siostra Młodego mówi do niego "więcej śliny, więcej śliny", a on na nią patrzy parsknął jej bułką tartą w twarz:))) - ehhh nie wiem jak to brzmi, ale było baaardzo śmieszne:)

po oczepinach prawie cala rodzina Młodej znikła i cała sala nasza;)... na zmianę tańczyliśmy, śpiewaliśmy i były kawały, a że niektórzy maja ku temu talenty, więc... na pewno było głośno... w każdym razie jak zaczynaliśmy za głośno śpiewac to wychodził zespół;) nie wiem może aż tak strasznie było słychać;)) najwytwalsi wyszli z zamknięciem sali o 4 rano.. gdyby sala była otwarta dłużej to bylibyśmy dłużej:)

to by było tyle z wesela dnia pierwszego....:-D

dobra to zabieram się za opowiadanie pt "jak to na weselichu było":-D
wesele w moim wykonaniu trwalo 3 dni...  dnia 23 czerwca roku pamiętnego o godzinie 15 rozpoczęło się...  (ha! ale mi wyszedł wstęp;)... było calkiem spokojnie, wręcz sielsko, Państwo Młodzi byli bardzo szczęśliwi, spokojni i pewni siebie nawzajem, a nam tak to się spodobało, że po przysiędze były okrzyki radości i gromkie brawa:) przez to Ksiądza wybiliśmy z rytmu hehe.. i nie czytałam Modlitwy wiernych, bo on przeszedł od razu do Ofiarowania...

po Mszy Św. wiadomo kwiaty, życzenia, a że  było duuużo ludzi (bo Młodzi dość znani sa  w okolicy), więc  ja rozpoczęłam powitania rodzinne, ale że sprytna ze mnie dziewucha to przeciągałam powiatania z nadzieją że Ony zdąży złożyć ze mną życzenia:-D i udało się!
i tu nastąpiła pierwsza moja wpadka..hehe.. nie rozpoznałam Onego:-D jakoś tal go fryzjerka inaczej ostrzygła... ubrał garnitur i nie rozpoznałam golimo, za to rozpozała go moja siostra i z nim sobie pogadała;) no to zaczełam powitania raz drugi z Onym.. i zdążyliśmy na życzenia:)

potem na salę, obiadek, pierwszy taniec Młodych... a niedługo po nich do tańca i ja pomknęłam....:-]

1

melduję posłusznie, że łapię oddech po weselu, które właśnie dla mnie dziś się skończyło:-D jutro co nieco napisze, bo się działo troszku i musze dojść do siebie;)