Przeskocz do treści

4

Listopad. Wyjątkowo w tym roku w odpowiednio wolniejszym tempie. Tak jak lubię z długimi wieczorami, dobrą herbatą, książką i muzyką, którą na nowo odkrywam.... ahhh jakie starocie z kartonu wyciągam i jak się przyjemnie słucha! 🙂 I nie mam wyrzutu sumienia, że siedzę na kanapie i czytam, chyba wracamy do pełni normalności po remoncie i przeprowadzce. Wreszcie! 🙂

Nie zrobiłam jeszcze podsumowania pierwszego postu Dąbrowskiej, a od jutra już zaczynam rundę drugą. Pierwszy zakończyłam na 26 dniach, zrobiłam słuszną przerwę i mam zamiar wytrwać teraz 21 dni. Oby się udało.

Przy okazji sprzątania kartonu ze starymi zgromadzonymi przepisami kucharskimi doszłam do wniosku, że zmieniłam się, że dojrzałam, że wiem co chcę i w kuchni i w domu i w życiu. Jakże to ułatwia życie! Człowiek mniej się miota z podstawowymi sprawami, prawie nie zwraca uwagi na to co inni sądzą o tym co robisz czy nie robisz. To chyba wolność 🙂

Zaczęłam jakiś czas temu na nowo przygodę z bullet journal, ale w wersji bardzo uproszczonej i ta wersja bardzo się sprawdza. Poprzednim razem gdy zaczynałam to zbyt wzbogaconą i nieprzemyślaną wersję zaczęłam, więc szybko ta wersja upadła. Na razie o dziwo mniej karteczek mam, większy porządek i większe ogarnienie zaległych spraw 🙂

Z naszego życia parafialnego. W niedzielę mamy zaszczyt przywitania naszego Biskupa w parafii. Stres mam ogroooooomny, Ony prawie wcale i to jest zaskakujące... haha.. nawet najpierw Proboszczowi powiedziałam, że my chyba nie, bo Ony się nie zgodzi. Wracam do domu, pytam Onego a on na luzaku twierdzi, że nie ma problemu 😉
I kronikarzem parafialnym zostałam, właśnie kończę uzupełniać kronikę i mam przy tym dobrą zabawę 🙂
Cieszę się bardzo, że zakorzeniamy się w naszej parafii, powoli oddalamy się od naszej dotychczasowej wspólnoty, choć czasami nam serce się wyrywa, bo mamy tam przyjaciół, ale odczytujemy nasze miejsce wzrastania jest w parafii.

Na koniec chciałam się podzielić czymś do oglądania - film "Proroctwo". Pewnie większość już oglądała, ale gdyby jeszcze ktoś nie oglądał to zapraszam!

I czymś do poczytania - wywiad z o. Augustynem Pelanowskim Nie ma rodziny bez Boga

10

Pochwalić się chciałam, że wreszcie od 1,5 miesiąca udaje mi się regularnie realizować codzienny plan dnia. Bardzo fajnie trzyma mnie w ryzach i o dziwo więcej przez to realizuję z założonego planu. Nawet wszelkie wyjazdy dostosowałam do planu, albo jadę o 9.30 by wrócić do 12.30 albo jadę po obiedzie (nawet nie wiecie jak dzięki temu odzyskałam panowanie nad dniem!).

Jeszcze tylko plan sprzątania muszę na nowo ułożyć i będzie super. Ten, który miałam do tej pory mocno się zdezaktualizował, bo i miejsce zamieszkania nam się zmieniło i dzieci nam przybyło 😉

Plan dnia
7.00    pobudka, śniadanie
8.30    sprzątanie
9.30    zadania przewidziane na ten dzień
12.30  przygotowanie, obiadu, obiad
14.00  czas wolny albo dalsze zadania przewidziane na ten dzień
18.30  przygotowanie kolacji, kolacja
19.30  przygotowanie do spania
20.30  czas NASZ wspólny, wolny albo dokończenie zadań z dnia

