Przeskocz do treści

16

Ostatnio w związku z różnymi trudnościami i zawiłymi sprawami, które dobijają się do nas, miałam czas na dłuższe myślenie. W ogóle to ja dużo dumam, myślę, planuję, kombinuję, ale teraz to szczyty chyba swoje osiągam 😉
Doszłam do wniosku, że musimy się starać jak najbardziej upraszczać nasze życie, skupić się na tym co ważne, naprawdę wartościowe i cenne. Inaczej świat nas wchłania, zabiera istotę tego czym jest życie, wprowadza zamieszanie, niepokój. Prostota jest piękna i tak naprawdę podkreśla wartość naszego życia.
Mam wrażenie, że sami sobie komplikujemy życie, codzienne sprawy, przez to nie żyjemy z sobą w zgodzie, bo się szarpiemy i tworzy się błędne koło.
Nie znaczy to, że mamy żyć po prostacku. Proste życie wydaje mi się wręcz że jest trudniejsze i wymagające więcej wysiłku.
Jak uzyskałam świadomosć tego to też próbuję wprowadzić to w życie, bo bardzo te myśli  mi się podobają. Znacznie ułatwiają mi ocenę tego co wokół mnie/nas się dzieje.
Z Onym podyskutowaliśmy o tym i stwierdziliśmy, że nie chcemy brać udziału w kołowrotku czasowym, a daliśmy się wkręcić. Wiem, że do końca nie da się od tego ocieknąć. Chcemy jednak znaleźć jakiś złoty środek. Na razie dzięki tej świadomości udało się nam wprowadzić więcej spokoju i ciszy w nasze progi.
A cisza to wiadomo moja ulubiona muzyka 🙂
I miłość lepiej sie rozwija.
I z Bogiem można dłużej porozmawiać.
I człowiek szczęśliwszy.
I bardziej wdzięczny za wszystko.

 

1

Uwielbiam piątkowe popołudnia, bo mam wrażenie, że najlepsze dopiero przede mną. Jakoś tak wychodzi, że to prawie jedyny wieczór w tygodniu kiedy prawie na pewno jesteśmy w domu i mogę się oddawać różnym domowym przyjemnościom. Celebrujemy więc ten czas i cieszymy się nim jak dzieci. Od jakiegoś czasu stało się naszą domową tradycją iż piątkowym wieczorem coś pieczemy i za każdym razem jest to coś innego. Tym razem były to rogaliki krucho-drożdżowe 🙂
W sobotę zapodaliśmy sobie z Onym /w międzyczasie oczywiście/ przygodę leśną. Skutki odczuwam do dziś, bo komary nas prawie zjadły 😉 Za to obłowiliśmy się i całą drogę do domu zastanawialiśmy jak przytaszczymy wszystko do domu bez ciekawskich spojrzeń sąsiadów 😉 Nie udało się nawet dzieciaki się za nami oglądały jak szliśmy z szyszkami, kawałkami gałązek, czarnym bzem i innymi cudownościami leśnymi. Bosko było! Te zapachy, odgłosy.. cudne! Żeby nie było słodko Ony najpierw marudził, że komary go jedzą i takie tam frazesy, ale z drugiej strony ani mu się śniło wracać do samochodu i czekać na mnie 🙂 Nawet po drzewie skakał jak małpka - rewelacyjny widok, mało ze śmiechu nie umarłam 🙂
Wieczorem wybierałam się do filharmonii z L. i przez te komary miałam stresa jak się ubrać by tych wszystkich ukąszeń/zadrapań widać nie było, a żeby wstydu nie robić 😉
A w ogóle zamiast pastelowej sypialni wyszła nam magnoliowa łazienka. Wszystko to moja wina, ale się z tego bardzo cieszę. Ony trochę się namęczył, bo kolory mocniejsze były wcześniej i różne inne atrakcje wyszły przy okazji, ale to już za nami. Kolor baaardzo mi się podoba, dziś wykańczać ją będę. Sobotę całą byliśmy poza domem, więc trudno było cosik poczynić. jak już ją skończę to może trochę pokaże..
***
Nawiedziłam ostatnio 'przypadkiem' z moją siostrą pewną wieś i przepadłam! Zakochałam się. Jak tam jest pięknie! Domy są zbudowane na polanach leśnych, jakby wychodziły z lasu, niby są blisko siebie, ale każdy jakby był oddzielną jednostką. Jedyna rzecz, która mnie rozśmieszyła to chodniki wzdłuż drogi w tym dzikim lesie 🙂 Nie wiedziałam, że takie fajne miejscowości są blisko mnie 🙂
o takie 'coś' nazbieraliśmy 😉

Nie jest tak jak być powinno.
To mnie martwi.
Nie wiem jak znaleźć wyjście.
W sumie nie wiem nic.
Mam dość.
 Widzę ciemność, choć usilnie szukam światła.
Może mam zamknięte oczy?
pierwszy raz zakwitł ten kwiat i nie wiem co to..