Przeskocz do treści

9

Urlop minął, część z planów udało mi się zrealizować, nawet te związane ze zwiedzaniem, tylko nie tych miejsc, które bym chciała. Otóż moje 'pasjonujące' wycieczki miałam codziennie cały tydzień z Onym na pogotowie albo do przychodni różnych albo na badania. Ony nagle się rozchorował, a lekarze nie potrafili znaleźć przyczyny, bo badania wychodziły ok, a Ony czuł się umierający i pożegnał się nawet ze mną.. ale że ja konkretna jestem to nie dałam się szybko wpuścić w maliny, ze spokojem podeszłam do sprawy (spokój który odreagowuję teraz odsypianiem) i okazało się, że to po prostu silna nerwica. Wbrew temu na Onego pozytywnie wpłynęły te wydarzenia, na jego nastawienie do życia, świata, pewne rzeczy uporządkował i porządkuje nadal.. oby te zmiany były na dłużej 🙂
Mimo to urlop był niezły, bo spędziliśmy go razem (a nie mieliśmy); nadrobiłam trochę zaległości książkowych (Kingsbury nadal u mnie króluje), filmowych i towarzyskich; pobawiłam się w dekoratora wnętrz i świetnie się przy tym bawiłam :-); nade wszystko odpoczęłam od pracy i komputera; przydałby mi się krótko mówiąc jeszcze tydzień 😉
Do 6 października muszę podjąć decyzję czy chcę się wybrać na studia podyplomowe i czy chcę być gościem w Poznaniu przez najbliższy rok... przez weekend mam przyspieszony etap zastanowienia się w którą stronę chcę aby szła moja kariera, co chcę robić dalej w życiu zawodowym, czy to co mam do tej pory odpowiada mi, jak chcę się rozwijać... Brakuje mi czasem wysiłku, którego wymaga nauka i z chęcią bym się pomęczyła ponownie, nie wiem tylko czy poniesione koszty przełożą się na zyski. No to  mam dylemat weekendowy 😉
Wykazuję się ostatnio w kuchni swoimi zdolnościami, sprawia mi to dużo radości, gotuję więcej niż ustawa przewiduje.. mogę się też pochwalić, że nie mam pustych słoików w piwnicy, bo wszystkie zapełniłam.. i zrobiłam pyszną malinóweczkę, która będzie do skonsumowania około grudnia dopiero 🙂

 

5

w weekend chciałam napisać posta, ale jakoś czas mi nie pozwolił, tyle dobrych i przyjemnych rzeczy się działo 🙂
Najpierw zapomniałam włączyć telefon (trochę się dziwiliśmy z Onym ciszą, ale szkoda było ją psuć), zrobiłam herbatkę wg Bezimiennej i wyszła pysznie, mogę się pochwalić moim pierwszym upieczonym chlebem i marmoladą brzoskwiniową, zakolegowałam się z kurą co znosi jajka czyli ogólnie rzec ujmując na wsi byliśmy 🙂
przebłyski sobotniego dnia;)
przygotowuję się i innych (może bardziej innych niż siebie;-)) do mojego urlopu, faktu że nie będę odbierała telefonu; przez urlop pewnie i tu mnie będzie mniej albo więcej (kto to wie); w związku z urlopem zamierzam trochę pozwiedzać, poczytać, zrobić "makijaż" trzem krzesłom, przewrócić do góry nogami mieszkanie (jak Ony będzie w pracy;-)), wyspać się, oddać się marzeniom i trochę ich zrealizować, spotkać się z różnymi Takimi dla których zazwyczaj brakuje mi czasu.... i wiele jeszcze, tylko nie wiem czy starczy mi czasu i chęci, bo może się okazać, że przez pierwszy tydzień będę do góry brzuchem leżeć 😉

5

mam ogromną ochotę powtórzyć za Anną Marią Jopek:

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
Przez życie nie chce gnać bez tchu

Świat wokół mnie zwariował, a z nim chyba ja... wystarczy jedna kartka papieru, by zmienić na nowo mój rytm w pędzącą ciuchcię... i pędzę, padam w domu o 21 nieżywa...
jakaś chyba niedouczona jestem, bo nie potrafię zapanować nad swoim światem, w połowie sierpnia opracowałam 'wspaniały' plan zorganizowania się i rzeczywistości wokół mnie; koniec sierpnia przyniósł tyle, że popołudnio-wieczorami jestem zbyt wykończona by móc większość rzeczy z tego planu zrobić 😉
za to moja sierpniowa uaktualniona lista sprawunków jest dość mocno zrealizowana, tylko nie wiem czy to bardziej dzięki mnie czy dzięki Onemu 🙂
a krzesełka czekają na moje łaskawe spojrzenie i me cudne rączki... oj czekają, pełne nadziei na realizację 🙂
dobrego popołudnia 🙂
PS. melduję, że grzyby w lesie są; zebraliśmy w sobotę dość sporo