Przeskocz do treści

Herbatka poetycka to konkurs - zachęta zorganizowany przez Więcej niż edukacja [KLIK], a my wzięliśmy udział. Idea jest taka, żeby poczytać poezję w odpowiedniej oprawie. Kto chce wziąć udział to śmiało może, ponieważ trwa do 13 lutego. Zachęcam! 🙂

Wiersze  czytamy w zasadzie codziennie, ale niekoniecznie w specjalnej oprawie. Takie specjalne potraktowanie naszego wspólnego czytania podniosło jego rangę i dało powiew świeżości.

herbatka poetycka

Marcelina żywo i z przejęciem pomagała zorganizować stół, świece, filiżanki i wybrać wiersze. Zaprosiliśmy Tatę i Józia, zadbaliśmy o odpowiedni strój [czytaj: spódnice ;-)], a następnie na zmianę z Tatą Mama czytała wiersze.

Dzisiejszego popołudnia przy herbacie zaszczycili nas swoją obecnością: Julian Tuwim, Aleksander Fredro, Jan Brzechwa, Maria Konopnicka, Ewa Szelburg - Zarembina, Wanda Chotomska, Joanna Kulmowa, Janina Porazińska, Tadeusz Śliwiak i Paweł  Tyczyna.

Marcysia zaprosiła swoje pokojowe towarzystwo - słonia, krokodyla i krowę 😉

zwierzęta

P.S.

Na stronie Więcej niż edukacja są świetne podcasty do posłuchania! Polecam!

28

Pragnienia mną szargają wewnętrznie, chciałabym wrócić do domu na stałe, nie oddawaniu Marcysi do żłobka/przedszkola, prowadzenia całego domowego bałaganu, ogrodu...
Wielka mi szkoda, że nie mam możliwości swobodnego wyboru czy chcę pracować zawodowo poza domem czy być mamą w domu. Czuję się tylko niejako postawiona pod murem z nakazem pracowania poza domem. Trudno
nam zdecydować się i zaryzykować, że damy radę z jednym stałym wynagrodzeniem, nawet ewentualnym moim dorabianiem. Choć widzę przykłady, że jest to możliwe. Rozważam to też w odniesieniu zaufania Bogu i rzuceniu się na głęboką dla mnie/nas wodę, tylko nie umiem(y) rozeznać czy to jest dla nas, czy to dla Bóg przygotował.... nagadałam ostatnio Panu Bogu, może się zlituje i pokaże właściwą ścieżkę..

W byciu na pełen etat panią domu i mamą widzę ogromną wartość, korzyść - dla nas, dla domu, dla Marceliny...

O modlitwę zatem proszę!

 

How a Stay-at-Home Mother Can Change the World
Źródło

1

W obecnie obowiązującym kalendarzu liturgicznym nie obowiązują już Suche Dni, niemniej w dobie coraz bardziej powszechnego spoglądania ku Tradycji i czasie, gdy papież Benedykt XVI udzielił zgodny na korzystanie z kalendarza liturgicznego z roku 1962, coraz więcej osób powraca do tej wielowiekowej praktyki.

Dodajmy, że w dzisiejszym świecie, w dobie konsumpcjonizmu, w świecie, który często zapomina o pokucie, umartwieniu, w którym także wielu chrześcijan koncentruje się na dobrobycie, stawiając dążenie do niego na pierwszym miejscu – coraz częściej słyszymy przebijające się do katolickiej opinii publicznej w naszym kraju głosy o wartości podejmowania różnego rodzaju postów.
Te wszystkie powody sprawiają, że być może warto właśnie w tym tygodniu, gdy według tradycyjnego kalendarza będziemy przeżywać Suche Dni Wielkiego Postu, zapoznać się, czym jest ta praktyka, by w jakiś sposób włączyć się w post podejmowany w tych dniach przez pokolenia naszych przodków oraz przez wielu katolików ze środowisk tradycyjnych.

Obchody Suchych Dni sięgają najdawniejszej epoki Kościoła i są starsze nawet od Adwentu (przy czym akurat Suche Dni wiosenne są stosunkowo najmłodsze – obchodzone były od VII w.), biorąc początek jeszcze ze świąt żydowskich. W dawnej tradycji liturgicznej zajmowały niezwykle ważne miejsce.
Suche Dni obejmują zawsze trzy dni tygodnia związane ściśle z Męką Jezusa Chrystusa:

  • środę – dzień, w którym Judasz zdradził Zbawiciela, a przywódcy ludu odbyli naradę przeciw Jezusowi i postanowili Go zgładzić,
  • piątek – dzień ukrzyżowania Chrystusa,
  • sobotę – gdy ciało Chrystusa przebywało w grobie.

Przypadają one cztery razy w roku (w okolicy początku każdej pory roku):

  • po trzeciej niedzieli Adwentu (Gaudete),
  • po pierwszej niedzieli Wielkiego Postu,
  • w dawnej (obecnie zniesionej) oktawie Zesłania Ducha Świętego,
  • po święcie Podwyższenia Krzyża Świętego (wg starszego kalendarza) lub po trzeciej niedzieli września (po zmianach wprowadzonych przez bł. Jana XXIII).

