Przeskocz do treści

50

Chyba nie byłam do końca świadoma lęku, który nosiłam w sobie, że więcej nie zostanę mamą. I ciężaru jaki się z tym wiązał. Uświadomiłam to sobie dopiero jak zrobiłam test i wyszedł pozytywny 🙂
Ryczałam i śmiałam się jednocześnie przez całe popołudnie. Było to bardzo uwalniające i oczyszczające. Mam poczucie jakbym dostała nowe oczy w pakiecie 🙂

Druguszek będzie!!! ❤ ❤❤

 

źrodło

Co ciekawe czujemy się tym darem bardzo zaskoczeni przez Pana Boga i jednocześnie ogromnie, ogromnie wdzięczni 🙂
To taki trochę paradoks, że wyczekujesz, spodziewasz się a i tak jesteś zaskoczony 😉

 

 

28

Pragnienia mną szargają wewnętrznie, chciałabym wrócić do domu na stałe, nie oddawaniu Marcysi do żłobka/przedszkola, prowadzenia całego domowego bałaganu, ogrodu...
Wielka mi szkoda, że nie mam możliwości swobodnego wyboru czy chcę pracować zawodowo poza domem czy być mamą w domu. Czuję się tylko niejako postawiona pod murem z nakazem pracowania poza domem. Trudno
nam zdecydować się i zaryzykować, że damy radę z jednym stałym wynagrodzeniem, nawet ewentualnym moim dorabianiem. Choć widzę przykłady, że jest to możliwe. Rozważam to też w odniesieniu zaufania Bogu i rzuceniu się na głęboką dla mnie/nas wodę, tylko nie umiem(y) rozeznać czy to jest dla nas, czy to dla Bóg przygotował.... nagadałam ostatnio Panu Bogu, może się zlituje i pokaże właściwą ścieżkę..

W byciu na pełen etat panią domu i mamą widzę ogromną wartość, korzyść - dla nas, dla domu, dla Marceliny...

O modlitwę zatem proszę!

 

How a Stay-at-Home Mother Can Change the World
Źródło

4

Jakbym napisała co w jednym czasie się dzieje to pewnie mało kto by uwierzył, więc nie napiszę 😉
Zmęczenie wyłazi ze mnie z każdej strony, marudzę, smutasem pachnę, usycham z pragnienia mieszkania już u siebie. Od listopada się błąkamy pokątnie to Tu, to TAM. Nie wiem czy drugi raz bym dała radę... Wszystko niby jest ok z remontem, idzie do przodu - raz wolniej raz migiem.

Wiem, że sporo z Was czeka na zdjęcia, ale mam problem komunikacyjny - jak nie z netem to z komputera z aparatem. Co już mam wrażenie, że osiągam stan względnej kontroli nad aparatem i zdjęciami to już ją tracę... hehe to nawet już jest zabawne... w zasadzie to osiągnęłam stan pełnej niepewności 😉

Przyznam, że najtrudniej w tej bezdomności znoszę chorobę Marcysi czy jej nowe zęby wychodzące przy 39-40 stopniach (a tak gładko szło do tej pory). Być może stan mego zmęczenia właśnie wynika z tego. Zatem mamy trzy nowe zęby naraz + 1 w drodze + 3,5 dniowy pobyt w szpitalu z wirusem + ZUM z bakterią w tle. Chyba już wyszliśmy na prostą.

Mnie dopadł dodatkowo stresik przed powrotem do pracy. Samego powrotu się nie boję, bo wiem, że mnie zarzucą pracą na wejściu, ale nie chcę zostawiać Marcysi w żłobku (którego jeszcze nie mamy) czy u kogoś tam. Ona jest teraz taka słodka, tak pięknie widać jak się rozwija - oddanie jej to jak pozwolenie na obserwację własnego dziecka innym. 3 tygodnie mi zostały na podjęcie decyzji... jedynym powodem mych rozważań jest kwestia finansowa - czy dalibyśmy radę przeżyć z jednego wynagrodzenia + ew. mojego dorabiania. Modlę się o dobre, mądre decyzje, o spokój serca.

