Przeskocz do treści

4

Nadeszła Środa Popielcowa i czas na zwiększony wysiłek. Wpis zaczęłam pisać w Środę Popielcową, bo obiecałam sobie, że będę częściej pisać. No! I tyle z obiecanek 😉 Mam nadzieję jednak na poprawę i powrót do regularnego pisania, wszak Wielki Post dopiero się rozpoczął.

Retrospekcja styczniowa i nasz pierwszy egzamin w ed

Najistotniejszym wydarzeniem był egzamin roczny w edukacji domowej Marceliny - klasa 1. Jednak w ferworze różnych wydarzeń i sytuacji został mocno przyćmiony i tak naprawdę to tylko ja o nim pamiętam 😉

Egzamin odbył się zdalnie, w formie pisemnej z edukacji wczesnoszkolnej (j. polski, matematyka, przyroda) oraz ustnej - edukacja wczesnoszkolna, j. angielski, religia. Dla mnie emocjonalnie najtrudniejszy był egzamin pisemny, co trochę jednak przyjęła Marcelina i średnio na początku (czyli wolno) jej szło. Ustny to była przyjemność zarówno dla niej jak i dla mnie. Zatem mamy długie wakacje 😉

Zwierzyniec nam powiększył. M. zarobiła pieniądze i zdecydowała, że za nie kupi papużki faliste. Mieszkają zatem z nami dwie papużki - Lucy i Leoś - i Marcelina trzyma nad nimi straż i porządek. Mamy wreszcie strefę wolną od kotów 😉

Dodatkowo wyciągnęliśmy ze stodoły akwarium i mamy 4 mieczyków, podobno mają być Józka. Na podobno chyba się skończy, bo inaczej rybki zdechną z głodu i syfu 😉

A było 5, tylko jeden okazał się samobójcą i wyskoczył z akwarium. Okazuje się, że mieczyki tak czasem mają.

Poza tym styczeń rozpoczęliśmy tanecznym krokiem i trochę imprezowy był. Marcelina nam wszystkim zrobiła maski karnawałowe 😉

Odkopaliśmy nawet stare narty biegowe i dzieciaki, zwłaszcza M., skorzystały ze śniegu. Generalnie na śniegu było dobre życie 😉 Nie wiem jakim cudem, ale Marcelina nauczyła Józka gry w szachy i już nawet raz z nim przegrałam. Mamy zatem szanse na rodzinne zawody szachowe.

Niemniej miałam zjazd formy fizyczno - psychicznej, więc jakoś mam poczucie toporności tego czasu. Słońce i powietrze jednak działa cuda 🙂

Przedwiośnie

Mamy pełne przedwiośnie,ptaków coraz więcej i robią coraz więcej hałasu. Rano jest wręcz obłędnie, zwłaszcza przy wschodzącym słońcu nad lasem i przy ich śpiewie. Temperatura też mobilizująca do działania w ogrodzie. Drugi dzień pali się u nas ognisko, przycięliśmy drzewka, maliny. Wracamy do domu, gdy już ciemno. Dziś zaczęłam powoli czynić pierwsze kroki to zrealizowania mego projektu w ogrodzie na ten rok czyli chcę zrobić strumyk z takim jakby kamiennym brodzikiem. Pokaże Wam co mnie zainspirowało!

Zdjęć z ladnydom.pl
Zdjęcie z jakbudowac.pl

Wysiałam do pojemników pomidory, papryki, inne warzywa oraz kwiaty. Zrobiłam wreszcie chyba logiczny podział nasion i pospinałam je gumkami. Może uda mi się zachować w nich porządek 😉

Dodatkowo przedwiośnie zaczęłam z przytupem, bo wystawiłam na sprzedaż dom rodzinny. Nie było to dla mnie łatwe, ale czuję, że właściwie robię. Chyba ja miałam większy z tym problem niż mija Mama. Nie chciałabym patrzeć jak nasz dom marnieje zamiast na nowo kogoś cieszyć i żyć. Wiąże się z tym sporo pracy i jeżdżenia, ale musimy dokończyć tą sprawę. Mam wiele przemyśleń w związku z materialną częścią naszego życia, naszym chomikowaniem, gromadzeniem i na ile jest to nam potrzebne. Jak już to przestanie tak mocno we mnie pracować to się z Wami nimi podzielę.

