Przeskocz do treści

7

Doświadczyliśmy ostatnim czasem rodzinnych, swoistych rekolekcji. Dziękuję Bogu, że mogłam w nich uczestniczyć, ucząc się pokory i miłości.
Zmarł mój Tato, po niezbyt długiej, ale ciężkiej chorobie. Cierpliwie i z pokorą ją znosząc, nie mogąc się do końca nadziwić 'jaka to bakteria go tak załatwiła'.
Na koniec szeroko wyciągając do  Boga ramiona z pełną ufnością do Niego odszedł i czeka tam na nas. Świętych obcowanie.

Cóż więcej napisać.
Był najlepszym Tatą na świecie. Naszą domową ostoją. Kochanym, wiernym, mądrym, odpowiedzialnym, dobrym człowiekiem.
Pan Bóg przygotował dla nas te rekolekcje pozwalając nam jako dzieciom w tym uczestniczyć, to wielka łaska!

I pozostało po nim puste miejsce, i zdrowego rozsądku mniej.

****
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niegoNie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej

tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Jan Twardowski

 

Przyznam szczerze, że nie wiem kiedy mi minął październik.
Wprowadzam od dziś na nowo sobie dyscyplinę czasową, bo znów jakby niektóre sprawy mi się rozjeżdżały. Zapewne powinno to skutkować większa regularnością w pisaniu i wreszcie odwiedzaniu Was na blogach, bo tu mam tyły takie, że jak wejdę na jeden to dłuższą chwilę mi schodzi na czytaniu do tyłu, by być na bieżąco 🙂
Jutro, a w zasadzie chyba już dziś, zrobię ciąg dalszy naszej remontowej historii.

czasem krzywo na mamę patrzę 😉

W ostatni weekend rozpoczęliśmy Szkołę Maryi [KLIK], chyba wreszcie nam się trafiło to co nam potrzebne jako małżonkom i rodzinie, a poszukiwaliśmy naszej formacji od dłuższego czasu.
Czujemy się dobrze zaopiekowani formacyjnie, duchowo. Polecamy bardzo!
Chyba znaleźliśmy swoje miejsce, bo ogólnie to my skomplikowani jesteśmy i mało integrujący się tzn. nie czujący potrzeby integracji (teraz rozumiecie, że wieś dla nas idealna będzie 😉 )
Marcelina dała radę, uśmiechy wszystkim rozsyłała, spała podczas konferencji i w ogóle chusta rządziła 🙂
Zanim wyjechaliśmy to już mieliśmy nie jechać,nawet w piątek nie byliśmy na rozpoczęciu. Różne schody się zaczęły, ale warto było je pokonać, by na koniec wieczorem w niedzielę po rekolekcjach mieć TAKĄ rozmowę małżeńską! TAKĄ tzn. tak jednoczącą nas, z wnioskami na przyszłość - nawet nie wiecie (a może wiecie) jakiego to powera daje do działania, do modlitwy. Potwierdziło się po raz kolejny, że Jezus działa, żyje, przemienia,przynosi pokój i radość i też rozwiązanie dla trudnej kwestii.

Mieszkanie jednak dalej nie sprzedane, więc na ten rok powoli wyciszamy remont w sensie rozmachu, aczkolwiek pracy jest ogrom, więc Ony nie narzeka 😉

Kalendarz przedświąteczny poczyniam, bo chcę w przyszłym tygodniu ciasto na pierniki wstawić 🙂 O tym kalendarzu to na starym blogu będzie 🙂

