Przeskocz do treści

10

Tydzień minął nie wiem kiedy, towarzystwo nie pozwala mi zapomnieć o sobie, więc teraz mam prawie awersję do wszelkich towarzyskich spotkań, a tu święta idą. A w zasadzie prawie już są, bo jutro rano wyjeżdżamy. Wczoraj po raz pierwszy chyba od trzech tygodni miałam energie do działania, dla mnie to tak odmienny stan, że nie mogę się nadziwić, że wiele rzeczy muszę wręcz robić wolniej, bo się tak męczę. Wcześniej tak nie miałam.

Dziś miałam kuchenny dzień, zrobiłam pierników sztuk dwie, rybkę po japońsku i paszteciki z farszem grzybowo - kapuścianym. Właśnie ostatnia partia w piecu. I choinkę ubraliśmy, ale ogólnie moje siły są ograniczone i nawet za bardzo dekoracji nie ma, bo dopiero dziś powyciągałam z poprzednich lat a nowych nie miałam siły i weny robić, więc będziemy się zadowalać tymi 😉

Piernik 2012

 

* * *

 

Życzymy Wam błogosławionego, radosnego, spokojnego czasu świętowania narodzin Jezusa. 
By narodził się w Waszych sercach, domach i w nich pozostał.
 
Basia &  Ony

 

33

Ciąża ciążą, a życie biegnie dalej swoim rytmem. Po zakończonych tygodniowych bólach jajników i podbrzusza pozostały mi mdłości, które w sumie mnie męczą cały dzień, ale bez przesady. Ciekawa sprawa jest taka, że zostałam w szybkim tempie nauczona jeść śniadania, bo by mi chyba żołądek z głodu wykręciło 😉 No i regularności posiłków się uczę, bo co 2-3 godziny żołądek się domaga, a jak nie spełnię jego potrzeby to mnie skręca 😉

W pracy jeszcze nic nie wiedzą, ale chyba ich ostrzegę, coby dali radę beze mnie 🙂
Najchętniej już do pracy bym nie chodziła, odpoczęłabym, pokończyła różne niepokończone sprawy, na które teraz ciągle brakuje czasu. Zobaczymy jak to się poukłada.
Dziwi mnie za to bardzo jak niektóre (może nawet większość) kobiet, mówi bym pracowała jak najdłużej, bo co ja będę w domu robić, zanudzę się, rozleniwię itd. Dla mnie to dziwne, bo ja nie znam słowa nuda w domu (wiem co mówię, bo kiedyś rok czasu byłam w domu).
Teraz to już w ogóle przyjemność.

 

Weekend mieliśmy wyjściowy, czas kongresu diecezjalnego dla Nowej Ewangelizacji był. Fajnie tak było poczuć się częścią Kościoła, cudną różnorodną jedność tworzyliśmy. Podniosłam się na duchu, bo chyba jakieś osłabienie wiary w Kościół ostatnio miałam.
Neokatechumenat bardzo mnie pociąga, tyle w nich ŻYCIA, radości i radykalizmu, ale zdrady mej wspólnoty chyba nie dokonam 😉

Ostatnio szalałam z ciecierzycą i zrobiłam dwie rzeczy: pierwsza to pasta z ciecierzycy [klik] i orzeszki [klik]. Pasta zwie się inaczej hummus i jest super!

 

8

Tydzień minął nie wiem kiedy, jakoś tak tydzień uciekł z kolejnymi atrakcjami 😉
Od początku września zapisuję w kalendarzu pod każdym dniem choć kilka słów o tym co się działo danego dnia, bo nie ogarniałam czasoprzestrzeni i w sumie na koniec tygodnia nie wiedziałam co robiłam w poniedziałek czy wtorek. Fajnie się to sprawdza, bo dzięki temu mam chwilę by zatrzymać się nad codziennością. Plusem jest też fakt, że nie mogę sobie wyrzucać, że nic nie robiłam 😉

W międzyczasie mieliśmy gościa na pół dnia, fajnie było, nawet pozwolił mi chłopak farbami pomalować 🙂