Suche Dni były obchodzone jako dni modlitwy przebłagalnej, dziękczynnej i błagalnej połączone z postem ścisłym. Według Kanonu Prawa Kanonicznego Benedykta XV z roku 1917 w tych dniach wolno było spożywać jeden posiłek do syta oraz dwa lekkie. Obowiązywała też wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.
Każde z Suchych Dni w ciągu roku mają swoją szczególną intencję. Suche Dni Wielkiego Postu są dniami modlitw o ducha pokuty – dlatego obchodzi się je na początku Wielkiego Postu.
Ponadto Suche Dni mają jeszcze trzy cele ogólne, które zawsze obowiązują:

  • cel osobisty – uprzytomnienie sobie swojej grzeszności, ułomności, wzbudzenie w sobie poczucia grzechu i pokutowanie za grzech poprzez podjęcie postu;
  • cel społeczny – związany z prośbą do Boga, by oddalał od naszej rodziny oraz całego społeczeństwa klęski żywiołowe, wypadki, nieszczęścia;
  • cel kościelny – podejmowanie szczególnego postu i modlitwy także w intencji Kościoła i kapłanów (w starożytności właśnie w Suche Dni odbywały się święcenia kapłańskie).

Po Soborze Watykańskim II datę ustalania Suchych Dni uzależniono od decyzji poszczególnych ordynariuszy. W ten sposób prastary i powszechny zwyczaj zniknął niemalże z katolickiej obrzędowości. Zachował się tylko we wspólnotach, które posługiwały się tradycyjnym Mszałem Piusa V lub Jana XXIII. Zainteresowanie praktyką Suchych Dni i bardziej powszechne powracanie do tej praktyki pobudziło motu proprio Benedykta XVI Summorum Pontificum, w którym ojciec święty zezwolił na korzystanie z tradycyjnego mszału i kalendarza liturgicznego.

Paweł Pomianek

Źródło:Suche Dni Wrześniowe. Msza trydencka a dawne przepisy postne, PiotrSkarga.pl.Jan Roguszko, Suche Dni Wrześniowe, Kosciol.pl.Na Suche Dni…, http://mojawiarakatolicka.blox.pl.Suche dni, pl.Wikipedia.org.

źródło artykułu

Ze wszystkich okresów roku liturgicznego najbardziej lubię ... okres zwykły. Oczywiście, święta i uroczystości mają niezwykłą moc i urok, ale traktuję je raczej jako "deser" po treściwym posiłku okresu zwykłego. Nie jest trudno wejść w atmosferę świąt. To bardzo dobrze! W naszym domu skracamy regułę świadomie do minimum. Gramy w gry z dziećmi, odwiedzamy przyjaciół i rodzinę i przyjmujemy odwiedziny, przygotowujemy posiłki. Po prostu odpoczywamy w Bogu i myślę, że to jest bardzo dobre! Przecież święta to jakby wejście w wieczność, w ten "ósmy dzień", czas poza czasem.

Okres zwykły ma za to inną funkcję w naszym życiu: funkcję można by rzec diagnostyczną i rozwojową. Kiedy bowiem zaczyna się tzw. proza życia, kiedy wchodzimy w codzienne obowiązki, bardzo łatwo zdemaskować nasz stan ducha. Jeśli dni są szare, przeżyte w nudzie lub w pośpiechu od razu widać, że nie żyjemy "tu i teraz" miłością i ofiarą. Jeśli nie jesteśmy zanurzeni w Bogu, nie żyjemy w skupieniu wewnętrznym, życie staje się trudne: rozpoczyna się gonitwa, nieakceptacja tego, co właśnie przychodzi, wkrada się lęk. A przecież i w okresie zwykłym wieczność stoi u naszych drzwi. Pascha może się uobecniać w każdym czasie! Jeśli każda sekunda nie zostanie zakonsekrowana i nie zatętni miłością, zaczynamy żyć poza sobą i, co gorsza, poza Bogiem. Cisza nas stresuje, a samotność zaczyna ciążyć.

Jako członkowie WMU jesteśmy powołani do zjednoczenia oblubieńczego. Do tego powołany jest każdy z nas, niezależnie od płci i stanu. Nie można jednak poznać Oblubieńca jeśli się z Nim nie przebywa sam na Sam. Nie można usłyszeć Jego słów, jeśli się nie zamilknie. Nigdy nie będzie za dużo milczenia i samotności w naszym życiu, ponieważ to właśnie one są drogą i warunkiem zjednoczenia.

Chcemy żyć kontemplacyjnie i kontemplować życie, którym jest Bóg. Nie można jednak tego w sobie wyćwiczyć. Kontemplacja jest bowiem wlana, a raczej nieustannie wlewana przez Ducha świętego w nasze serca. Ten proces nie skończy się dopóki Bóg nie stanie się wszystkim we wszystkich, a więc w każdym z nas.

