Przeskocz do treści

4

Mamy już drugą połowę listopada, dwa tygodnie mi śmignęły nie wiem kiedy. U nas powoli czas  się zaczął zmieniać na przedadwentowy, rozpoczęłyśmy z Marcysią od nastawienia  piernika i gdyby kto miał ochotę to bardzo serdecznie go polecamy! Jeszcze śmiało można go zrobić - Jest bardzo smaczny, duży, trzeba go zrobić tydzień przed świętami i może długo stać 😉

Moje pomysły na tegoroczne przeżywanie Adwentu zaczynają się krystalizować, chyba już wiem co będzie, teraz tylko muszę skończyć wszystko przygotować. Rozpiskę już mam, większość zadań rozpisanych na brudno też. Jak skończę to się  podzielę, może ktoś skorzysta 🙂

Przyznam się, że męczą mnie wyjątkowo w tym roku te wszystkie zdjęcia i wpisy okołoświąteczne. Nawet przez to na IG przestałam zaglądać, bo miałam wrażenie, że większość już świętuje Boże Narodzenie. A później nie dziwne, że po 1 stycznia już są zmęczeni świątecznymi ozdobami i tęsknią za wiosną 😉 Jakoś niski poziom tolerancji mam w tym roku.

Wpis piszę chyba 3 dzień, bo znowu wpadłam w niebezpieczne progi internetu i czytania bezsensownych stron czy wręcz ploteczek. Bynajmniej nie działa to na mnie odmóżdżająco i pozytywnie. Wzięłam się zatem w kraby, by wyrzuty sumienia mnie nie zjadły i bym książkę, którą czytam skończyła. Chciałabym Wam o niej napisać, bo jest warta przeczytania i choć został mi jeszcze tylko rozdział to wszystkim na około już o niej mówię... hahaha...

Dla fanów królika Wacka - dawno nic o nim nie pisałam, a to jest ciekawe stworzenie haha... nazywamy go teraz podwórkowym pieskiem 😉 Biega już po całym podwórku, jak mnie widzi na ogrodzie to wie że pora wieczorna i trzeba iść do klatki, nie ucieka nigdzie w krzaki i chaszcze - no ma chłopak potencjał na nasze dalsze wspólne życie 😉 Dwa razy tak mnie wkurzył, że zagroziłam mu pasztetem 😉 Generalnie lubimy się 😉

aaaaaa i zapomniałam pochwalić męża mego, bo wreszcie kurnik zrobił! W nowym roku kury będą i jajeczka swoje 🙂 Nie mogłam się doprosić, ale cierpliwość została nagrodzona.

Józek wpadł pod kosiarkę czyli jest króciutko obcięty i wydoroślał od razu, chyba zaczął fazę buntu dwulatka i ma chłopak moc w stawianiu na swoim 😉 bawią się razem z Marceliną i równie dużo tłuką, mówi: mama, mamo, tata, Cysia, baba, ciocia, co, nie ma itd., zjada kredki, kocha wszystkie gniazdka, kabelki, śrubokręty oraz wszelkie wysokości.

Marcelina tak samo często mówi, że kocha Józia jak go nie kocha 😉 nadal uwielbia i chodzi wyłącznie w sukienkach, czym mnie zawstydza, namiętnie maluje żyrafy i inne zwierzęta, często udaje kotka (na co ja już nie mam cierpliwości), codziennie czytamy książki, ostatnio jakieś stare i starunieńkie [nie obmyśliłam jeszcze strategi jak je uporządkować a muszę, bo robi się bałagan], jest cudną dziewczynką i wciąż nie mogę się nadziwić że jest 🙂

 

4

10 dni diety Dąbrowskiej za mną - 9 kg też i generalnie mogę orzec, że nie jest tak źle. Miałam 3 i 8 dnia coś takiego, że chodziło za mną hasło "ale bym coś zjadła", a głodna nie byłam tylko głowa pracowała 😉 Czuję się lekka, elastyczniejsza, mam zdecydowanie więcej energii, ospałość minęła... Dieta jakoś szybko przebiega, nie mogę uwierzyć, że już 10 dni za mną 🙂

Żywię się sokami, kapustą z pokrojonym jabłkiem (pycha!), leczem z cukinii, pieczonymi warzywami (dynia hokkaido wygrywa) i różnymi atrakcjami np. pizzą kalafiorową 😉

Marcelina ma fazę na malowanie. maluje wszędzie i o każdej porze, nadal najbardziej zwierzęta. Inaczej już od jakiegoś czasu słucha też bajek, opowiadań, wierszy. Cieszy mnie bardzo, że z dnia na dzień z Józiem stają się nieodłącznymi kompanami w zabawie. Zabawne jest gdy uczy Józia różnych rzeczy i zadaje mu pytania na które on ma jedną odpowiedź TAK 😉

Józinek przechodzi fazę niszczycielską.... oczywiście wchodzi nie tam gdzie może i powinien, chodzi krok w krok za Marcysią i we wszystkim ją naśladuje, co często jest bardzo śmieszne a jednocześnie rozczulające. I Józek wczoraj przespał CAŁĄ noc bez żadnej pobudki! 🙂

Wacek z kotami się po swojemu zaprzyjaźnia, nawet udziela im schronienia w zagrodzie przed Marceliną albo Józkiem (co wygląda prześmiesznie!).

Dziś wreszcie pomalowałam przedpokój i przygotowałam palety, z których zamierzam jutro zrobić wezgłowie do naszego łóżka. Z tego się cieszę najbardziej, bo plan miałam od wiosny na to. Przy okazji doznałam olśnienia i jutro lub w poniedziałek będzie wędrówka mebli na nowe miejsce 😉

A w ogrodzie.... jesiennie, pięknie i dużo pracy 🙂

7

Królikowi Wackowi wczoraj dość niespodziewanie poszerzyło się terytorium, nabrał świeżego tlenu w płuca i kica 😉 W pierwszą gościnę wybrały się do niego koty i był to przezabawny widok, zdjęcia tego nie oddają, ale płakałam ze śmiechu przy tym widowisku :-)))

koty i króilkDziś już koty do niego nie zaglądają, a Wacek je, kica i się wyciąga jak długi. Nigdy nie myślałam, że króliki mają taaakie długie tylne nogi!

9

Dziś spojrzałam na swój dom i ogród oczami koleżanki, która mnie odwiedziła. Bardzo mi to było potrzebne, bo ostatnio miałam dołek, że nic nie idzie tak jak chciałabym żeby szło. Odświeżająco na mnie to podziałało.

Za dużo braków i niedociągnięć widzę, za dużo chwastów, a za mało tego co zostało zrobione, co pomalowane, jak pięknie warzywa i kwiaty rosną. I wyrzutów dla siebie mam za dużo, i zapominam, że człowiek ma ograniczone moce przerobowe.

Przekułam to na plan, jutro maluję przedpokój i wreszcie wiem jak ma być ostatecznie 🙂

Normalnie niczym kop energetyczny 😉

PS.

Królik nam dziś zwiał na podwórko! Była akcja łapania, aż szkoda że nikt tego nie nagrał ;-)))