Przeskocz do treści

4

Morski powiew raz mocniejszy a raz słabszy, ale ani jednego dnia nas nie opuścił 😉 Morze w Mielnie powitało i pożegnało nas wietrznie, a nawet deszczowo 😉

Podsumowując to:

  • nic nie robiliśmy poza przyjemnościami 😉
  • spacerów było sporo, ale nie po plaży,
  • zamków z piasku, zjeżdżalni i innych piaskowych atrakcji nam nie brakowało
  • Marcelina każdego dnia miała inną koleżankę, którą sama sobie znajdowała 😉
  • Józek pokochał wodę od pierwszego wejrzenia w przeciwieństwie do Marcysi
  • dużo czasu spędziłam sam na sam z Marcysią, czego się nie spodziewałam, a było bardzo fajne i twórcze
  • jednego dnia naskakałam się na falach jak nigdy w życiu, poczułam się jak małe dziecko i to był TOTALNY relaks

Miesiąc temu o tej porze pakowałam manatki na wyjazd, a dziś już prawie nie pamiętam, że byłam na wakacjach, bo sierpień był baardzo dla mnie wyczerpujący. Dziś dopiero zdjęcia zgrywam, komputer odpaliłam i powoli układam plan działania, bo jeszcze chcę pomalować salon i kuchnię. Sypialnię pomalowałam przed wyjazdem.

Koszalin

Lębork

PS.
Po raz pierwszy korzystaliśmy w gościnności Poczty Polskiej, bo nie wiem czy wiecie oferuje ona też noclegi w swej ofercie [TUTAJ można wszystko sprawdzić]. Noclegi można znaleźć w całej Polsce, a ten w Mielnie polecamy serdecznie. Lokalowo i cenowo bardzo ok. Pomysł sprzedała mi koleżanka i myślę, że w przyszłym roku skorzystamy ponownie, tylko pewnie w innym miejscu 🙂

20

Od piątku do poniedziałku balowaliśmy na północy Polski poznając Onego rodzinę, było fajnie. Nasłuchałam się historii rodzinnych, z zapałem oczywiście zaczęłam spisywać, drzewo znów się rozrasta. Myślę, że dość lekką ręką dobiję do 1400 osób 😉
Program mi tylko się zdeaktualizował, muszę wykupić coś tam - coś tam, no i się zastanawiam czy warto czy może trochę to inaczej zrobić. Na szczęście dane są 🙂
Wtorek był dniem emocjonującego spotkania z ojcem Onego, którego wreszcie poznałam. Dobrze było, choć wszyscy się tym mocno stresowali 🙂
Wynik mam z rezonansu - nie mam guza, ale mam 5 mm torbiel. To podobno lepiej. Nic teraz czekam na początek cyklu, by zacząć brać nowe leki i podjąć nowe starania 🙂
W sobotę będę robić buraczki wg TEGO przepisu i jeszcze ogórki jak znajdę w przyzwoitej cenie. Popołudniem pójdziemy na szukanie czarnego bzu, bo już u nas w pełni dojrzały jest - SOKI będą!
Niby czasu jak zwykle mi brak, ale jakoś wszystko posuwa się do przodu 😉

 

 

