Przeskocz do treści

10

Mam poczucie, że nie ogarniam niczego, na smsy odpisuję po czasie, oczywiście z ogromnymi wyrzutami sumienia, że tak późno. Chciałabym już urodzić, bo zaczynam się męczyć z lekka. Czuję się słoniem, który wszędzie zawadza i przeszkadza. Dobre rady wychodzą mi bokiem i  nie mam ochoty ich już  słuchać ani trochę. Weszłam chyba w etap, że nawet rozmowy mnie denerwują, przeszkadzają. I wredna się zrobiłam, dla Onego też. Ciszy potrzebuję i najlepiej schowania się gdzieś głęboko i daleko od ludzi.
Jednakże porodu się nie boję, mam raczej poczucie, że jest zadanie do wykonania 🙂

 

Kolejna część etapu pierwszego nabywania nieruchomości za nami, podpisaliśmy umowę kredytową. W przyszłym tygodniu podpisujemy akt notarialny. Ciekawe czy zdążę przed porodem. Oby.

Frezje mi na balkonie rozkwitają! 🙂

 

 

18

Tego posta przymierzałam się napisać od dawna, ale jakoś nie miałam odwagi. Poza tym udostępniłam adres bloga osobom, które krytycznym okiem patrzą na nasz pomysł, więc się wstrzymywałam. Skłoniło to mnie jednak do przemyśleń, ze coś jest nie tak skoro nasze małżeńskie decyzje uzależniamy od innych. Zatem podjęliśmy domową dyskusję, wyciągnęliśmy na wierzch wszystkie nasze lęki, strachy, marzenia, nadzieje i po konsultacji z osobą znającą się na nieruchomościach podjęliśmy decyzję o zakupie domu do remontu z dużym ogrodem czy raczej łąką, która w przyszłości będzie pięknym ogrodem 😉

O dziwo, po podjęciu decyzji, mamy ogromny wewnętrzny spokój i pewność, że robimy dobrze, że to dla nas jest dobre z wielu względów. Sprawa posunęła już się do przodu, dostaliśmy pozytywną decyzję kredytową i prawdopodobnie do końca miesiąca podpisujemy umowę na kredyt i u notariusza.

Sama historia z bankami to niezła jazda, zwłaszcza w moim stanie pomroczności ciążowej. Najbardziej zawiedliśmy się na banku, w którym jesteśmy od kilkunastu lat.

Nasza kraina szczęśliwości stała się realna i bliska realizacji 🙂

 

przyszłe nasze chaszcze 😉

 

13

Żebym nudno nie miała, to laptop mi znowu wysiadł dokładnie w ten sam sposób, tylko inny dysk. Strat prawie żadnych, oprócz życia poza netem 😉 stacjonarny niby się unowocześnia, ale chyba mu jeszcze kilka dni to zajmie, ale dziś i jutro pożyczony mam! I potem znów wpadnę w niebyt sieciowy 😉

Dziś byliśmy w Czaczu. Dla niezorientowanych to wioska w Wielkopolsce z wieloma hangarami i stodołami z używanymi rzeczami. Byłam drugi raz. Tym razem jakoś mało było stanowisk, ale też i chętnych za wielu nie było. Mimo to kupiliśmy drewniane łóżeczko, dwie komody, sporo koszy i koszyków wiklinowych i dwie super filiżanki 🙂
Komody są takie same, tylko jedna jest już potraktowana papierem ściernym i uzyskała fajny jasny kolor. Drugą będę papierem ściernym traktować osobiście w tym tygodniu. Zresztą doszliśmy z Onym do wniosku, że łóżeczko też potraktujemy papierem ściernym 😉

 

Dobrego tygodnia! 🙂PS. Dla ciekawych moich nowych skorupek 😉

 

 

 

7

Falstart nastąpił, tego domu nie będzie, kobieta zaczęła zbyt kręcić, więc się wycofaliśmy. Ciekawe ile takich falstartów nas czeka jeszcze 😉
Bonusem całej sytuacji jest fakt, że z Onym zbliżamy się do siebie coraz bardziej, rozumiemy się lepiej, mam poczucie jakby uczestniczenia w przygodzie, której akcja dopiero się rozwija, to takie rozwijające dla nas jest.
Na pocieszenie dla nas będziemy malować  sypialnię, dziś postaram się powynosić książki - znaczy akcję MALOWANIE  zaczniemy 😉

moje balkonowe pomidorki 🙂
A tak w ogóle to pomidory mi na balkonie rosną, kwiaty kwitną, koperek na zimę już zamroziłam, dziś to samo uczynię z natką pietruszki.
Czy ktoś ma pomysł co można zrobić z czerwonych i białych porzeczek? Na ten rok brak mi koncepcji.

 

piwonie kwitną...
Miałam wczoraj cudne spotkanie z moja siostrą, do dziś jestem pod wrażeniem! Taki dobry, owocny czas dla nas. Miałam natchnienie, zebrałam się, zapakowałam po pracy w samochód i zawitałam do niej popołudniem. Wiecie to jest jakby odkrywanie jej na nowo, poznawanie, zbliżanie się do siebie, jakbym dostała nową siostrę 🙂
Wiem, ze niektórzy mogą się dziwić, ale nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dzieli nas spora różnica wieku i tak naprawdę dopiero od kilku lat nawiązujemy bliższą, dorosłą relację. A to jest takie fajne!
nagietki rozpanoszyły się w ogrodzie i wyglądają cuuudnie 🙂
 Mam awersję do pracy, nie mam do niej serca, żadnej przyjemności, satysfakcji. Trudne to dla mnie, nie pamiętam, żebym miała taką sytuację. Wychodząc z domu rano mam wrażenie jakbym robiła to za karę, wbrew sobie. Malkontenctwo jakieś mi się włączyło - no tyle moich żali.