Przeskocz do treści

6

Mario czy już wiesz,
Kim okaże się twój syn, twój mały chłopiec?
Mario czy ty wiesz,
Że te stópki dwie po wodzie będą kroczyć?
Czy ty wiesz,
Że ta mała dłoń powstrzyma wielki wiatr?
Że dałaś życie temu, kto tobie życie da?

Mario czy ty wiesz,
Że pewnego dnia przywróci wzrok ślepemu?
Mario czy już wiesz
Że twój synek ma wybawić nas od złego?
Czy tywiesz ze twój chłopiec już niebiańskie ścieżki zna?
Że patrząc w jego oczy - najświętszą widzisz twarz?
Mario.
Mario.

Ślepemu wzrok,
Głuchemu dźwięk,
Zmarłemu życia dar.
Chromemu krok,
Niememu pieśń,
Przynosi Chrystus Pan.

Mario czy ty wiesz
Kim naprawdę jest maleńki twój bohater?
Mario czy ty wiesz, że pewnego dnia rządzić będzie światem?
Czy ty wiesz, że to właśnie on pokona grzech i śmierć?
Dziecko śpiące w twych ramionach, na imię ma "Jam jest"!

 

Adwent dawno minął, a piosenka dalej za mną chodzi 😉

 

6

Mój pierwszy wpis na nowym miejscu i mam nadzieję, że dobrze nam tu będzie. Wprawdzie jeszcze sporo tu do uzupełnienia i do zmiany, ale pierwszy krok uczyniony do przodu, a teraz tylko czas na pracę i udoskonalanie 🙂 Chyba najważniejszym powodem zmiany miejsca mojego blogowania jest fakt, że można notki hasłować. Drugim, który wszystko zaczął, to otrzymany, darmowy adres Zacisza Domowego 🙂  Jeszcze bardzo wielu rzeczy tutaj nie znam, się uczę i zmieniam, więc cierpliwości sobie i Wam życzę. Jesień idzie zatem szanse na realizację mego zamysłu Zacisza mam szansę zrealizować 😉

Co jakiś czas pojawia się w mojej głowie myśl o tym, by napisać na blogu ku pamięci dla nas albo podzielić się czymś ciekawym, ale jeszcze nie mam nawyku zapisywania tego. Odwykłam. A nie napisałam o ostatniej, przepięknie głośnej i radosnej zbiórce jaskółek przed odlotem, o moim planie codziennym i jego realizacji, o wyborach tego co ważne na dany moment, o kotach i kociętach czy o tym co dzieje się w ogrodzie itd. Dużo tego, aż czasem jestem zadziwiona, że życie takie bogate 😉

Józef, mający troszeczkę ponad 5 miesięcy, wczoraj zdobył 8 (słownie: ÓSMY!) ząb! Ponadto lotem błyskawicy przewraca się na brzuch i powoli czołga, śmieje głośno, czym mnie bardzo rozśmiesza, generalnie jest spokojny i radosny, zasypia ok. godziny 20 i śpi do rana z krótkim przerywnikiem na jedzenie. Podobny jest do siebie 😉 Marcelina od kilku tygodni zaczyna się go zabawiać i o dziwo chyba się nieźle razem bawią, przynajmniej głośny śmiech na to wskazuje 🙂

Marcelina wkroczyła w nowy etap rozwojowy, maluje coraz piękniej, interesuje się zabawami z innymi dziećmi, nadal poza podwórkiem królują u niej zwierzęta, klocki i książki 🙂 Obala też mity, że wychowywana w domu jest aspołeczna.

zabawy domowe

Polecam Wam książkę "Małe kroki. Codzienne inspiracje dla mam". Na dzień dzisiejszy jest idealna dla mnie - na każdy dzień przeznaczone są 3 punkty: Przemyśl, Módl się i Działaj. A dlaczego? Bo zaniedbałam codzienną modlitwę osobistą, a ta książka na nowo wyrabia u mnie ten nawyk. Może komuś też się przyda 🙂

