Przeskocz do treści

10

Dzień z życia. Tak mnie dziś naszło, że zapisze sobie na pamiątkę mój dzisiejszy dzień 😉 Za pięć lat pewnie będzie zabawnie się czytać 😉

5.30 Mąż mnie budzi, bo nie może znaleźć dokumentów. Oczywiście, że nie wiem gdzie są, ale myślę 'o fajnie, wstanę przed wszystkimi, będę mieć czas dla siebie w CISZY'. Wstaję, biorę letrox i dziękuję Bogu za ciszę

5.45 Antka słychać, idę go karmić. Najadł się, ale nie zamierza spać. Marcelina się obudziła i zabawia Antka na wesoło i głośno 😉 Józek jeszcze daje radę i śpi przy tych dźwiękach. Myśl: długo pobyłam sama 😉

6.15 Zarządzam wstanie chcąc oszczędzić Józka... hahah.. nim wstałam Józek też 😉 Witaj nowy dniu!

Poranna toaleta. Marcelina dalej bawi się z Antkiem. Józkowi daję ubrania do założenia. Wstawiam wodę na kawę. Ubieram Antka. Reszta już się bawi w najlepsze. Ogarniam sypialnię i łazienkę (lubię mieć czysto jak wychodzę z sypialni).

7.30 czas o śniadaniu pomyśleć (w duchu myślę jakoś szybko ;)). Towarzystwu podrzucam Antka. Idę na dwór - otwieram kury. Wracam. Włączam pranie. Robię pankejki w nadzieją, że Józek zje, bo ostatnio kiepsko mu idzie.

7.50 zastanawiam się po co robiłam kawę 😉 Dzwonię do mamy powiedzieć jej dzień dobry 🙂

8.10 Po śniadaniu i ogarnięciu kuchni. Robię po raz drugi i po raz pierwszy ją piję 😉

8.30 Antek wyraża zainteresowanie jedzeniem i drzemką. Korzystam - czytam, ale tylko 5 minut, bo reszta przychodzi ze swoimi książkami i jest poczytaj mi mamo. Czytamy, rozmawiamy.

9.30 Wyganiam towarzystwo, Antek się budzi. Ogłaszam, że nadchodzę z miotłą do ich pokoju 😉 Panika i błaganie: mamo jeszcze 5 minut 😉

Przychodzi mi myśl: Modlitwa przed działaniem! Cichaczem kładę im Antka, który pożera ich wzrokiem i uciekam 😉

Wyciągam Pismo św. Słowo - ono mnie zawsze porządkuje, napełnia pokojem i Bożą Obecnością. Kończę pisać refleksję, myśli i słyszę nadciągające tornado 😉 Uprzedzam fakty i idę z miotłą ( u nas świetne działa ;)) Jak posprzątają to ok, ale jak nie to miotła działa i sprzątają szybciej 😉

10.15 Ogłaszam wyjście podwórkowe. Pakują zwierzątka, ubierają się. Ubieram Antka, wyciągam pranie. Ich już nie widać - żyją swoim światem. Znajdują pierwszą biedronkę tego roku. Antek śpi, a ja się cieszę i idę sprzątać grządki. W drodze stwierdzam, że fajnie wypić kawę na podwórku 😉

Mam kawę. Ogłaszam akcję bielenia drzew (jakoś późno w tym roku), każdy ma swój pędzel, wyznaczone drzewka i po 40 minutach mamy finał na biało 😉

Komórka wszczyna alarm - 12.00 Anioł Pański. Idziemy do domu.

Czas na przygotowania obiadowe, słucham podcastu "Więcej niż edukacja", Marcelina robi jakieś zadania. W międzyczasie karmię i czytam. Obiad.





Piękna pogoda, żal nie korzystać - znowu wyjście podwórkowe. Antek gotowy do spania. Śpi. Reszta biega. Ogarnęłam część pozimowych rabat kwiatowych, wyznaczyłam nowe i doszłam do ogródka. Ony przyjechał z pracy. Wracamy do domu.

15.00 Koronka, karmienie, kawa. Wyciągam kolejne pranie.

16.15 drugi tydzień oglądamy "domy z potencjałem".

17.00 Jedni mają dość, inni dokazują. Antek nie wie co chce 😉 ja ćwiczę 🙂

18.00 Marcelina chyba się przeziębiła i zarządziła, że idzie już spać. I usnęła! Antek poszedł w jej ślady - śpi! Wychodzę do Onego i mówię: ten wieczór będzie nasz :))) Śpią! Józek ledwo zipie 😉

hahah naiwna ja 😉

19.00 Marcelina z gorączką 38,5, Józek ze smrodkiem w majtkach, a Antek już się wyspał 😉

20.00 sytuacja opanowana - 20.30 wychodzę, bo śpią 😉

Myje naczynia. Rozmawiamy.
Robię jeszcze pit za zeszły rok.
Jakaś strona mnie wciąga - czytam. I wreszcie pisze wpis, bo na bank później już tego nie napiszę.
A teraz czas spać 🙂
Dobranoc!



