Przeskocz do treści

8

Miesiąc czasu mnie nie było, a ja mam poczucie jakby rok. Niby dziwię się co tydzień, że już czwartek czy piątek, ale każdy dzień jest cenny i inny. Najzabawniejsze, że mam kilka wpisów napisanych w szkicach i nie mogę się zdecydować na ich opublikowanie. Pewnie jestem w ciąży i mam zmienność nastroju 😉
Generalnie jest piękne lato, ale już powoli jestem nim zmęczona, tęsknię za jesienią i ją dostrzegam w przyrodzie. Bociany dwa tygodnie temu już odleciały, jaskółki powoli robią zebrania, więc chyba się zbliża.

Nie umiem chyba do tego się przyznać, ale chyba mi przez ostatnie dwa tygodnie było trudno i ciężko. Pogoda sprawy nie ułatwiała, bo  nawet w nocy oddechu złapać nie mogłam. Jak początek i środek ciąży był dobry to ostatnia prosta daje mi w  kość, choć jak bardzo to uświadamiam sobie dopiero jak mam lepszy dzień. Nie wiem czy to normalne, ale tak mam 😉 Antek rośnie w siłę, nie mam żadnego zdjęcia z ciąży i chyba muszę to nadrobić, w poniedziałek kupiliśmy wózek, bo stary zaniemógł i chyba nie czuję się przygotowana do porodu. Teraz się ochłodziło to może uda się sprawy pociągnąć do przodu i jednak być przygotowanym 😉

Walczę ze sobą czy chcę walczyć w sprawie porodu siłami natury. Widzę tego ogromną wartość, ale mam strach, że skończy się jak zwykle i skurczy partych nie będzie. Czuję tą moją odpowiedzialność w tym względzie.

Ogród żyje swoim życiem, pięknym i kwiatowym, kolorowym. Nawet nie jest tak zarośnięty jak myślałam, że będzie, ale muszę w kilku miejscach podziałać by wyglądał lepiej 😉 Pomidory w tym roku są CUDNE! Żałuję tylko, że wcześniej nie zaczęłam ich suszyć. Słoików zrobiłam już całą masę, ale jeszcze winnam zrobić powidła śliwkowe, ketchup z cukinii, na bieżąco ogórki z pomidorami, może sałatkę z cukinii do obiadu, sok z czarnego bzu i mogę uznać sezon za udany oraz zamknięty 😉

Robimy postęp trawnikowy do przodu, wreszcie mamy trawę przed domem i skoszone chaszcze na pozostałej działce. Dość przypadkowo do sąsiadów przyjechał pan z maszyną do koszenia chaszczy i wykorzystaliśmy sytuację. Zatem pewnego lipcowego, sobotniego poranka tuż przed śniadaniem pozbyliśmy się chaszczy i raczej już do nich nie dopuścimy, bo nam byłoby żal. Teraz trzeba czasu i sił by to zagospodarować. Wiem, że tym, którzy u nas nie byli to trudno sobie wyobrazić, ale to wielkie osiągnięcie i niespodziewane w tym roku. Raczej porządek z tym był przewidziany do zrobienia na 2-3 lata.

PS.

Oddaję i sprzedaję książki, gdyby ktoś był czymś zainteresowany to zapraszam - WYKAZ. Sporo już mi zeszło, ale pewnie będę jeszcze uzupełniać, bo zaczęłam kolejne czystki 😉

4

Październik przemknął zbyt szybko. Wiem, że już 1 listopad, więc pozwolę sobie jeszcze na chwilę refleksji i małe podsumowanie października, bo później to już głupio będzie i życie pogna do przodu 😉

A październik w większości był piękny w tym roku - ciepły i słoneczny, aż chciało się działać w ogrodzie. Jeszcze tylko szklarnię muszę uporządkować, przygotować do zimy i wykopać dalie, z tym jednak poczekam aż przemarzną. Chyba, że za długo będą marznąć to wykopię szybciej 😉 W zeszłym tygodniu zerwałam ostatnie pomidory i paprykę, zawsze na koniec stwierdzam, że mają zupełnie inny smak i zapach niż sklepowe. Rzodkiewki, sałaty i koperek jeszcze mi się w szklarni ostał - mniam! 🙂

W ogrodzie i na podwórku jeszcze kolorowo, bo dalie kwitną i gdzieniegdzie cynie. Rozczulają mnie za każdym razem jak na nie patrzę i jeszcze bardziej się nimi cieszę. Postawiłyśmy dwa karmniki z Marcysią dla ptaków i mamy cudowne widowisko, bo przylatują na jedzonko. Zdziwiłam się, że dziecko tak długo potrafi przypatrywać się ptakom. I wychwalić muszę komórkę i google za szybkie podpowiedzi pt. jaki ptaszek do nas przyleciał 😉 Aktualnie szukam albumu o ptakach - dobre podpowiedzi mile widziane 🙂

Od października uruchomiłam w kuchni tablicę związaną z rokiem liturgicznym, ażeby ani ja ani inni domownicy nie przechodzili obok niej obojętnie to jest koło lodówki 😉
Starą tablicę korkową pomalowałam farbą i powiesiłam 😉 Cel ma taki, by nam przypominać o tym co aktualnie się dzieje w kościele, jakie są święta, kiedy nasi ulubieni święci świętują itd. Zamysł mam taki, że co miesiąc aktualizacja i mobilizacja dla mnie by faktycznie rytm roku liturgicznego wprowadzić w życie domowe.

