Przeskocz do treści

8

Mój czas odmierzam aktualnie wg postępów dietowych 😉 Dziś mija 13 dzień diety! Wciąż nie mogę uwierzyć, że tego dokonuję, że przemogłam się, że zaczęłam i najważniejsze, że jest efekt w postaci 11 kg. Podobno jednak spadek wagi jest efektem ubocznym i nie każdy chudnie. Efekt główny to oczyszczenie organizmu, pozbycie się złogów i toksyn i wymiana chorych, zwyrodniałych komórek. Coś w tym jest, ponieważ kilka spraw mi się najpierw nasiliło (to tzw. kryzysy ozdrowieńcze), a następnie wygląda na to, że się naprawiło 🙂

Dla pamięci zapiszę sobie, że pyszny jest makaron z cukinii z sosem pomidorowym [robiłam wg tego przepisu] oraz burgery warzywne [wg tego przepisu].

W sobotę dość niespodziewanie zrobiliśmy porządek z kartonami i gałęziami zebranymi z trzech lat. Pogoda była idealna i ognisko takoż. Od razu poszerzył nam się teren i będziemy dalej przygotowywać grunt by na wiosnę trawę siać i tworzyć pod drzewami zakątki, bo na to akurat będzie tam szczególne miejsce. Wreszcie będę miała dla siebie huśtawkę 🙂

Dziś jeszcze dołożyłam sobie zadania i poprzenosiliśmy popołudniem meble, od razu mi lepiej.... haha... w kuchni nam ewidentnie brakuje kredensu i nowych mebli... niestety realizacja musi poczekać, więc zamierzam na tymczasem coś wykombinować. Tylko pomysłu jeszcze nie mam 😉

Miała być skrzynia piękna na jesień, ale koty stwierdziły, że to świetna miejscówka do spania i nie mam serca ich wyrzucać 😉

Kolejna rzecz, która mnie cieszy bardzo - udaje mi się od trzech miesięcy działać wg planu, który sobie zatytułowałam "Być piękną kobietą w pięknym otoczeniu". Pisałam o nim w lipcu  i nawet nie do końca wierzyłam chyba, że go pociągnę. Sprzymierzeńcem okazuje się być przypominajka w komórce, która świetnie wyrabia u mnie nawyki, a połączona z kalendarzem łączy się w świetną całość.

Wychodzę nawet na prostą z różnymi zaległościami, a najgorsze u mnie są takie niby drobne sprawy. Zebrane w większą ilość przytłaczają mnie. Najtrudniej wyrobić mi nawyk włączenia komputera wieczorem, by część z zaległości pchnąć do przodu 😉

Znalazłam starą płytę Celine Dion "Miracle" i od dwóch tygodni jestem znów nią oczarowana 🙂


Życie jest po to by żyć. Trzeba podtrzymywać w sobie ciekawość. Najgorszą rzeczą jest rezygnacja. Nie wolno nigdy, z żadnego powodu, odwracać się do życia plecami.

Eleonora Roosevelt

2

Dziś będzie słów kilka o wychowaniu i samowychowaniu. W lipcu dużo rozmyślałam 0 wychowywaniu dzieci, zastanawiałam się nad kierunkami ich dalszego prowadzenia itd. Pewnie to trochę wynikło z tego, że moja siostra dla swoich wnuków zorganizowała tygodniowy obóz wakacyjny u siebie w domu, a trochę jako pokłosie naszego urlopu.

W obozie wzięła też udział Marcelina i wcale nie chciała wracać do domu 😉 Dzieci było sześcioro w porywach do ośmiu, w podziale na dwie grupy wiekowe [młodsze, starsze], które wyszły naturalnie.  Fajnie to wyszło, to był bardzo dobry czas dla nich, dla zacieśnienia więzi, bycia ze sobą i budowania na przyszłość. Utwierdziłam się po raz kolejny, że dobrze mieć i warto dużą rodzinę, że to ubogaca i naturalnie rozwija. Główną jednak moją myślą było - czy dobrze wychowujemy Marcysię, czy jest prowadzona we właściwym kierunku, bo to takie dłuższe przebywanie daje spore pole do obserwacji. Najbardziej ucieszyło mnie, że jest w niej morze niewinności, radości z prostych rzeczy i ogromna ciekawość świata. Wady też znalazłam 😉 Ale ta niewinność mnie urzekła wręcz i wiem, że warto o nią walczyć jak najdłużej.

