Przeskocz do treści

8

Długa przerwa nie sprzyja pisaniu, bo człowiek nie wie od czego zacząć 😉 Przywitam się grzecznie - dzień dobry wiosną! Trwam w letargu antykomputerowym, dobrze mi z tym ogromnie! Książki czytam w sporych ilościach, że chyba pokonam w tym tempie Polly (choć jeszcze nie wiem na jakim ona etapie) 😉 Poza tym jak powszechnie wiadomo sezon ogrodowo - ciążowy w pełni trwa wobec tego mój czas generalnie zajmują: dzieci, książki, ogród i prostowanie zaległości. Przyznam, że nie wiem od czego zacząć, więc będzie dziś wszystko i nic czyli taki Baśkowy bigosik 😉

zacisze domoweKtosik Trzeci

Nowe Życie jest najważniejsze, więc od Ktosika zacznę. Dziś zaczęłam 17 tydzień ciąży! Nie wiem kiedy to zleciało. Luty/marzec był dość trudny dla mnie, inaczej ten stan znoszę niż poprzednie. Nie wiem czy trudniej, inaczej. Mam tę przypadłość, że nie umiem narzekać i nawet dziś lekarz się ze mnie śmiał. Podobno będzie chłopak, więc ród K. nie zaginie 😉 Negocjacje imienne trwają, pomysłów mamy kilka, ale nowe chętnie przyjmiemy. Może jakieś pomysły?

Brzuch mi trochę urósł w zeszłym tygodniu, ale bez przesady jeszcze, w stare spodnie wchodzę. Zachciewanek chyba nie mam. Marcysia niepocieszona jest, bo chciała dziewczynkę, teraz twierdzi, że poczeka na swoją 😉 Józek nie do końca rozumie co się dzieje.. ale dzidzia do brzucha mówi 🙂

Marcelina

Urosła! Jakaś taka dorosła mi się wydaje. Buzia jej się nie zamyka, zadaje 100 pytań do..., siedzi w książkach, zbiera ślimaki i inne robaczki, podgląda biedronki, uwielbia Hanię (z wzajemnością), marzy o rowerze z pedałami, codziennie każe czesać się w warkocz jak Elsa, jest ogromnie ciekawa świata, lubi wszelkie wycieczki i spacery, jest głośna, radosna, uparta, nadal ubóstwia spódniczki i sukienki, śpiewa jak najęta (często po swojemu), lubi literki, samochody, lego, zwierzątka, samoloty i twierdzi, że będzie pilotem 🙂

zacisze domoweJózinek

Chłopak - rozbójnik, który tydzień temu skończył 2 lata. Jego upartość to nasze wyzwanie 😉 Fajny jest, przytulaśny, kochany, buziaki rozdaje (ale nie wszystkim), bajek żadnych nie uznaje, słodycze UWIELBIA, KOCHA i dałby się za nie pokroić, chodzi za tatą krok w krok, fascynują go wszelkie kosiarki, koparki, wiertarki i ojcu roznosi po podwórku wszelkie nie schowane narzędzia ;-), bawi się wózkiem i lalkami więcej niż Marcelina, bardzo lubi czytać książki z M., układać klocki, przebierać czapki, biega za kotami, ale od dwóch tygodni boi się robaczków chodzących, a w każdym patyczku widzi dżdżownice 😉  Wchodzi tam gdzie nie wolno i sporo mówi, śpiewa róże piosenki ze mną do snu, stale wpatruje się w Marcelinę i uczy się od niej mnóstwa rzeczy, dużo się razem bawią i lubią to robić, bić lubią się także i Józek nieźle czasem daje w kość 😉

Odważyłam się i zrobiłam tort na jego urodziny! Bardzo jestem z siebie dumna, że pokonałam swoje obawy. Marcelina już zamówiła swój na urodziny 😉

zacisze domoweJa

Kończymy powoli Seminaria Nowego Życia, w pewnym momencie dały nam tak bardzo w kość iż wydawało się, że nie skończymy. Dobiegamy jednak do finału i był to bardzo owocny czas. Mam wrażenie, że w jakiejś części zeszłam z poziomu rozumu na poziom serca i dało mi to duży zastrzyk wolności wewnętrznej. Staram się trwać na codziennej porannej modlitwie Słowem Bożym i jest to zdumiewający czas dla mnie. Pan mi stale przypomina o wielu sprawach, pokazuje gdzie błądzę i na nowo czyni NOWE. Daje też bardzo konkretną, wymierną odpowiedź np. przyprowadzając mi odpowiednią osobę i w odpowiednim czasie albo dając potrzebny mi na już kredens do kuchni.

