Przeskocz do treści

8. Demon południa. Acedia - podstępna choroba duszy
- Jean Charles Nault

Ta książka mnie zaskoczyła od samego wstępu, bo po przeczytaniu początku pomyślałam: jak dobrze, że trafiła w moje ręce! Tytuł mnie raczej nie zachęcał, ponieważ rzadko czytam książki o demonach, a poza tym trochę obawiałam się, że będzie zbyt naukowa. Książka okazała się jednak napisana prostym i przystępnym językiem, co nie znaczy, że da się ja czytać szybko. Zbyt wiele jest treści, które człowiek musi wewnętrznie sobie uzmysłowić, musi się zastanowić nad sobą.

Acedia. Dla mnie to pojęcie było obce - myślę, że mało kto zna to słowo i co za nim się kryje. Wydaje się nie funkcjonować w dzisiejszych czasach, ale okazuje to się złudzeniem i świetnym zagraniem złego ducha, który może sobie z większą mocą hulać, bo większość nawet nie wie że jest. A ta podstępna choroba duszy zbiera ogromne żniwo, także w dzisiejszych czasach, w każdym wieku i miejscu.

Autor za Ojcem Pustyni, Ewagriuszem z Pontu, podaje, że acedia to brak żywotności duszy. Przejawia się min. niestałością, znużeniem, niechęcią do pracy fizycznej, minimalizowaniem swoich obowiązków i modlitwy, nadmierna gadatliwość, ciekawość, nadaktywność.

Czy pamiętamy o tym, że człowiek został stworzony po to by być szczęśliwym? Bóg tego dla nas chce - szczęścia, miłości, nadziei, radości, a acedia nam chce to odebrać. Chce nam odebrać ten właściwy kierunek - na Boga, na życie wieczne. Acedia chce nas wyrwać z naszej codzienności, z naszego tu i teraz, sprawia, że błądzimy w przyszłości albo przeszłości. Dotyka przede wszystkim naszej relacji z Bogiem, ze światem.

Czy wiemy, znamy radość płynącą z miłości? Przyjaźń z Bogiem właśnie taką jest radością. Acedia działa tak, że odziera nas z tej radości, wdziera się smutek z powodu tego co powinno być naszą największą radością - udział z życiu Boga. To powoduje bezwład, który nie pozwala działać, a sercem ludzkiego działania jest miłość. Acedia jest zatem "grzechem przeciwko miłości, gdy niszczy lub paraliżuje działanie, gdyż dotyka wtedy najgłębszego motoru działania, czyli miłości, udziału w Duchu Świętym."

"Acedia stanowi więc zasadniczą przeszkodę w przyjęciu darmowego daru Boga i w urzeczywistnieniu Bożego zamysłu w Jezusie Chrystusie. Natomiast spotkanie z Chrystusem prowadzi do przyjaźni, która uwalnia nas od zamknięcia w sobie. Duch Święty sprawia, że Chrystus jest współczesny każdemu człowiekowi i czyni każdego z nas drugim Chrystusem. Czyni z naszego działania uprzywilejowane miejsce spotkania z Panem i budowania naszej prawdziwej, głębokiej istoty."

"Trzeba umieć żyć intensywnie chwilą obecną, wiedząc, że jest ona okazją do spotkania z Panem. Uciekać przed przeciętnością (...), to odrzucać kompromis i wybierać świętość."

Autor przedstawia też lekarstwa na acedię: łzy, modlitwa i praca, metoda sporu z myślami, medytację nad śmiercią, wytrwałość, a które można podsumować: radosna wytrwałość.

"Kościół jest Ciałem Chrystusa, a więc właściwym miejscem działania chrześcijanina, tego działania, które rozwija się w czasie i w przestrzeni, pod kierunkiem Ducha Świętego."

"Jesteśmy powołani do cudownego dzieła: aby na naszą słabą miarę - poprzez możliwe doskonałe postępowanie - móc w pełni się realizować w Chrystusie. To wymaga wielkoduszności, wielkości ducha."

