Przeskocz do treści

Przeplatanka wiosenna

Co będzie prawdziwa przeplatanka wiosenna. Nawet sobie nie uzmysławiałam jak bardzo dawno nie pisałam, jak bardzo daleko muszę cofnąć się w czasie. Dobrze, że są zdjęcia i jeszcze zmieszczę się w okresie wiosennym 😉

Marzec

W marcu jak w  garncu 😉 Byliśmy jeszcze na kwarantannie, więc sporo było on-line.

Zimno mnie sparaliżowało, ogrodowo się uwsteczniłam, bo z różnych przyczyn nie udało mi się prawie nic zrobić w ogrodzie. Za to wyposażyłam się w odpowiednie produkty i zaczęłam sama robić kefir, kombucze oraz sery.

Kefir robi się prawie sam dzięki grzybkowi tybetańskiemu. Grzybek nabyłam, już go raz podzieliłam i podałam dalej. Przepis jest prosty, trzeba codziennie zlać kefir, opłukać grzybek, włożyć do słoika i zalać ponownie mlekiem [Olga ma taki przepis]. Prosto i smacznie 🙂

Kombucza jest równie prosta, ale na razie eksperymentuję z herbatami i za każdym razem mam co innego 🙂 Kombucha to fermentowany napój z herbaty, cukru i grzybka herbacianego. Robiłam na początek z przepisu Olgi. Czekam na truskawki i chcę z nimi spróbować 🙂

Sery. To dopiero przygoda! Na razie za mną ser pleśniowy i twaróg. Nie jest to trudne, wymaga 'tylko' czasu i cierpliwości. Czasu będę mieć więcej jak wyjdę na prostą z ogrodem to i wtedy do nich wrócę 🙂

Życie ma też oblicze edukacyjno - plastyczno - zuchowe 😉

Ostatnio nam dość dobrze idzie regularność w realizacji różnych pomysłów i zadań. Najbardziej pilnuję codziennego ćwiczenia na instrumencie, czytania, pisania i liczenia, reszta jest niecodziennie 🙂

Nieodmiennie polecam katechezy Bractwa, są świetną pomocą i okazją do różnych rozmów.

Na szczęście większość zajęć czyli w domu kultury i zuchach ma w realu ( z krótką przerwą okołoświąteczną), więc ma okazję do spotkań z koleżankami.

przeplatanka wiosenna

Kwiecień

Nasz Wielki Tydzień w zasadzie nie różnił się od wcześniejszych. Brakowało tylko święcenia pokarmów, ale to akurat dość mało istotna kwestia. Byliśmy na liturgiach w kościele. Udało nam się na wyrywki też być na Adoracji Krzyża/Bożego Grobu.

Zastanawiam się czy moje dzieci kiedyś zobaczą jeszcze całe bogactwo tych Liturgii, w pełnym zakresie. Jak bardzo zostaliśmy ograbieni. Niemniej jest też we mnie wiele wdzięczności, że możemy być i korzystać.

W domu zorganizowaliśmy domowe centrum na stole. Wraz z zegarem męki Pańskiej dochodziły kolejne elementy. Podczas przebywania Pana Jezusa w ciemnicy było zdjęcie Pana Jezusa z Całunu Turyńskiego, później dołożyliśmy gwoździe, o 15.00 w Wielki Piątek krzyż. W Wielką Sobotę była tylko świeca.

Baranki zrobione z masła przez Józka i Marcelinę 🙂

Po świętach to był czas na ogród, wtedy kiedy pogoda pozwalała. Każdy miał swoje obowiązki i zadania, ale i tak mam tyły. Nie mogę nadrobić prac, bo w marcu prawie nic nie zostało zrobione. Ale wychodzę na prostą, jeszcze dwie rabaty i będę mogła zacząć od początku 😉

Pozimowy nowy koci przybłęda, ma ksywę Krzywy Ryj ;_)

Pięciolatek

Józek stał się pięciolatkiem. Pamiętam jak pojawił się na świecie 🙂

Jest rezolutny, pełen poczucia humoru, z dystansem do świata, z koniecznym 'jego na wierzchu', zaczepny, czasem nieposłuszny, troskliwy, opiekuńczy, z sercem na dłoni, pracowity, uparty - uwielbiam go! I chce zostać rycerzem 🙂

Kąpiele błotne u nas w modzie 😉

Przeplatanki ciąg dalszy...

Przeplatanki wiosennej jest ciąg dalszy. Wydarzyło się jeszcze mnóstwo innych rzeczy, imprez, imienin i urodzin - ale mam dziurę w głowie 🙂

W tak zwanym międzyczasie sprzątamy dom rodzinny, a uporządkować ponad 60 lat życia rodziny to jest wyczyn!

I pokazuję go oglądającym. Raz nawet już prawie sprzedałam, ale Pani po umówieniu notariusza się wycofała. Szkoda, bo myślałam, że będzie sprawa już zakończona.

Niemniej taka definitywność końca czyli decyzji o sprzedaży była dla mnie ogromnym przeżyciem emocjonalnym. Mimo, iż mam przekonanie o słuszności podjętej decyzji. Jeszcze pewnie niejedne łzy polecą!

4 myśli na “Przeplatanka wiosenna

  1. Grażyna

    Uff, ucieszył mnie Twój wpis, bo jak sobie na orgu przeczytałam ,że dom sprzedajesz, a tu cisza, to sobie pomyślałam..i się wystraszyłam. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Polluska

    ja się wychowałam w starej kamienicy bez łazienki z toaletą na półpiętrze a potem w bloku więc nie mam sentymentu domu rodzinnego ale pewnie jak ma się własny dom to jest inaczej.

    Ależ oni urośli o kurcze ... te twory z masy solnej jakie piękne. Mali artyści.

    Odpowiedz
    1. Basja

      Sentyment jakiś mam, ale bez żalu go sprzedaję. Cieszę się, że będzie mógł służyć innym.
      Za to mnóstwo wspomnień, zadziwiam się jak pojedyńcze rzeczy mogą przypominać o jakiś sytuacjach czy wydarzeniach :))
      Nam to chyba rodzice dużą doze niezależności i samodzielności wszczepili i każdy idzie swoją drogą.

      Odpowiedz

Zostaw dobre słowo :-)