To jest fascynujące po tylu latach być ciągle zaskakiwanym Słowem i stale odczytywać je na nowo, w nowej sytuacji. I im wierniejsza jestem rozważaniu codziennego Słowa tym więcej dostrzegam, Pan pokazuje. Nie wiem gdzie mnie to zaprowadzi, ale czuję nowe terytoria przede mną 🙂

Napiszę jeszcze post osobny o jaskółkach i refleksji, którą w kontekście Słowa we mnie wzbudziły.  Mam nadzieję, że starczy mi czasu, bo tylko do jutra kiepska pogoda 😉

zacisze domoweOgród i zagroda

Zagroda nam się w pierwszy dzień wiosny powiększyła i mamy stadko kur, które zaraz po Wielkanocy postanowiły rozpocząć produkcję jajek. Najpierw nieśmiało po jednym, a teraz codziennie mamy po 7-10 jajek 🙂

zacisze domoweW ogrodzie szaleństwo od trzech tygodni, codziennie zmiany, zmiany... rośnie wszystko na potęgę i zmienia się w oczach. Warzywa mam ogarnięte (czytaj: wysiane, posadzone), gorzej z kwiatami. Mam całą skrzyneczkę do wysiania i ciągle nie mogę się za to zabrać, bo coś lub ktoś przeszkadza, ale postawiłam sobie znak stopu na sobocie i mam nadzieję, do niej większość wysiać. Dawno nie byłam tak opóźniona. Za to w marcu i początkiem kwietnia udało mi się trochę spełnic marzenie i poczyniłam płotek wierzbowy! Jestem ogromnie dumna z siebie i przeszczęśliwa 🙂

zacisze domoweStawiamy na całej działce dookoła brakujący płot i będzie można wysadzić krzaki i krzewy, choć to pewnie na jesieni. I wreszcie moja wyczekana rabata przed oknem w kuchni się robi, czekam aż góra ziemi zniknie i teren się wyrówna by ustawić odpowiednio kamienie. Nie mogę się doczekać lata i kwiatów 😉

Doczekałam się niemożliwego czyli stokrotek na trawniku!! Tylko ja wiem albo nawet już nie ile wysiałam torebek.

zacisze domoweOny stanął na wysokości zadania i zrobił pergole na róże - dwie! Jedna róża już mu się kłania w pas z wdzięczności, a druga jeszcze jest zbyt nieśmiała 🙂

Bieżączka

W maju mamy trzy pierwsze komunie, w tym dwie jednego dnia i akurat tam gdzie jestem chrzestną. Logistyka będzie tego dnia kluczowa 😉 Przygotowania jakieś mam poczynione, ale prawdę powiedziawszy według mego planu powinnam być na finiszu z nimi, a ja na początku jestem 😉 Ducha ochoczego jednak nie tracę i postanowiłam sobie do końca tygodnia większość tematów okołokomunijnych zamknąć w całość 🙂

Pewnie zapomniałam o stu innych sprawach wartych napisania, ale nie można pamiętać wszystkiego od razu 😉 I dziś pewnie będę siedzieć do rana by nadrobić zaległości na Waszych blogach, bo wstyd się przyznać jak bardzo do tyłu będę się cofać 😉

zacisze domoweBociany i jaskółki są, więc można wiosnę uważać za w pełni otwartą 🙂

6

Kwiecień w aparacie! Odnalazłam dziś WRESZCIE kabelek od aparatu, zgrałam zdjęcia i uświadomiłam sobie jak bogaty kwiecień był 🙂 W sumie dziś zdjęciowo będzie, ewentualnie z małym komentarzem 🙂

