2

nie umiem pisać haha... tak dawno nie pisałam, że wyszłam z wprawy, ale drogę do bloga jeszcze znalazłam 😉
Żyję, nawet dość intensywnie, chwilami z poczuciem zbytniej intensywności co mnie czasem przytłacza. To chyba zgodnie z zasadą, że nadmiar szkodzi. Usiłuję się od jakiegoś czasu zorganizować, by więcej jeszcze z dnia wycisnąć, ale chyba już się nie da, bo padam jak kawka wieczorem. Od 3 miesięcy komputer włączam raz w miesiącu, by rachunki opłacić - nigdy się nie spodziewałam, że takiego czasu dożyję 😉 Za to książki codziennie czytam i rozważanie Pisma Św. piszę 🙂
Wieczorem mam oczywiście multum spraw i rzeczy, które bym chciała spisać, zdjęć, które bym chciała pokazać, ale nie mam już mocy by to zrobić. Ze zdjęciami trochę łatwiej, bo na instagram wrzucam, ale to też się skończyło chyba, bo kamera mi w telefonie odmówiła posłuszeństwa... hahah...

Generalnie resztę napiszę w skrócie i symbolicznie, bo nie da się w jednym wpisie 1,5 miesiąca streścić, a jak teraz tego wpisu nie wypuszczę to nie pójdzie znowu nic  😉
Papier mam, że od 29.06. rozpoczynam urlop wychowawczy - z tego się najbardziej cieszę! Najpierw miałam galop myśli i pomysłów jak ten czas dobrze i owocnie wykorzystać, ale otrzeźwienia doznałam, jak spojrzałam na listę moich zadaniach "w trakcie" i "do zrealizowania". Najważniejszym zadaniem będzie zwolnić, ale jeszcze nie wpadłam jak to zrealizować. Pracuję jednakże nad tym 🙂

piwoniaOgród po zimnym początku majowym nabrał tempa, a aktualnie to nie wiem kto wygrywa: ja czy chwast 😉 Pięknie jest za to, bo coraz więcej kwiatów kwitnie. W tym roku nie żałuję ścinania kwiatów i robię bukiety, dużo bukietów! O dziwo kwiaty nadal są i kwitną 😉 Zaskoczyły mnie w tym roku swoim pięknem naparstnice i dzierotka, jakby skrzydła rozwinęły. Pierwsze miejsce nadal zajmują piwonie 🙂 Lawenda powoli nabiera rozpędu i powoli zaczyna rozkwitać 🙂

różalawendaMini ogródek ziołowy też rośnie 🙂

Rabatę robię kolejną i jeszcze jedną mam w planie lipcowym. Zieleninę powolutku wyjadamy, truskawki takoż, pomidory rosną jak oszalałe i nie nadążam im liści obrywać, groszek i bób będą już za moment, a reszta rośnie. Z koprem w tym roku mam kłopot, ale podjęłam jeszcze kolejna próbę i zobaczymy czy urośnie.

Czterolatkę mamy na pokładzie od 15.06. - Marcysia się rozgadała, uwielbia wszelakie zjeżdżalnie, trampolinę, zwierzątka żywe i książkowe, rower, truskawki, komórkę tatusia, przytulać się, wszystkie dzieci, samochodziki, zrywać nagietki...
W tym roku po raz pierwszy sypała kwiatki podczas procesji Bożego Ciała, do trzeciego ołtarza wytrzymała i już nie chciała sypać, ale szła do końca 🙂

A Józef chodzi samodzielnie od dwóch tygodni! Czasem jeszcze jak pijany zając, ale chodzi. I naśladuje Marcelinę we wszystkim, i złości się jak coś nie jest po jego myśli, a płacze przy tym jakby krzywda się działa 😉

Zrobiłyśmy z Marceliną domek dla królików i aktualnie oczekujemy na króliczych szczęściarzy. Trzeba siano zacząć gromadzić na zimę 🙂

klatka dla królikówNajnajnajnaj to się cieszę, bo jedziemy nad morze. Noclegi już mamy, termin też, a teraz tylko dotrwać do terminu 😉 Od czasu rozpoczęcia remontu domu cztery lata temu nie mieliśmy prawdziwego urlopu, więc ten nas ogromnie cieszy. Potrzebujemy nabrać świeżego, innego powietrza oraz dystansu do naszej codzienności. Miałam robić naszą sypialnię, ale poczekam na świeże spojrzenie, bo mam dwie koncepcje i nie mogę się zdecydować...hahah

Ps. Gdyby ktoś miał chęć i potrzebę to zbieram intencje, które na początku lipca złożę w ręce Matki Bożej na Jasnej Górze. Można wysłać na email albo zostawić w komentarzu.

