Przeskocz do treści

18

Cześć i czołem!
Żyję! Nawet dobrze, tylko dużo się dzieje 😉
Jeszcze jesteśmy na wygnaniu, ale coraz bliżej domu, bo znowu jesteśmy po przeprowadzce. Dobrze, że Marcela świetnie je znosi. Właśnie stuka rok od zakupu naszego domu, remont trwa nadal. Posadzkę mamy wylaną, Ony zakłada elektrykę i będzie kładł tynki.
W zasadzie to on już tam mieszka, a w miniony weekend spaliśmy po raz pierwszy razem w domu. Pierwszą noc to jakoś nam dziwnie było, ale druga to już raj.
Zapasy już robię na zimę czyli mrożę truskawki i koperek. I suszę zioła. Po niedzieli będę robić syrop z kwiatów czarnego bzu.

W niedzielę Marcysia skończy roczek. Jak na nią patrzę to nie mogę uwierzyć, że już jest taka duża i samodzielna. Ostatnio narodził nam się w rodzinie Tymek, waga prawie tyle co Marcela przy urodzeniu, a nie wiedziałam jak go wziąć na ręce, bo taki maleńki. Już zapomniałam, że była taka mała 🙂
Marcela w niedzielę zrobiła pierwsze samodzielne kroki ode mnie do Onego, śmiga za rękę prawie biegiem, uwielbia piaskownicę i basenik (przez to smarczy nieustannie), piersi nie opuszcza i mówi, że najlepsza, choć prawie wszystko inne zjada ;-). Poza tym kocha mnie ogromnie i daje mi buziaki 🙂
Mam właśnie ostatni tydzień macierzyńskiego, idę na urlop wypoczynkowy zaległy i bieżący od poniedziałku i niby pierwszego września wracam do pracy. W lipcu jednak zdecydujemy z Onym czy wracam, czy idę na wychowawczy. Papiery do żłobków złożone, wszędzie jesteśmy na liście rezerwowej. To jednak tylko trochę tak dla spokoju, bo mamy ciągoty by M. została w domu. Ciągoty wynikają z tego, że uważamy iż to będzie dla niej najlepsze. Poza tym ja nie potrafię zaakceptować faktu, że mam komuś płacić za czas spędzany z moim dzieckiem, obserwowaniem jak się rozwija.
Finansowo będzie trudno, ale rozważam zdywersyfikowanie własnego dochodu i dorabianie różnymi formami, po odliczeniu kosztów pobytu dziecka w żłobku + dojazdy, wyjdziemy chyba lepiej niż gdy pracuję. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby drugie dziecko, ale to nie od nas zależy, jak Bóg da to będzie (i oby dał!) 🙂
Mam nadzieję, że do lipca uda nam się spokojnie porozmawiać i podjąć decyzję właściwą i najlepszą dla nas i Marceliny. Przez tą naszą bezdomność, remont nie mamy kiedy porozmawiać, bo nawet niedziele zazwyczaj są zajęte zaległościami imieninowymi czy innymi uroczystościami/wizytami. Byle wytrwać do końca.
Przyznam, że taki remont (a może brak własnego miejsca) jest bardzo obciążający dla naszego małżeństwa, naszych relacji, bo nie ma kiedy o nią zadbać. Zmęczeni jesteśmy już bardzo, ale koniec trochę widać. Wiem jednak, że jak osoby zewnętrzne patrzą na nasz dom to uważają że nigdy tego remontu nie skończymy 😉

Wiosennego lata Wam jeszcze trochę pokażę, bo pięknie wokół, wianki pleciemy, ptaki świergolą, młode mają i w stodole je podglądamy, kwiaty rozkwitają i dostojnie, kolorowo wyglądają. U mojej siostry szał różany!
A wiecie, że pawie wydają dźwięki jak koty? Ja już wiem i codziennie się nabieram 😉

 

 

 

 

 

 

 

