Przeskocz do treści

10

Ostatnio zaczęłam uczestniczyć w kursie "Mocarz zmiany" Dariusza Zalewskiego. Dariusz Zalewski to osoba, która pokazuje jak można wychowywać w dawnym stylu czyli klasycznie. TUTAJ można go odwiedzić 🙂 Jeśli miałabym określić jaka droga jest mi najbliższa w wychowywaniu dzieci to właśnie klasyczna, więc czerpie między innymi wiedzę stamtąd. Stronę polecam bardzo, a opinię o kursie napiszę jak go skończę 🙂

Ale ja dziś nie o tym, bo tytuł kursu skojarzył mi się z tym co aktualnie się dzieje u mnie. Wprawdzie do mocarza mi daleko, ale ruszyłam jakiś czas temu na kilku frontach z działaniem. I tak sobie pomyślałam, że jeśli poprowadzę te wszystkie działania do końca to będę Mocarzem Zmiany 😉

makGeneralnie pewnie wszystko sprowadza się do pracy nad sobą, a ja lubię nad sobą pracować, od siebie wymagać, choć czasem mam ogromnego lenia. Pogoniłam zatem lenia i wprowadzam zmiany. Bardzo trudno było mi się za to zabrać, bo kluczyłam i w sumie nie wiedziałam od czego zacząć, jak zrobić krok do przodu. Nie znałam odpowiedzi na pytania, które od dłuższego czasu krążyły wokół mnie, które pojawiały mi się podczas modlitwy, rozmowy, czytania książki...

Jaki jest mój idealny dzień.
Jaka jest moja wizja kobiety, żony, matki.
Co dobre jest dla mnie a co dla rodziny.
Co jest moim filarem.
Jak chcę wychować dzieci.
Na czym buduję.
Czy modlitwa jest na pierwszym miejscu, przed wszystkim innym.
Kim chciałabym być.
Co oznacza piękno, czy się nim otaczam, czy czuję się piękną kobietą.

Chodziłam z tym, chodziłam też z innymi pytaniami bardziej intymnymi, konkretnymi, dotyczącymi mnie, naszego domu, rodziny. W pewnym momencie miałam wrażenie, że rozsadzę się w powietrze, bo nie miałam czasu by usiąść i posłuchać siebie, by zacząć szukania odpowiedzi na pytania, a kolejne mnożyły się jak króliki 😉 Od pewnego dnia, aby uczynić jakiś krok, codziennie wieczorem zadałam sobie zadanie by przeczytać jeden psalm i zapisać choć krótką refleksję do niego. Pan Bóg przez ten czas dodał mi nowe pytania, ale też odpowiedział na wiele, a ja się chyba tego nie spodziewałam 🙂

Mało mi to było, więc...

Usiadłam, zaparłam się i usiadłam choćby miał się dom zapaść. Nie zapadł się i przez kolejne dwa dni znalezienie tego czasu już nie stanowiło takiego problemu, jak za pierwszym razem. Wzięłam czyściutki 16 stronicowy zeszyt, zebrałam wszystkie kartki, karteczki, karteluszki gdzie miałam zapisane refleksje, pytania i zaczęłam pisać. Trzy pierwsze strony to było takie skakanie z tematu na temat, z brakiem jakiegoś porządku, ładu, AŻ coś zaskoczyło w moim sercu. Od czwartej już mam ład, bo dostrzegłam, że poszczególne tematy uzupełniają się, są ze sobą powiązane itd. Tak oto powstał mój osobisty plan pracy nad sobą z podziałem na dwa główne kierunki:

  • By być piękną kobietą;
  • i otaczać się pięknem.

Po tymi pojęciami generalnie kryje budowanie kobiecości oraz budowanie piękna relacji małżeńsko - rodzinnych z pięknem domu.
Żeby to mi się nie rozmyło podzieliłam to sobie na kilka podpunktów z zapisem tego co chcę osiągnąć w każdym z nich.

