Przeskocz do treści

50

Chyba nie byłam do końca świadoma lęku, który nosiłam w sobie, że więcej nie zostanę mamą. I ciężaru jaki się z tym wiązał. Uświadomiłam to sobie dopiero jak zrobiłam test i wyszedł pozytywny 🙂
Ryczałam i śmiałam się jednocześnie przez całe popołudnie. Było to bardzo uwalniające i oczyszczające. Mam poczucie jakbym dostała nowe oczy w pakiecie 🙂

Druguszek będzie!!! ❤ ❤❤

 

źrodło

Co ciekawe czujemy się tym darem bardzo zaskoczeni przez Pana Boga i jednocześnie ogromnie, ogromnie wdzięczni 🙂
To taki trochę paradoks, że wyczekujesz, spodziewasz się a i tak jesteś zaskoczony 😉

 

 

8

Czy Wy też tak macie, że robicie jakieś zdjęcie, przychodzi fajna myśl do głowy i myślisz o napiszę o tym na blogu, a potem......... zapominasz o tym (np. znaczy Marcela Cię zajmie, nie masz dostępu do kompa itd.) a jak przypomnisz sobie to masz już kolejne pomysły, a na blogu dalej cisza. No bo ja tak mam 🙂
Ma ktoś pomysł jak sobie z tym poradzić?

 

Święta Bożego Narodzenia 2013 odeszły do historii, a ja skoro mam takie tyły to lekko do nich wrócę, ale zdążyłam przed Trzema Królami 😉
W tym roku u nas w święta było kilka nowości w tradycji rodzinnej. Pierwszą nowością był rozdział mikołajowy poprzez losowanie tzn. na początku adwentu odbyło się losowanie i każdy wylosował kogoś komu robił prezent. Finansowa i organizacyjna ulga 😉
Zarządziliśmy niejako, że kolację wigilijną w tym roku spożyjemy razem u rodziców o 17.00.  Podstawową przyczyną jest wiek moich rodziców, a nade wszystko bardzo szybko postępująca  utrata sił Taty oraz to że na dłuższą metę męczą ich już tłumy. A 27 osób to już mały tłum. Od ok. 20 lat nie udało nam się spędzić Wigilii w pełnym składzie w jednym czasie, więc w tym roku chcieliśmy spróbować. Było nas 16 osób, a ja zaprosiłam dodatkowo swoją teściową.
Wszyscy mieszkamy dość blisko siebie, maks 30 km, i niby jesteśmy zżyci i nie dało rady 🙁

Bynajmniej nie oznaczało to smutku przy stole. Było gwarno i radośnie 🙂
I pokolędowaliśmy trochę albo raczej inni kolędowali a my kolędowaliśmy na pogotowiu 😉

główny pomocnik przedświąteczny 😉

U rodziców już rządziłam tydzień przed świętami, więc prawie wszystko co było zaplanowane to zostało zrobione. Niemniej w niedzielę popołudniu Marcela zaczęła się rozkładać chorobowo, we wtorek po kolacji wigilijnej chyba jakieś apogeum miała, dodatkowo w szybkim tempie zaczęła kaszleć szczekająco i się dusić co oznaczało, że zapalenie krtani jest.
Dostała antybiotyk, dostawała go przez tydzień by okazało się, że niepotrzebnie bo na wirusowe zapalenie antybiotyk nie działa i się go nie przepisuje! Marcela mniej więcej po tygodniu wróciła do pełnej formy. Teraz odbudowujemy florę bakteryjną w jelitach 😉

 