Harcerska przygoda Marceliny z ZHRem rozkręca się powoli do przodu, wróciły do zbiórek w realu. Otrzymała ostatnio mundurek i jest bardzo z niego dumna. Najnowsza nowość to kolonia zuchowa Marceliny w lipcu 2021. Oczywiście sama zainteresowana pojechała by już dziś 😉

Ostatnio z plastyki w domu kultury przyniosła wyróżnienie za kartkę zrobioną na konkurs walentynkowy. Dostała czekoladki, które zbiorczo zjedliśmy w oczekiwaniu na założenie strony, która nam pękła w wiolonczeli 😉 Wszyscy namawialiśmy M. na więcej konkursów - będzie więcej czekoladek 😉

Wielki Post w naszej rodzinie

Najpierw miałam wielkie plany dotyczące Wielkiego Postu zarówno dla dzieci jak i dla siebie. Że powinniśmy zrobić to i tamto, że powinnam podjąć się tego i tamtego. No czas na zwiększony wysiłek. Pan Bóg mi pokazał, że nie tego oczekuje ode mnie i kiedy mój mózg to przyjął poczułam, że wszystko wskoczyło na właściwe miejsce. Mówię Wam warto pytać i słuchać tego co Pan Bóg mówi, życie staje się prostsze i przyjemniejsze. 🙂

Zatem w tym roku dzieci mają kalendarz wielkopostny narysowany na kartce A3 (Kasia zrobiłam jednak! ;-)). Niby kalendarz dla dzieci, ale mnie i Filipa też mobilizuje. Dodatkowo podczas wieczornej modlitwy codziennie dodajemy inną intencję np. za głodnych, za chorych, za dzieci, za rodziny w parafii itd. [bardzo fajne rozmowy po się wywiązują z dziećmi].

Jako rodzina co piątek uczestniczymy w Drodze Krzyżowej, a w niedzielę w Gorzkich Żalach.

Ja sama zamierzam zawalczyć o codzienną Eucharystię i piękniejszy język. Ponadto staram się bardziej sumiennie wypełniać swoje zadania, z większą starannością, dbałością, cierpliwością. Dotyczy to też różnych zobowiązań pozadomowych, których się podjęłam. Wbrew pozorom to chyba najtrudniejsze zadanie, wymaga czasem ode mnie mocnego samozaparcia.

4

Witam w marcu! Przyroda budzi się do życia, ptaki śpiewają, żurawie krzyczą, kwiatki pierwsze wychodzą 😉 Nie wiem kiedy minął luty, a już prawie 10 marzec. Zadziwiające jak ten czas leci, wyszłam z wprawy pisarskiej i czuję kompletną pustkę w głowie. Mam poczucie, że wszystko takie prozaiczne, proste, oczywiste... choć z drugiej strony czuję, że właśnie te oczywiste i proste rzeczy mają ogromną wartość 🙂

Zatem z prostych i oczywistych rzeczy to codziennie ćwiczymy na wiolonczeli, trochę robimy różnych zadań, czytamy książki, spotykamy się z innymi, spacerujemy, zaczynamy prace ogrodowe, gotujemy, oni się bawią, chodzą po drzewach, karmimy kury....

Te wszystkie rzeczy budzą moja wdzięczność, że są moim udziałem. I traktuje to jako wielki prezent od Pana Boga.

O mnie

Wymyśliłam sobie w styczniu, że będę chodzić szybko spać tzn. do 22, bo to podobno pomaga obniżyć kortyzol. Przez półtora miesiąca prawie mi się udawało, ALE narobiło mi się duuużo zaległości w czytaniu i innych drobiazgach. Teoria miała być taka, że szybko idę spać i szybko wstaję - praktyka pokazuje jednak, że spać mogę szybko, ale wstać niekoniecznie. 😉 Niemniej Antoni dba o mnie i codziennie robi pobudki między 5.15 a 6.30 😀 Powoli jednak wracam do starego rytmu, bo zaległości czytelnicze i samotnicze coraz bardziej mi doskwierają.

Skoro już o mnie piszę, to dodam, że wzmacniam się prawie codziennie ćwiczeniami z Chodakowską 🙂 Idzie mi coraz lepiej i mam nadzieję, że wyrobię nawyk codziennego ruchu.

Poziom energii mi jednak jeszcze nie wzrósł i mam w ciągu dnia poczucie marazmu. Dociera do mnie nowo chyba przyczyna - zmęczenie i dbanie o swoje zasoby. Dostrzegam, że nie dbam o swój czas na myślenie, spisywanie myśli. Jak to ktoś powiedział nie stwarzam sobie przestrzeni do zadumy, a moim przypadku jest to niezbędne mi do życia, do odpoczynku.

Wielki Post

Wielki Post mamy w tym roku jakiś niezorganizowany, wprawdzie dużo rozmawiam o nim z dziećmi, śpiewamy pieśni wielkopostne, w piątki idziemy na Drogę Krzyżową, w niedziele na Gorzkie Żale, ale brakuje mi w tym czegoś.

Ten tydzień zapowiada nam się znakomicie, bo odwołali nam większość zajęć dodatkowych. Zatem może nam wyjdą jakieś wielkopostne działania.

Sama dla siebie trzymam reżim w codziennym rozważaniu Słowa Bożego i widzę tego owoce, że nie błąkam się po omacku, ale znajduje wskazówki i odpowiedzi na różne moje bolączki.