Kto zgadnie co to niebieski jest? 😉

W drugim międzyczasie oczyściłam i pomalowałam wreszcie półeczkę. Mam wizję gdzie będzie wisiała, ale muszę zmobilizować Onego do wiertarki. Tego jeszcze urządzenia przy wierceniu się boję 😉

Dziś robiłam Pani Emkowej pyszne ciasteczka z pestkami dyni i słonecznika [KLIK], następnym razem dodam chyba jeszcze kawałeczki czekolady. Jutro zrobię zdjęcia (jak ostaną jeszcze) i się pochwalę 😉
Na koniec ostatnią partię spaliłam i mamy uroczy smrodek unoszący się po domu 😉

ostatnia lawenda 🙂

 

Jutro czas ogródkowy! Dobrej soboty! 🙂

 

24

Zbieram się do napisania postu, zbieram i nie mogę zebrać. Jak się odzwyczajam od pisania to potem trudno mi na nowo zacząć 😉
Czas mi się prawie unormował ostatnio (i oby się długo utrzymał ten stan), tak jak lubię, tak jak tego chciałam. Mam wolne popołudnia na swoje domowe zajęcia i tak mi z tym dobrze, teraz pracuję nad częścią kuchenną. Zarówno od strony techniczno - dekoracyjnej do strony gotowania.
Otóż zamierzam się nauczyć dobrze gotować, bo doszłam do wniosku, że kiepska ze mnie kucharka. Pieczenie mi wychodzi, na umiejętność robienia przetworów nie narzekam, ale z gotowania to jestem MEGA noga. A gotować to bym chciała umieć zdrowo, smacznie i ładnie, więc trochę pracy mnie czeka 🙂

maliny na malinówkę 🙂
Od 19.09. lekarzy zamierzam nawiedzać. Proszę o wsparcie modlitewne, o mądrość dla nich. Jak do tej pory nie musiałam lekarzy nawiedzać tak teraz poznaję 😉
Tabletek hormonalnych na razie nie biorę, bo bardzo ingerują w moją gospodarkę hormonalną a nie leczą. Wzięłam na wywołanie owulacji, ale na mnie nie działają, ale już ich brać też nie będę. Choć lekarz mówi, żeby brać w kolejnym cyklu podwójną dawkę i jest to jakaś pokusa, którą jednak odrzuciłam.

Uzmysłowiłam sobie bowiem jedną rzecz, że bardzo łatwo można się wciągnąć w te wszystkie min. tabletki hormonalne i ingerujące w układ płciowy mając jedynie na celu chęć posiadania dziecka. A gdzie w tym wszystkim Bóg, Dawca Życia i Jego wola?
Podjęłam decyzję, że będę się tylko leczyć np. moją tarczycę, ale nie będę ingerować hormonalnie w organizm, bo jakoś myślę, że wtedy niczym to się nie różni od inseminacji czy in vitro - ten sam cel tylko inna metoda.
Nie wiem czy rozumiecie mój tok rozumowania, ale przyniósł mi on pokój.

Brakuje mi tylko lekarza, który spojrzał by na mnie jak na całość, bo jak na razie patrzą tylko wycinkowo nie szukając przyczyny mojej zaburzonej gospodarki hormonalnej.

W zeszły weekend w końcu udało nam się zerwać czarny bez, zrobić syrop i schować go do piwnicy, która dzięki Onemu wzbogaciła się o potrzebne jej półki, bo już nic się nie mieściło. W ten weekend za to mieliśmy własne, prywatne winobranie. Dziś już tylko słuchamy jak w butli winko bulgoce. Jak już się wybulgocze to zapraszam na konsumpcje 🙂

Sezon ogrodowy przedzimowy w pełni, chomikujemy i gromadzimy nasionka i roślinki na rok przyszły. Grzyby już u nas są, ale czasowo nie wyrobiliśmy i grzybów jeszcze nie mamy, pewnie w przyszłym tygodniu się wybierzemy.

 

 

Dziś mamy domowy dzień nawet śniadanie po Mszy zjedliśmy czyli ok 12. Na rowery mieliśmy się znowu wybrać, ale siły nam opadły i dziś jest dzień pt. Czytaj, słuchaj i rozmawiaj - jest BOSKO  😉

porannie na balkonie...