Przeskocz do treści

1

Tak bardzo bym chciała Wam wiele opowiedzieć, ale się chyba nie da, a przynajmniej ja nie umiem. Tak wiele spraw dzieje się prawie jednocześnie i jeszcze w szybkim tempie 🙂

Małżeństwo jak najbardziej nam służy.. jest lepiej niż sobie wyobrażałam, przez pierwszy tydzień utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że to już jesteśmy mężem i żoną, a do nowego nazwiska to jeszcze nie przywykłam i czasem muszę się zastanowić gdy podpisuję dokumenty.

W ramach oczyszczenia atmosfery kilka razy mieliśmy mocną wymianę zdań, którą za to bardzo łagodnie kończyliśmy - wiecie to w ramach tego żeby nie było nudno 😉

Ony choruje teraz co nieco, zaczął od zapalenia oskrzeli a teraz jest etap zapalenia płuc, marudny przy tym okrutnie, gada za trzech, nic mu nie pasuje i jest przy tym bardzo śmieszny. Obecnie trwa faza, że najbardziej cierpi na świecie i to pewnie już śmierć zagląda mu w oczy 😉


dobrego popołudnia i zdrowego! 🙂

1

szczerze powiedziawszy nie wiem co mam napisać... albo raczej od czego zacząć..
wiem że przez cały czas przygotowań (a w ostatnim czasie było to bardzo namacalne), ślubu, wesela i sprzątania po nim, czułam się niesiona modlitwą! To jest coś niesamowitego, do tej pory nie mogę uwierzyć że było to moim udziałem.
ogólnie podeszłam do całości bezstresowo, wiedziałam że robię dobrze, że Ony jest dla mnie najwłaściwszym mężczyzną i nie ma się czego bać... Ony miał więcej strachu, ale myślę jak doszło do soboty to poza kościołem się dobrze bawił 🙂
w kościele było radośnie, Ony do dziś nie może przeboleć że od początku nie patrzył mi w oczy (to jest bardzo śmieszna historia), ja chciałam założyć mu obrączkę na lewą rękę, a ministrant się nieustannie mylił komu ma dać mikrofon 😉
ja sie popłakałam na kazaniu, bo gdzieś bardzo dotknęło mojego serca, moich oczekiwań, mojego czekania, samotności....
na koniec dziękowaliśmy Rodzicom w kościele i tu się nieźle trzymałam, ale jak zobaczyłam płaczącą moją mamę to wymiękłam i tez się popłakałam, podobno było to bardzo wzruszające i wszystko pociągali nosami (a szczerze nie miałam tego celu, chcieliśmy tylko w ten sposób bardziej uroczyście podziękować Rodzicom)
potem sala, pierwszy taniec, który był prawdziwym pierwszym tańcem, bo nie zdążyliśmy ani razu zatańczyć przed a później to hulaliśmy do 4.30, potem łóżko, Msza niedzielna i poprawiny 🙂
***
a po ślubie to już tam nie wypada 😉
we wtorek poszliśmy z Onym do mnie na mieszkanie w celu pakowania i przeprowadzki mojej do niego... hehe skończyło się na tym, że większość rzeczy oprócz książek spakowaliśmy i..... uciekliśmy 😀 przeraził nas ogrom rzeczy do zabrania, wiec wzięliśmy worek moich ubrań i w nogi 🙂
na drugi dzień zaliczyliśmy drugie podejście, zapakowaliśmy cały samochód (aż dziw że tyle się zmieściło) - i na tym zakończyliśmy bo trzeba było gdzieś to umieścić 😉
dzień trzeci to walka z urzędami, bankiem i szybka nauka nowego nazwiska a na deser drugi samochód do przewózki..;)
dzień czwarty to próba opanowania moich książek, szpargałów i tym podobnych przedmiotów.. hehe kupiliśmy duży regał i daliśmy radę - Ony nęcił piwnicą, oddaniem do biblioteki, ale sie nie dałam - mam wszystkie książki ze sobą 😀
niedziela - to nasze pierwsze wspólne święta, wyszło lepiej niż myśleliśmy 😀
przepiękny, przecudny czas... a jest coraz piękniej 🙂

"Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
Nie szuka poklasku,
Nie unosi się pychą,
Nie dopuszcza się bezwstydu,
Nie szuka swego,
Nie unosi się gniewem,
Nie pamięta złego,
Nie cieszy się z niesprawiedliwości,
Lecz weseli się z prawdy.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
Wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje..."
1 Kor. 13, 4-8

 

I tak oto 24.10.2009r. o godz. 16.00 podczas Mszy św. zawarliśmy Sakrament Małżeństwa, który ks. Grzegorz zatwierdził i pobłogosławił.
I odtąd uczymy się budować jedność i wspólnotę małżeńską 🙂