Praca nad tym jednak jest mozolna i ciężka, ale sprawia mnóstwo radości. Nie wiem czy się uda zrealizować co zamierzyłam, ale nie tracę nadziei, bo nie jest zbyt przeładowany. Czasem myślę, że może być na całe życie tylko podpunkty będę zmieniać 😉

makProsiłam Pana Boga by jakoś dosadnie potwierdził, że jest też Jego wolą, bym taką ścieżyną szła. Tydzień później dał mi taką odpowiedź, że wątpliwości nie mam 🙂

Teraz pozostaje tylko krew, pot i łzy - potem będzie mega radość 🙂

lawenda

6

Przedwiośnie się zaczęło od trzech dni, czuć i słychać 🙂 Ptaki świergolą, klucze chyba kaczek wracają, słońce świeci, niebo niebieskie, trawa nam wschodzi, wapno dziś zalałam i drzewa będę bielić, plany ogrodowe w trakcie, nasiona wyjęte i spisane brakujące, a dziś po raz pierwszy przyzwoicie temperatura była odczuwalna ok. 8°C - żyć  nie umierać! 😉 A martwiłam się w styczniu, bo wcale nie miałam ducha ogrodowego, spał w najlepsze, ale się obudził 😉

Wstępny plan ogrodowy 2017 zrobiłam oraz dla pamięci rysunek z ogrodem z 2016 roku.
2016 rok był dla nas szczególny, bo był naszym pierwszym wyszarpanym z chaszczy sezonem ogrodowym. Zanim przejdę do 2017 może podsumuje w kilku zdaniach nasze działania ogródkowe w 2016 roku 🙂

Ze względu na poród nie wszystko zasiałam w czasie zamierzonym, generalnie do sierpnia cały czas miałam trzytygodniowy poślizg, ale co miało wzejść wzeszło i przyniosło owoc w postaci warzywa czy kwiatu. Brakowało mi miejsca na niektóre warzywa i był gdzieniegdzie ścisk 😉

Rabatę dużą kwiatową całkiem nową udało mi się zrobić, chyba w tym roku dopiero naprawdę pokaże piękno. Posadziłam, posiałam dużo kwiatów: rudbekie, jeżówki, malwy, komosy, maki, łubin, ostróżki, nagietki i jeszcze chyba z 20 innych. Część siałam tylko z zamiarem zbioru nasion i to się udało, mam dużo swoich nasion, za dwa tygodnie zacznę siew w doniczki i od marca będę tworzyć dalszy ciąg rabaty. W warzywniku tez nie brakło kwiatów, ale tam głównie zagościły: dalie, nagietki, aksamitki i cynie.

plan ogrodu 2016

Najradośniejszą sytuacją było wykarczowanie sporego terenu, co jeszcze zimą wydawało się niemożliwe.

Najtrudniejszą sprawą były pomidory, bo wszystkie zniszczyła zaraza w jeden wieczór. To był ból i łzy! Jeszcze zerwaliśmy zielone, niby nieskażone, ale one też zczerniały.

 

Rok 2017 - mam nadzieję, że będzie lepszy i  z mniejszym ściskiem w warzywniku 😉 Ogród też powoli już jest w sowim docelowym miejscu, będzie jeszcze za szklarnią powiększony, ale to już bez pośpiechu - w tym roku na pewno nie.

Maliny, truskawki i porzeczki przesadzone na jesieni, następne porzeczki i agrest ukorzeniają się w stodole, szklarnia ma na razie przygotowany teren i czeka na budowę - zobaczymy czy się uda o czasie, powoli przygotowuję się do wysiewu nasion do doniczek. W plan jeszcze nie wpisałam, gdzie co będę siać, ale muszę doczytać co - koło - czego - lepiej rośnie. Jakoś nigdy nie zwracałam na to uwagi, ale może to pomoże lepiej rosnąć/owocować.

Największą okołoogrodową nowością w tym roku będą kury. Mają już swe miejsce wyznaczone, teraz trzeba ogrodzić i mogą mieszkać 🙂

Kwiatowo - planuję zrobić dwie duże rabaty, nasion uzbierałam sporo, więc będzie bezkosztowo można obsiać. W przyszłym roku zapiszę się gdzieś na wymianę nasion, zawsze nowa krew dojdzie 😉
Najbardziej chyba nie mogę się doczekać zielenizny i kwiatów 🙂

plan ogrodu

 