8

Kiedyś było powiedzenie idzie luty podkuj buty, a teraz... to już chyba przedwiośnie 😉 W każdym razie po kilkutygodniowym zawirowaniu z moją tarczycą (Hashimoto się odezwało) poczułam lekki wiatr w żagle. 🙂 Pogoda też nastraja optymistycznie, choć poziom mojej wit. D pozostawia bardzo wiele do życzenia 😉 W tym roku to moje hashimoto wzięłam na widelec i zamierzam coś zrobić, by co najmniej kilku się pozbyć.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie przedwiośnie też na parapecie, bo posiałam pomidory, paprykę, sałaty. Mam 13 odmian pomidorów 🙂 Na ogródku też przedwiośnie! Zrobiliśmy wielkie ognisko i spaliliśmy wszelkie uzbierane gałęzie, korzenie z zaoranych chaszczy itd. Paliło się 3 dni bez przerwy 🙂 Plan ogrodu rozrysowałam i pokolorowałam kredkami... fajna zabawa i w głowie plan się układa od razu, a najpierw wcale nie miałam weny twórczej 😉 W tym roku nowością będą u nas ziemniaki, fenkuł, fasolnik, melon i karczoch. I mnóstwo kwiatów - mam w planie dwie, duże, nowe rabaty kwiatowe. Cieszę się, że coraz bliżej do wiosny 🙂

Generalnie każdy dzień przynosi wiele zmian, wydarzeń, sytuacji, które sprawiają, że mam poczucie zmęczenia i przesytu. Ciągle mam problem ze złapaniem oddechu, a niby siedzę w domu 😉 Ułożyłam już sobie w głowie program naprawczy, wpisałam w kalendarz i... no właśnie, muszę popracować nad realizacją 🙂 Najtrudniej mam z własnym odpoczynkiem i to jest kolejna sfera nad którą chcę w tym roku zmienić.

W tym roku testuję nową wersję kalendarza czy raczej planera. I jak jakiś czas temu obśmiałam trackery tak teraz mam je od miesiąca i bardzo sobie chwalę. Zaznaczanie sprawia mi frajdę, a jednocześnie pokazuje mi gdzie nie domagam. Polecam! Zaznaczanie co wieczór krateczek jeszcze mnie dodatkowo mobilizuje 😉

W maju będziemy ocieplać dom, podpisaliśmy umowę z wykonawcą. Cieszę się bardzo, bo to jedno z naszych ostatnich największych finansowych inwestycji koniecznych. Oczywiście pomysły mamy następne, pewnie nie mniej inwestycyjne, ale to ocieplenie trochę zamyka klamrą nasz remont rozpoczęty 5,5 roku temu. Trochę nam zeszło 😉 Jeszcze też wiele przed nami 😉


Antek rozwojowy chłopak - przekręca się na brzuch i uwielbia na nim leżeć. Najchętniej by już siedział, a jeszcze chętniej by za nimi biegał 😉 Nadal śpi nocą a w ciągu ma drzemki coraz krótsze. Niemniej na świeżym powietrzu śpi najlepiej i po ok. 3 godziny, więc mam szansę na pracę w ogródku 😉

Generalnie stale się zadziwiam jak rozwijają się dzieci, jak bardzo są chłonne wiedzy, świata. Bardzo bym się cieszyła gdyby zawsze im się tak chciało jak im się chce i by do świata podchodzili z taką otwartością i ciekawością. Dostrzegam też wartość i owoce naszego wspólnego, głośnego, codziennego czytania książek. Fajnie jest wracać do niektórych książek i odkrywać nowe, których nie znam 🙂 Co do edukacji domowej - zastanawiamy się jeszcze, ale podanie do poradni ppp wydrukowałam 😉 W każdym razie kto nie ryzykuje ten nie żyje, a w domu każdy rok cenny 😉

pierwsza książeczka Marceliny o Afryce
tor przeszkód dla kotów 😉

Od ponad trzech tygodni ćwiczę codziennie! Za każdym razem jak zaczynam to mam poczucie "o jakie to proste", by pod koniec twierdzić "nie mam siły " 😉 Na początku byłam atrakcja dla dzieci... hahaha... teraz ćwiczą ze mną i jest płacz prawie jak robię to bez nich 😉 Obym wytrwała i wypracowała nawyk - potrzebę regularnego ruchu.