11

tak wyglądał nasz lipiec 2012 😉
Podsumowanie lipca jest na zdjęciu powyżej. Dalej już będzie sierpniowo 😉
Zeszły tydzień był trudny organizacyjnie, bo sporo spotkań miałam, ale obyło się bez większych wpadek. Gościliśmy u nas Jinię, która zatrzymała się u nas na noc. Wieczór okazał się zbyt krótki i miałam wyrzuty sumienia, że zbyt gadatliwa byłam 😉
Domowo leżę i kwiczę, nawet ogórków nie mam! Co niektórzy straszą mnie, że już dawno po sezonie ogórkowym. Nie dam się i dziś idę na rynek to się okaże czy to prawda, obym przeżyła cenę ogórków.
Na rekolekcje pojechałam, do ostatniej chwili się wahałam i walczyłam, ale nie żałuję!
Nie znałam wcześniej ani Niepokalanek (które prowadziły rekolekcje) ani bł. m. Marceliny Darowskiej. Jej spojrzenie na kobietę, kobiecość, małżeństwo, wychowanie jest bardzo bliskie mym przemyśleniom. To jakby stworzenie mi możliwości zgłębienia tego i niedryfowania. Najbardziej się jednak zdziwiłam, że dostałam odpowiedzi na moje pytania, wątpliwości, które od jakiegoś czasu mnie męczyły, na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć ani odpowiedzi znaleźć.
Jedna z konferencji była prowadzona przez małżeństwo, które dało świadectwo, bardzo pozytywne, o życiu małżeńskim. Bynajmniej nie było to przedstawione słodko i różowo, ale  bardzo realistycznie, że wymaga sporo pracy, wysiłku, ale za to daje to radość, poczucie szczęścia.Niby człowiek to wie, ale fajnie tak zobaczyć na innym, żywym, prawdziwym przykładzie.
Dużym plusem były rozmowy z innymi dziewczynami, które przyjechały przynajmniej z połowy Polski, człowiekowi od razu się oczy otwierają oczy na pewne rzeczy, życie 🙂
Wczoraj uświadomiłam sobie jaką otrzymałam łaskę po rekolekcjach - głęboką wdzięczność Bogu za mego męża. Nie umiem ująć tego w słowach, wcześniej już byłam wdzięczna, ale teraz jakby dostałam pełną świadomość i robię to pełnym sercem.
W październiku są kolejne i z bardzo dużym prawdopodobieństwem też się wybiorę. Klasztor w Obrze piękny, warunki fajne. Polecam!

 

26

Mogę prawie rzec, że jestem po urlopie, bo zostało mi go raptem kilka godzin jeszcze 😉
Był to przedziwny czas, naprawdę czułam się jak na urlopie! Wiem, że to dziwnie brzmi, ale chyba jestem nawet tym trochę zaskoczona, bo często miałam poczucie, że przerywałam go w trakcie, jakby nie wykańczałam...
Był to bardzo dobry czas, pozytywnie mnie nakręcający,  mam poczucie, że wróciły mi chęci na aktywność, działanie, na nowo czuję w sobie chęci na życie... czuję się jak po głębokim oddechu świeżym powietrzem! To jest cudowne!
Jak pomyślę, że od jutra 8 godzin intensywnej pracy to mi słabo 😉

 

Bardzo w tym roku pragnęliśmy pojechać na pewne małżeńskie rekolekcje, ale urlopy nam się ułożyły inaczej  i musieliśmy zmodyfikować plany. Byliśmy nad morzem, naszym Bałtykiem. Sama droga była już bardzo ciekawa, bo całą trasę podziwialiśmy teatr burz wszelakich. Słońce nas zbytnio nie rozpieszczało, deszcz na szczęście więcej straszył niż padał, więc uskutecznialiśmy spacery i  wygrzewanie się w pojawiającym się słońcu. Nawet udało mi się poskakać trochę z falami 😉 Poza tym był czas na rozmowy, robienie kawy na grillu (mamy patent!), czytanie książki, granie w piłkę, zbieranie muszelek, patyków i inne ciekawe historie. Nazbieraliśmy muszelek z konkretnym celem, który jak zrealizujemy to pokażę 🙂
Na miejscu okazało się, że Pan Bóg sam nam zorganizował indywidualne rekolekcje małżeńskie, łącznie z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich i błogosławieństwem relikwiami Krzyża Świętego 🙂
nasze morskie łupy 😉
Część urlopu udało nam się spędzić w domu, czego bardzo się nam chciało. Żeby jednak nie było to samo siedzenie to pomalowaliśmy pokój, a teraz powoli kontynuujemy przedpokój i następny pokój, rozjaśniło się nam, bo pomalowaliśmy na biało (aczkolwiek plan był na złamaną biel). Historia się z tego zrobiła, bo na początku oliwkowy nie chciał zniknąć, co uczynił dopiero po 5 razie.
Mieczyki zaczynają pokazywać swe piękno.
Ogród się rozrósł, ale udało mi się go po przez czwartek i piątek opanować, wygląda teraz cudnie, rozkwitają kolejne kwiaty, wszystko się rozrasta. Aż żal, że nie mogę go codziennie podziwiać i się nim cieszyć.
dyniowate kwitną i rosną
Balkon nam zostaje, pięknie się rozrósł i rozkwitł. Nawet pomidorki zbieramy 😉
Gromadzenie zimowych zapasów uważam za w pełni otwarte. Suszę ziółka, zbieram owoce, mrożę, zrobiłam czystki w piwnicy i radochę mam ogromną 🙂
 
Dobrego tygodnia!