Na tym opieramy między innymi rozeznanie, jeśli chodzi o powołanie do naszej wspólnoty - gromadzi ona ludzi, którzy zostali wezwani i odpowiedzieli na to wezwanie. Odpowiedź może paść lub nie. A kiedy już padnie, można ją ponawiać lub poprzestać na tym co już się dostało. Odpowiadamy jednak życiem i decyzją, a nie słowem: "Pociągnij mnie, biegnijmy" to pieśń, którą można wyśpiewać tylko własnym życiem.

Nasze życie duchowe cechuje przemienność. Raz jest łatwiej, raz trudniej. Niekiedy jak na skrzydłach mkniemy ku ciszy, kiedy indziej cisza nas męczy, boimy się jej. To, co chcę nam wszystkich powiedzieć na początku tego okresu zwykłego to przestrzec nas przed legalizmem, który polega na wypełnianiu prawa (reguły) w naszej wspólnocie. Można bowiem tak sobie zorganizować dzień ( a tyczy się to zarówno małżonków jak i bezżennych), że będzie on po brzegi wypełniony. Szczególnie diagnostyczne są tu wieczory: co robimy wieczorami, co dzieje się w naszym wnętrzu kiedy zapada zmrok?

Niektórzy mają w sobie takiego "szachraja wewnętrznego", który sprawia, że wolą pomodlić się rano, a wieczorem mieć "czas dla siebie", dla pracy zawodowej lub rozrywek. Owszem modlitwa poranna jest niezwykle ważna, ale poranki "mniej bolą" gdy jesteśmy sami. Rano nasze głowy są pełne tego, co nas czeka, wyrywamy się już do zajęć i obowiązków. Nawet jeśli ktoś wstaje rano, aby się pomodlić, może nie wejść w milczenie wewnętrzne.

Wieczory natomiast są ze swej natury lepsze do wyciszenia, do wejścia w Bożą obecność, do wejścia w wewnętrzną celę. Miasto zaczyna się już uciszać. W domu można mniej mówić, w ciszy krzątać się po domu. Szczególnie wezwani do tego są bezżenni. Z tego punktu widzenia ich stan, trudny i może przejściowy, staje się szczególną łaską. Może właśnie i po to są bezżennymi ( nie tylko, ale i po to), aby pełniej i szybciej wejść w zjednoczenie. Zresztą wezwanie do wieczornej ciszy dotyczy także małżonków. Małżonkowie również mogą mniej mówić do siebie lub w ogóle zamilknąć w porze wieczornej, gdy dzieci już śpią (jeśli poczują się do tego zaproszeni).

Jeśli nie ma tego dążenia i nie odpowiadamy na wezwanie Ducha Świętego pojawia się nuda, znużenie, a może nawet i rozpacz. Stąd taki lęk przed cichymi wieczorami - staramy się je jakoś wypełnić: planujemy odwiedziny, jakieś wyjście, jakąś pracę, albo przynajmniej telewizję, radio lub video. Podczas gdy cisza wieczorna może się stać wielką łaską i przenosić się na cały dzień i nasze życie.

Tylko w milczeniu można odkryć, że samotność jest niezbędna, abyśmy mogli znaleźć drogę do Tego, Który nas zamieszkuje. Właśnie w tej ciszy Bóg zaczyna mówić, pociąga nas dalej, nie tylko wtedy gdy klęczymy, lecz gdy w milczeniu wykonujemy ostatnie porządki przed snem. Bóg pociąga nas dalej i dalej... Niektórych może pociągnąć na przykład do całkowitego wyrzucenia telewizji ze swego życia, innych może do dosłownego zamilknięcia jakiegoś dnia. Każdy usłyszy to wezwanie: małżonkowie i bezżenni, tylko musi słuchać.

Wezwanie Boga wymaga od nas odpowiedzi: a to jest najczęściej zerwanie, czyli asceza. Gdy nie odpowiadamy, Pan przestaje nas pociągać, owszem ciągle z nami jest, ale nie zadaje już pytania, które stawia tylko wybranym: "Czy miłujesz mnie więcej, aniżeli Ci?"

Zróbmy więc rachunek sumienia z wieczorów. Jak wyglądały nasze ostatnie wieczory? Czy się ich nie boimy, czy nie niszczymy łaski, która może się z nimi wiązać? Chciałbym tu dość mocno powiedzieć niemal o obowiązku wieczorów i samotności w naszej wspólnocie i zakończyć słowami Abby Mojżesza: " Pozostawaj w swej celi, a ona cię nauczy wszystkiego, co powinieneś wiedzieć".

Dla nas te słowa mogłyby brzmieć następująco: "Pozostań w swym domu, pokoju kawalerce wieczorami, zbyt pochopnie nie rezygnuj z samotności, ciszy i milczenia, które ci proponuje wieczór, a to wyciszenie nauczy Cię Wszystkiego"

Marcin Gajda

Źródło