11

Cóż by tu na początek napisać, albowiem odkryłam wczoraj nowość w moim telefonie czyli mam internet w laptopie. Jest możliwość, o której nie wiedziałam wcześniej po prostu wykorzystania telefonu jako modemu. Dla tych co potrzebują to piszę 🙂
Net chodzi całkiem sprawnie, więc na obecny czas opcja mnie więcej niż zadowala 🙂

Wiosna u nas pełną parą, jaskółki już u sąsiada nawet od wczoraj są. Naszych jeszcze nie ma, ale zrobiliśmy już im miejsce, znaczy styropian wynieśliśmy by miały dostęp do swego gniazdka. Bociany we wsi za to przybyły jakby na potwierdzenie wiosny. Kominiarczyk i słowik świergolą na całego - i jak tu wracać za kilka miesięcy do pracy... zapał mam zerowy albo raczej antyzapał 😉

 

U nas dziś był dzień samych dobrych wiadomości - zaczęłam od internetu w laptopie, Marcela od pierwszego sukcesu nocnikowego, a dzień zakończyliśmy informacją, że jutro nam kończą ogrzewanie z wodą 😉
Remont idzie do przodu, kasa znacznie zubożała czyli zbliżamy się do momentu przeze mnie najbardziej wyczekiwanego - przeprowadzki. Ony jest pesymistą i mówi o lipcu, a ja WIEM, że będę tam za miesiąc 😉 Na koniec kwietnia posadzkę nam wylewają. Z najważniejszych rzeczy to jeszcze nam elektryka cała została. Jak ją zrobimy to będziemy całkiem spłukani.... hehe ale to było do przewidzenia, a i tak mam poczucie, że zrobiliśmy znacznie więcej niż było zaplanowane 🙂
Także mieszkanie na 'betonach' nas czeka przez jakiś czas, zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądało za miesiąc. Właśnie teraz zaczyna dopiero być widać to co udało nam się zrobić. Chylę nieustannie czoła przed Onym, że tyle zrobił przez zimę, że mimo iż to dla niego w dużej mierze same nowości i nieznane tematy to dał radę i poradził sobie całkiem nieźle 🙂
Wiem, wiem foty Was interesują - jak je ogarnę to zamieszczę 🙂

Marcela rośnie i BARDZO się zmienia, rozwija. Śmiga po podłodze niczym błyskawica, wyłapuje najmniejsze rzeczy, śmieje się do rozpuku, chodzi wokół łóżka, ławy, krzeseł. Tyłek ma chyba pancerny, bo nieustannie na niego pada i nie wywołuje to u niej żadnych reakcji bólowych, a podłoga aż się trzęsie 😉
7 zębów ma zresztą niestety po mnie, śpi całą noc, mówi: mama, tata i baba, śpiewamy razem kołysanki, no i OCZYWIŚCIE jest przesłodka, przeurocza itd 😉
Najbardziej mnie rozczuliła jak rozmawiała z tatą przez telefon - cudne!
A teraz już muszę iść, bo wyyyyyje: baw się ze mną 😉
Zamek z kartonu dziś zrobiłyśmy i bawimy sie w 'a kuku' prze okienka 😉
 

 

3

"Mąż żonie niech oddaje powinność, tak samo zaś i żona mężowi"? (1 Kor 7, 3)
Z chwilą zawarcia małżeństwa zaczyna się wspólne małżonków pożycie, a cel tego pożycia jest trojaki; najpierw: przymnożenie czcicieli Bogu, według tego, co rzekł Stwórca do pierwszej małżeńskiej pary: "Rośnijcie i mnóżcie się"? (Rdz 1, 28); następnie: wzajemna pomoc, udział we wszystkich korzyściach, jakie daje życie we dwoje, gdyż Pismo św. wyraźnie nazywa niewiastę "pomocą"? dla mężczyzny (Rdz 2, 18). Wreszcie, gdy po grzechu pierworodnym obudziły się w człowieku zmysłowe żądze, okazał się trzeci cel małżeństwa: przyjście ludziom z pomocą w ich słabości i ten cel miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: "Lepiej jest w małżeństwo wstąpić, niżeli być palonym"? (1 Kor 7, 9).Wszyscy, co wstępują w związki małżeńskie, wiedzą dobrze o tym trojakim celu małżeństwa; tylko wielu samowolnie narusza porządek, przez Boga ustanowiony, i to, co jest na pierwszym miejscu: otrzymanie potomstwa przenosi na ostatnie, a to co jest na ostatnim: uśmierzenie ciała stawia na pierwszym; a przez takie naruszenie porządku Bożego, życie wielu małżonków staje się nieuczciwym i grzesznym.