Zabratkowałam się w tym roku na tarasie w kolorze żółto-fioletowym, ale już powoli kończy się ich królowanie, bo inne kwiaty wchodzą na salony 😉

Józek miał pierwsze ćwiczenia malarskie pod okiem Marceliny 😉

Jednym z moich postanowień noworocznych było, że wraz z wiosną ruszymy na zwiedzanie okolicy bliższej, bo ona ciągle dla nas nowa i nieodkryta. Ostatnio odkryliśmy ścieżkę, blisko naszego domu, która wiedzie na przepiękne przestrzenie 🙂 Kosa przy okazji spotkaliśmy i zdecydowanie muszę nabyć jakiś atlas ptaków 🙂

Zaczęłyśmy budowę domku dla owadów, pewnie jutro lub pojutrze skończymy 🙂

jest ciągła zabawa

I wyjątkowym trafem Fredowi trafiła się wizyta na salonach 😉

Najmłodsza piwonia pokazała swój pierwszy kwiat, a ogród powoli zaczyna się rozkręcać 🙂

Mam nadzieję, że tym razem widać wszystkie zdjęcia 🙂

Pozdrowienia!

 

5

Kwiecień otrzymał miano kwiecień plecień, bo nie wiem kiedy zleciał, generalnie obudziłam się w zeszłym tygodniu, że za już prawie koniec miesiąca, gdzieś mi umknęło 3/4 kwietnia. Zdecydowanie jednak pogoda jest adekwatna do tej nazwy, by nie powiedzieć bardziej dosadnie 😉 Na szczęście chociaż śniegu u nas nie było!
Rwana trochę ta dzisiejsza notka będzie, bo chciałabym jak najwięcej przekazać, bo pewnie znów dłuuugo do komputera nie usiądę. W dzień dzieciaki nie pozwolą, a wieczorem męża i książek mi szkoda 😉

 

Wielkanoc

W Wielkim Tygodniu udało mi się zaangażować w parafii w liturgię i śpiewałam psalmy(!!!!!) i czytałam czytania. O ile czytania mszalne lubiłam i lubię to ze śpiewaniem niekoniecznie mi po drodze, ale co tam lepsze moje niż żadne 😉 Józek w Wielką Sobotę dał czadu, aż z kościoła trzeba było wyjść i to akurat przed ostatnim psalmem, ma wyczucie chłopak! Mąż miał stres jak zwykle, że dzieciaki nie dadzą rady, że będą krzyczeć itd., ale było spokojnie poza tym wybrykiem sobotnim. I oczywiście od Niedzieli Palmowej miałam chore gardło!
Przy okazji chyba uda się nam coś w parafii zdziałać - mamy nowego, fajnego Proboszcza i ludzie się niektórzy ocknęli z marazmu 🙂 Fajne to, bardzo bym chciała by ta parafia ożyła 🙂

Święta Wielkanocne były w tym roku wyjątkowe, bo najpierw była moja Mama od Wielkiego Czwartku do Wlk. Soboty, potem tylko na śniadaniu byliśmy poza domem. Reszta jak w raju, gdyż w domu 🙂 Świętowaliśmy bowiem w Poniedziałek Wielkanocny roczek Józia i goście w tym roku przybyli do nas 🙂

Roczek Józinka

Nasz Józinek skończył roczek 19.04. Fajny chłopak z niego!Potrafią się z marceliną razem bawić, robić wyścigi krzesełkami i generalnie we wszystkim ją naśladuje oprócz wrzasku (jeszcze). Ponadto rozdaje całusy i cmoka usteczkami, mówi: tata, tacia (czyt. babcia), tak, raczkuje z prędkością światła, chodzi wokół mebli, samodzielnie bez trzymania stoi, ma 16 zębów, nosi rozmiar 86, uwielbia bawić się w piasku i śmiać, ma pełno gilgotek i pięknie potrafi się złościć 😉
Impreza się chyba udała, goście w liczbie ok. 20 przybyli, mięska do obiadku wyszły mi super pisząc nieskromnie, a pyszny torcik przybył w ramach prezentu. Z Marcysią zrobiłyśmy dla Józia dwa duuuże plakaty urodzinowe malowane farbami i były kolorową ozdobą tarasu i salonu. Zresztą są do tej pory, bo nie mam kiedy ich zdjąć 😉

