Przeskocz do treści

10

haha właśnie odkryłam, że zawirusowałam komputer. Czułam,  że technicznie za długo dobrze nie będzie 😉

Byłam dziś u fryzjera i po raz pierwszy w życiu mam poczucie jakbym była na sesji terapeutycznej... nawet nie umiem tego określić, ale dostałam MEGA kopa energetycznego, jakby ktoś mi coś w głowie przestawił, świat nowe barwy zyskał :-)))

A tylko kilka centymetrów włosów ubyło. Widocznie za dużo miałam na głowie 😉

Chyba w związku z tym wreszcie jutro malowanie krzeseł zrobię! Energię muszę dobrze wykorzystać 😉

Lubię ten stan. Najdziwniejsze, że co jakiś czas mi się zdarza i zazwyczaj wywołuje go u mnie piosenka bądź jakieś spotkanie, rozmowa, film czy książka. Ma tak ktoś jeszcze?

Trwa ileś czasu i mam poczucie, że góry mogę przenosić, mnóstwo rzeczy wtedy robię, pomysły rodzą się z prędkością światła i jestem jak nakręcona 🙂

Znaczy chwilo trwaj, bo mam listę rzeczy do zrobienia!

PS. Nadrabianie blogów tydzień albo dwa mi zajmie, bo za dużo zaległości mam. 

Przy okazji ile nowych, fajnych blogów odkrywam! 🙂

50

Chyba nie byłam do końca świadoma lęku, który nosiłam w sobie, że więcej nie zostanę mamą. I ciężaru jaki się z tym wiązał. Uświadomiłam to sobie dopiero jak zrobiłam test i wyszedł pozytywny 🙂
Ryczałam i śmiałam się jednocześnie przez całe popołudnie. Było to bardzo uwalniające i oczyszczające. Mam poczucie jakbym dostała nowe oczy w pakiecie 🙂

Druguszek będzie!!! ❤ ❤❤

 

źrodło

Co ciekawe czujemy się tym darem bardzo zaskoczeni przez Pana Boga i jednocześnie ogromnie, ogromnie wdzięczni 🙂
To taki trochę paradoks, że wyczekujesz, spodziewasz się a i tak jesteś zaskoczony 😉

 

 

8

Czy Wy też tak macie, że robicie jakieś zdjęcie, przychodzi fajna myśl do głowy i myślisz o napiszę o tym na blogu, a potem......... zapominasz o tym (np. znaczy Marcela Cię zajmie, nie masz dostępu do kompa itd.) a jak przypomnisz sobie to masz już kolejne pomysły, a na blogu dalej cisza. No bo ja tak mam 🙂
Ma ktoś pomysł jak sobie z tym poradzić?

 

Święta Bożego Narodzenia 2013 odeszły do historii, a ja skoro mam takie tyły to lekko do nich wrócę, ale zdążyłam przed Trzema Królami 😉
W tym roku u nas w święta było kilka nowości w tradycji rodzinnej. Pierwszą nowością był rozdział mikołajowy poprzez losowanie tzn. na początku adwentu odbyło się losowanie i każdy wylosował kogoś komu robił prezent. Finansowa i organizacyjna ulga 😉
Zarządziliśmy niejako, że kolację wigilijną w tym roku spożyjemy razem u rodziców o 17.00.  Podstawową przyczyną jest wiek moich rodziców, a nade wszystko bardzo szybko postępująca  utrata sił Taty oraz to że na dłuższą metę męczą ich już tłumy. A 27 osób to już mały tłum. Od ok. 20 lat nie udało nam się spędzić Wigilii w pełnym składzie w jednym czasie, więc w tym roku chcieliśmy spróbować. Było nas 16 osób, a ja zaprosiłam dodatkowo swoją teściową.
Wszyscy mieszkamy dość blisko siebie, maks 30 km, i niby jesteśmy zżyci i nie dało rady 🙁

Bynajmniej nie oznaczało to smutku przy stole. Było gwarno i radośnie 🙂
I pokolędowaliśmy trochę albo raczej inni kolędowali a my kolędowaliśmy na pogotowiu 😉

główny pomocnik przedświąteczny 😉

U rodziców już rządziłam tydzień przed świętami, więc prawie wszystko co było zaplanowane to zostało zrobione. Niemniej w niedzielę popołudniu Marcela zaczęła się rozkładać chorobowo, we wtorek po kolacji wigilijnej chyba jakieś apogeum miała, dodatkowo w szybkim tempie zaczęła kaszleć szczekająco i się dusić co oznaczało, że zapalenie krtani jest.
Dostała antybiotyk, dostawała go przez tydzień by okazało się, że niepotrzebnie bo na wirusowe zapalenie antybiotyk nie działa i się go nie przepisuje! Marcela mniej więcej po tygodniu wróciła do pełnej formy. Teraz odbudowujemy florę bakteryjną w jelitach 😉

 