11

tak wyglądał nasz lipiec 2012 😉
Podsumowanie lipca jest na zdjęciu powyżej. Dalej już będzie sierpniowo 😉
Zeszły tydzień był trudny organizacyjnie, bo sporo spotkań miałam, ale obyło się bez większych wpadek. Gościliśmy u nas Jinię, która zatrzymała się u nas na noc. Wieczór okazał się zbyt krótki i miałam wyrzuty sumienia, że zbyt gadatliwa byłam 😉
Domowo leżę i kwiczę, nawet ogórków nie mam! Co niektórzy straszą mnie, że już dawno po sezonie ogórkowym. Nie dam się i dziś idę na rynek to się okaże czy to prawda, obym przeżyła cenę ogórków.
Na rekolekcje pojechałam, do ostatniej chwili się wahałam i walczyłam, ale nie żałuję!
Nie znałam wcześniej ani Niepokalanek (które prowadziły rekolekcje) ani bł. m. Marceliny Darowskiej. Jej spojrzenie na kobietę, kobiecość, małżeństwo, wychowanie jest bardzo bliskie mym przemyśleniom. To jakby stworzenie mi możliwości zgłębienia tego i niedryfowania. Najbardziej się jednak zdziwiłam, że dostałam odpowiedzi na moje pytania, wątpliwości, które od jakiegoś czasu mnie męczyły, na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć ani odpowiedzi znaleźć.
Jedna z konferencji była prowadzona przez małżeństwo, które dało świadectwo, bardzo pozytywne, o życiu małżeńskim. Bynajmniej nie było to przedstawione słodko i różowo, ale  bardzo realistycznie, że wymaga sporo pracy, wysiłku, ale za to daje to radość, poczucie szczęścia.Niby człowiek to wie, ale fajnie tak zobaczyć na innym, żywym, prawdziwym przykładzie.
Dużym plusem były rozmowy z innymi dziewczynami, które przyjechały przynajmniej z połowy Polski, człowiekowi od razu się oczy otwierają oczy na pewne rzeczy, życie 🙂
Wczoraj uświadomiłam sobie jaką otrzymałam łaskę po rekolekcjach - głęboką wdzięczność Bogu za mego męża. Nie umiem ująć tego w słowach, wcześniej już byłam wdzięczna, ale teraz jakby dostałam pełną świadomość i robię to pełnym sercem.
W październiku są kolejne i z bardzo dużym prawdopodobieństwem też się wybiorę. Klasztor w Obrze piękny, warunki fajne. Polecam!

 

26

Mogę prawie rzec, że jestem po urlopie, bo zostało mi go raptem kilka godzin jeszcze 😉
Był to przedziwny czas, naprawdę czułam się jak na urlopie! Wiem, że to dziwnie brzmi, ale chyba jestem nawet tym trochę zaskoczona, bo często miałam poczucie, że przerywałam go w trakcie, jakby nie wykańczałam...
Był to bardzo dobry czas, pozytywnie mnie nakręcający,  mam poczucie, że wróciły mi chęci na aktywność, działanie, na nowo czuję w sobie chęci na życie... czuję się jak po głębokim oddechu świeżym powietrzem! To jest cudowne!
Jak pomyślę, że od jutra 8 godzin intensywnej pracy to mi słabo 😉

 

Bardzo w tym roku pragnęliśmy pojechać na pewne małżeńskie rekolekcje, ale urlopy nam się ułożyły inaczej  i musieliśmy zmodyfikować plany. Byliśmy nad morzem, naszym Bałtykiem. Sama droga była już bardzo ciekawa, bo całą trasę podziwialiśmy teatr burz wszelakich. Słońce nas zbytnio nie rozpieszczało, deszcz na szczęście więcej straszył niż padał, więc uskutecznialiśmy spacery i  wygrzewanie się w pojawiającym się słońcu. Nawet udało mi się poskakać trochę z falami 😉 Poza tym był czas na rozmowy, robienie kawy na grillu (mamy patent!), czytanie książki, granie w piłkę, zbieranie muszelek, patyków i inne ciekawe historie. Nazbieraliśmy muszelek z konkretnym celem, który jak zrealizujemy to pokażę 🙂
Na miejscu okazało się, że Pan Bóg sam nam zorganizował indywidualne rekolekcje małżeńskie, łącznie z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich i błogosławieństwem relikwiami Krzyża Świętego 🙂
nasze morskie łupy 😉
Część urlopu udało nam się spędzić w domu, czego bardzo się nam chciało. Żeby jednak nie było to samo siedzenie to pomalowaliśmy pokój, a teraz powoli kontynuujemy przedpokój i następny pokój, rozjaśniło się nam, bo pomalowaliśmy na biało (aczkolwiek plan był na złamaną biel). Historia się z tego zrobiła, bo na początku oliwkowy nie chciał zniknąć, co uczynił dopiero po 5 razie.
Mieczyki zaczynają pokazywać swe piękno.
Ogród się rozrósł, ale udało mi się go po przez czwartek i piątek opanować, wygląda teraz cudnie, rozkwitają kolejne kwiaty, wszystko się rozrasta. Aż żal, że nie mogę go codziennie podziwiać i się nim cieszyć.
dyniowate kwitną i rosną
Balkon nam zostaje, pięknie się rozrósł i rozkwitł. Nawet pomidorki zbieramy 😉
Gromadzenie zimowych zapasów uważam za w pełni otwarte. Suszę ziółka, zbieram owoce, mrożę, zrobiłam czystki w piwnicy i radochę mam ogromną 🙂
 
Dobrego tygodnia!