Po przeczytaniu tej książki wręcz uważam, że powinien ją przeczytać każdy katolik.

Pewnie dziś za dużo napisałam, ale książka ciągle żyje we mnie i nie mogłam się zdecydować co ważniejsze 🙂

"Czyż my wszyscy nie lękamy się w pewien sposób, że jeśli pozwolimy Chrystusowi w pełni wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego - to On może nam zabrać jakąś część naszego życia? (...) Nie! Kto pozwala wejść Chrystusowi, nie traci niczego, niczego - absolutnie niczego z tych rzeczy, dzięki którym życie jest wolne, piękne i wielkie. Nie! - tylko dzięki tej przyjaźni otwierają się na oścież bramy życia."

Znalezione obrazy dla zapytania demon południa. acedia - podstępna choroba duszy

6

Listopad. Wyjątkowo w tym roku w odpowiednio wolniejszym tempie. Tak jak lubię z długimi wieczorami, dobrą herbatą, książką i muzyką, którą na nowo odkrywam.... ahhh jakie starocie z kartonu wyciągam i jak się przyjemnie słucha! 🙂 I nie mam wyrzutu sumienia, że siedzę na kanapie i czytam, chyba wracamy do pełni normalności po remoncie i przeprowadzce. Wreszcie! 🙂

Nie zrobiłam jeszcze podsumowania pierwszego postu Dąbrowskiej, a od jutra już zaczynam rundę drugą. Pierwszy zakończyłam na 26 dniach, zrobiłam słuszną przerwę i mam zamiar wytrwać teraz 21 dni. Oby się udało.

Przy okazji sprzątania kartonu ze starymi zgromadzonymi przepisami kucharskimi doszłam do wniosku, że zmieniłam się, że dojrzałam, że wiem co chcę i w kuchni i w domu i w życiu. Jakże to ułatwia życie! Człowiek mniej się miota z podstawowymi sprawami, prawie nie zwraca uwagi na to co inni sądzą o tym co robisz czy nie robisz. To chyba wolność 🙂

Zaczęłam jakiś czas temu na nowo przygodę z bullet journal, ale w wersji bardzo uproszczonej i ta wersja bardzo się sprawdza. Poprzednim razem gdy zaczynałam to zbyt wzbogaconą i nieprzemyślaną wersję zaczęłam, więc szybko ta wersja upadła. Na razie o dziwo mniej karteczek mam, większy porządek i większe ogarnienie zaległych spraw 🙂

Z naszego życia parafialnego. W niedzielę mamy zaszczyt przywitania naszego Biskupa w parafii. Stres mam ogroooooomny, Ony prawie wcale i to jest zaskakujące... haha.. nawet najpierw Proboszczowi powiedziałam, że my chyba nie, bo Ony się nie zgodzi. Wracam do domu, pytam Onego a on na luzaku twierdzi, że nie ma problemu 😉
I kronikarzem parafialnym zostałam, właśnie kończę uzupełniać kronikę i mam przy tym dobrą zabawę 🙂
Cieszę się bardzo, że zakorzeniamy się w naszej parafii, powoli oddalamy się od naszej dotychczasowej wspólnoty, choć czasami nam serce się wyrywa, bo mamy tam przyjaciół, ale odczytujemy nasze miejsce wzrastania jest w parafii.

Na koniec chciałam się podzielić czymś do oglądania - film "Proroctwo". Pewnie większość już oglądała, ale gdyby jeszcze ktoś nie oglądał to zapraszam!

