Przeskocz do treści

2

Dziś niedziela - dzień rozpusty! Tak sobie dziś pomyślałam, bo obijam się pomiędzy hamakiem a leżakiem 😉 na dodatek jeszcze w pięknym otoczeniu przyrody, wśród śpiewu ptaków i z kotem na kolanach. Prawdziwy dzień rozpusty. Wreszcie mam prawdziwy czas na to, by pozwolić swoim myślom płynąć nie stawiając im granic.

Tego mi właściwie brakuje, czasu na zastanowienie się, na refleksje, na swobodne myślenie. I cieszę się że coraz częściej udaje mi się usiąść w hamaku i po prostu dać płynąć myślom. Bez stawiania im jakichkolwiek ograniczeń, nie stawiając swoich granic. Wiem, że często sama się ograniczam różnymi niby koniecznymi powinnościami. Sama sobie stwarzam błędne poczucie winy, że 'nie mam na to czasu'. Walczę od jakiegoś czasu by świadomie sobie na to pozwalać. Prawie rzekłabym, że wpisuję to w kalendarz 😉

Człowiek musi myśleć, znać swoje myśli, co go porusza, co go złości czy raduje. Musi budować krytyczne myślenie, otwarte spojrzenie na rzeczywistość. Bez tego nie będzie prawdziwego, pełnego rozwoju. To też rozwija wolność człowieka. Przede wszystkim potrzeba na to czasu, dużo czasu.

Dobrej niedzieli, byście i Wy mieli czas na myślenie, dumanie 🙂

2

Ostatnio słuchałam z dzieciakami piosenki "Mamy czas" Arki Noego i dotarło do mnie, że MAM CZAS. Mam go fizycznie, tu i teraz! Nie za 5 minut, nie 5 minut temu, ale TERAZ. Mam konkretnie i co ja z nim robię? Jak go wykorzystuję? Kiedy go marnuję, a kiedy nie?

Nie zatrzymam go przecież, ale też i nie przyspieszę.

Uświadamiam sobie ostatnio jaki czas jest pojemny, ile mieści w sobie wydarzeń, sytuacji, spotkań, modlitwy, łez, śmiechu..

Cieszę się z tego czasu, który mam teraz! Po cichu go trochę określam jako "mój złoty czas", choć każdy dotychczasowy też tak określałam 😉 Każdy etap ma swoje plusy!

Wdzięczna jestem, że MAM CZAS na czytanie książek z dziećmi, modlitwę, chodzenie na spacery, przytulanie, patrzenie na ich rozwój i budowanie ich wzajemnych relacji, słuchanie Józia gdy przychodzi i mówi: kocham Cię mamuś i wiele innych rzeczy, które wymagają czasu.

Myślę, że wykorzystuje też najlepiej jak umiem ten czas mi dany. Choć trudno mi się do tego naprawdę przyznać, bo widzę w nim zbyt dużo niedoróbek 🙂

8

Tryb codzienny czyli bieżączka funkcjonuje u nas całkiem sprawnie. Ciąg spraw i różnych wydarzeń powoduje, że na nudę nie można narzekać. Wręcz mam ostatnio etap, w którym marzę o 1 dniu ciszy i spokoju, by wysłać wszystkich na marsa 😉

Po miesiącu chyba wyszło po raz pierwszy słoneczko i wyruszyliśmy na dłuuuugi spacer! Tlen, tlenu nam trzeba - od razu inne funkcjonowanie 🙂 Śniegu u nas nie ma i z zazdrością podglądam, że gdzie indziej jest. Oczekujemy mocno.

Wreszcie oddali mi pieniądze, które straciłam w kwietniu na ebayu, bo ktoś zrobił zakupy w USA moja kartą kredytową. Niby tylko i aż 250 zł, ale...