Piernikiem się chwalę tegorocznym 🙂

Mam kilka refleksji poświątecznych.
Pierwsza to taka, że uświadomiłam sobie, iż święta Narodzenia Pańskiego są dla mnie ważne niekoniecznie muszą być ważne dla innych. Otóż dla mnie naturalnym jest, że są to święta religijne, że rodzina stara się gromadzić, spotykać, że nikt nie powinien być sam, że należy się odświętnie ubrać do kolacji wigilijnej i w święta itd. Kilka lat zajęło mi dojście do tego wniosku, ale dało mi wolność na lata przyszłe.
Druga dotyczy naszej rodzinnej parafii. Zawsze nas szło sporo na pasterkę czy Msze w kolejne dni, a od kilku lat nas coraz mniej. W tym roku na pasterce był tylko Ony, a w drugi dzień Świąt w parafialnym kościele byliśmy tylko we dwoje. Pozostali byli w swoich parafiach. [musiałam uzupełnić to zdanie, aby nie było niejasności] Wybyliśmy z tej parafii jako rodzina. Dziwne to uczucie! Wydawało mi się to kiedyś niemożliwe, bo byliśmy w niej dość zaangażowani. A każdy z nas ma teraz inną. Jak sobie to uświadomiłam to mam poczucie jakby się coś kończyło w naszym życiu.

W temacie poza świątecznym Ony stał się dziś pogromcą myszy i stodołę nafaszerował trutką 😉
a Pan Bóg mnie kolejny raz ćwiczy, bo miałam ja NIECNY plan pouczania dziś od rana mego męża jak to się kupuje trutkę na myszy i jak się ją zakłada. Marcelinie jednak katar i stan podgorączkowy wrócił, więc nici z mego niecnego planu. A trutka kupiona i założona 😉
A wszystko przez to, że szukałam wczoraj baterii w pudełku, które 2 tygodnie leżało ww. stodole po przeprowadzce i znalazłam zmłóconą przez mysz kartkę i inne drobiazgi. brrrrr nienawidzę myszy, brzydzę się nimi i jak widzę to drę się niemiłosiernie 😉
Plan ogólnie był od października założyć trutkę, ale cały czas były inne sprawy i tak zeszło.

 

Przyznam szczerze, że myślałam o wróceniu do pisania na tym blogu. Dostałam kilka naprawdę fajnych email'i i doszłam do wniosku, że to tajniaczenie się nie w moim stylu jest. I o dziwo te moje pisanie czasem komuś dobro przyniosło.
Pamiętam o przyczynach ukrycia się, ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że to mało przemyślane było.A dalsze pisanie publiczne może jeszcze jakieś korzyści przynieść 😉

aaaaaaaa i kobietą jestem, a kobiety podobno zmienne są, więc może za jakiś czas mi się znowu zmieni 😉

A na koniec ulubiona pastorałka Marceliny, przy której piszczy z uciechy 😉

 

15

Mój dysk po ośmiomiesięcznej pracy odmówił nagle posłuszeństwa i współpracy. Jestem w rozpaczy, bo prawie wszystkie zdjęcia z 2012 roku zniknęły 🙁 Nie wspominjąc o danych, dokumentach i takich tam moich pochomikowanych różnościach. Zatem mój komputerek poszedł w odstawkę i udaję, że umiem korzystać z telefonu.. haha.. co jest zabawne, bo nauczyłam się tylko odpowiadać na komentarze i czytać 😉

Za dwa dni będę mieć połowę ciąży! Niesaowicie kiedy to minęło. Byłam w międzyczasie u lekarza, dalej nie wiadomo kto jest w środku, bo Maluch zbyt skakał, fikał i się krył. Tym razem największe wrażenie zrobiły na mnie skaczące nóżki, zupelnie jak u żabki 😉
Brzuch mi wypycha coraz bardziej i Maluch rozpycha się w brzuchu, bo czasem czuję jak się przestawia, na razie bardzo fajne uczucie, ale coś czuję, że jak będzie większy to średnio będzie mi się to podobało 😉

Ostatnie dwa tygodnie to dla błogosławiony, dobry czas, bo ma czas na to by pomyśleć, by powygrzebywać stare pudła i wreszcie je ogarnąć, by zwolnić, ucieszyć się danym mi czasem. W tym tygodniu uświadomiłam sobie, że można żyć wolniej, spokojniej, bez zbędnego pośpiechu. To zadziwające dla mnie odkrycie, zupełnie jakbym inaczej zaczęła patrzeć na swoje życie. Zdałam sobie sprawę, że moim największym poganiaczem jest telefon. Jak dzwoni to jakby do mnie krzyczał "odbierz, to pilne!", przerywam ważną domową rozmowę czy czytanie i pędzę odebrać, bo to pewnie ważne, pilne. Tylko zazwyczaj okazuje się, ze nie jest to wcale ani pilne ani też super ważne.

a za wiosną, słońcem, ciepełkiem TĘSKNIĘ!