Zaliczyliśmy kolejnego wirusa, ale mam nadzieję ostatniego i powoli dochodzimy do siebie. Styczeń w tym roku wyjęty z życiorysu, a nawet połowa lutego.
Dziś z Marcysią po raz pierwszy byłyśmy w miejscowej bibliotece, wypożyczyłyśmy 4 książki, ale już trzy przeczytane po wejściu do domu. Oczywiście jutro chce tam iść znowu 😉
Józek wozi wózkiem dla lalek Marcelinę i o dziwo przesuwa nogami, nie mogę się nadziwić. Ony sprzęt uruchomił po 4 latach, więc mamy raj muzyczny 🙂

15

Czuję się przeczołgana psychicznie i fizycznie przez choroby, od 01 stycznia z dziećmi dwoma na raz choruję. Niestety poległam i Józek otrzymał antybiotyk tydzień temu, bo katar zszedł niżej, zapalenie oskrzeli jednak się wdało i postępowało. W sumie pierwszy katar, pierwsze choróbstwo i antybiotyk 🙁 Nebulizator spisuje się wyśmienicie, bez niego nie wyobrażam sobie chorowania. Marcysia już jeden wykończyła, więc użytkujemy następną wersję. Moje zadowolenie życiowe gdzieś już chyba poniżej zera jest, ale od trzech dni jest postęp, bo zaczęłam realizować swój noworoczny plan, który generalnie dopiero i tak tworzę 😉 To taki bajer piszesz i realizacja ;-))

Jakiś czas temu pisałam na blogu o bullet journal, że go niby dostosowałam do siebie i prowadzę. W dłuższej perspektywie nie zdał jednak u mnie rezultatu, od stycznia powróciłam do tradycyjnego kalendarza z rozpisanym tygodniem na dwóch stronach. Poczułam się swojsko i same plany zaczęły się układać 😉

Z planów wycieczkowych - planujemy co miesiąc gdzieś się ruszyć i nawet część miesięcy mamy już zaplanowane.

Z planów podwórkowo - ogrodowych - najważniejsze to kury, króliki, szklarnia, dalsze oswajanie terenu i tworzenie kwiatowych rabat.

Z planów osobistych - to wdrożenie biegania i codziennego zapisu choć jednym zdaniem rozważania Słowa Bożego. Obiecałam sobie częstsze pisanie, ale życie pewnie jak zwykle to zweryfikuje 😉

Z dzieciowych - Marcelina mnie niejako zmusza do poszukiwania różnych zadań codziennych dla niej, więc umówiłyśmy się na pudełko do którego będę jej wrzucać jakąś inspirację albo zadanie do wykonania. Trochę to testujemy i bardzo jej się podoba. Mnie zmusza do nauki systematyczności i szukania, co generalnie też mi się podoba 😉

Z małżeńskich - są tajemne, więc nie zdradzę 🙂

Z finansowych - zamierzam po 3 latach przerwy znów w ryzach trzymać budżet domowy, spisać go przynajmniej przez 2 miesiące i zobaczyć gdzie pieniądze uciekają 😉

Swieca

Mam nadzieję, że uda mi się jutro lub w niedzielę jeszcze podsumowanie fotograficzne roku 2016 zrobić, choć niczego już nie jestem pewna 😉

Choinka i ozdoby wszelakie świąteczne zimują już w kartonie i czekają na swoje 5 minut za rok. Przestrzeń nam się zrobiła, jakoś jaśniej i dzień dłuższy. Wiem, że nawet środka zimy jeszcze nie ma, ale ja już czekam wiosny, zwłaszcza jak zeszłoroczne zdjęcia oglądam 😉

 

9

Pochwalić się chciałam, że wreszcie od 1,5 miesiąca udaje mi się regularnie realizować codzienny plan dnia. Bardzo fajnie trzyma mnie w ryzach i o dziwo więcej przez to realizuję z założonego planu. Nawet wszelkie wyjazdy dostosowałam do planu, albo jadę o 9.30 by wrócić do 12.30 albo jadę po obiedzie (nawet nie wiecie jak dzięki temu odzyskałam panowanie nad dniem!).

