Przeskocz do treści

Lato u nas w pełni, korzystamy z jego dobrodziejstwa, radujemy się jego kolorami, zapachami, smakami i czym kto jeszcze woli...
Wczoraj mieliśmy pierwszą niedzielę od dłuższego czasu gdzie dosłownie nic nas nie trzymało, do niczego zobowiązani nie byliśmy. Cudnie było! Leżenie w trawie i patrzenie w niebo, długie rozmowy, wspólne czytanie książki, snucie wspólnych planów - to niesamowite jak było to nam potrzebne. Tym dniem zbudowaliśmy jakby jeszcze głębsze poczucie bliskości, poczucie bezpieczeństwa, jakbyśmy wkroczyli na jakiś głębszy, nowy teren, jeszcze piękniejszy...
A ostatnio mieliśmy trudnawy czas, bo ja z tych wymagających jestem, a Onemu nad sobą pracować się nie chce. Bez obaw jednak jeszcze więcej wymagam od siebie, a poza tym pięknie jest z perspektywy czasu widzieć jak się rozwijamy, jak rozwija się nasza relacja, nasze małżeństwo 🙂
Tegoroczne lato skłoniło nas ku przemyśleń i rozważań o tym, że niekoniecznie mieszkanie w mieście jest dla nas super (a do tej pory było za miastem więcej plusów) , zmieniły nam się zapatrywania, pojawiły nowe zamierzenia i plany, których ewentualna realizacja będzie niczym terapia szokowa, przynosząca jednak wiele nam radości... i wolności! Teraz oczekujemy na rozwój akcji 😉
Nadciąga nowe, czuję to! Oj czuję, że nowy wiatr zaczyna wiać!
Przez weekend udało mi się mój projekt wyprowadzić na prostą, jestem prawie na bieżąco. Jeszcze Onego tylko zagonię to wywózki rzeczy w przedpokoju i będzie na bieżąco. Następna notka będzie 'projektowa' 😉
dobrego tygodnia Wszystkim! 🙂

PS. Wybaczcie, że nie zaglądam do Was albo zaglądam bez zostawiania komentarza, ale zupełnie popłynęłam czasowo, przez to lato i ... forum, na które 'przypadkiem' wpadłam 😉 Obiecuję w tym tygodniu nadrobić!

10

Można znaleźć wielkie szczęście w dawaniu. 
Lecz nieustanne dawanie może wyczerpać serce i umysł.
Naucz się brać choć trochę - 
choćby chwilę w ogrodzie, 
w galerii, w kawiarni.
 Doceń to. Pozwól, aby ptaki i żaby, 
dzieła sztuki, muzyka i książki,  
a także nie wymagający przyjaciele 
przywracali Ci siły. 
Ludzie potrzebują ciągłego odnawiania się. 

/Pam Brown/

 

dziś mamy już 27 lipca czyli prawie połowę lata, które w moim wykonaniu miało inaczej wyglądać..
miałam tylko pracować w pracy (a mam wyjątkowo dużo rozliczeń), a później to już tylko laba i życie małżeńskie, bez żadnych dodatkowych zobowiązań, które mam w ciągu roku... taaaaaaaa...
dziś jak sobie uświadomiłam, że koniec miesiąca to coś zaczęło we mnie krzyczeć, moje wnętrze ogłasza bunt... moja poranna rozmowa z Onym tez dotyczyła tego, on też czuje że jest coś nie tak, że nie mamy czasu na podziwianie przyrody (kwiaty nam na balkonie padły :-((), dbania o własny kąt (sporadycznie, bo zawsze ktoś się znajdzie ważniejszy?), słuchania ptaków (czasem wieczorem słuchamy świerszczy ;-)), czytanie książek (Onemu lepiej to wychodzi), spacery wieczorową porą (brak siły i te upały ;-))...
a urlop, no cóż będzie prawdopodobnie we wrześniu bez Onego, bo trudno zaraz po rozpoczęciu pracy iść na urlop, ale może dzięki temu nauczę uskuteczniać własny egoizm 🙂
i tak oto od czwartku wieczorem będę egoistką, odmawiam wszystkim wszystko, mogą sobie źle o mnie myśleć, czuć się urażeni, obrażeni itd.
Chciałabym się nauczyć opracować własną strategię ile mogę z siebie dać, aby móc  jednocześnie odnawiać własne siły... by w przyszłym roku nie czuć się taką wyczerpaną...
tego się trzymam 🙂

 

 

7

mam dylemat czy powinnam tu pisać na temat naszego oczekiwania na dziecko, a raczej starania się o nie... czasem myślę, że to zbyt intymne, że się nie da... dalej nie wiem czy się da, ale od czasu do czasu będę coś skrobać w tym temacie, aż ogłoszę radosna nowinę 😉
więc 'ze starającego się' tematu..
zrobiłam badania p/różyczce i toxoplazmozie, wyniki ok, ale dostałam jeszcze skierowanie na awidność co pozwoli ustalić czy chorowałam niedawno czy dawno... oby dawno 🙂
dodatkowo prowadzimy czasem z Onym ciekawe rozmowy, choć Ony częściej uważa że nie ma dziecka nie ma tematu... osobiście się nie nakręcam i wychodzę z założenia co ma być to będzie, a jak nie ma być to też tak będzie...
kot nasz już prawie nie wytrzymuje upałów... leży plackiem, dycha, nie chce jeść i zrzuca sierść, a raczej dużo sierści.. nawet miauczeć nie chce za bardzo... wygląda przy tym bardzo śmiesznie, a reakcję odruchową jedynie można u niego uzyskać psikając go wodą, wtedy bym powiedziała, że speeda dostaje 🙂
w kalendarzu pomimo niby-wakacji zatrzymałam się na dniu 14 lipca i dziś cięzko się zdziwiłam stwierdzając że jest 23! czyli prawie koniec miesiąca... pracy mam taki ogrom, jak chyba na początku jak do niej przyszłam i sierpień nie zapowiada się pod tym względem lepiej... czasem mózgiem nie ogarniam, więc zabieram się za mniejsze rzeczy, aby chociaż 'coś' zeszło z biurka...

dobrego i radosnego weekendu 😀

PS. Zapomniałam zaprosić za Kantadeską do Zielonej Góry na Festiwal Piosenki Rosyjskiej, ja wprawdzie się nie wybieram, ale innych zapraszam 😉