Dla mnie od wczoraj mogą być już święta 🙂
Uświadomiłam sobie, że moje serce zawsze będzie dziurawe, niedomagające, biedne, zawsze będzie z niego siano wychodziło, czasem będzie zimno - jak w tej biednej stajence w której się narodził Jezus. A wystarczy jak zaproszę Jezusa do tego mojego ubogiego serducha, aby się w nim narodził, umoszczę Mu jeszcze co nieco sianka i mam święta 🙂
Mam ogromną radość, ulgę i pokój - wszystkim tego życzę 🙂
wczoraj ukończyłam drugiego piernika przy wydatnej pomocy Onego, a dziś robię Keks czekoladowy i wreszcie udaje się po ostatnie dwa prezenty. Dobrze, że idę w specyficzne miejsce to tłumu nie będzie 😉 Kartki już wszystkie wysłane, zakupy dziś wieczorową porą zrobimy, w czwartek ostatni dzień do pracy i możemy świętować na maksa 🙂
Kota młodego miałam ochotę wczoraj udusić i wysłać go na wsiowe wieczne wakacje - zepsuł mi stroik świąteczny, wylał wodę prawie na komputer i... szkoda słów...wrrr.. z drugiej strony jest szalenie zabawny, potrafi mnie rozczulić i tylko go trzyma jeszcze w domu 😉
dobrego czasu jeszcze przedświątecznego 🙂