Będziemy składać wniosek w ramach programu "Czyste powietrze" na termomodernizację domu. Gdyby ktoś był w potrzebie to niech sobie zajrzy. Na dzień dobry się trochę zdenerwowaliśmy, bo jeśli chcemy dofinansowanie do ocieplenia to będziemy zmuszeni wymienić dobry piec, który kupiliśmy 5 lat temu. Nie posiada bowiem odpowiednich certyfikatów, bo ich wtedy po prostu nie było. Rozważamy teraz czy nam się to opłaca. Nasz, dobry piec musiałby iść na złom, bo taki papier musimy przedstawić do funduszu. Fajnie byłoby już zakończyć ten etap i mogłabym się skupić na przyjemniejszych rzeczach 😉

Na nowo mam zapał do drzewa genealogicznego i znowu szukam, dopisuję kolejne osoby, odkrywam ciekawe historie osób i miejscowości z którcyh pochodzą. Kilka lat te moje poszukiwania odstawiłam na boczny tor, mocno zaniedbałam. To jest jednak tak pasjonujące, że nie mogłam do tego nie wrócić. Odkrywanie korzeni sprawia mi mnóstwo radości i na trochę mogę pobawić się w detektywa 😉 Czasem to normalnie mam wypieki na twarzy z emocji, a nawet potrafię zadzwonić do mamy o 23 z zadziwiającym odkryciem jakby co najmniej rano miało zniknąć 😉

Aktualnie mam plan zaaktualizować wszystkie dane, które zapisywałam przez te wszystkie lata na różnych karteluszkach... haha... tylko w międzyczasie poszerzyły się różne rejestry i nie mogę się od nich oderwać 😉 Najlepsza jest moja Mama, która potrafi zawikłać niejedną osobę/rodzinę, bo jej się wydaje, że pamięta 😉

Nadal bardzo we pracują myśli i refleksje po kursie "Zatrute myśli", o którym pisałam. Od około dwóch tygodni staram się codziennie zapisywać część myśli albo choć hasłami. To jest dość zaskakujące i niczym rachunek sumienia, w każdym razie do spowiedzi też się nada 😉

Zastanawia, bo już nie poraża, mnie wciąż ilość moich myśli, które są bezcelowe, bezsensowne. Jak dużo marnuję czasu!!! Na instagram, na czytanie jakiś artykułów, które nie za wiele wnoszą. I jednym z pierwszych moich odkryć jest to, że przez nie przestałam być kreatywna i twórcza. Zniekształcone czy wręcz zatrute moje myśli powodują, że wewnętrznie karłowacieje i się nie rozwijam. Duży też w tym udział ma brak codziennej, regularnej modlitwy osobistej. Wiecznie muszę o nią walczyć! Co już pomyślę, że osiągnęłam jakąś regularność to coś siada i robi się dziura.

To za sobą pociąga kolejne konsekwencje i idzie trochę jak lawina. Jak mogę słyszeć Boga, wiedzieć w jakim kierunku mam iść, co jest dla mnie, dla nas dobre jak nie rozmawiam z Nim? Nie słucham Jego Słowa?

Wieś w sumie w jednym mnie najbardziej rozczarowała, mimo iż to był jeden z podstawowych punktów sprawdzanych przy szukaniu domu. Brak codziennej Eucharystii.

10

Fajna ta jesienna pogoda, bo więcej czasu w domu jestem 😉

Zaczęłam się jakiś czas temu zastanawiać czy to normalne, że mam ciągły niedosyt obecności w domu, osobistej i rodzinnej. Ciągle mi mało bycia w domu i tego co się z tym wiąże: braku pośpiechu, spokoju, braku zaangażowania w zewnętrzne sprawy, skupienie na rodzinie, domu...
Jak jestem w domu więcej to od razu widać, bo mam mniej zaległości, ale ciekawa jestem kiedy osiągnę stan pomalowania paznokci 😉 Pomalowanie paznokci to u mnie symbol, że jestem ogarnięta i mam 5 minut spokoju 😉

Wracając jednak do tego niedosytu - zastanawiam się skąd to pragnienie?  Zagadką jestem sama dla siebie. Zadziwia mnie siła tego głodu we mnie.

Miałam myśl, że może mój organizm odreagowuje nadmiar, przesyt wcześniejszych zadań, wydarzeń, liczby spotkań? Teraz intensywność zdecydowanie mniejsza, bo wycofałam się z wielu spraw, w których byłam aktywna. Jakbym była wypalona na wszelkie aktywności. Pewnie nadmiar szkodzi 😉
Choć ostatnio pojawiają się myśli, by na nowo zaangażować się w nowe rzeczy, tylko czy to moja droga na teraz?

Takie tam wieczorne rozważania...