Osobiście zaś przypomniałam sobie swoje najważniejsze priorytety oraz to o czymś kiedyś bardzo marzyłam, a teraz  właśnie się realizuje! Ciągle mnie to zachwyca i budzi wdzięczność Bogu, że tyle daje. Ósmy albo dziewiąty dzień czuję jak wróciły mi siły życiowe tzn. mam MOC do działania! Nie wiem czy to chwilowe czy na dłużej, ale korzystam i nadrabiam sprzątanie, ogród, malowanie u Mamy i 100 innych spraw... Zupełnie jakby ktoś oddał mi mózg, siły i zdjął mgłę z oczu. Teraz na bezglutenową dietę powoli przechodzę - podobno przy Hashimoto owa dieta pomaga, a nie chcę gwałtownie przechodzić, bo karmię piersią. W każdym razie zamierzam przepisać z mego "tajnego" tarczycowego zeszytu do strony Zeszyt Hashimoto, może komuś to pomoże tak jak mi pomogły wpisy na innych blogach.

A ta Pani wciąż mnie zachwyca 🙂

 

17

Alleluja! Jezus żyje!
 

 

W terminie jestem już prawie. Generalnie żyję już tylko tym i nie pamiętam, żebym przy Marcelinie tak oczekiwała finału 😉
W tej ciąży chyba najtrudniej pogodzić mi się z niemocą, własną słabością i ograniczeniami. Raczej człowiekiem czynu jestem a tu trzeba  w pokorze się ćwiczyć. A może to akurat było dobre na Wielki Post.
Te ostatnie tygodnie ciężko znoszę, fizyczna niemoc mnie dopada częściej niż się mogłam spodziewać, a dodatkowo mam wrażenie, że przechodzę jakieś zgąbczenie mózgu 😉
Po raz pierwszy od wieeeelu lat na święta nie robiłam NIC poza jedną sałatką dla nas. Dałam radę być jeszcze na Liturgii Wielkoczwartkowej i Wielkopiątkowej, ale już na następnych nie.  Wczoraj nawet przy stole nie posiedziałam, przynajmniej się nie przejadłam 😉

Najzabawniejsze jest to, że wcale nie czuję się przygotowana do przyjęcia Józia w domu, cały czas bardziej widzę to czego brakuje, co jeszcze należałoby zrobić i przygotować, ale sił nie mam. W każdym razie ostatnią nowością jest kocyk Józiowy i się nim pochwalę 😉

 

W tak zwane dobre dni wysiałam wszystko co miałam do wysiania czyli parapety są zastawione i żyją swoim życiem, całkiem bogatym zresztą.  Ony już powoli kończy opanowywanie części chaszczy, następnym razem zabiorę aparat i pieśń pochwalną na jego cześć wyśpiewam za ciężką pracę, którą zrobił 😉
Sianie chyba też przypadnie mu w udziale w tym roku, w każdym razie w tym tygodniu powinna do ziemi iść pierwsza partia nasion.
Na razie pokażę chaszcze i prawie nieustannie palące się ognisko 😉

 

dym bez końca 😉

 

 

Drzewa owocowe i krzaki poprzycinaliśmy, co niektórym daliśmy ostatnia szansę i albo zaczną rodzić albo pójdą do ścięcia.

w tym roku byłam pomysłowa w etykietach 😉

 

Spiżarnia wreszcie uzyskała półki, półeczki i szafeczki, jak ją skończę po porodzie to zaprezentuję w całości skończoną 🙂

Największa miłość Marcysi - huśtawka, czyli mam coś z mamusi 😉

I zaczęłam malować skrzynki - na razie skończyło się na jednej, bo mi siły opadły 😉

Dla pamięci Puchacza zaprezentuję, bo musieliśmy się z nim pożegnać

Krokusy jedne
z ocalałych. Marcelina bowiem pozrywała mi pewnego pięknego dnia prawie
wszystkie krokusiki... aaaa.. ale przyniosła mamusi 😉