6

Od tylu dni zbieram się by napisać i jakoś mi nie idzie. Trzeba nad nawykiem pisania popracować 😉 Często pojawia mi się myśl: "o napisałabym o tym na blogu", ale nim znajdę się przy komputerze to już mi to odparowuje z głowy 😉
Najlepiej odświeża mi się pamięć przy oglądaniu zdjęć 😉

Akcja słoikowa ruszyła, w tym roku pierwszy do słoików miał zaszczyt wskoczyć bób i groszek, a dalej karuzela owocowo - warzywna się kręci 😉
Kwiaty z racji mego późnego siania powoli zaczynają rozkwitać i pokazywać swój festiwal barw. Jest pięknie, a jeszcze czekam na inną późną grządkę - jej to dopiero jestem ciekawa 🙂

 

Chrzest Święty Józefa za nami a to znaczy, że bezpieczny już jest i można być spokojnym o niego. Józiu cały chrzest się uśmiechał i zadowolony był, a potem dobrze współpracował 😉
Zestresowałam się dopiero po Mszy w trakcie wydawania obiadu, bo nie poszło tak jak chciałam i planowałam. Ale generalnie chyba fajnie było 😉

Kawaler wyluzowany po gościach 😉

Chciałam się pochwalić, bo baaardzo jestem z siebie DUMNA! Sama zrobiłam stronę internetową genealogiczną i wreszcie mam nad nią pełną kontrolę :-)))
Zatęskniłam za uzupełnianiem drzewa i poszukiwaniami, a mam ogromne - kilkuletnie zaległości. Dane z pliku świadczą, iż jest 1187 osób w drzewie, ciekawe do ilu wzrośnie po uzupełnianiu 🙂
A takich dzielnych towarzyszy miałam przy pracy 😉

Józinek właśnie dziś stał się szczęśliwym posiadaczem drugiego zęba i zaczyna wędrować po kocyku odpychając się nogami. I muszę nagrać jak śmiesznie się głośno śmieje 😉

Jeśli miarą szczęśliwości dziecka jest ilość brudu i siniaków to moja Marcelinka jest bardzo szczęśliwa. Mam nadzieję, że wyrośnie na czyste dziecko kiedyś w końcu 😉
Mój ogródek na szczęście w jej rękach jest nie zagrożony, czego się obawiałam po akcji wiosennej z kwiatkami. Za to wie co może i potrafi sama pójść na łowy 😉
Ukochanym słowem aktualnie jest 'taatusiu', a przezabawnie się słucha jak potwierdza 'taak, taak' i zaprzecza 'oooj nie, nie' - za każdym razem, nie wiem skąd jej się to wzięło, aż filmik nagrałam by kiedyś się posłuchała 😉

Gdzieś w międzyczasie gościa mieliśmy na kominie stodoły, koty pierwsze go wypatrzyły i patrzyły jak na ufoludka 😉 Nie byłoby to sensacyjne gdyby nie fakt długości pobytu - stał chyba godzinę czasu i dał przedstawienie czyszczenia piórek, rozpościerania skrzydeł itd. Cudnie to wyglądało, tylko w aparacie bateria mi padła.

Teraz to chyba posiedzę przy kompie, bo ŚDM się zaczęły to oglądam, śpiewam i zazdroszczę 😉

6

Jestem po urlopie. Nie wiem kiedy minął, ale jadąc dziś do pracy stwierdziłam, że nawet ociupinkę odpoczęłam. Netu nadal nie mam, siła wyższa i już nawet mnie to nie denerwuje 😉

Mój ogródek zaczął szaleć z prawie miesięcznym opóźnieniem, ale zrobiło się kolorowo i pachnąco, z bogactwem motyli, które mnie zadziwiają 🙂 Bób z groszkiem w tym roku oszalał. Bardzo przyjemny jest spacer z koszyczkiem do ogródka by narwać bobu 🙂

 

 

Jagodowo też jestem zabezpieczona na rok 😉

 

Remont wszedł w decydującą fazę wykończeniową. Dziś w znacznej mierze kończy Ony z chłopakami zakładać regipsy na sufity. Za tydzień Pan Płytkarz ma prawie dosłownie wpaść i położyć płytki podłogowe i pod prysznicem. Generalnie nie nastawiam się za bardzo na płytki tylko  na malowanie, jakoś płytki do mnie nie przemawiają.
Powoli mam wizję końcową prawie każdego pomieszczenia w domu i ogólnie koncepcję całości. Inspiracji raczej już nie zamieszczę na blogu, bo z inspiracjami przerzuciłam się na Pinterest [KLIK] 😉
Zaczęłam też, co widać wstępnie w poprzednim poście, odnawianie zgromadzonych starości, trochę jeszcze wstrzymuje mnie brak miejsca, bo każdy możliwy zakamarek mamy wypełniony czymś. Czekam sierpnia, możliwości przeniesienia części rzeczy do domu i zwolnienia miejsca w stodole.
Ostatnio poczyniłam to:

 

 

 



Dobrego weekendu!
My mamy sobotę zakupową, wybieramy kafle i wszystkie elementy łazienki ;-)))