Zafascynowała mnie jakiś czas temu moda panująca na bullet journal czyli idealny planer dnia [TU można na Pintereście podejrzeć]. Generalnie doszłam do wniosku, że od wielu lat takie coś prowadzę tylko w kalendarzu a nie w zeszycie, więc tym bardziej pomyślałam "to  dla mnie". Założyłam ładny zeszyt z zadaniami podzielonymi na miesiąc i tydzień oraz różnymi listami - bardziej się sprawdza niż kalendarz, tylko nie ozdabiam, bo nie mam zbyt dużo czasu. Popracuję nad tym 😉

Takie pisanie zadaniowe zawsze świetnie mnie porządkowało i dość jasno wytyczało co będę robić. Przez jakiś tego nie robiłam i miałam poczucie bałaganu życiowego. Zatem mój cudny zeszyt (wreszcie karteczek nie gubię) zawiera:

  • stronę tytułową,
  • spis treści,
  • stronę pt. Codzienności Baśkowe [to się bardzo sprawdza przy wyrabianiu nawyków, popatrzę i wiem czego jeszcze nie zrobiłam, a założyłam sobie, że będę robić codziennie. Podobno nawyki wyrabiają się 21 dni, więc mam szansę ;-)],
  • spisane zamierzenia na najbliższy rok,
  • rozpisany rok na dwóch kartkach [wpisuję tu konkretne spotkania czy wizyty, które się pojawiają, a nie mam jeszcze zaplanowanych kolejnych miesięcy]
  • strona z zadaniami do realizacji na dany miesiąc + określam nad czym chcę pracować w danym miesiącu [Bóg, mąż, dzieci, dom, ja sama tzn. kiedyś z jakiejś książki wzięłam sobie taką rozpiskę do pracy nad sobą i od wielu lat to się u mnie sprawdza],
  • strona z zadaniami do realizacji na dany tydzień [staram się zawsze w niedzielę spisać zadania na nowy tydzień] + lista posiłków [to mi idzie najgorzej],
  • od tyłu zeszytu idę z listami np. zakupy dla domu, pomysły do realizacji w domu, plan ogrodowy, pomysły na rok liturgiczny, moja idealna szafa, filmy do obejrzenia, itd.

Z uwag praktycznych to rozważam przy następnym zeszycie przejście na skoroszyt z przepinanymi kartkami + koszulki, bo nie widzę potrzeby przepisywania list.

Przy okazji podzielę się pewnym spostrzeżeniem i refleksją, która się narodziła we mnie przy spacerowaniu po blogach dla mnie zupełnie nowych. Ludzie rozumieją różne pojęcia zupełnie inaczej niż ja. Niby proste i oczywiste, ale mnie to bardzo uderzyło, że dałam się zwieść niektórych blogom i temu co ludzie piszą, jak rozumieją czy wręcz wyolbrzymiają pewne sprawy, rzeczy.
Kamyczkiem, który ruszył całą lawinę kolejnych spostrzeżeń, było zauważenie jak ludzie spisują swoje listy zadań do zrobienia i np. piszą co mają zrobić na dany dzień czy tydzień,a tam wypisane same drobnostki (w moim odczuciu) i oczywistości. Wiem, wiem, każdy jest inny, ALE ile razy można pisać o zrobieniu obiadu czy wstawieniu prania?
Tudzież na przykład okazuje się, że jak ktoś pisze o uprawianiu truskawek to mi przed oczami od razu staje ileś grządek truskawek, a ktoś miał na myśli (co okazuje się po jakimś czasie), że uprawia 3 krzaczki truskawek w skrzynce przy tarasie 🙂 No zupełnie inna perspektywa patrzenia, ilości pracy do wykonania itd. Od razu zrobiło mi się lżej i wyjaśniło dlaczego mi to wolniej idzie...
Zdrowego dystansu nabrałam 🙂

nowe twarze w kocim świecie 😉