Przeskocz do treści

4

Dziś 20 dzień diety Dąbrowskiej czyli jutro półmetek. 13 kilogramów mniej, chęci życiowych nadal dużo, za jajkami i gołąbkami tęsknię najbardziej 😉
W ramach pociechy zrobiłam sobie gołąbki warzywne i całkiem znośne wyszły, a nawet mąż się z nimi zaprzyjaźnił 😉

Dzień porządkowy zarządziłam od rana, okna umyłam, kwiaty domowe zaprosiłam z tarasu do domu i zrobiłam zagłówek z palet do naszej sypialni! Wyszlifowałam palety, wyczyściłam, ustawiłam i .... nie mogę się zdecydować czy je tak zostawić czy obić materiałem 🙂

I wyprodukowaliśmy armię ślimakową. "Mamusiu tylko zróbmy duuużo tych ślimaków" 😉 Józek wolał plastelinowe kamyki robić i demontaż 😉

Mama rybki na koniec zrobiła 😉

 

4

10 dni diety Dąbrowskiej za mną - 9 kg też i generalnie mogę orzec, że nie jest tak źle. Miałam 3 i 8 dnia coś takiego, że chodziło za mną hasło "ale bym coś zjadła", a głodna nie byłam tylko głowa pracowała 😉 Czuję się lekka, elastyczniejsza, mam zdecydowanie więcej energii, ospałość minęła... Dieta jakoś szybko przebiega, nie mogę uwierzyć, że już 10 dni za mną 🙂

Żywię się sokami, kapustą z pokrojonym jabłkiem (pycha!), leczem z cukinii, pieczonymi warzywami (dynia hokkaido wygrywa) i różnymi atrakcjami np. pizzą kalafiorową 😉

Marcelina ma fazę na malowanie. maluje wszędzie i o każdej porze, nadal najbardziej zwierzęta. Inaczej już od jakiegoś czasu słucha też bajek, opowiadań, wierszy. Cieszy mnie bardzo, że z dnia na dzień z Józiem stają się nieodłącznymi kompanami w zabawie. Zabawne jest gdy uczy Józia różnych rzeczy i zadaje mu pytania na które on ma jedną odpowiedź TAK 😉

Józinek przechodzi fazę niszczycielską.... oczywiście wchodzi nie tam gdzie może i powinien, chodzi krok w krok za Marcysią i we wszystkim ją naśladuje, co często jest bardzo śmieszne a jednocześnie rozczulające. I Józek wczoraj przespał CAŁĄ noc bez żadnej pobudki! 🙂

Wacek z kotami się po swojemu zaprzyjaźnia, nawet udziela im schronienia w zagrodzie przed Marceliną albo Józkiem (co wygląda prześmiesznie!).

Dziś wreszcie pomalowałam przedpokój i przygotowałam palety, z których zamierzam jutro zrobić wezgłowie do naszego łóżka. Z tego się cieszę najbardziej, bo plan miałam od wiosny na to. Przy okazji doznałam olśnienia i jutro lub w poniedziałek będzie wędrówka mebli na nowe miejsce 😉

A w ogrodzie.... jesiennie, pięknie i dużo pracy 🙂

5

Skończyliśmy chomikowanie zapasów na zimę, kapusta ukiszona i przełożona w słoiki, wegeta do zupy [przepis - KLIK] zrobiona, pietruszka ostatnia wykopana, kwiaty prawie zabezpieczone, więc my się zimy nie boimy 😉

kapusta do kiszenia

Listopad mknie, Rok Miłosierdzia i liturgiczny się kończy, jutro przyjęcie Chrystusa za Pana i Króla w Łagiewnikach, Adwent tuż tuż... Czynię przygotowania do drzewka adwentowego (Jessego) i wieńca, dziś się przejdziemy na spacer do lasu pozbierać trochę skarbów 😉 Jak przeglądam różne blogi, strony czy pinterest to czasem zastanawiam się nad określeniem "magia świąt" - z jednej strony niby rozumiem a z drugiej bardzo mi zgrzyta, bo czy ktoś sobie zadaje pytanie co to za święta, po co wieniec czy kalendarz?

Ciasto na piernik leżakujący zrobiłam wczoraj, gdyby ktoś miał chęć to namawiam na niego [KLIK po przepis] - jest super! Obłędnie smakuje i pachnie. To jedno z niewielu ciast, które weszło do naszego stałego kanonu świątecznego. W miarę szybko się robi i nawet trzeba go zrobić tydzień przed świętami 🙂

Przez tydzień mnie przeczołgała chyba grypa jelitowa, Józka tez zahaczyła dłużej, a najlepiej miała Marcela z Tatą, bo tylko jeden dzień. Wracamy teraz do formy, a mnie to jeszcze dodatkowo zmobilizowało do działania kuchennego. Od jakiegoś czasu już krążyłam wokół zdrowszego jedzenia i niby nawet coś z tego wychodziło, ale choróbsko zmusiło mnie do przemyśleń i wprowadzenia pewnego reżimu...haha.. zobaczymy jak nam pójdzie 🙂 Osobiście zaczęłam od zakwasu buraczanego i codziennie rano, na czczo wypijam 3/4 szklanki - MNIAM!

jesień

Ony nadal dzielnie walczy z wyrównywaniem terenu, a ja dosadziłam krzaki owocowe i drzewka 🙂

zakładanie trawnika

I polecam bardzo fajną stronę z ciekawymi podcastami - rozmowami o edukacji domowej - KLIK.

 

7

W tym roku obrodziły nam ostre papryczki czyli mieliśmy szaleństwo papryczkowe. Ony uradowany najbardziej, bo to jego ulubione, więc zajada chyba prawie ze wszystkim. Ususzyliśmy sporo i wypróbowaliśmy papryczki w marynacie według tego przepisu. Za tydzień będzie próbna kontrola smaku, jak wyjdą to się podzielę i komuś sprezentuję 😉

ostra papryczka

Składniki:
1 kg papryczek chilli
4 szklanki wody
2 szklanki octu
3 łyżki soli
5 łyżek cukru
Do każdego słoika:
kilka ziaren pieprzu
1-2 liście laurowe
1-2 ząbki czosnku
1 łyżeczka miodu

Wodę, ocet, cukier i sól zagotować. Do wysterylizowanych słoików wrzucić przyprawy, ułożyć papryczki i  dodać miód. Zalać gotującym  płynem. Po lekkim przestudzeniu szczelnie zamknąć słoiki. Nie można tego robić od razu, trzeba poczekać aż ulotnią się wszystkie pęcherzyki powietrza. Gotowe do jedzenia papryczki będą po 2-3 tygodniach.

 

suszona papryka

suszymy paprykę