Przeskocz do treści

8

Szalenie cudne jest uczucie bycia w domu, czucia się bezpiecznie i we właściwym miejscu. Dziś chodzę i nie mogę się temu nadziwić i nacieszyć 🙂

Z Marceliną uskuteczniałyśmy dziś całe popołudnie patriotyczne wychowanie śpiewając na cale gardło piosenki powstańczej Warszawy. Uwierzcie, że Marcela potrafi śpiewać 😉 a nawet marsz imitować 😉

Powstanie Warszawskie zawsze czułe nuty w moim sercu wzbudza i zawsze dziękuję Powstańcom, że walczyli. Teraz będę czytać książkę Barbary Wachowicz "Bohaterki Powstańczej Warszawy".

A śpiewając, tańcząc i podskakując zrobiłyśmy majonez z kaszy jaglanej, jak ochłonie w lodówce to będę próbować, wygląda znakomicie!

Czując coraz bardziej się oswojona z miejscem, nową organizacją naszego czasu wpadłam w szał organizacyjny 😉

Od razu zaczęłam pełną piersią oddychać, nowe projekty uruchamiać, spisywać, tworzyć plany prac i ogrodu, pomysły mnie zalewają 😉 wreszcie mam poczucie odzyskiwania władzy nad swoim życiem.

15

Dziś spałam snem sprawiedliwego do 10.20! Jak się obudziłam to w szoku byłam 🙂
U nas dziś na obiad robię zapiekankę ziemniaczaną [KLIK] jakoś poczułam wenę twórczą i chęci ziemniaczane, ale zachcianek ciążowych nadal nie mam, no może poza korniszonami. Ony się śmieje, że wyjem nasz cały zapas z piwnicy nim wiosna nastanie 😉

 

W ramach przywoływania wiosny i wszelkich jej przebłysków zasiałam kiełki i co drugi dzień dosiewam nowe, cudnie smakują. I rzeżuchę zasiałam 🙂
Poza tym mam mega lenia, jakaś bliżej nieokreślona ociężałość mnie dopadła. Zatem korzystając z niej udaję się pod kocyk z książką 🙂

 

A jeszcze chciałam się pochwalić, bo nabyłam śpiewnik ks. Siedleckiego z 1928 roku. Pośpiewałam sobie z Onym i pośpiewam jeszcze 🙂

18

Już ostatnio sobie obiecywałam, że częściej pisać będę, ale jakoś mi nie wychodzi. Życie płynie zbyt wartkim strumieniem, za dużo się dzieje.

Wprowadziłam kilka udoskonaleń organizacyjnych w domu [przyznałam się wreszcie sama przed sobą, że uwielbiam wszelkie planowania, organizacje, innowacje w prowadzeniu domu, bo do tej pory jakoś kryłam się z tym] i dla samej siebie. Najbardziej jestem zadowolona z codziennej samoprzylepnej karteczki z wyznaczonymi 6 zadaniami (sprawami) na dzień. Spisuję je wieczorem dzień wcześniej albo rano przy kawie. Ta metoda u mnie spisuje się znakomicie, wreszcie wychodzę z zaległości drobnych spraw, które do tej pory czekały na "kiedyś-tam", bo były rzeczy ważniejsze, a w sumie narastały i denerwowały mnie. Polecam! 🙂

W międzyczasie zaczęłam tworzyć naszą Księgę Rodzinną. Świetna zabawa, a ile się człowiek naśmieje z własnych przygód i nawzrusza wspomnieniami to jego 😉
Zrobiłam już stronę tytułową + strony poszczególnych etapów naszych dziejów, napisałam wstęp oraz uporządkowałam rocznikowo nagromadzone "skarby". Teraz trzeba wybrać zdjęcia, puste strony wypełnić treścią i okładkę zrobić. Mam już nawet pomysł jak to później w całość spiąć 🙂

Czytam ostatnio książkę "Tysiąc darów" o odkrywaniu wdzięczności za codzienność, o otwieraniu oczu na codzienne dary, które otrzymujemy.
Początek książki jednak mnie jakoś odrzucał i wcale nie miałam ochoty na więcej, ale po kilku dniach wróciłam do niej i przeczytałam fragment ze środka na chybił - trafił. I trafiło  mnie, wciągnęła. Nie jest jednak książką, którą czyta się hurtem [przynajmniej dla mnie], raczej należy czytać powoli i odkrywać, artykułować dary, które się otrzymuje...  taki dobry czas dla mnie samej.. mam poczucie, że moje oczy dostrzegają więcej i chyba więcej mam radości 🙂

 

Znalezione obrazy dla zapytania tysiac darow
polecam!

W kolejnym międzyczasie nawiedziłam dwóch lekarzy. Jeden podał mi dobrą wiadomość, bo potwierdził, że nie muszę się przejmować moją przysadką, a drugi okazał się przyjaznym człowiekiem z wiedzą! 🙂 Znaczy leczę się wreszcie :-))))

 

Piątek, a jam półżywa, ale żywa. 😉
Ten tydzień był trudny, ale ten najbliższy to dopiero będzie ultra trudny! Jednak wiem, że nie będzie to zmarnowany czas tylko wykorzystany dla drugiego człowieka. Takie bym powiedziała potowarzyszenie drugiemu przez chwilę, by mógł nabrać wiatru w żagle i wypłynąć jeśli chce na głębokie wody. To mój ulubiony i jednocześnie najtrudniejszy etap w Seminariach 🙂
Wreszcie odzyskam mój laptop, który odszedł w zapomnienie i przykrył się kurzem. Po prostu stale było mi szkoda pieniędzy albo były ważniejsze wydatki i nie mogłam sobie pozwolić na zakup dysku. Ale już mam! Mała rzecz a cieszy 🙂
O przebłysku wiosny już dawno zapomniałam, mrozy skuły moje czucie, ale jak na nowo poczuję to dam znać 😉
I na koniec polecam Wam książkę, która mnie ostatnio zachwyciła:
Dobrego weekendu! 🙂