Przeskocz do treści

idę jutro na poszukiwanie nowej pracy, lepszej, bardziej rozwojowej i zdecydowanie lepiej płatnej .. mam cykora, stracha, stresa i ....
niby mam pracę, tylko, że ona wcale mi nie daje satysfakcji, w zasadzie to po co kończyć studia dla takiej pracy, ze średnim każdy by dał spokojnie radę... i w dodatku bardzo słabo płacą.. więc w zasadzie nic nie tracę, poza tym , że mam na czas nieokreślony...
jest problem w tym, że ja się troszku boję tego poszukiwania, ale zgodnie z zasadą, kto nie ryzykuje ten nie żyje muszę spróbować, muszę zaryzykować... innymi słowy raz kozie śmierć... jak nie spróbuje będę bardzo żałować.. a ja nie zamierzam w życiu niczego żałować więc muszę spróbować:)
musi mi się udać!!!!! jak nie teraz to później, w końcu optymistką jestem , a podobno wiara w siebie to połowa sukcesu.....

1

bardzo nie chcę ulec namowom na wyjazd za granicę, wcale nie czuję potrzeby wyjazdu, dobrze się czuję tutaj, tutaj się odnalazłam, tutaj jestem szczęśliwa, tu jest moje życie, moja rodzina, znajomi..... a że mało zarabiam to jeszcze nie powód do wyjazdu... pieniądze jednak to nie wszystko... co mi po tym, że będę mieć pieniądze,jak nie będę miała czasu z nich korzystać???... a angielskiego moge się uczyć dla przyjemności i własnej satysfakcji:)
a zresztą sama nie wiem...może jednak trzeba by wyjechać, przynajmniej nie będe miec mniej problemów.. ehh... co za życie... gdyby to wszystko było znacznie prostsze.. tak albo nie...
tak dużo moich znajomych powyjeżdżało, tam też są szczęśliwi.. może po prostu tylko trzeba spróbować?? .. a dopiero potem dokonać wyboru..
tylko, że ja już bym chciała mieć męża, dzieci i ...... być w pełni szczęśliwa..
jak to ostatnio doszłam do wniosku podczas rozmowy z kolegą, że ja nie jestem jeszcze szczęśliwa tylko zadowolona z życia. Szczęśliwa to ja będę jak będę mieć tą drugą osobę

i któż ze mną wytrzyma??
wczoraj dałam prawdziwy popis swojego humorku hihih, choć teraz mi wcale nie do śmiechu, bo mi po prostu wstyd.... byłam okropna, bardzo okropna.. a On na koniec mnie rozśmieszył i mogłam spokojnie spać..
wiem też, że do końca mnie nie zrozumiał i  prawdę powiedziawszy sama siebie wczoraj nie rozumiałam:)).. ale dał radę chłopak   wytrzymał ze mną wczoraj:)
przecież nikt nie mówił, że jestem aniołkiem 🙂
ja po prostu chyba za dużo chcę na raz i za szybko, a wszystko wymaga czasu, czasem nawet sporo czasu.  Dobrze,  że przynajmniej On jasno myśli  i stopuje mnie, więc może nie zginę i nie pogubię się w swoich emocjach, uczuciach.... choć nie wiem czy to możliwe.... bo On czasem tez ginie przy moim skromnym udziale:). Tylko ja zbyt mocno poddaję się emocjom i czasem daję się im wodzić za nos, a ja chciałabym mieć więcej rozumu w moich uczuciach i odczuciach....  ale czy to sie tak da???
dobrze, że w pracy nie ma tego problemu i jestem konkretna:) inaczej już bym dawno zginęła