Z urlopu natomiast przywiozłam kolejną garść refleksji, zwłaszcza by trzymać kurs wychowania i nie dać się zmanipulować innym, że wiedzą lepiej, że są mądrzejsi. Pewnie są, ale ich wiedza i dobre rady były pewnie dobre dla ich dzieci a dla moich niekoniecznie.

Jakiś czas temu wykupiłam kurs "Mocarz zmiany", o którym pisałam TUTAJ. W związku z różnymi okolicznościami, dopiero jestem w trakcie. Na razie ogromnie mi się podoba, ale zrobię mu osobny wpis, bo warto.

Sierpień mnie bardzo przeczołgał ogromnym stresem w związku z różnymi trudnymi sytuacjami, zdarzeniami czy rozmowami. Dawno już nie miałam takiego ciągu, około 20 już wyłam pod prysznicem z poczuciem, że chyba dalej nie dam rady, ale dałam.

Na koniec miałam dwa wnioski, pierwszy - że muszę zawalczyć o swój czas, dla mnie, bez nikogo, by wiedzieć co dla mnie i naszej rodziny dobre, cenne. Żeby tego nie zgubić i nie zgubić siebie. Drugi - że jestem zbyt dobrze zorganizowana, zbyt elastyczna [wiem, czasem jest to zaletą] i za dużo biorę na siebie.

Teraz czas na korektę i dalej do dzieła, samowychowanie czeka 😉

12

Ostatnio zaczęłam uczestniczyć w kursie "Mocarz zmiany" Dariusza Zalewskiego. Dariusz Zalewski to osoba, która pokazuje jak można wychowywać w dawnym stylu czyli klasycznie. TUTAJ można go odwiedzić 🙂 Jeśli miałabym określić jaka droga jest mi najbliższa w wychowywaniu dzieci to właśnie klasyczna, więc czerpie między innymi wiedzę stamtąd. Stronę polecam bardzo, a opinię o kursie napiszę jak go skończę 🙂

Ale ja dziś nie o tym, bo tytuł kursu skojarzył mi się z tym co aktualnie się dzieje u mnie. Wprawdzie do mocarza mi daleko, ale ruszyłam jakiś czas temu na kilku frontach z działaniem. I tak sobie pomyślałam, że jeśli poprowadzę te wszystkie działania do końca to będę Mocarzem Zmiany 😉

makGeneralnie pewnie wszystko sprowadza się do pracy nad sobą, a ja lubię nad sobą pracować, od siebie wymagać, choć czasem mam ogromnego lenia. Pogoniłam zatem lenia i wprowadzam zmiany. Bardzo trudno było mi się za to zabrać, bo kluczyłam i w sumie nie wiedziałam od czego zacząć, jak zrobić krok do przodu. Nie znałam odpowiedzi na pytania, które od dłuższego czasu krążyły wokół mnie, które pojawiały mi się podczas modlitwy, rozmowy, czytania książki...

Jaki jest mój idealny dzień.
Jaka jest moja wizja kobiety, żony, matki.
Co dobre jest dla mnie a co dla rodziny.
Co jest moim filarem.
Jak chcę wychować dzieci.
Na czym buduję.
Czy modlitwa jest na pierwszym miejscu, przed wszystkim innym.
Kim chciałabym być.
Co oznacza piękno, czy się nim otaczam, czy czuję się piękną kobietą.

Chodziłam z tym, chodziłam też z innymi pytaniami bardziej intymnymi, konkretnymi, dotyczącymi mnie, naszego domu, rodziny. W pewnym momencie miałam wrażenie, że rozsadzę się w powietrze, bo nie miałam czasu by usiąść i posłuchać siebie, by zacząć szukania odpowiedzi na pytania, a kolejne mnożyły się jak króliki 😉 Od pewnego dnia, aby uczynić jakiś krok, codziennie wieczorem zadałam sobie zadanie by przeczytać jeden psalm i zapisać choć krótką refleksję do niego. Pan Bóg przez ten czas dodał mi nowe pytania, ale też odpowiedział na wiele, a ja się chyba tego nie spodziewałam 🙂

Mało mi to było, więc...