A poza tym czerwiec w tym roku marny był poza kilkoma dniami, oby lipiec był łaskawszy. Od TEJ soboty będziemy RAZEM u siebie mieszkać. Ony już tam mieszka z miesiąc, my trochę weekendami dojeżdżamy z różnych innych zobowiązań. Warunki polowe jeszcze, ale woda jest, toaleta też, gaz z lodówką takoż. Żyć nie umierać 😉
A w sobotę panowie przyjdą kosić część naszych hektarów, już się nie mogę doczekać by trochę piękniejszego terenu zobaczyć. Zrobię zdjęcia dla porównania 😉

Dziś Was odwiedzę, gdyż dostęp do świata netowego przez komputer uzyskałam 🙂

 

Mam nadzieję, że w przyszłym roku u nas też tak będzie 😉

18

Cześć i czołem!
Żyję! Nawet dobrze, tylko dużo się dzieje 😉
Jeszcze jesteśmy na wygnaniu, ale coraz bliżej domu, bo znowu jesteśmy po przeprowadzce. Dobrze, że Marcela świetnie je znosi. Właśnie stuka rok od zakupu naszego domu, remont trwa nadal. Posadzkę mamy wylaną, Ony zakłada elektrykę i będzie kładł tynki.
W zasadzie to on już tam mieszka, a w miniony weekend spaliśmy po raz pierwszy razem w domu. Pierwszą noc to jakoś nam dziwnie było, ale druga to już raj.
Zapasy już robię na zimę czyli mrożę truskawki i koperek. I suszę zioła. Po niedzieli będę robić syrop z kwiatów czarnego bzu.

W niedzielę Marcysia skończy roczek. Jak na nią patrzę to nie mogę uwierzyć, że już jest taka duża i samodzielna. Ostatnio narodził nam się w rodzinie Tymek, waga prawie tyle co Marcela przy urodzeniu, a nie wiedziałam jak go wziąć na ręce, bo taki maleńki. Już zapomniałam, że była taka mała 🙂
Marcela w niedzielę zrobiła pierwsze samodzielne kroki ode mnie do Onego, śmiga za rękę prawie biegiem, uwielbia piaskownicę i basenik (przez to smarczy nieustannie), piersi nie opuszcza i mówi, że najlepsza, choć prawie wszystko inne zjada ;-). Poza tym kocha mnie ogromnie i daje mi buziaki 🙂
Mam właśnie ostatni tydzień macierzyńskiego, idę na urlop wypoczynkowy zaległy i bieżący od poniedziałku i niby pierwszego września wracam do pracy. W lipcu jednak zdecydujemy z Onym czy wracam, czy idę na wychowawczy. Papiery do żłobków złożone, wszędzie jesteśmy na liście rezerwowej. To jednak tylko trochę tak dla spokoju, bo mamy ciągoty by M. została w domu. Ciągoty wynikają z tego, że uważamy iż to będzie dla niej najlepsze. Poza tym ja nie potrafię zaakceptować faktu, że mam komuś płacić za czas spędzany z moim dzieckiem, obserwowaniem jak się rozwija.
Finansowo będzie trudno, ale rozważam zdywersyfikowanie własnego dochodu i dorabianie różnymi formami, po odliczeniu kosztów pobytu dziecka w żłobku + dojazdy, wyjdziemy chyba lepiej niż gdy pracuję. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby drugie dziecko, ale to nie od nas zależy, jak Bóg da to będzie (i oby dał!) 🙂
Mam nadzieję, że do lipca uda nam się spokojnie porozmawiać i podjąć decyzję właściwą i najlepszą dla nas i Marceliny. Przez tą naszą bezdomność, remont nie mamy kiedy porozmawiać, bo nawet niedziele zazwyczaj są zajęte zaległościami imieninowymi czy innymi uroczystościami/wizytami. Byle wytrwać do końca.
Przyznam, że taki remont (a może brak własnego miejsca) jest bardzo obciążający dla naszego małżeństwa, naszych relacji, bo nie ma kiedy o nią zadbać. Zmęczeni jesteśmy już bardzo, ale koniec trochę widać. Wiem jednak, że jak osoby zewnętrzne patrzą na nasz dom to uważają że nigdy tego remontu nie skończymy 😉

Wiosennego lata Wam jeszcze trochę pokażę, bo pięknie wokół, wianki pleciemy, ptaki świergolą, młode mają i w stodole je podglądamy, kwiaty rozkwitają i dostojnie, kolorowo wyglądają. U mojej siostry szał różany!
A wiecie, że pawie wydają dźwięki jak koty? Ja już wiem i codziennie się nabieram 😉