Bociany

Prawie wszystkie Panie Sąsiadki ze mnie śmieją i chyba mnie uznają za świruskę bocianową! Od końca marca wyczekiwałam bocianów... i wyczekiwałam... i wyczekiwałam i NIC. Nie przyleciały. W Wlk. Sobotę jak poszłam z Marcysią na poświęcenie pokarmów (pierwszy raz chyba od 14 lat!) to przyleciał JEDEN. Miałyśmy radochę z Marcelą przez całą dalszą część soboty, jednak do wieczora znikł 🙁 Ogólnie mówiąc się zmartwiłyśmy i ogłosiłam żałobę po bocianach jak do poniedziałku nie przyleciały. Minął dobry tydzień i... przyleciały 21.04. :-))))) Zatem świętujemy obecność bocianów, a po dwóch dniach nawet już na jajkach siedziały :-))

Kot

Od tygodnia mamy chorego kota Freda. Ponad miesiąc temu wpadł gdzieś do jakiejś ropopochodnej cieczy albo ropy, w każdym razie tylko pysk i oczy były czyste. Po konsultacji z weterynarzem kilka razy kąpaliśmy go szamponem by to wszystko zeszło. Ciężko szło, zwłaszcza z Józkiem u nogi 😉 Po kilku dniach wydawało się, że jest ok i poszedł w teren w miarę czysty. W międzyczasie kocie romanse i bójki uprawiał. Wszystko wydawało się ok, ale nagle tydzień temu najpierw z daleka kilka razy zachrypiał Fillowi, a potem zniknął, przepadł. Po dwóch dniach uznaliśmy, że pewnie gdzieś zdechł, szukaliśmy bezskutecznie. Następnego dnia znikąd przyszedł, ledwo, chrypiał i nawet nie miał siły wody się napić. szybko zawieźliśmy do weta i okazało się, że chyba po tej ropie musiał się jednak lizać i dostał zapalenia wątroby. Kroplówki z lekami, antybiotyki i dochodzi do siebie, choć po 4 dniach zadzwoniłam do weta i powiedziałam, że nie będzie dalszego leczenia, bo nas nie stać. I tak wydaliśmy więcej niż mogliśmy. To niby tzw. nieprzewidziane wydatki, tylko ostatnio coś za dużo tych nieprzewidzianych 😉 Ma teraz leki i wygląda jakby dostał drugie życie 😉

Ogród

Na koniec moja miłość co raz większa - ogród! O jedną trzecią zwiększyliśmy w tym roku teren ogrodu, a i tak mam wrażenie, że będzie kłopot z zasianiem fasolki... hahah... i kwiaty wciskałam gdzie mogłam.. jak nic w przyszłym roku trzeba jeszcze zwiększyć ogród 😉
Jak co roku marzę już o opróżnieniu parapetów, bo frajdę mi robią tylko na początku, a potem denerwuje mnie bałagan 😉

 

 

Wszystko, oprócz późno wysianych buraczków i większości kwiatów, już mi wzeszło, ale pewnie szybko nie będzie rosło przy takiej zimnicy, choć nadzieją niby ma tchnąć w niedzielę. Oby! Szklarnia prawie gotowa, zaczęłam już przygotowywać ziemię w środku do uprawy.

 

 

Kwiecień plecień, taki był pleciony. I jest jeszcze całe multum spraw, które chciałabym opisać - przeczytane książki, o notesie inspiracji "Dzielna Niewiasta", planach, nowych pomysłach, malowaniach, ale.. innym razem. Postaram się w maju częściej pisać, przynajmniej tak sobie obiecuję 😉

Uściski serdeczne ślę!

I na jaskółki czekam 🙂