Koniecznie jeszcze muszę wspomnieć o kociej rodzinie, bo jak w listopadzie jakoś koty się rozeszły gdzieś - zostały 3 - to aktualnie mamy napływ, nie wiem chyba ludzie wyrzucają. W ostatnim miesiącu 3 nowe mamy i dwa leczymy, bo chyba z domów są, a do nagłego życia podwórkowego nieprzyzwyczajone. Dają jednak radę i witamy na pokładzie: Zenka, Czarną Mambę i "?" (jeszcze nie ma ksywy - propozycje mile widziane) 🙂

Przepraszam za chaotyczność mojej dzisiejszej pisaniny, ale jakbym tego nie napisała dziś to nie wiem kiedy. Dziura czasowa się znów robi i... Zawsze mam też wymówkę, że nie piszę, bo nie chce mi się zdjęć zgrywać 😉

14

BALANCE to będzie moje hasło rozwojowe w 2018 roku. Nie wiem czemu, ale jakoś bardziej mi pasuje wersja angielska niż polska 😉 Wiem, wiem powinnam najpierw podsumować rok poprzedni, ale wena do tego jeszcze nie nadeszła 😉 Myśli wprawdzie już się kołaczą, zdjęć część już mam nawet przejrzane, ale jeszcze nic nie poukładane. Za to zamierzenia na nowy rok spisane już mam i niektóre wprowadzam w życie 😉 Punktów mam 12, jak zrealizuję będzie BALANCE 😉

Raczej nie podzielę się wszystkimi punktami, ale w ciągu roku powinno je być widać albo słychać, przynajmniej część.

Walczyć zamierzam dalej w tym roku o poranną modlitwę osobistą. Dłuuugo zajęło mi zrozumienie przewagi poranku nad wieczorem. Tego się nie da wyjaśnić tylko tego trzeba doświadczyć, człowiek mniej się szamota, więcej rozumie czy raczej więcej ufa w codziennych sytuacjach, życie ma po prostu radośniejsze i prostsze... Bóg przypomina o swojej miłości, że nas kocha cały czas..

Jednym z punktów są finanse domowe. Zaczęłam, a nawet już prawie skończyliśmy [bo wciągnęłam w to Onego] kurs o zarządzaniu finansami . Kurs jest darmowy i serdecznie go polecam, został przygotowany przez Michała z bloga  jakoszczedzacpieniadze.pl.
Usiłujemy od jakiegoś czasu zapanować nad naszym domowym budżetem. W zeszłym roku podjęliśmy pierwszą próbę ogarnięcia budżetu, która jednak upadła po 3 miesiącach i bardzo żałuję! Wprawdzie z długów mamy tylko kredyt hipoteczny, ale denerwuje nas, że prawie zawsze wychodzimy na 0.
Tytuł ma wprawdzie jakoby dotyczył tylko długów, ale jest naprawdę wartościowy, praktyczny i uczy przede wszystkim właściwego zarządzania swoimi finansami - układa wiedzę w głowie, otwiera oczy na błędy które popełniamy i pozwala spojrzeć z innej perspektywy na domowe finanse - daje też motywacyjnego kopa do działania.

Kolejnym punktem jest ruch i wszelka aktywność. Doszłam do wniosku, że jak teraz nie ruszę się to później może być tylko gorzej.. haha... starość przyjdzie i się zacznę rozsypywać.. haha.. Polly tak twierdzi 😉 Do tego rozpisujemy z Marceliną plan wycieczkowy na cały rok by poznawać bliższe, a potem dalsze okolice. Bardzo bym chciała by to faktycznie się zadziało. Jak dobrze pójdzie za tydzień będzie pierwsza, teraz nas znów jakiś wirus zmógł, więc musieliśmy odpuścić.

Innym punktem krótkim a treściwym jest mniej mówić i mniej krzyczeć. Komentarz zbędny 😉

Mam też punkty dotyczące dalszego remontu czy ogrodu. Chciałabym wiele, to co w zasięgu naszych możliwości [czytaj pracy] to pewnie będzie, te kosztowe chyba poczekają [ale może św. Josemaria, nasz tegoroczny patron, coś wymyśli :-)]. Ogród to zupełnie inna pieśń! 🙂 Wena mnie poniosła, mam dalszy plan zagospodarowania podwórka, rozrysowałam Onemu jakie wsporniki dla róży i ławeczki chcę, a nawet huśtawkę dla nas. Moja Mama twierdzi, że jestem 'niedohuśtana', więc nie będę sobie żałować 😉

Książki. Jak przeczytam więcej niż w tamtym roku + karton artykułów powyrywanych z gazet to będzie balance 😉 Czy ktoś jeszcze wyrywa artykuły z gazet??? Ja jeszcze je dzielę tematycznie i chomikuję 😉

Balance czyli równowaga. Poczucie spokoju już mam, z Góry. Teraz chcę powalczyć o poczucie równowagi tam gdzie mogę, by mi i innym żyło się po prostu jeszcze pełniej, piękniej, prościej. Nie wiem co uda się zrealizować, w sumie to nawet nie jest ważne, sama ta droga do celu jest ważna. Jest przygodą, rozwojem, budzi we mnie wciąż zapał i ciekawość małej dziewczynki do życia. Do dzieła! 🙂