Piernikiem się chwalę tegorocznym 🙂

Mam kilka refleksji poświątecznych.
Pierwsza to taka, że uświadomiłam sobie, iż święta Narodzenia Pańskiego są dla mnie ważne niekoniecznie muszą być ważne dla innych. Otóż dla mnie naturalnym jest, że są to święta religijne, że rodzina stara się gromadzić, spotykać, że nikt nie powinien być sam, że należy się odświętnie ubrać do kolacji wigilijnej i w święta itd. Kilka lat zajęło mi dojście do tego wniosku, ale dało mi wolność na lata przyszłe.
Druga dotyczy naszej rodzinnej parafii. Zawsze nas szło sporo na pasterkę czy Msze w kolejne dni, a od kilku lat nas coraz mniej. W tym roku na pasterce był tylko Ony, a w drugi dzień Świąt w parafialnym kościele byliśmy tylko we dwoje. Pozostali byli w swoich parafiach. [musiałam uzupełnić to zdanie, aby nie było niejasności] Wybyliśmy z tej parafii jako rodzina. Dziwne to uczucie! Wydawało mi się to kiedyś niemożliwe, bo byliśmy w niej dość zaangażowani. A każdy z nas ma teraz inną. Jak sobie to uświadomiłam to mam poczucie jakby się coś kończyło w naszym życiu.

W temacie poza świątecznym Ony stał się dziś pogromcą myszy i stodołę nafaszerował trutką 😉
a Pan Bóg mnie kolejny raz ćwiczy, bo miałam ja NIECNY plan pouczania dziś od rana mego męża jak to się kupuje trutkę na myszy i jak się ją zakłada. Marcelinie jednak katar i stan podgorączkowy wrócił, więc nici z mego niecnego planu. A trutka kupiona i założona 😉
A wszystko przez to, że szukałam wczoraj baterii w pudełku, które 2 tygodnie leżało ww. stodole po przeprowadzce i znalazłam zmłóconą przez mysz kartkę i inne drobiazgi. brrrrr nienawidzę myszy, brzydzę się nimi i jak widzę to drę się niemiłosiernie 😉
Plan ogólnie był od października założyć trutkę, ale cały czas były inne sprawy i tak zeszło.

 

Przyznam szczerze, że myślałam o wróceniu do pisania na tym blogu. Dostałam kilka naprawdę fajnych email'i i doszłam do wniosku, że to tajniaczenie się nie w moim stylu jest. I o dziwo te moje pisanie czasem komuś dobro przyniosło.
Pamiętam o przyczynach ukrycia się, ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że to mało przemyślane było.A dalsze pisanie publiczne może jeszcze jakieś korzyści przynieść 😉

aaaaaaaa i kobietą jestem, a kobiety podobno zmienne są, więc może za jakiś czas mi się znowu zmieni 😉

A na koniec ulubiona pastorałka Marceliny, przy której piszczy z uciechy 😉

 

To nieistotne,
czy dzisiaj pada deszcz, czy świeci słońce.
Nieważne, czy cieszysz się chwilą wolnego czasu,
czy też masz przed sobą dzień pełen obowiązków.
Wiedz, że dziś jest dzień bardzo szczególny,
dzień niezwykły, cenny.
Pan stworzył go z myślą o Tobie.
Ciesz się tym dniem
i przyjmij go z wdzięcznością z rąk Boga.
Nie warto odbierać radości każdemu dniu
już w pierwszych jego chwilach,
pozwalając zapanować nad sobą mrocznym myślom.
Nie warto spędzać nocy na zamartwianiu się
rzeczywistymi lub urojonymi smutkami
roztrząsając niepokojące problemy.
Ale warto postanowić,
że będzie się szczęśliwym w tym szarym dniu.
To, czego nie da się zmienić,
wystarczy z ufnością zawierzyć Bogu.

/Autor nieznany/
W weekend upiekłam ciasteczka wg przepisu Uli, a wczoraj jabłecznik z budyniem, coś mnie naszło na pieczenie 😉

Dlaczego dziś dopiero jest wtorek? Ja mam wrażenie czwartku i istnienia jakiegoś kołowrotka, dzieje się wiele dobrych i niedobrych rzeczy... nie wiadomo jak to ugryźć i co z tymi fantami zrobić.

Wczoraj popołudniu po raz pierwszy od niepamiętnych czasów poczułam się zupełnie bezradna, słaba, osamotniona, bez możliwości wpływu na pewne sprawy, by się zmieniły, rozwiązały, łzy czaiły się bez przerwy pod  powiekami...

Dziś rano uświadomiłam sobie, że to wynik mojego braku zaufania Bogu, że sytuacja w której się znaleźliśmy jest po coś, choć na teraz tego nie rozumiemy, to On jest mocen z tego wyprowadzić dobro. Że nas przez to przeprowadzi.
Uświadomienie sobie tego dało mi spokój i na nowo potrafię się cieszyć dniem dzisiejszym. Bardzo mi to ułatwia życie 🙂

relaks wodny byłby wskazany 😉