Dlatego za przedmiot dzisiejszej nauki obieram pierwszy, główny i istotny cel małżeństwa, którym jest ojcostwo i macierzyństwo.I. Patrzmy najpierw, jaka jest dostojność ojcostwa i macierzyństwa.

1) Oto Bóg wzywa małżonków do tworzenia owego arcydzieła, jakie kiedyś wyszło z rąk Jego własnych. Wyprowadzać z krwi swojej i swoich kości nową ludzką istotę? czy rozumiecie, co to znaczy?
Świat cywilizowany ma szczególną cześć dla artystów, czarujących swymi dziełami pokolenia wszystkich czasów. Ich obrazy i posągi zajmują poczesne miejsce w muzeach. Aby je stworzyć, aby przenieść na marmur lub płótno swe myśli, niemało musieli ci malarze i rzeźbiarze zadawać sobie trudu; a gdy widzieli myśl swoją już urzeczywistnioną, radość ich była wielka, dzielili się nią z przyjaciółmi i uważali swe trudy za okupione całkowicie. I mieli słuszność tak radować się! Ta ich radość była dobrze zasłużoną nagrodą!

Małżonkowie mają od Boga moc stworzenia dzieła bardziej cudownego i trwałego. Te obrazy i posągi, które czynią imiona ich twórców nieśmiertelnymi, są martwe, nieme. "Teraz przemów!"? odezwał się Michał Anioł do swego Mojżesza, lecz ten jego Mojżesz, choć był arcydziełem, nie przemówił; zdawał się żyć, patrzeć, rozkazywać, ale to tylko był pozór.

Tymczasem dziecię, ten posąg z ciała i kości, który wychodzi z waszych, o rodzice! twórczych mocy, ono jest waszym dziełem żywym; ono nie tylko urzeczywistnia pewną myśl, ale jest dalszym odtworzeniem was samych; wy to w nim dalej żyjecie! Złożone z obopólnej waszej miłości, z dwojga serc waszych, ono nosi w sobie wasz charakter, wasze skłonności, wasze przyzwyczajenia, wasze przymioty i wady niestety! też wasze. Patrząc na nie, odczytujecie w jego oczach swoją duszę, a w rysach jego swoje widzicie.

O, nie zapominajcie o tym wielkim wpływie waszego życia na życie waszych dzieci; one są waszymi spadkobiercami. Jeżeli dziedzictwo składa się z cnoty, pobożności, wiary, dziecię duchowo bogatym będzie; jeżeli zaś złożyły się nań grzechy, obojętność religijna, swobodne postępowanie, niemałe walki czekają takie dziecko, a gdyby zginęło ono na wieki, ogromna część odpowiedzialności spadłaby na twórców jego życia; nad tym należy się poważnie zastanowić.

Jeżeli arcydzieła naszych artystów umieszczane są w ramy, będące ozdobą, która im zaszczyt przynosi, to wasze dzieło, małżonkowie chrześcijańscy, przeznaczone jest do środowiska, w którym wiekuistym ma błyszczeć blaskiem. Tu na ziemi dziecię winno jaśnieć w społeczeństwie, w Kościele, cnotami swoimi; a kiedyś macie je ujrzeć jaśniejącym w chwale Niebieskiego Ojca. Oto zaszczyt, przygotowany dla waszego dzieła, jeżeli potraficie je ustrzec nieuszkodzonym od złych duchów, które chciałyby je zbrukać i popsuć.