Jeszcze tylko plan sprzątania muszę na nowo ułożyć i będzie super. Ten, który miałam do tej pory mocno się zdezaktualizował, bo i miejsce zamieszkania nam się zmieniło i dzieci nam przybyło 😉

Plan dnia
7.00    pobudka, śniadanie
8.30    sprzątanie
9.30    zadania przewidziane na ten dzień
12.30  przygotowanie, obiadu, obiad
14.00  czas wolny albo dalsze zadania przewidziane na ten dzień
18.30  przygotowanie kolacji, kolacja
19.30  przygotowanie do spania
20.30  czas NASZ wspólny, wolny albo dokończenie zadań z dnia

Zafascynowała mnie jakiś czas temu moda panująca na bullet journal czyli idealny planer dnia [TU można na Pintereście podejrzeć]. Generalnie doszłam do wniosku, że od wielu lat takie coś prowadzę tylko w kalendarzu a nie w zeszycie, więc tym bardziej pomyślałam "to  dla mnie". Założyłam ładny zeszyt z zadaniami podzielonymi na miesiąc i tydzień oraz różnymi listami - bardziej się sprawdza niż kalendarz, tylko nie ozdabiam, bo nie mam zbyt dużo czasu. Popracuję nad tym 😉

Takie pisanie zadaniowe zawsze świetnie mnie porządkowało i dość jasno wytyczało co będę robić. Przez jakiś tego nie robiłam i miałam poczucie bałaganu życiowego. Zatem mój cudny zeszyt (wreszcie karteczek nie gubię) zawiera:

  • stronę tytułową,
  • spis treści,
  • stronę pt. Codzienności Baśkowe [to się bardzo sprawdza przy wyrabianiu nawyków, popatrzę i wiem czego jeszcze nie zrobiłam, a założyłam sobie, że będę robić codziennie. Podobno nawyki wyrabiają się 21 dni, więc mam szansę ;-)],
  • spisane zamierzenia na najbliższy rok,
  • rozpisany rok na dwóch kartkach [wpisuję tu konkretne spotkania czy wizyty, które się pojawiają, a nie mam jeszcze zaplanowanych kolejnych miesięcy]
  • strona z zadaniami do realizacji na dany miesiąc + określam nad czym chcę pracować w danym miesiącu [Bóg, mąż, dzieci, dom, ja sama tzn. kiedyś z jakiejś książki wzięłam sobie taką rozpiskę do pracy nad sobą i od wielu lat to się u mnie sprawdza],
  • strona z zadaniami do realizacji na dany tydzień [staram się zawsze w niedzielę spisać zadania na nowy tydzień] + lista posiłków [to mi idzie najgorzej],
  • od tyłu zeszytu idę z listami np. zakupy dla domu, pomysły do realizacji w domu, plan ogrodowy, pomysły na rok liturgiczny, moja idealna szafa, filmy do obejrzenia, itd.

Z uwag praktycznych to rozważam przy następnym zeszycie przejście na skoroszyt z przepinanymi kartkami + koszulki, bo nie widzę potrzeby przepisywania list.

Przy okazji podzielę się pewnym spostrzeżeniem i refleksją, która się narodziła we mnie przy spacerowaniu po blogach dla mnie zupełnie nowych. Ludzie rozumieją różne pojęcia zupełnie inaczej niż ja. Niby proste i oczywiste, ale mnie to bardzo uderzyło, że dałam się zwieść niektórych blogom i temu co ludzie piszą, jak rozumieją czy wręcz wyolbrzymiają pewne sprawy, rzeczy.
Kamyczkiem, który ruszył całą lawinę kolejnych spostrzeżeń, było zauważenie jak ludzie spisują swoje listy zadań do zrobienia i np. piszą co mają zrobić na dany dzień czy tydzień,a tam wypisane same drobnostki (w moim odczuciu) i oczywistości. Wiem, wiem, każdy jest inny, ALE ile razy można pisać o zrobieniu obiadu czy wstawieniu prania?
Tudzież na przykład okazuje się, że jak ktoś pisze o uprawianiu truskawek to mi przed oczami od razu staje ileś grządek truskawek, a ktoś miał na myśli (co okazuje się po jakimś czasie), że uprawia 3 krzaczki truskawek w skrzynce przy tarasie 🙂 No zupełnie inna perspektywa patrzenia, ilości pracy do wykonania itd. Od razu zrobiło mi się lżej i wyjaśniło dlaczego mi to wolniej idzie...
Zdrowego dystansu nabrałam 🙂

nowe twarze w kocim świecie 😉