24

Zbieram się do napisania postu, zbieram i nie mogę zebrać. Jak się odzwyczajam od pisania to potem trudno mi na nowo zacząć 😉
Czas mi się prawie unormował ostatnio (i oby się długo utrzymał ten stan), tak jak lubię, tak jak tego chciałam. Mam wolne popołudnia na swoje domowe zajęcia i tak mi z tym dobrze, teraz pracuję nad częścią kuchenną. Zarówno od strony techniczno - dekoracyjnej do strony gotowania.
Otóż zamierzam się nauczyć dobrze gotować, bo doszłam do wniosku, że kiepska ze mnie kucharka. Pieczenie mi wychodzi, na umiejętność robienia przetworów nie narzekam, ale z gotowania to jestem MEGA noga. A gotować to bym chciała umieć zdrowo, smacznie i ładnie, więc trochę pracy mnie czeka 🙂

maliny na malinówkę 🙂
Od 19.09. lekarzy zamierzam nawiedzać. Proszę o wsparcie modlitewne, o mądrość dla nich. Jak do tej pory nie musiałam lekarzy nawiedzać tak teraz poznaję 😉
Tabletek hormonalnych na razie nie biorę, bo bardzo ingerują w moją gospodarkę hormonalną a nie leczą. Wzięłam na wywołanie owulacji, ale na mnie nie działają, ale już ich brać też nie będę. Choć lekarz mówi, żeby brać w kolejnym cyklu podwójną dawkę i jest to jakaś pokusa, którą jednak odrzuciłam.

Uzmysłowiłam sobie bowiem jedną rzecz, że bardzo łatwo można się wciągnąć w te wszystkie min. tabletki hormonalne i ingerujące w układ płciowy mając jedynie na celu chęć posiadania dziecka. A gdzie w tym wszystkim Bóg, Dawca Życia i Jego wola?
Podjęłam decyzję, że będę się tylko leczyć np. moją tarczycę, ale nie będę ingerować hormonalnie w organizm, bo jakoś myślę, że wtedy niczym to się nie różni od inseminacji czy in vitro - ten sam cel tylko inna metoda.
Nie wiem czy rozumiecie mój tok rozumowania, ale przyniósł mi on pokój.

Brakuje mi tylko lekarza, który spojrzał by na mnie jak na całość, bo jak na razie patrzą tylko wycinkowo nie szukając przyczyny mojej zaburzonej gospodarki hormonalnej.

W zeszły weekend w końcu udało nam się zerwać czarny bez, zrobić syrop i schować go do piwnicy, która dzięki Onemu wzbogaciła się o potrzebne jej półki, bo już nic się nie mieściło. W ten weekend za to mieliśmy własne, prywatne winobranie. Dziś już tylko słuchamy jak w butli winko bulgoce. Jak już się wybulgocze to zapraszam na konsumpcje 🙂

Sezon ogrodowy przedzimowy w pełni, chomikujemy i gromadzimy nasionka i roślinki na rok przyszły. Grzyby już u nas są, ale czasowo nie wyrobiliśmy i grzybów jeszcze nie mamy, pewnie w przyszłym tygodniu się wybierzemy.

 

 

Dziś mamy domowy dzień nawet śniadanie po Mszy zjedliśmy czyli ok 12. Na rowery mieliśmy się znowu wybrać, ale siły nam opadły i dziś jest dzień pt. Czytaj, słuchaj i rozmawiaj - jest BOSKO  😉

porannie na balkonie...