Przeskocz do treści

9

w tym tygodniu prym w naszym domu wiedzie gruszka, obłowiliśmy się bowiem dzięki wspaniałym, małpim zdolnościom Onego 😉
Wczoraj robiłam gruszki w  aromatycznym syropie, po niedługim czasie chodziliśmy z Onym wokół garnka i podjadaliśmy, bo zapachy nas przyciągały 🙂
W tym roku wyjątkowo naszło mnie na robienie przetworów, zbieranie i suszenie ziół, mrożenie  i inne tego typu przyjemności. Wiadomo, że wymaga to czasu, który zawsze u mnie w niedostatku jest, ale ostatnio mam takie nastawienie do czasu, że dyskutowałabym z tym stwierdzeniem "o braku czasu". Ja po prostu lubię robić kilka rzeczy jednocześnie na różnych frontach...  z przerwą na pogaduchy z Onym i filiżankę kawy oczywiście 🙂
Przyszło mi teraz do głowy, że może próbuję w ten sposób zatrzymać pędzący czas? Tak czy inaczej mam bardzo zwiększony czas spędzony na łonie natury i niezwykle odprężająco na mnie to działa.
Od jutra zaczynamy malowanie sypialni na "pastelową orchideę" i mam niecny plan wobec Onego, by jeszcze drugi pokój pomalował.
Pracuję obecnie nad nim i jego chęciami, nie może wszak chłopak się nudzić na swoim kilkudniowym, przymusowym urlopie 😉
dobrego tygodnia 🙂

 

11

no i czas mój urlopowy chyli się ku końcowi czyli upadkowi 😉
moje nadzieje urlopowe z lekka się spełniły, zrobiłam to co obiecałam Rodzicom czyli przygotowałam i pomalowałam im pokój na piękny, delikatny cytrynowy kolor, przy okazji 'zaliczając' żniwa, odwiedziłam Czacz, zostałam zmuszona zawitać do pracy, by zrobić zestawienie [niby niedużo, ale w jeden dzień mnie to zezłościło, a drugi dzień mi rozbiło],  od czwartku mam armię przecieru pomidorowego w piwnicy i popełniłam całe mnóstwo jeszcze innych drobnostek... ale żeby nie było, że ja tylko taka pracowita to nagadałam się z mamą i siostrą, przeczytam z dwóch książek po połówce, dotleniłam trochę mózg na balkonie i ogródku, byłam na zakupach malutkich, nowennę odprawiałam o przyzwoitej porze, kawę miałam codziennie w innej filiżance itd. 🙂
Wszak o Czaczu zdałoby się nieco wspomnieć dla niezorientowanych. To wioska w Wielkopolsce, której specyfika polega na tym, że jest tam całe mnóstwo hangarów, otwartych stodół i tym podobnym pomieszczeń z używanymi meblami, rzeczami, naczyniami, starymi urządzeniami itd. My po 4,5 godzinach mieliśmy dość, a już z samochodu okazało się, że byliśmy może w 1/3 całości. Warto pojechać, wprawdzie dużo tam 'badziewia' [jak to mówi Ony], ale można znaleźć tam piękne perełki, trzeba mieć choć trochę pojęcie co człowiekowi potrzeba, bo można być potem chorym z nadmiaru 😉
 Jutro skoro świt do pracy trzeba ruszyć, aaa i od jutra 10 minut szybciej wstaję, bo obiecałam solennie, przede wszystkim sobie, że śniadania w domu jadać będziemy 😉
Oto natchniona Beatą z Lawendowego Domu zrobiłam dziś kulę z mchu, który dziś przyniosłam do domu. Dodałam różowiutkie kwiatuszki i jestem bardzo z siebie dumna, choć wiem jak wiele jeszcze TEJ kuli brakuje, ale na pierwszy raz jest ok 🙂
Te cztery szklane świeczniki to nowy nabytek z Czacza po jedyne 50 gr 😉
 Dorobiłam się też z Czaczu tych dwóch, fajnych wiklinowych koszyków, mam już dla nich przeznaczenie, ale jeszcze nie zdążyłam ich zagospodarować, a jeszcze zastanawiam się czy ich nie przemalować...
Czy widzicie tę fajną walizę? Wynegocjowałam z maminego strychu, wymaga trochę pracy, ale jest świetna i mam dwie koncepcje na co ją wykorzystać. Pierwsza, że na zdjęcia, druga to do przedpokoju na buty pod ławeczkę.. jeszcze nie zdecydowałam 🙂
I bałaganiku trochę pokazałam po robieniu mchu 😉

 

dobrego, radosnego, skróconego tygodnia! 🙂

Lato u nas w pełni, korzystamy z jego dobrodziejstwa, radujemy się jego kolorami, zapachami, smakami i czym kto jeszcze woli...
Wczoraj mieliśmy pierwszą niedzielę od dłuższego czasu gdzie dosłownie nic nas nie trzymało, do niczego zobowiązani nie byliśmy. Cudnie było! Leżenie w trawie i patrzenie w niebo, długie rozmowy, wspólne czytanie książki, snucie wspólnych planów - to niesamowite jak było to nam potrzebne. Tym dniem zbudowaliśmy jakby jeszcze głębsze poczucie bliskości, poczucie bezpieczeństwa, jakbyśmy wkroczyli na jakiś głębszy, nowy teren, jeszcze piękniejszy...
A ostatnio mieliśmy trudnawy czas, bo ja z tych wymagających jestem, a Onemu nad sobą pracować się nie chce. Bez obaw jednak jeszcze więcej wymagam od siebie, a poza tym pięknie jest z perspektywy czasu widzieć jak się rozwijamy, jak rozwija się nasza relacja, nasze małżeństwo 🙂
Tegoroczne lato skłoniło nas ku przemyśleń i rozważań o tym, że niekoniecznie mieszkanie w mieście jest dla nas super (a do tej pory było za miastem więcej plusów) , zmieniły nam się zapatrywania, pojawiły nowe zamierzenia i plany, których ewentualna realizacja będzie niczym terapia szokowa, przynosząca jednak wiele nam radości... i wolności! Teraz oczekujemy na rozwój akcji 😉
Nadciąga nowe, czuję to! Oj czuję, że nowy wiatr zaczyna wiać!
Przez weekend udało mi się mój projekt wyprowadzić na prostą, jestem prawie na bieżąco. Jeszcze Onego tylko zagonię to wywózki rzeczy w przedpokoju i będzie na bieżąco. Następna notka będzie 'projektowa' 😉
dobrego tygodnia Wszystkim! 🙂

PS. Wybaczcie, że nie zaglądam do Was albo zaglądam bez zostawiania komentarza, ale zupełnie popłynęłam czasowo, przez to lato i ... forum, na które 'przypadkiem' wpadłam 😉 Obiecuję w tym tygodniu nadrobić!