I czymś do poczytania - wywiad z o. Augustynem Pelanowskim Nie ma rodziny bez Boga

4

Dziś mamy święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Rano udekorowaliśmy z dziećmi nasz główny krzyż w domu, z Marceliną pogadankę miałam i zadziwia mnie, że już wiele rozumie i pamięta 🙂 Jak Filip wrócił z pracy to odprawiliśmy drogę krzyżową, rozważania fajne znalazłam przy sprzątaniu biblioteczki.
Wieczorem w kościele za to dała czadu z Józkiem do kompletu... myślałam, że ją zjem w całości 😉

Jesień czuć i widać, jaskółki dziś zbiórkę miały i odleciały. Ogród przygotowujemy powoli już do zimy, zawsze na jesieni mam z tym kłopot, bo już bym chętnie zamknęła się w domu pod kocykiem z książką i herbatą 😉

 

Po wstępnej tygodniowej przed-diecie, od wczoraj jestem na ścisłej diecie dr Dąbrowskiej. Generalnie ją zaczęłam z trzech powodów: mojej gospodarki hormonalnej, Hashimoto i wagi, co jest jest też z sobą powiązane, ponieważ dzięki tarczycy w dwa miesiące przytyłam 19 kg i nijak nie idzie tego zgubić. Po wykładzie Pani Doktor w ogóle jestem ciekawa efektów zdrowotnych, nie tylko tarczycowych.

Głodna nie jestem, ale dziś "chodziło" za mną jedzenie. To chyba w głowie siedzi, zdumiewające są samoobserwacje 😉 Moim hitem na niespodziewany głód, wprawdzie nie wiem jak długo, jest pieczona dynia z ziołami - mniam!

Najtrudniejsze jest nie próbowanie przy dzieciach, ale daję radę. Pewnie wyrobię sobie odpowiednie nawyki 😉

 

Rano chciałam napisać marudzący wpis, potem chciałam się podzielić książkami, które ostatnio przeczytałam, następnie chciałam zrobić wpis o Pierwszej Sobocie Miesiąca i wstydzie jaki poczułam... chęci na wpis to ja mam średnio trzy na dzień tylko realizacja mi gorzej wychodzi 😉  W międzyczasie naszła mnie myśl, by napisać kilka refleksji powakacyjnych, zwłaszcza Marcelinowych...
Zatem marudzenie mi przeszło w ogrodzie, o książkach zrobię osobny wpis [zaczęłam je porządkować i czytać nieprzeczytane!], podsumowanie wakacyjne postaram się jutro, a dziś tylko napiszę o refleksję o Pierwszej Sobocie. Wszak dziś jest! 🙂

Pierwsza Sobota Miesiąca to nabożeństwo wynagradzające o które prosiła Maryja w Fatimie, a że mamy w tym roku 100 lat od objawień, więc to nabożeństwo jest w tym roku bardziej uwidocznione i rozgłoszone. Sens jest taki by przez 5 kolejnych pierwszych sobót miesiąca odprawić spowiedź, przyjąć Komunię Świętą, odmówić różaniec i 15 minut rozmyślać nad jedną z tajemnic różańcowych. Niby proste. Niby.

Od początku roku co miesiąc myślałam, że powinnam zacząć  i schodził miesiąc na miesiącem, wymówki za każdym razem były NIBY mocne, ale dziś na Mszy uzmysłowiłam sobie jak słabe wymówki w większości. Zrobiło mi się tak bardzo wstyd przed Panem Bogiem, Maryją, że tyle tych pierwszych sobót w tym roku zmarnowałam. Wstyd, że okazałam się tak słaba i tak łatwo dałam się zwieść.

Na koniec jeszcze jakby w prezencie dostałam mikrofon i prowadziłam rozważanie podczas różańca, a ja miałam ochotę pod ławkę się schować albo w ciemnym kącie. W dodatku rozważania do poszczególnych tajemnic zawierały słowa, których potrzebowało moje serce. Dotarło do mnie jak ostatnio krążę i szukam nie tam gdzie trzeba, nie tam gdzie jest prawdziwe Źródło. A nam tylko trzeba być jak Maryja i jak Ona żyć w obecności Boga, w naszej codzienności.

Zachęcam do odprawienia tego nabożeństwa, TU i TU można przeczytać więcej.