W zeszłym roku lepiej to wyglądało 😉

10

Dzień z życia. Tak mnie dziś naszło, że zapisze sobie na pamiątkę mój dzisiejszy dzień 😉 Za pięć lat pewnie będzie zabawnie się czytać 😉

5.30 Mąż mnie budzi, bo nie może znaleźć dokumentów. Oczywiście, że nie wiem gdzie są, ale myślę 'o fajnie, wstanę przed wszystkimi, będę mieć czas dla siebie w CISZY'. Wstaję, biorę letrox i dziękuję Bogu za ciszę

5.45 Antka słychać, idę go karmić. Najadł się, ale nie zamierza spać. Marcelina się obudziła i zabawia Antka na wesoło i głośno 😉 Józek jeszcze daje radę i śpi przy tych dźwiękach. Myśl: długo pobyłam sama 😉

6.15 Zarządzam wstanie chcąc oszczędzić Józka... hahah.. nim wstałam Józek też 😉 Witaj nowy dniu!

Poranna toaleta. Marcelina dalej bawi się z Antkiem. Józkowi daję ubrania do założenia. Wstawiam wodę na kawę. Ubieram Antka. Reszta już się bawi w najlepsze. Ogarniam sypialnię i łazienkę (lubię mieć czysto jak wychodzę z sypialni).

7.30 czas o śniadaniu pomyśleć (w duchu myślę jakoś szybko ;)). Towarzystwu podrzucam Antka. Idę na dwór - otwieram kury. Wracam. Włączam pranie. Robię pankejki w nadzieją, że Józek zje, bo ostatnio kiepsko mu idzie.

7.50 zastanawiam się po co robiłam kawę 😉 Dzwonię do mamy powiedzieć jej dzień dobry 🙂

8.10 Po śniadaniu i ogarnięciu kuchni. Robię po raz drugi i po raz pierwszy ją piję 😉

8.30 Antek wyraża zainteresowanie jedzeniem i drzemką. Korzystam - czytam, ale tylko 5 minut, bo reszta przychodzi ze swoimi książkami i jest poczytaj mi mamo. Czytamy, rozmawiamy.

9.30 Wyganiam towarzystwo, Antek się budzi. Ogłaszam, że nadchodzę z miotłą do ich pokoju 😉 Panika i błaganie: mamo jeszcze 5 minut 😉

Przychodzi mi myśl: Modlitwa przed działaniem! Cichaczem kładę im Antka, który pożera ich wzrokiem i uciekam 😉

Wyciągam Pismo św. Słowo - ono mnie zawsze porządkuje, napełnia pokojem i Bożą Obecnością. Kończę pisać refleksję, myśli i słyszę nadciągające tornado 😉 Uprzedzam fakty i idę z miotłą ( u nas świetne działa ;)) Jak posprzątają to ok, ale jak nie to miotła działa i sprzątają szybciej 😉

10.15 Ogłaszam wyjście podwórkowe. Pakują zwierzątka, ubierają się. Ubieram Antka, wyciągam pranie. Ich już nie widać - żyją swoim światem. Znajdują pierwszą biedronkę tego roku. Antek śpi, a ja się cieszę i idę sprzątać grządki. W drodze stwierdzam, że fajnie wypić kawę na podwórku 😉

Mam kawę. Ogłaszam akcję bielenia drzew (jakoś późno w tym roku), każdy ma swój pędzel, wyznaczone drzewka i po 40 minutach mamy finał na biało 😉

Komórka wszczyna alarm - 12.00 Anioł Pański. Idziemy do domu.

Czas na przygotowania obiadowe, słucham podcastu "Więcej niż edukacja", Marcelina robi jakieś zadania. W międzyczasie karmię i czytam. Obiad.





Piękna pogoda, żal nie korzystać - znowu wyjście podwórkowe. Antek gotowy do spania. Śpi. Reszta biega. Ogarnęłam część pozimowych rabat kwiatowych, wyznaczyłam nowe i doszłam do ogródka. Ony przyjechał z pracy. Wracamy do domu.

15.00 Koronka, karmienie, kawa. Wyciągam kolejne pranie.

16.15 drugi tydzień oglądamy "domy z potencjałem".

17.00 Jedni mają dość, inni dokazują. Antek nie wie co chce 😉 ja ćwiczę 🙂

18.00 Marcelina chyba się przeziębiła i zarządziła, że idzie już spać. I usnęła! Antek poszedł w jej ślady - śpi! Wychodzę do Onego i mówię: ten wieczór będzie nasz :))) Śpią! Józek ledwo zipie 😉

hahah naiwna ja 😉

19.00 Marcelina z gorączką 38,5, Józek ze smrodkiem w majtkach, a Antek już się wyspał 😉

20.00 sytuacja opanowana - 20.30 wychodzę, bo śpią 😉

Myje naczynia. Rozmawiamy.
Robię jeszcze pit za zeszły rok.
Jakaś strona mnie wciąga - czytam. I wreszcie pisze wpis, bo na bank później już tego nie napiszę.
A teraz czas spać 🙂
Dobranoc!