Przeskocz do treści

26

Jeśli 2,5 dnia pierwszych dni stycznia są formą proroctwa na cały rok to zapowiada się nieźle:
* zdążyłam przeczytać "Cukiernię pod Amorem. Zajezierscy.",
* wygrać candy u Millu, odjęło mi mowę z wrażenia, nie mogę do tej pory w to uwierzyć ze szczęścia :-))))))))
* porozumieć się z mężem w pewnej trudnej kwestii,
* ustalić co nieco zamierzeń i planów na 2011 rok,
* przez dwa dni nigdzie nie musiałam się spieszyć, jechać, pędzić,wszystko wokół mnie jak w zwolnionym tempie,
* dziś podpisano ze mną umowę na stałe,
* w poniedziałki godzina pracy mi się zmieniła na późniejszą, co po zastanowieniu chyba mi odpowiada, bo rano zdążyłam sporo zrobić...

Brzmi zachęcająco prawda? 😉

DOPISEK 04.01.2011.
Czy uwierzycie, że wygrałam jeszcze jedno candy, a w zasadzie 2 w 1??? Tym razem u Rose
Jak wygrana pierwszego u Millu wprawiła mnie w zdumienie, to wygraną u Rose trudno kwalifikować, bo to raczej szok z bezbrzeżną radością zdumienia naprzemian :-))))

 

14

refleksyjnie nas naszło ostatnio, bo może więcej spokoju wokół? zastanawiamy się ostatnio z Onym nad rodziną jaką chcemy być, jak się rozwijać,  jak ma wyglądać nasze wspólne życie za lat 10-20, gdzie i jak chcemy mieszkać... to są takie fajne rozmowy i są  ogromnym krokiem do przodu w naszych relacjach, bo ja zawsze miałam głowę pełną marzeń i planów, inaczej chyba żyć nie umiem. Zwłaszcza, że zazwyczaj do większość ich realizuję (niektóre mają po kilka lat i nadal czekają na realizację ;-))
Ony nie umie marzyć, nigdy tego nie robił, to dla niego obce terytorium a teraz tego się uczy, otwiera się, a ja staram się dostrzegać te wszystkie zmiany, by nie stracić tych cudów, które się w nim dokonują i... marzyć razem z nim :-))
***
wciąż nie możemy się doczekać dzieciątka, co czasem sprawia ból i chyba do końca jeszcze nie umiemy o tym rozmawiać, oczekiwać... bardzo ufam, że będzie tak jak ma być, choć czasem tęsknota mnie zżera w środku..
***
mam problem z jedną osobą, gdyż drażni mnie jej postawa, jej sposób bycia, jej niby uległość, a z drugiej strony złośliwość, jej brak empatii i zrozumienia, że ktoś może żyć inaczej... nie umiem sobie z tym poradzić, a współpracujemy czy raczej powinniśmy współpracować na terenie, na którym wspólnie działamy a to już mnie smuci...
na przykład dzisiejszy przykład: wysyła mi 5 emaili ze stwierdzeniem, że nie potrafi otworzyć dokumentu w wordzie, a codziennie w nim pracuje to.......... mam ochotę się wycofać z tego terenu :-((
to jeden z dylematów noworocznych 😉
***
Szczęśliwego Nowego Roku  
Happy New Year 
Heureuse Nouvelle Annee
Glückliches Neues Jahr 
Felice Anno Nuovo
Cчастливы Новым годом
 ;-)))
Nie wiem czy wszystkie tłumaczenia ok, ale nie mogłam się powstrzymać by nie pożyczyć 😉

PS. Zrobiłam dopisek świąteczny w poprzednim poście dzięki Polluśce 😉

12

U nas jeszcze święta trwają do 6 stycznia, teraz już zdecydowanie w spokojniejszej, bardziej zindywidualizowanej formie spotkań i pogaduszek, jeszcze się nie rozpędzamy, raczej delektujemy się czasem i radością świąteczną, przedłużamy sobie ten czas, sprawdzamy jaką kto ma w domu choinkę, jakie ciacho itd. 😉 Pisząc MY mam na myśli moją rodzinę, bo nas jest dwudziestu pięciu + jedno w drodze :-), wspólne spędzenie czasu... nawet chyba bardziej lubię ten czas poświąteczny niż Święta, bo jest bardziej spokojniej, refleksyjnie, mniej wyjazdowo, więcej czasu na rozmowy i wspólne gry...
Czas świąteczny uzmysłowił mi jak ogromny mam dar w postaci rodziny, że Rodzice nas tak a nie inaczej wychowali, że stworzyli nam właśnie taki dom, do którego wszyscy ciągniemy, że mamy wobec siebie wzajemny szacunek, miłość. Wiem, że w dużej mierze to zasługa mojej Mamy, że jej ciepło, jej zainteresowanie nami, jej miłość, a przede wszystkim te wszystkie odmówione dziesiątki Różańca nas łączą i przyciągają. Owszem są i niedomagania, wewnętrzne spory (to raczej normalne), ale miłość nasza wzajemna wszystko przykrywa i okrywa swoim płaszczem. Im też jesteśmy starsi tym bardziej chyba sobie coraz bardziej zdajemy sprawę z tego ogromnego skarbu jaki mamy (żeby nie było że my tylko tak świątecznie, bo my mamy taki do siebie stosunek cały rok).
dopisek 30.12.2010r. - dzięki Polly 😉
dopiszę dla potomnych co było na naszym wigilijnym stole:
* barszcz z uszkami ( najlepiej smakuje po Pasterce)
* zupa rybna
* karp smażony (o niego zawsze bitwa na końcu 😉
* kapusta z grochem
* ryba po japońsku (kiedyś umieszczę przepis, tylko nie wiem skąd nazwa po japońsku)
* śledzie po kaszubsku
* śledzie pod pierzynką
* sałatka z tuńczykiem
* kompot z suszonych owoców
W moim rodzinnym domu Wieczerzę wigilijną rozpoczynamy czytaniem fragmentu z Pisma Św. o Narodzeniu Jezusa oraz modlitwą za żywych i umarłych, potem Tato  rozdziela wszystkim opłatek i następują życzenia, siadamy do stołu i każdy je to co lubi (jak byliśmy dziećmi to zawsze musieliśmy jeść wszystkiego po trochu :-)).
Po złapaniu oddechu od stołu, a w międzyczasie dochodzą kolejni, pojawia się Mikołaj i następni dochodzą albo odchodzą. Jak dobrze idzie to jest 22 i albo kolędujemy albo rozmawiamy i zbieramy się o 24 na Pasterkę. Po Pasterce zazwyczaj dojadamy  i oglądamy jakiś film i/albo rozmawiamy.
U teściowej na stole było:
* barszcz z uszkami
* pierogi z kapustą i grzybami
* karp smażony
* sałatka krabowa
* sałatka śledziowa
* ryba po grecku