O! ja wiem, że mieć i wychować dziecko to nie przychodzi bez trudu, tak jak nie bez trudu przychodzi artyście władać pędzlem lub dłutem. Michał Anioł dwa lata pracował, leżąc na wznak, nad freskami kaplicy Sykstyńskiej. Nie bójcie się trosk, niedostatku, cierpień! Bądźcie zajęci pięknością i trwałością waszego dzieła. Ono wyjdzie z waszych łez, z waszej krwi, ale z jaką radością będziecie później nań spoglądać! Jaki zaszczyt, jaka pociecha, jaka chwała dla was, jeżeli dobrze zrozumiecie waszą rolę ojca i matki!

O, jak przedziwny jest Bóg w dziełach swoich! I w tych, które bezpośrednio wyprowadził, i w tych, jakie tworzy za pośrednictwem swych pomocników!

2) Bo małżonkowie są tylko pomocnikami Bożymi w daniu życia dziecięciu. Sami do tego nie wystarczają. Mogą oni ukształtować ciało, lub przynajmniej dostarczyć jego żywiołów, ale duszy stworzyć nie są zdolni; a bez duszy, ożywiającej ciało, nie masz prawdziwego człowieka.

Bóg nie tylko zjednoczył niewiastę z mężem, by dać ojca dziecku, ale musiał sam zjednoczyć się z obojgiem, współdziałając w ich rodzicielskim dziele, jako główny czynnik. Jest to osłupiająca tajemnica, i nie wiadomo, co tutaj bardziej podziwiać: czy niesłychaną uległość zniżającego się Boga, czy niepojętą godność, do której ten dobór podnosi rodziców. Bo oto nędzne, może i grzeszne stworzenie, kiedy mu się podoba, wzrusza Niezmiennego, wprawia w czyn wszechmoc, mądrość, dobroć i wszystkie doskonałości Boże, wprzęga, że tak powiem, Boga do rydwanu swej woli, zniewala Go do działania; a czyn, do którego Go wtedy zmusza, to akt najrdzenniej, najistotniej Boski, jaki Bóg może uczynić, to akt twórczy, co wyłania coś z nicości.

I cóż takiego Bóg tworzy wówczas? Nie utwór jakiś materialny, choćby najdoskonalszy, nie jakieś ciało niebieskie, jak te, co błyszczą na firmamencie, ale stworzenie najznamienitsze, substancję najwznioślejszą, wobec której wszechświat materialny przedstawia wartość garści prochu; duszę rozumną, miłującą, wolną, czynną, nieśmiertelną; duszę utworzoną na obraz swego Twórcy, zdolną Go poznać, miłować, i przeznaczoną do posiadania Go wieczyście przez jasnowidzenie Jego istoty i używanie Boskich Jego radości.

Dzień, w którym wy, rodzice, mogliście powiedzieć: "ja jestem ojcem"?, "ja jestem matką"?, to uroczysta data tego niewysłowionego cudu. W owym dniu Bóg stworzył duszę ze względu na was, stworzył ją dla was. Bez waszego współdziałania, bez waszej woli, ta dusza, co nie pochodzi od was, ta dusza tchnienie Boże, na wieki pozostałaby w nicestwie, z którego, dzięki wam, Bóg ją wywołał.

Z tego widzicie, że ojcostwo i macierzyństwo jest udziałem rzeczywistym, czynnym, głębokim nikłego stworzenia w płodności Bożej! Akt twórczy w rodzinie to czyn zdumiewającej potęgi, niby przedłużenie potęgi Stwórcy!
Oby wszyscy rodzice rozumieli dostojność i zaszczyt, jakim Bóg ich opromienia, wyposażając ich władzą twórczą, władzą wywołania do życia jestestw, które bez nich w wiekuistej pozostawałyby nicości; oby cenili sobie, jak należy, ten zaszczyt chwalebnego wzbudzenia w innych siebie samych, przeżycia siebie w swej rodzinie, przygotowania sobie w potomstwie jakby utrwalenia siebie na ziemi! (cdn.)

Źródło: ks. Kazimierz Naskręcki, Życie nadprzyrodzone. Krótkie nauki o Sakramentach świętych i modlitwie, Warszawa 1936, s. 332 - 340.