Przeskocz do treści

4

Jakiś czas temu, a dokładniej na początku Wielkiego Postu doszłam do wniosku, że uciekam przed teraźniejszością, od tu i teraz, że z jednej strony niby tą codzienność łapię i robię kilka rzeczy na raz, ale z drugiej ucieka mi między palcami. Przynajmniej takie miałam odczucie i coś w tym jednak było. Wraz z początkiem Wielkiego Postu narzuciłam
sobie pewien rygor i dziś mogę stwierdzić, że okazuje się być on dla mnie zbawienny. Jako, że lubię pisane plany to przyjęłam sobie pewne filary: 
Modlitwa

Choć zawsze się tego wypierałam i uważałam, że poranek to nie jest mój czas na modlitwę…  Jedyny, spokojny dla
mnie czas na modlitwę znalazłam właśnie rano. Z początku wydawało mi się to niemożliwe do wykonania, ale analizując swój dzień doszłam do wniosku, że jedynie poranek ma w miarę stały tryb i nauczyłam się codziennie zaczynać dzień od modlitwy i rozważania Pisma św. Pomaga mi to ustawić dzień we właściwym porządku i wracać myślami w ciągu dnia to przeczytanego tekstu..

Planowanie
Kocham planowanie 😉 Lubię tworzyć listy i określać priorytety. Mam poczucie, zwłaszcza teraz jak jesteśmy w częściowym rozdzieleniu z Onym, że panuję nad remontem, domem jednym i drugim, zakupami, dzieckiem i tysiącem innych rzeczy 🙂 Na razie na szczęście, nie muszę gotować (a brakuje mi już tego ;-)) Ma to też swój dodatkowy, ogromny plus, że uczę się patrzeć w przyszłość i ustalać, co mogę teraz zrobić, aby później było trochę lepiej, wygodniej... jest to dla mnie bardzo rozwojowe w zasadzie w każdym aspekcie życia..

Zapisywanie
Z początku myślałam, by każdego dnia choć dwa zdania napisać co się działo, ale w moim przypadku nie zdało to rezultatu. Idealnym rozwiązaniem dla mnie jest spisanie tego ci się działo w kilku zdaniach raz w tygodniu w kalendarzu. Dlatego też zainspirowałam się TYM miesięcznym biuletynem, by wraz ze zdjęciami stworzyć taką comiesięczna kronikę rodzinną.  Właśnie tworzę numer pierwszy. I będzie jak znalazł kronika rodzinna uzupełniona 😉

 
 
 
 
 
Podsumowując, napisałam tego posta by być może kogoś też zainspirować. Mi osobiście bardzo to pomaga w codzienności 🙂

8

Już miesiąc w zasadzie z Marcelą poza domem jesteśmy.
W domu rodzinnym jestem i wcale nie czuję się tu na swoim miejscu. Znaczy dobrze mi tu, lubię swe stare kąty, ale czuję, że to już nie mój dom.
Zmęczenie daje mi znać o sobie, nie mam kiedy odreagować.
Marzę o powrocie do domu, bycia na innym etapie remontu - bez kurzu i brudu, wakacjach nad morzem i całym mnóstwie różnych rzeczy... a najbardziej o regularnej codzienności.

Tuż przed Wielkim Postem byłam u spowiedzi i dostałam zadanie pt. plan. Mniej więcej po 5 dniach, gdy zastanawiałam się o co chodzi Panu Bogu z tym planem, odsłuchałam świetnej konferencji i w jednym momencie wszystko się poukładało w całość.
Mam zatem plan na Wielki Post, a nawet dłużej, bo przy okazji poukładałam cele do końca roku 🙂 Moim wielkopostnym planem w tym roku jest praca nad sobą zgodnie z planem. Plan jest tu kluczowy, ponieważ mam wyrobić dobre nawyki i popracować nad moją regularnością (a jest to moja bardzo słaba strona).
Z jednej strony się cieszę, a z drugiej po uporządkowaniu widzę jak wiele mam do zrobienia. Zaczełam od modlitwy i uzupełnienia kalendarza 🙂

W sobotę, gdy byliśmy w domu, nie mogłam się opanować, by nie skorzystać z pięknej pogody i rozpaliliśmy ognisko, paląc wszelkie gałęzie, krzaki, kartony - porządek się gdzieniegdzie zrobił! 😉
Pelargonie porozsadzałam do ukorzenienia, przygotowałam miejsce na pomidory, które dziś zamierzam nabyć i jutro posiać.. krokusy w donicach powychodziły się już całkiem sporo.. klucze ptaków lataj nad nami - wiosna chyba nadchodzi 🙂

I wymyśliłam chyba furtkę z bramą jaką chcę. Nawet już wiem z czego je zrobię, ale wykonanie poczeka to do lepszej pogody 🙂
W zamiarze ma być COŚ pomiędzy tym:

Źródło: Pinterest

a tym:

Źródło: Pinterest

Jak wyjdzie to pokaże efekt 😉

Na koniec pochwalić się chciałam siostrzenicą 🙂

i zaprosić do podglądania Indii jej okiem pokazanych 🙂

 

 

4

zmieniam się,
ewoluuję,
rozwijam,
przeistaczam,
dojrzewam..
Czasem trochę boli, ale więcej cieszy i raduje z kierunku zmian.
Próbuję ogarnąć to w jakieś ramy i nadać nazwę, ale stale wymyka mi się z wszelkich znanych mi szablonów. Więc przestałam ogarniać po prostu i przyjmuję to co mi jest dawane 🙂
A dawane jest mi dużo!
Dobrze, że wystarczy tylko i aż kochać.
tegoroczne zbiory balkonowe 😉
***
Proszę o modlitwę za Joela, wczoraj miał wypadek i  istnieje duże prawdopodobieństwo, że straci oko...

 

21

Jak pomyślałam tak zrobiłam czyli wczoraj wreszcie udało mi się usiąść z kubkiem gorącej herbaty i pomyśleć nad sobą, nad swoimi pragnieniami, nad tym czego chce od siebie i od życia... w pewnym momencie poczułam przypływ wewnętrznego spokoju i energii do działania... poszłam spać i wstałam dziś z nowymi oczyma, z nowym zapałem, jakbym przebudziła się z jakiegoś snu, marazmu... zaplanowałam ten tydzień, znalazłam 'tracone daremnie' godziny wieczorne (bo jednak takie znalazłam), mam wiele pomysłów do realizacji i .... oby to nie był słomiany zapał 😉
Na nowo zaczęłam czytać Urzekającą - to świetna książka, która uczy odkrywania w sobie kobiety, akceptowania i rozwijania swojej kobiecości... wybrałam się więc w podróż z nią i zobaczymy jakie owoce ta podróż przyniesie 🙂
Polecam bardzo! Jest to treściwa książka, przez którą nie da się przebiec, bo zmusza niejako do zastanowienia się nad kobietą i jej kobiecością. Jest świetnym pomysłem na prezent (wersja dla mężczyzn to 'Dzikie serce') 🙂

 

Zanim jednak nastąpiła niedziela i ów spokój to był szalony ranek i południe soboty, która jednak zakończyła się fajnym spotkaniem popołudniem imieniowo - urodzinowym...  oczywiście działo się sporo.. Ony stwierdził, że przy takim następnym spotkaniu, on najpierw porządną dawkę nerwosolu łyknie, a teściowa chyba by chciała mnie z rodziny wypisać ;-D Mogłam trochę się wykazać zdolnościami kulinarno - cukierniczymi, co osobiście mnie bardzo ucieszyło i poszalałam 😉
dobrego tygodnia 🙂