Już spełniła swoją rolę, bo przypomniała mi o naszym zobowiązaniu modlitewnym, którego się podjęliśmy jakiś czas temu i go zaniedbaliśmy. Jutro zaangażuję Marcysię do aktualizacji na listopad, jak skończymy to zdjęcie wrzucę na instagram 🙂

Zamiast 4 części zrobiłyśmy z Marceliną, przy wydatnym przeszkadzaniu Józka, 1 całą część książeczki o różańcu, część radosną. Z pozostałych tylko pojedyncze tajemnice, pewnie dokończymy w listopadzie. Technika wykonania różna i zależna od 1. zdolności plastycznych mamy 😉 2. od fantazji Marcysi.

Najbardziej zaskakujące jest dla mnie to ile przyjmuje z tego Marcelina, ile zapamiętuje. To mnie od jakiegoś czasu ogromnie zadziwia ile dziecko potrafi zapamiętać i jak bardzo logicznie myśleć. I że warto tłumaczyć, pokazywać, objaśniać kwestie związane z wiarą. Sama też dużo na tym zyskuję, bo muszę w sposób prosty mówić o rzeczach trudnych, niezrozumiałych, co często mnie prowokuje do różnych przemyśleń i rozwiązań 🙂

W tym roku też wprowadziliśmy nowość czyli losowaliśmy świętego na rok dla każdego. W roku 2017/18 każdy ma dodatkowego swego orędownika, któremu może polecać swe trudności i któremu będziemy się w sposób szczególny oddawać w opiekę. Wczoraj z Marcysią przygotowałyśmy karteczki z różnymi świętymi i wieczorem po kolacji odbyło się losowanie:

F. - św. Jana Pawła II
B. - św. o. Pio
M. - św. Matkę Teresę
J. - św. Franciszka

Za rok mogę Wam napisać jak wyglądało to w praktyce. Na razie z Marcysią rozmawiałam o jej świętej, pokazałam zdjęcie.. do wieczornej modlitwy włączyliśmy wezwania do tych świętych. Ja zamierzam ich 'użyć' w razie jakiś trudności dzieciowych np. dla Józka szczególnie przyzywając św. Franciszka.

4

10 dni diety Dąbrowskiej za mną - 9 kg też i generalnie mogę orzec, że nie jest tak źle. Miałam 3 i 8 dnia coś takiego, że chodziło za mną hasło "ale bym coś zjadła", a głodna nie byłam tylko głowa pracowała 😉 Czuję się lekka, elastyczniejsza, mam zdecydowanie więcej energii, ospałość minęła... Dieta jakoś szybko przebiega, nie mogę uwierzyć, że już 10 dni za mną 🙂

Żywię się sokami, kapustą z pokrojonym jabłkiem (pycha!), leczem z cukinii, pieczonymi warzywami (dynia hokkaido wygrywa) i różnymi atrakcjami np. pizzą kalafiorową 😉

Marcelina ma fazę na malowanie. maluje wszędzie i o każdej porze, nadal najbardziej zwierzęta. Inaczej już od jakiegoś czasu słucha też bajek, opowiadań, wierszy. Cieszy mnie bardzo, że z dnia na dzień z Józiem stają się nieodłącznymi kompanami w zabawie. Zabawne jest gdy uczy Józia różnych rzeczy i zadaje mu pytania na które on ma jedną odpowiedź TAK 😉

Józinek przechodzi fazę niszczycielską.... oczywiście wchodzi nie tam gdzie może i powinien, chodzi krok w krok za Marcysią i we wszystkim ją naśladuje, co często jest bardzo śmieszne a jednocześnie rozczulające. I Józek wczoraj przespał CAŁĄ noc bez żadnej pobudki! 🙂

Wacek z kotami się po swojemu zaprzyjaźnia, nawet udziela im schronienia w zagrodzie przed Marceliną albo Józkiem (co wygląda prześmiesznie!).

Dziś wreszcie pomalowałam przedpokój i przygotowałam palety, z których zamierzam jutro zrobić wezgłowie do naszego łóżka. Z tego się cieszę najbardziej, bo plan miałam od wiosny na to. Przy okazji doznałam olśnienia i jutro lub w poniedziałek będzie wędrówka mebli na nowe miejsce 😉

A w ogrodzie.... jesiennie, pięknie i dużo pracy 🙂