Usiadłam, zaparłam się i usiadłam choćby miał się dom zapaść. Nie zapadł się i przez kolejne dwa dni znalezienie tego czasu już nie stanowiło takiego problemu, jak za pierwszym razem. Wzięłam czyściutki 16 stronicowy zeszyt, zebrałam wszystkie kartki, karteczki, karteluszki gdzie miałam zapisane refleksje, pytania i zaczęłam pisać. Trzy pierwsze strony to było takie skakanie z tematu na temat, z brakiem jakiegoś porządku, ładu, AŻ coś zaskoczyło w moim sercu. Od czwartej już mam ład, bo dostrzegłam, że poszczególne tematy uzupełniają się, są ze sobą powiązane itd. Tak oto powstał mój osobisty plan pracy nad sobą z podziałem na dwa główne kierunki:

  • By być piękną kobietą;
  • i otaczać się pięknem.

Po tymi pojęciami generalnie kryje budowanie kobiecości oraz budowanie piękna relacji małżeńsko - rodzinnych z pięknem domu.
Żeby to mi się nie rozmyło podzieliłam to sobie na kilka podpunktów z zapisem tego co chcę osiągnąć w każdym z nich.

Praca nad tym jednak jest mozolna i ciężka, ale sprawia mnóstwo radości. Nie wiem czy się uda zrealizować co zamierzyłam, ale nie tracę nadziei, bo nie jest zbyt przeładowany. Czasem myślę, że może być na całe życie tylko podpunkty będę zmieniać 😉

makProsiłam Pana Boga by jakoś dosadnie potwierdził, że jest też Jego wolą, bym taką ścieżyną szła. Tydzień później dał mi taką odpowiedź, że wątpliwości nie mam 🙂

Teraz pozostaje tylko krew, pot i łzy - potem będzie mega radość 🙂

lawenda

4

Jakiś czas temu, a dokładniej na początku Wielkiego Postu doszłam do wniosku, że uciekam przed teraźniejszością, od tu i teraz, że z jednej strony niby tą codzienność łapię i robię kilka rzeczy na raz, ale z drugiej ucieka mi między palcami. Przynajmniej takie miałam odczucie i coś w tym jednak było. Wraz z początkiem Wielkiego Postu narzuciłam
sobie pewien rygor i dziś mogę stwierdzić, że okazuje się być on dla mnie zbawienny. Jako, że lubię pisane plany to przyjęłam sobie pewne filary: 
Modlitwa

Choć zawsze się tego wypierałam i uważałam, że poranek to nie jest mój czas na modlitwę…  Jedyny, spokojny dla
mnie czas na modlitwę znalazłam właśnie rano. Z początku wydawało mi się to niemożliwe do wykonania, ale analizując swój dzień doszłam do wniosku, że jedynie poranek ma w miarę stały tryb i nauczyłam się codziennie zaczynać dzień od modlitwy i rozważania Pisma św. Pomaga mi to ustawić dzień we właściwym porządku i wracać myślami w ciągu dnia to przeczytanego tekstu..

Planowanie
Kocham planowanie 😉 Lubię tworzyć listy i określać priorytety. Mam poczucie, zwłaszcza teraz jak jesteśmy w częściowym rozdzieleniu z Onym, że panuję nad remontem, domem jednym i drugim, zakupami, dzieckiem i tysiącem innych rzeczy 🙂 Na razie na szczęście, nie muszę gotować (a brakuje mi już tego ;-)) Ma to też swój dodatkowy, ogromny plus, że uczę się patrzeć w przyszłość i ustalać, co mogę teraz zrobić, aby później było trochę lepiej, wygodniej... jest to dla mnie bardzo rozwojowe w zasadzie w każdym aspekcie życia..

Zapisywanie
Z początku myślałam, by każdego dnia choć dwa zdania napisać co się działo, ale w moim przypadku nie zdało to rezultatu. Idealnym rozwiązaniem dla mnie jest spisanie tego ci się działo w kilku zdaniach raz w tygodniu w kalendarzu. Dlatego też zainspirowałam się TYM miesięcznym biuletynem, by wraz ze zdjęciami stworzyć taką comiesięczna kronikę rodzinną.  Właśnie tworzę numer pierwszy. I będzie jak znalazł kronika rodzinna uzupełniona 😉

 
 
 
 
 
Podsumowując, napisałam tego posta by być może kogoś też zainspirować. Mi osobiście bardzo to pomaga w codzienności 🙂