Przeskocz do treści

14

Próbę generalną zaliczyliśmy tydzień temu, znaczy znalazłam się w szpitalu, bo myślałam że wody mi odeszły.... hehe.. zatem od zeszłego czwartku mam naprawdę spakowaną torbę do szpitala 😉

Można liczyć teoretyczny święty termin porodowy. Józef wprawdzie mnie straszy od dawna, ale od tygodnia to bym powiedziała wręcz, że ćwiczy naszą gotowość 😉
Naszą Rodzinną Księgę Życia skończyłam! Jestem na bieżąco z opisem, zdjęcia wywołałam czyli jeszcze muszę je powklejać, skończyć ozdabiać i ... pisać na bieżąco 😉 

Dużo mi pomogło w pisaniu oglądanie zdjęć i czytanie bloga od początku, bo dzięki temu chronologię zachowałam 😉 

Pomidorki wszystkie poprzesadzałam, wyszło mi 6 odmian, nie mam już nigdzie miejsca.  A papryki czekają na swoje 5 minut i inne roślinki, ale to po porodzie. Posiałam na ogródku sałatę, rzodkiewkę i posadziłam eksperymentalnie kalarepę (wiem, wiem za szybko) - na więcej mi sił brakło, ale i tak jestem z siebie dumna 😉

I wczoraj dokonaliśmy jedną z większych inwestycji tegorocznych czyli panowie nam zamontowali płot betonowy w części działki, reszta będzie siatka. Teren uzyskał nowy wymiar i jakby się częściowo uporządkował, nade wszystko odzyskaliśmy intymność, a malwy i inne kwiaty będą miały swoje stałe, słoneczne miejsce. 

Do usłyszenia niebawem!
Oby np. jutro 😉
I o modlitwę proszę by było jak ma być.

8

Mieliśmy tę przyjemność mieć z piątku na sobotę w nocy ok. 1.30 gwałtowną pobudke w postaci szumiącej wody. W kuchni pod zlewem pękł wężyk doprowadzajacy wodę, a że my bez drzwi jeszcze to lało się z kuchni na resztę domu. Nie wiem kiedy, ale bylo jej już było na 3 cm i prawie wkraczala do sypialni 🙁 Generalnie udało nam się uratować podłogi w dwóch pokojach a do wymiany jest w dziennym pokoju. Reszta nie bo płytki. Najgorsze ze jeszcze sporo rzeczy było w kartonach na podłodze i dzień wcześniej akurat prawie skończyłam ogarnianie kuchni. I akurat dzień wcześniej książki wypakowalam z kartonów, a były na trasie wodnej, więc pewnie bym się zaplakała.

Nerwy nam i emocje po południu dopiero przeszly, ale ciężko było. My dopiero drugi tydzień mieszkamy...

Gorzej, że z kasą na wymianę paneli teraz... aaaaa... zobaczymy co ubezpieczyciel powie...

8

6 listopada 2015 r. nastąpiła chwila oczekiwana i wciąż przekładana czyli pierwsza noc w naszym domu. Wprawdzie jeszcze na materacu, ale w sypialni 😉
Podłoga wygląda lepiej niż się spodziewałam. Wczoraj nosiliśmy i nosiliśmy i nooooosiliśmy ze stodoły nasze rzeczy. Chomiki jesteśmy, a dom tak pięknie wyglądał bez niczego 😉
Teraz będzie czas na kolejną selekcję i układanie wszystkiego. Dziś jeszcze tylko chłopaki książki przyniosą do domu, bo nie miałam wczoraj sił a nade wszystko za ciężkie i za dużo ich dla mnie. Ony wczoraj meble nosił.

Poczułam się wreszcie stabilnie i bezpiecznie, choć pracy jeszcze duuuuużo albo więcej. Cala lista rzeczy jeszcze do zrobienia a trzeba zacząć od przykręcenia kontaktów np. 😉

Dziś jest lsba czyli świętujemy niedzielę:-)

dobrej niedzieli!

22

hmm.. nie wiem kiedy mi mija ta ciąża, nawet nie robię notatek w kalendarzu jak przy pierwszej, na razie zrzucam to na brak stałego miejsca i życia w ciągłym zawieszeniu.
Ku pamięci tylko zapiszę, że wrzesień do początku października był dla mnie trudny i chyba nie do końca ogarniałam rzeczywistość. Jestem na chorobowym i nie wiem kto się bardziej cieszy ja czy Marcelina 😉
Druguszek rośnie i rozwija się prawidłowo i na 99% będzie chłopcem, a jak chłopcem to imię już na niego czeka 🙂 Dla dziewczynki jest większa konkurencja w imionach, więc może lepiej by był chłopiec 😉
Marcela wie, ze dzidzia jest w środku i na pytanie co robi, odpowiada śpi i daje mu cześć 😉
I święto mamy, znaczy chyba ja, bo od trzech dni całkowicie bez piersi Marcelina żyje i ma się całkiem dobrze, jeszcze z usypianiem ma kłopocik, ale akurat katar ma, więc nebulizator jej w tym pomaga 😉

Brak stałego internetu skutecznie mnie przerzucił na odwyk blogowy 😉
Zupełnie nie wiem co u kogo slychać, być może kiedyś nadrobię, ale nie obiecuję, bo nasza codzienność jest zbyt bogata w wydarzenia 😉
Mam nadzieję kiedyś zimą zrobic sobie skrót letni i jesienny, choćby zdjęciowy, dla pamięci.

Remont domu - co chwila zmiana opcji, raz już się wprowadzamy za moment a za chwilę moment się znacząco oddala.. załamania nerwowe już za mną.. teraz KOLEJNY wstępny plan przewiduje przeprowadzkę po niedzieli 😉 Trzymam się tej myśli!
Jutro panele kładziemy, więc jak uda się je położyć to nasze nadzieje drastycznie pójdą w górę i następny weekend będziemy już u siebie.
Okna zaczęłam myć i olśnił mnie ich blask czystości, bo chyba się już nawet tego nie spodziewałam 😉 Część kuchennych rzeczy przeniosłam do spiżarki, a reszta czeka na panele i wniesienie mebli by było w ogóle gdzie je pochować... haha...
Ale wiecie noszę sobie po odrobinie, bo więcej nie dam rady, może przed Świętami zdążę... haha... chyba że chłopakom zlecę jak melbe będą przenosić by i kartony przerzucili. Zobaczymy. W każdym razie książki na pewno im zlecę 😉

A i pierniki trzeba już prawie zaraz wstawiać, by zdążyły się uleżeć 😉

PS. A nie wiecie czym wyczyścić takie krzesła? Mimo zabezpieczenia to w stodole się zakurzyły 🙁 siedziska to jest chyba plecionka rattannowa.